|
czwartek, 17 maja 2012
kury, nie znacie dnia ni godziny!
wszyscy juz spia. pracuje niestety bez wiekszego sukcesu dzis i juz z lekka padam na nos, bo kurcze nic mi sie dzis nie udaje. w ogrodzie zapala sie swiatelko reagujace na ruch. najpierw umieram ze strachu. potem, zwycieza ciekawosc. po ogrodzie przemyka kot... kot? z taka kita? taki dlugi? swiatlo go zedzorientowalo. nie wie dokad uciekac. lis. lis, o rety! idzie krasc jaja albo kury pewnie. otworzylam okno: - psik! zrozumial po polsku i zwial jak kot.
wtorek, 15 maja 2012
jak tu jest.
"nowe" jest zawsze cwiczeniem dla mozgu. nowy laptop. nowa praca. nowy dom. nowa kuchnia. juz nie mozna polsennie, automatycznie wykonac 25 ruchow zeby ugotowac poranna kawe. trzeba sie jednak obudzic, pomyslec gdzie jest kawa, gdzie lyzeczka, gdzie kubek. w poplochu otwieram wszystkie szuflady po kolei i wciaz sie dziwie, ze ktos tak mogl zaplanowac kuchnie. najpierw wezmiemy sie za plot. ale zaraz potem ta kuchnia wyleci na zbity pysk. na srodku jest wyspa, absolutna pomylka kuchenna. nigdy nie chcialam miec wyspy. kuchnia ma sie ciagnac wzdluz sciany a nie stac na srodku! a na wyspie jest kuchenka a nad kuchenka wisial pochlaniacz (ludzie, jak to sie nazywa po polsku?) i zaslanial caly swiat. to wylecialo na bruk jako pierwsze i zaraz zniknelo ze sterty gruzu przed brama, bo jak sie okazalo mialo super marke. nie tesknie. lazienka jest 4 razy wieksza niz nasza stara. taki pokoj kapielowy, ktory jest tak slicznie zaplanowany, ze zupelnie nie wiemy gdzie powiesic/postawic szafke. co by nie zrobic styl bedzie popsuty. jest miejsce na mydelniczke i tyle. reszte prosze robic w piwnicy (druga lazienka letnio/ogrodowa) i nie zaklocac harmonii. kurde no. powiesilismy niesmialo taka chudziutka szafeczke, ze tylko krem pod oczy i nitka do zebow sie miesci. suszarka lezy beszczelniena podlodze i czeka na zmilowanie. chyba ogolimy sie wszyscy na zero i nie bedzie problemu z nieforemna suszarka. dobrze, ze w poniedzialek lece do berlina, bo caly czas cos bym przestawiala, przesuwala, poprawiala i zupelnie nie moge skupic sie na pracy. ogrod jest zupelnie zdziczaly. ale dzis odkrylam, ze jak przekwitna cudne bzy to zakwitna jasminy. olbrzymie! trawy prawie nie ma bo drzewa na wzor lesny rzucaja zbyt duzo cienia i wszystko zaroslo mchem. w amoku wyrwalam cos, co wydawalo mi sie byc chwastem a potem okazalo sie czyms jak bordowe dzwoneczki, dobrze, ze nie mialam cierpliwosci, zeby wyrwac wszystko! teraz trzymam rece w kieszeniach, a sekator w schowku zeby mnie nie kusilo. poszlysmy z malina na spacer wokol malych jezior. i teraz sie zastanawiamy, czy w tym roku w ogole wyjezdzac na wakacje. martwi mnie troche ulica, ktora zima byla jak wymarla a teraz budzi sie do zycia motorami, bo okolica jest turystyczno-piekna i motocyklisci zakochani w jezirno-gorskich serpentynach jezdza mi wzdluz plotu. z tego powodu chcialam juz sie wyprowadzic (po 6 dniach mieszkania!), ale sasiedzi mnie przekonuja, ze za kilka tygodnie nie bede juz tego slyszala. a ja wiem, ze bede i dlatego szukam specjalnego ogrodzenia dzwiekochlonnego. malina w szkole nagle zupelnie zmienila styl zycia i bycia. pani nauczycielka ma taki system, ze ciagle chwali te swoej dzieci a maline tylko w taki sposob mozna zmotywowac. dzieci pisza wypracowania na cala strone A4 a malina na 3 strony! dziecko, ktore nie lubi ani czytac ani pisac. w piatki na godzinie wychowawczej 15 minut poswiecone jest... chwaleniu. dzieci moga sie zglaszac, zeby kogos pochwalic. malina