wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
wtorek, 23 sierpnia 2016
wakacyjny maraton.

 

pojechalismy, wycisnelismy z dwoch tygodni co sie dalo, wrocilismy wczoraj wieczorem a dzis malina pojechala o 7 rano na 11-dniowy oboz. bez komorki, bez telefonu, z papierem listowym i kopertami. z latarka i emaliowymi dwoma talerzami, stalowym kubkiem. z kapelutkiem i poduszka.

chyba zwariujemy. maz zabiera mnie dzis na kolacje. na wszelki wypadek.

 

 

 

 

czwartek, 28 lipca 2016
od jutra wakacje.

jak co roku dzien przed swiadectwami i zakonczeniem roku, mielismy dzis letni festyn. kebaby, kielbasy, napoje, chor, pokazy akrobacji, mecz pilki noznej z nauczycielami ale przede wszystkim socjalne kontakty rodzicielskie. zawsze lekka panika, bo poza mama malinowej przyjaciolki nie kojarze prawie nikogo, wiec dokladnie wsluchuje sie w narracje, zeby jak najszybciej zalapac z czyim rodzicem wlasnie rozmawiam. maz nerwowo usmiecha sie na wszelki wypadek do wszystkich, serwuje kawe i napitki i niecierpliwie czeka na zakonczenie imprezy - nie znosi takich zlotow.

pani od matematyki wrecza mi zaproszenie na spotkanie dla matematycznie utalentowanych dzieci. zaraz na poczatku roku, zalecia raz w tygodniu oplacane przez ministerstwo, cala szkola dostala 10 zaproszen. potem podchodzi do nas pani od instrumentow i pyta czy jestesmy malinowymi rodzicami. jestesmy. ona by chciala zeby malina przejela klawisze w jazzbandzie, bo klawiszowiec zrobil mature i po wakacjach juz go nie bedzie a tu slyszy, ze malina skonczy z lekcjami gry na pianinie. no skonczy. pani robi wyklad o malinowych zdolnosciach a my obiecujemy, ze sie zastanowimy.

wracamy do domu. maz otwiera specjalne wino (smakuje gorzej niz nasze ulubione zwyczajne, choc wyciagamy specjalne kieliszki), malina dostaje piekna ksiazke w prezencie i obgadujemy wszystkich: i rodzicow i dzieci, ktorych dzis spotkalismy. wesolo.

jutro swiadectwa. odbieramy maline prosto ze szkoly, maz wiezie nas na lotnisko i lecimy do hamburga. weekend jest - we dwie - nasz a potem malina troche "poprodukuje" u mnie w pracy. mimo, ze wakacyjne plany ma bardzo bogate, to to jest chyba jej ulubiony punkt programu. w biurze tez juz sie na nia ciesza.

pisalam tu juz o lekkim pekaniu z dumy? no dzis znow tak mamy. sorry i dobranoc.

 

 

 

 

 

 

 

recepta na przyjemna rodzine.

 

na fb czytalam dzis o "regretting motherhood" i tak sie zastanowilam nad nami. w oko wpadl mi watek o poswiecaniu sie. ja sie dla maliny nie poswiecam i w ogole w naszym - maz, malina i ja -  rodzinnym zyciu nie ma poswiecania. jestesmy niezlymi egoistami.

 

 

środa, 27 lipca 2016
krotko przed wakacjami.

poszlysmy wczoraj z malina cos waznego zalatwic. potem wstapilysmy do sklepu, gdzie akurat byly obnizki i kupilysmy sobie po sukience. w drodze do domu opowiadalysmy sobie kawaly. kolacje imieninowa przygotowal maz i malina bez mrugniecia okiem wszystko skonsumowala, mimo, ze to nie jej bajka. wystroilysmy sie w te nowe kiecki, deser na tarasie i dobranoc. tak sobie potem siedzielismy z mezem i z przyjemnoscia umieralismy z dumy. za dwa dni koniec szkoly. na swiadectwie same sukcesy. w niedziele zakonczyly sie lokalne regaty. malina wygrala je tak, ze przez chwile mdlalam z lornetka: o matko, ona plynie chyba w zla strone??? wszyscy sa gdzie indziej!!! ale potem wypatrzylam lornetka jej trenera na motorowce, byl pol metra wyzszy z dumy niz normalnie. po dwoch rundach, malina plynela do portu, kiedy reszta zawodnikow byla w 3/4 drogi. myslalam, ze to bylo szczescie i pomyslny wiatr, ale trener potem tylko krecil glowa na te moja zeglarska niewiedze. malina dobrze wyczula wiatr i jej strategia "wielkich zakretow" przyniosla jej sukces. w ogolnej letniej klasyfikacji zajela drugie miejsce. pozwolilam jej na wakacje pofarbowac koncowki wlosow na turkusowo. trzy lata temu miala trzy fioletowe pasemka, dwa lata temu dwa zielone a zima czerwone koncowki (tylko na narty, zmylo sie po 4 razach). musimy szukac fryzjera, ktory ma ten wymarzony kolor.

swiat moglby byc taki piekny, ale nie jest.

 

 

piątek, 22 lipca 2016
perseidy

 

wisze na hamaku. noc czarna. wschodzi ksiezyc i rozswietla wszystkie gwiazdy. pieknie. marze sobie jedno marzenie. i w tym momencie widze spadajaca gwiazde. jednoczesnie. czy to znak? to musi byc znak. to nie moze byc przypadek. pieknie. pieknie. pieknie.

a dokladnie nastepnego dnia przychodzi wiadomosc, ze moje marzenie moge sobie... dalej marzyc.

amen.

środa, 20 lipca 2016
zamyslenie.

 

roze przekiwitly, hibiskus szykuje sie z paczkami, winogrona rozrosly sie w zielony parawan. slonce zachodzi, ksiezyc w pelni, swietliki. malina nurkuje, maz drzemie, pachnie ogniskiem, koniki polne koncertuja. nosze ze soba ksiazke na werande, na pomost, na balkon i nie czytam. przygladam sie swiatu i mam nadzieje, ze swiat nas przezyje.

 

 

wtorek, 12 lipca 2016
malina na obozie.

 

dzis skoro swit czyli o 6 rano siedzimy w samochodzie i wieziemy maline na poranny odjazd na wycieczke sportowo-szkolna do wloch. te 30 minut straram sie wykorzystac na skrocony lekcje zachowania na wycieczece, w grupie szkolnej, zagranica i w ogole. kiedy dochodze do punktu, ze nie trzeba sie wstydzic - jakby sie cos dzialo - prosic o pomoc nauczycieli i w razie czasu wolnego w miescie zawsze trzymac sie w grupie przynjamniej 2 osobowej, chce ie wlasnie ugryzc w jezyk i umieram ze wstydu przed mezem... ale akurat, kiedy przerywam na krotki oddech, maz dodaje:

 - i jakby nagle ktos zatrzymal samochod i powiedzial: szybko wsiadajcie podwioze was do obozu albo, ze jest od waszej nauczycielki i ona prosila o podwiezienie...

aha. to jednak nie ja jedyna jestem w strachu.

 

 

na miejscu totalne podniecenie, pakowanie bagazy do autobusu, jeszcze szybko siusiu, jeszcze ostatnie zbiorowe zdjecie pod autobusem i hooops - wszystkie dzieci w srodku, walizki w bagazniku. i my rodzice sami na parkingu. na to jedna z mam wyciaga telefon i wola:

 - no dobra, teraz my sie fotografujemy!

ustawilismy sie do zdjecia, druga linia doprawila rozki tym z pierwszego rzedu, rodzice zaczeli recytowac jakis smieszny wierszyk prowokujacy do smiechu do kamery (pelen sprosnych slowek) i najlepszy z tego wszystkiego byly... miny naszych dzieci siedziacych w autobusie zdziwionych nasza "wesola histeria"... rodzice na wolnosci!

 

 

 

środa, 29 czerwca 2016
czarny humor

 

czytam o klopotach ikei przez komode, ktora upadla na dziecko.

czy mozna tez zaskarzyc do sadu ogodnika, ktory zasadzil nam w ogrodzie drzewo i malina z tego drzewa spadla? czy jednak nie da sie tego porownac?

 

 

 

czwartek, 09 czerwca 2016
kto wie lepiej?