byla pochwalona prze kolezanke, ze tlumaczyla spotkanie z polska grupa, ktos inny byl pochwalony, ze przeprosil sie z kims po klotni itp. dzieci chwala dzieci a pani slucha. wczoraj sluchalam jak malina namawiala sie z kolezanka, ze pochwala w piatek dziewczynke z klasy, ktora nie bala sie os i pokazala tacie ich gniazdo. bardzo mi sie podoba ten system. dzieci zyja tu jak w bullerby. znaja sie wszystkie. a to lataja z latawcem, a to scigaja sie na rolkach, a to ganiaja z psem po lace. helen doran - system wedle ktorego malina uczyla sie angielskiego przez ostatni rok - mamy po drugiej stronie ulicy. moge stac na tarasie i kiwac malinie reka. nauczycielka od pianina mieszka tez po drugiej stronie ulicy, jej dom widac z naszej sypialni. a u sasiadow mieszka pies, w ktorym malina sie zakochala. tak dlugo czatowala na wlascicielke az ja zlapala i zapytala, czy nie moglaby z nia pojsc na spacer, jak bedzie szla z psem. i teraz tak sobie od czasu do czasu chodza nad jezioro. i maz kaze mi sie na tym skupiac a nie na motorach, ktore zaklocaja moja cisze i wkurzaja mnie ze nie wiem. jest dobrze, choc jeszcze nie wiem dokladnie jak.
niedziela, 13 maja 2012
kawalek weekendu.
przeprowadzilismy sie 14 dni temu ale dla mnie to dopiero 4 dzien tutaj. i to tez nie caly. zaliczylam berlin, hamburg i frankfurt i dzis wyladowalam w domu. poszlam z malina na spacer do lasu jak z bajki, w ogrodzie ukradlam (sama sobie) lylowy bez, na kolacje malina z tata urzadzili mi uczte szparagowa na dzien matki. dobry dzien. kawaleczek uratowanego weekendu przed zwariowanym tygodniem, przed ktorym juz teraz mam troche stracha. kupilam dzis sobie prawdziwa literyture z dolnej polki i relaksuje zmeczony mozg.
czwartek, 10 maja 2012
Worried
Worried I'm getting older, and that my bangs have grown too long.
Worried I lost my car keys, or that I've said something wrong. Worried about the mess that's in my house, that's in my heart. Worried that I'll go crazy every time that we're apart. Pessimistic as it seems, sleep will never come that easy, we will always have bad dreams... Fallin in love and into credit debt much too deep too fast. I envy the futures of all my friends and I get jealous about your past. If it gets too close, if it gets too much, I'm scared I'll disappear. Well babe I might step back but if I go to far, promise you'll wait for me right here. Pessimistic as it seems, sleep will never come that easy, we will always have bad dreams... http://vimeo.com/39420614 nowy dom
jest piekny i przestronny. ma niesamowite okna. otulony starodrzewiem i krzewami bzu i czeremchy. z furteczka i drozka nad jezioro, z szeroka brama jak sie patrzy, z piekna lazienka, z tarasem. z balkonem, z altana, z widokiem na alpy. ale pierwszego wieczora zasmucona malina powiedziala: - fajnie tu, ale wolalabym wrocic do naszego domu.
czwartek, 26 kwietnia 2012
malinowa pozytywka
nad malinowa kolyska wisialy misie na karuzeli, jak naciagnac pozytywke, to sie powolutku krecily i graly melodyjke. dwuletnia malina rozprawila sie z pozytywka (za ktora nigdy nei przepadalam, ale byla prezentem do tesciowej, wiec co mialam zrobic?) tak ze czesc grajaca gdzieszniknela wsrod klockow, a misie na karuzeli zamienily sie w kapelusz. i dzis... po 7 latach znalazla sie grajaca czesc. biala, plastikowa, z haczykiem. malina skoczyla jakby znalazla upragniony skarb. naciagnela pozytywke i ... poryczala sie jak bobr. z oczu poplynely jej lzy jak strumyczki. serce mi peklo i zupelnie nie wiem co ze soba zrobic.
środa, 25 kwietnia 2012
panika
ilosc kartonow sie zwieksza a ilosc rzeczy w domu nie zmniejsza. zaczynam panikowac, ze nie zdazymy.
wtorek, 24 kwietnia 2012
w czepku...
rozmawiamy o moich ulubionych rzeczach z dzidziusiowego czasu, kiedy maline nazywalam szafirkiem, bo oczki miala niemal granatowe. kolderka z jednej strony granatowa z drugiej w blekitne misie i druga w... maciupkie czerwone ciezarowki. nie umialabym sie z nimi rozstac. jeszcze w ciazy przeczytalam, ze dzieci po urodzeniu laduja w spioszkach a nie jak kiedys w becikach a szkoda, bo uwielbiaja czuc swoje nozki. i kiedy zobaczylam taka maciupka koszulke nocna niemowlecia (baaardzo dluga) to zaraz kupilam. jak sie maline trzymalo na rekach to wygladala jak duszek, do spania dol sie zawijalo i juz. tej koszulki nie oddalabym nikomu za nic. i tak opowiadam, ze nad glowka miala zawsze waleczek, bo przeczytalam, ze dzieci, ktore przeciez spedzily 9 miesiecy glownie na glowie lubia czuc leciutki nacisk na glowke i rzeczywiscie malina spala spokojnie jak suselek (czy to byla zasluga waleczka, tego nie dowiemy sie juz nigdy). tu wtraca sie malina: - tak! tak! ja wiem, ze dzieci lubia miec cos na glowce. pamietasz jak o tym czytalysmy? o tym ze mowi sie, ze niektore dzieci sa w czepku n a r o d o w y m?! litania
matko boska od przeprowadzek wspieraj mnie przy wyrzucaniu niepotrzebnych rzeczy matko boska od przeprowadzek daj mi sile wyrzucic co sie da matko boska od przeprowadzek wspomoz mnie przy zabieraniu tylko potrzebnych rzeczy matko boska od przeprowadzek daj mi moc zebym nie zastanawiala sie nad kazdym oblamanym uszkiem od filizanki matko boska od przeprowadzek pomoz mi skupic sie na pakowaniu zamiast na czytaniu artykulow w gazetach zebranych do pakowania kruchych rzeczy matko boska od przeprowadzek badz ze mna w tych trudnych chwilach kiedy recznik nieuzywany od 10 lat bedzie mnie wodzil na pokuszenie matko boska od przeprowadzek nie opuszczaj mnie w chwili slabosci kiedy moje serce slabnie na widok kiwajacego sie stolka wszyscy swieci trzymajcie za mnie kciuki. amen. biale kwiatki
kolo laweczki przy kuchennych drzwiach rosl krzyczek jak sie tu sprowadzilismy. na wiosne zakwitl kilkoma bialymi kwiatkami, ktore pchnialy jak jasmin ale nie tak odurzajaco, delikatnie. w dwa lata tak go strzyglam, ze zamienil sie w male drzewko, ktore co wiosne stawalo siebialym pachnacym bukietem a latem parasolem slonecznym. jakos nie moglam sie dowiedziec co to jest, ale pewnej wizyty w polsce, patrze...a tu na gazetach pod kosciolem jakis staruszek sprzedaje za grosik galezie obsypane kwiatkami jak na moim drzewku. - o! co to jest? czy pan wie jak to sie nazywa?! pan nawet na mnie nie spojrzal. pokrecil glowa z dezaprobata: - czeremcha, dziewczyno, czeremcha... za te "dziewczyne" od razu przebaczylam mu ten ton i teraz wiem: czeremcha! teraz po 10 latach czeremcha jest juz calkiem okazalym drzewem i nawet musialam o nie zawalczyc z siasiadem, ktory przyslal mi oficjalne pisemko, ze drzewo rosnie za blisko plotu i jest za wysokie. bawarskie prawo chroni jednak to drzewko, bo ono tak juz rosnie ponad 5 lat i nie musze go wycinac, bo sasiad sie spoznil z reklamacja... na szczescie! no ale teraz sie wyprowadzamy. czeremcha musi zostac, bo choc znacznie mniejsza od lipy, to juz nie do przesadzenia. i wczoraj... niespodzianka. chodze po nowym ogrodku i badam czy juz w koncu widac co to za dwa olbrzymie drzewa rosna w dwoch roznych koncach. no! czeremchy. tyle ze jakies 10 razy wieksze! od razu poczulam sie u siebie.