 

pod wpisem o myciu owocow tyle komentarzy. to sa takie tematy, gdzie kazdy ma swoja, jedynie sluszna prawde. do tej kategorii naleza wszelkie diety, sposoby na wychowanie dzieci, porod, karmienie piersia, usuwanie ciazy i eutanazja. odkad odzywiam sie bezglutenowo i bezmlecznie - to juz piaty miesiac - czuje sie swietnie, schudlam, mam lepszy nastroj (nie liczac ostatnich trzech dni:-), ale wiele osob wokol mnie poczulo misje przywrocenia mnie na wlasciwa droge, bo zbladzilam:

 - to tylko taka moda. glupia moda.

 - bez mleka pozbawiasz sie wapnia, jeszcze pozalujesz!

 - ale masz stres, jak sobie dajesz rade w restauracji? okropne, co?

 - jak nie jestes chora, to po co ci to?

 - bez chleba? kto to slyszal!

 - lepiej zrezygnuj z miesa, to sobie dobrze zrobisz a nie tam takie glupoty.

nikomu, nawet mezowi i malinie, nie narzucam sie z ta dieta, nikogo nie nawracam, nikogo nie przekonuje. nawet nie wiem jak przekonywac, bo cala teoretyczna oprawe poznalam tylko powierzchownie i brak mi sensownych argumentow w dyskusji. jak zawsze jednak zadziwia mnie energia z jaka ludzie zajmuja sie stylem zycia innych ludzi i jak bardzo przekonani sa o slusznosci swoich decyzji.

 

na fb wsrod znajomych mam wlascicielke sklepu z meblami. zaczela od malenkiego sklepiku tu niedaleko nas na wsi, potem przeniosla sie do hamburga i tam tez z malego sklepiku w bocznej ulicy przeniosla sie do duzego i teraz otwiera drugi - znaczy sie ludzie lubia jej meble i ten styl. a styl jest  - no nie wiem jak to nazwac - taki warsztatowo-fabryczny. stare zardzewiale lampy, metalowe szafy i regaly pani lekko odnawia i sprzedaje za badzo, badzo wysokie sumy pieniedzy. chcialam sobie u niej strzelic taka przyrdzewiala lampe nad wanne w mojej czarno bialej lazience, ale jak sie dowiedzialam ile kosztuje zrezygnowalam, bo co wieczor, lezac w wannie zamaist sie relaksowac musialabym sie zastanawiac nad wlasna rozrzutnoscia. lampe kupilam w manufactum za 1/10 ceny (powaznie!) i moge sie spokojnie kapac. ale czemu o tym wspominam... otoz na fb ta pani skrytykowala mode na biale meble vintage, ogrodowe staromodne zelazne krzesla i ogolnie styl landhaus. i jaka tam sie rozpetala dyskusja! dobrze, ze tylko wirtualna, bo w realu dyskutujacy pewnie zlapaliby za krzesla eames, zelazne taborety, biale komodki oraz pledy w rozyczki i zaczeliby sie nimi okladac do krwi ostatniej! a i tak nikt nikogo by nie przekonal.

i tak jest ze wszystkim: jedzenie, wychowanie, stroj, religia. jaki swiat bylby piekny, gdyby ludzie cieszyli sie swoim zyciem i nie "naprawiali" reszty.

 

 

 

 

 

 

wtorek, 31 maja 2016
myc czy nie myc. oto jest pytanie.

 

odkad tylko pamietam myje owoce i warzywa. wszystkie. nawet maliny, choc one nie lubia wody - wola wygrzane sloncem wskakiwac prosto do ust. myje ogorki, chociaz potem obieram je ze skorki, myje kiwi, i tez obieram je ze skorki. tak samo pomarancze, cytryny, awokado... ziemniakow nie myje, ale myje je po obraniu ze skorki, jablka, gruszki i banany. banany??? - spyta ktos. ktos? kazdy! odkad malina zostala ostentacyjnie wysmiana przez moja teciowa, ktora przylapala ja na... myciu banana, zwrocilam uwage, ze bananow nikt nie myje. w biurze, co mnie ktos widzi z bananen przy umywalce, dziwi sie i pyta: myjesz banany?!!!

no myje.

 

(i nadal bede myc!)

 

a wy?