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
decyzje wazne jakby chodzilo o zbawienie swiata.
w sobote stalismy z dwie godziny przed jedna sciana. polozyc kafelki i miec swiety spokoj albo zostawic tapete nasladujaca material i miec stylowo ale niepraktycznie. raz tak, raz tak, raz malo sie nie poklocilismy a w koncu poszlismy na piwo nie mogac wyjsc ze zdumienia, ze czlowiek moze tyle energii powiecic scianie, fudze, framudze czy listewce. zycie toczy sie, slonce swieci a my przygladamy sie misce klozetowej i dyskutujemy czy nam sie podoba a w koncu wsiadamy w samochod i jedziemy na drugi koniec miasta przyjrzec sie... innemu kibelkowi. jakby chodzilo o cos wznioslejszego niz zwakle siki swietej weroniki. jak remontowalismy dom krotko przed narodzinami maliny, nie mielismy forsy i wszystko bylo latwe. szlismy do sklepu, ogladalismy oferty specjalne, wybieralismy najtansza wanne, najtansze kafelki (sprzedawali resztke ktora akurat pasowala do naszej maciupkiej lazienki), kibelek byl ostatni i za pol darmo. wszystkie zakupy zalatwilismy wtedy w jedna sobote i koniec a teraz po 9 latach ludzie kupuja chatke i zachwycaja sie, ze taka stylowa lazienka. no urzadzanie mieszkania to nie dla mnie. nudzi mnie, meczy, zlosci. jedyna przyjemnosc to ogrod. postwilam kilka lylowych doniczek na tarasie i kamieni przywiezionych z wakacji i troche zrobilo sie "u nas". za tydzien trudna decyzja "lesna". mamy przepiekne drzewa, ale za duzo, cos trzeba wyciac. a kazdego krzaczka mi szkoda. dwa olbrzymi drzewa obsypaly sie bialym kwieciem i wydaja mi sie ze to czeresnia,a le moze tylko co ozdobnego?
piątek, 20 kwietnia 2012
niespodziewany relax.
podwiozlam maline do szkoly. podjechalam waska drozka nad jezioro popatrzec jakie piekne i... zasnelam. obudzil mnie przechodzien, ktory zmartwil sie, ze cos mi sie stalo. i dobrze, bo bym zaspala. 2 godziny snu. odpoczelam, jestem jak nowa.
czwartek, 19 kwietnia 2012
malinowe wrazenie
malina towarzyszyla dzis pani dyrektor w rozmowach z polska delegacja, w rozmowach z polskim burmistrzem a potem nawet tlumaczyla oficjalne powitanie polskich dzieci w obecnosci calej szkoly. obecna pani tlumacz nie miala nic do roboty i czasem podrzucala tylko jakies slowko. na koniec pani dyrektor poprosila o aplauz dla maliny. po uroczystosci wiele dzieci jej gratulowalo a w klasie kolega wyznal jej w oczy: jestes cool. juz dzis dostala wyniki wczorajszej klasowki. zabraklo jej kilku punktow do jedynki, dostala dwojke, wiec promieniala i oczywiscie nie mam mowy o "paleniu" testu. ufff. malina czesto slyszy jak zartobliwie odpowiadam na pytanie o moj zawod: - a co pani robi? - dobre wrazenie. dzis po calej opowiesci o przygodach w szkole pyta: - mamusiu, mysle ze... ja tez robie dobre wrazenie. i sie smieje. malinowe poczucie humoru. malinowa szkola
malina uwielbia nowa szkole. rozkwita. ja jakos czulam, ze tak bedzie, mezowi spadl kamien z serca, bo sam zmienial szkole kilka razy i wie czym to pachnie. dzis malina jest "asystentka" pani dyrektor bo maja wizyte z polski i malina bedzie tlumaczem. wczoraj byla pierwsza klasowka z niemieckiego. opani powiedziala zeby malina napisala jak umie (program jest troszke inny niz w starej szkole) i jesli wypadnie zle to uroczyscie spalimy te klasowke i wytlumaczymy bledy. w klasie jest wiecej chlopcow niz dziewczyn i od innych rodzicow wiem, ze pani niesamowicie daje sobie z nimi rade, bo dzieci ja uwielbiaja. kazdy dzien teraz jest niespodzianka. wszystko nowe, ciekawe a wieczorem oczy same zamykaja sie do snu.
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
sanki w kwietniu
u nas w ogrodzie sanki stoja caly rok. malina uzywa ich jako stolka, lawki i oczywiscie jako sanek! po mokrej trawie, w kaloszach, mozna sankami tak samo dobrze sie nawzajem ciagnac jak po sniegu. cala niedziele malina szalala z sasiadkami, ktore zaraz po powrocie do domu poprosily tate, zeby sciagnal z pawlacza takze ich sanki... zwariowana ulica.
środa, 11 kwietnia 2012
przed i po.
w ferie malina oglada wieczorem wiadomosci dla dzieci. o jaki interesujacy temat dla 9-latki. pokazuja ile trwa makijaz modelki przed sesja zdjeciowa. dlugo trwa. bardzo dlugo. potem cala seria zdjec: przed i po. malina totalnie rozczarowana: - jakie one wszystkie brzydkie sa! nie tak jak ty! ty jestes piekna przed makijazem i po makijazu!!! jaki to balsam na matczyne serce trzy miesiace przed 44 urodzinami. malinowe stuk stuk stuk.
zainspirowana pomyslem znajomych od dawna marzylam o maszynie do pisania dla maliny. wymienilam ja wsrod pomyslow na prezent na chrzciny. i jest. stara, biurowa w skorzanej walizce. kuchenne biureczko maliny zamienilo sie w miejsce pracy pisarza i po calym domu rozlega sie przyjemne: stuk stuk! malina pisze ksiazke, quiz o zwierzetach, slowniczek polsko-niemiecko-angielski i sciagawke z tabliczki mozenia. zachwyca sie polskimi literami w tastaturze i mozliwoscia zmiany koloru z czarnego na czerwony. dzis idziemy do papiernika zobaczyc czy jeszcze mozna kupic tasme do maszyny do pisania. ciekawe czy mozna.
wtorek, 10 kwietnia 2012
malina bez różków
chrzest byl skromny. kosciol moj ulubiony. malina wzruszona i przejeta. rodzice chrzestni najlepsi jakich mozna sobie wymarzyc. restauracja genialna. prezenty sliczne. 4 dni w warszawie z ostro napietym planem. zimno, ale pieknie. +++++++++++++++++++++ przerobilam ten tekst programem do wprowadzania polskich znakow i wyszlo: chrzęst był skromny. kościół mój ulubiony. maliną wzruszoną i przejęta. rodzice chrzęstni najlepsi jakich można sobie wymarzyć. restauracją genialną. prezenty śliczne. 4 dni w warszawie z ostro napiętym planem. zimno, alę pięknie. +++++++++++++++++++++ w restauracji malina w przerwach miedzy daniami zajmowala sie pisklakami. nie wiadomo co bylo bardziej rozczulajace: pisklaczek w sukience jak rozowa chmurka czy zolte kurczaczki jak mieciutkie kulki: ![]() pewna bardzo znana ania.
jakie sliczne prezenty na chrzest. malina przejeta rozpakowuje plyte, ksiazke do sluchania i zachwycona juz po obrazku poznaje: - to ania z zielonej gory!!!
środa, 04 kwietnia 2012
malina mojej mlodosci
czuje sie swietnie! ach jak wspaniale!!! stoje! stoje! stoje!!!! malina korzystajac z mojego niedoledztwa wymogla dostep do ipoda. biega wlasnie po pokoju w rozowych sluchawkach i spiewa. nie musze siedziEc! nie musze lezEc! mamusiu, znasz to???? to jest... poczekaj... hmm... aaa no to sie nazywa maanam! swietne! jak wyzdrowiejesz to ci puszcze!!! eh.
sadzac z tego co mnie boli, to mam: zapalenie gardla, zapalenie ucha, zapalenie lewej strony mozgu, zapalenie kolana i ide zaraz do lekarza. jesli dostane antybiotyk to biore jak nic. bo mecze sie okropnie a jutro warszawa, chrzest a potem przerowadzka. i caly czas projekty jakby ludzie nic sobie nie robili ze swiat.
wtorek, 03 kwietnia 2012
18 lat
jako malzestwo wkraczamy dzis w stan pelnoletnosci. i nawet nie bedziemy mogli tego porzadnie uczcic szampanem, bo przegralam z przeziebieniem, co czuje w kazdym stawie, glowie i gardle. do dzis nie mamy na koncie ani jednej porzadnej klotni za to jedno bardzo fajne dziecko. dobry bilans. gdybym maza spotkala dzis po raz drugi to znow zaciagnelabym go do oltarza tylko slub nie bylby taki huczny. 18 lat temu mielismy az 12 gosci. dzis byloby o polowe mniej. (czyli tyle ile bedzie na malinowym chrzcie za kilka dni.) do dzis jestesmy pewni, ze gdybysmy sie nie spotkali kiedy sie spotkalismy to spotkalibysmy sie gdzies pozniej i tylko szkoda, ze nie spotkalismy sie wczesniej.
poniedziałek, 02 kwietnia 2012
jak wiesc neisie...
malina przygotowuje z tatusiem sniadanie. po tygodniu niebycia w domu stoje pod prysznicem i leniwie rozpoczynam dzien. ale na dol schodze podniecona, bo: - czemu nic nie powiedzieliscie, ze sasiedzi kupili kucyka?!! sasiedzi sa w naszym wieku, ale dzieci nie ma, wiec kupno kucyka uwazam za absurdalne, czemu daje glosno wyraz: - juz by lepiej psa kupili, no co za glupi pomysl! maz pekl ze smiechu, ze sasiedzi na glowe upadli a malina z przejecia i oboje leca na gore. z gory widac ogrod sasiada. malina malo nie wypadnie z okna: nie widze, no! nie widze! maz tez sie wyhyla i tez nie widzi. dumna wolam: - prima aprilis!!!! malinie pomysl tak sie spodobal, ze zaraz zadzwonila do przyjaciolki. rodzice kupili jej do nowego domu i ogrodu kucyka, zeby mogla jezdzic do szkoly na kucyku. ch. po drugiej stronie telefonu tak zatkalo, ze zupelnie do niej nie dotarlo, ze na koncu malina wola: aprilis, aprilis!!! a dzis spotykam sasiadke: - o! - usmiecha sie - tam bedziecie miec wiekszy ogrod niz tu, co? - no wiekszy - przytakuje. - slyszalam, slyszalam tez, ze kupiliscie malinie kucyka. jaki piekny pomysl... - kucyka???? no co ty! to byl zart aprilisowy! - taaaak? oj to lece do s. bo was dzis niezle obgadalysmy, ze wam sie w glowach poprzewracalo!!!
piątek, 23 marca 2012
ptaszki, igraszki.
w tamtym roku powiesilismy na lipie domek dla ptaszkow. maz wymalowal go
na bialo - bordowo. prawdziwa willa, ale nikt sie nie skusil, bo pewnie
pachniala farba i czlowiekiem. a dzis? na maciupkim drazku porzed
wejsciowa dziurka usiadla sikoreczka. siedzi, siedzi, wierci sie. wklada
glowe do dziurki i wyjmuje i w koncu rozumiem blad w kosntrukcji:
dziurka jest za mala! kupilismy domek w sklepie ogrodniczym i myslalam,
ze tam wiedza jakie dziurki wiercic. sikorka pokrecila sie, pokrecila a w koncu z impetem wcisnela w dziurke i wyladowala w domku. ale sie zestresowalam, bylam pewna, ze nie wyjdzie, bo ciagle wystawiala glowke ale nie wylazila. przylecial drugi ptaszek, usiadl na drazku i chyba cos uzgadniali, bo zaraz odlecial a sikorka ze srodka za nim. ufff, nie musze jej wyciagac sila przez dach! i tak pol godziny wlatywali i wylatywali na przemian i juz myslalam, ze podjeli decyzje, kiedy na galezi obok domku przysiadla olbrzymia, dystyngowana, cala na czarno-bialo sroka. sikorki pokrecily sie jeszcze troche wokol drzewa i zwialy. mam nadzieje ze wroca. az mi sie nie chce wyprowadzac, tak tu nagle ladnie.
czwartek, 22 marca 2012
|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Dokad chodze...
Dokad zagladam...
|