 

 

 

środa, 18 maja 2016
malinowe party

 

od lat nie kupujemy sobie w dlaszej rodzinie prezentow i bardzo to sobie chwale. nie wiem jak teraz jest w polsce, ale w niemczech - ale moze to tylko w naszej rodzinie? - ludzie zyja w panicznym strachu, ze moga kupic niewlasciwy prezent. jak juz sie na cos zdecyduja to wraz z 4 alternatywami prezentuja ten pomysl kazdemu, nawet temu, kto ma zostac obdarowany. konsultacja na najwyzszym poziomie. pod choinke w tym roku malina dostala dwa swetry desigual i... na wszelki wypadek rachunek, zeby je mogla sobie w sklepie wymienic gdyby jej sie nie podobaly. strasznie mi sie to nie podoba, ale nic nie mowie. malinie tlumacze tylko dlaczego uwazam, ze to okropne.

za miesiac malina bedzie konfirmowana i cala rodzina przysyla mi strony internetowe z bizuteria i ciuchami zebym wybrala prezenty. ludzie! ja sama nie wiem co, malina tez nie wie, w sumie, nie chce nic. normalnie nie moge sie tak calkowicie cieszyc na to wielkie garden party, bo glownie sie wkurzam. ludzie kupcie srebrne serduszko na lancuszku i czesc! serduszko jest zawsze w porzadku.

postanowilismy tez odswiezyc dom i doprowadzic taras do jakiegos ludzkiego wygladu. taras i schody wyremontuja specjalisci ale sciany maz postanowil pomalowac osobiscie. przedwczoraj pojechalysmy z malina na basen a maz oklejal salon zeby pomalowac poszarzale sciany na bialo. taki malarz z niego, ze sciany piekne, sufit piekny, ale rano nie mogl wstac z lozka, bo go w plecach polamalo. do reszty scian przyjda jednak panowie. mezowi troche popsulo to humor, ale powiedzialam, ze moze pomalowac brame wjazdowa, wiec znow moze sie kreatywnie i malowniczo wyzyc!

na swoje swieto malina bedzie wystrojona w dirnd, wiec szukamy nowego. jeju, jakie cuda!!! a jakie ceny. zachwycony tatus wzrusza tylko ramionami i powtarza, ze kurcze jedno dziecko mamy i tylko ja mam resztke jakiegos rozsadku i wyprowadzam cale towarzystwo ze sklepu.

 

ogrod natomiast zupelnie bezplatnie "puchnie" w oczach zielenia. od kilku dni pada i wszystko rosnie jak na drozdzach.

bedzie pieknie.

 

 

 

 

 

 

czwartek, 12 maja 2016
czy wiesz, jakim jesteś cudem?

 

pamietam dyskuse na roznych forach o zachwycaniu sie wlasnym dzieckiem, o chwaleniu i podziwianiu i o tym ze matki przesadzaja i rozpieszczaja. nigdy sie takimi opiniami nie przejmowalam i odkad malina jest, jestem nia niezmiennie zachwycona i czesto daje temu wyraz. a dzis wpadlam na dziecisawazne.pl na taki artykul pod ktorym moglabym sie podpisac obiema rekami.

 

(...)Zamiast dążyć do zdobywania przez nasze dzieci kolejnych umiejętności, powinniśmy raczej skupić się na wzbudzeniu w nich poczucia, że są wyjątkowe. To wymaga nawiązania głębszej relacji, ale daje niesamowite rezultaty. Takie dzieci są z siebie zawsze zadowolone, same chcą rozwijać swoje zainteresowania, uczą się z zapałem rzeczy, które naprawdę je interesują. Zapewnienie poczucia bycia wyjątkowym jest lepszym kapitałem na przyszłość niż notoryczne ustawianie się w kolejce do kolejnych konkursów.(...)

(...) Okazuje się, że najcenniejszy dar, jaki jesteśmy w stanie wnieść do rozwoju naszego dziecka, to miłość i wsparcie, które możemy dać mu w dzieciństwie. Sukces nie jest zapisany w genach, zależy od życiowych doświadczeń. I to właśnie my, rodzice, mamy ogromny wpływ na to, jak potoczy się przyszłe życie naszego dziecka. Nie ma szczęściarzy i pechowców. Są ludzie, którzy wierzą w swoje możliwości, i ci, którym tej wiary brak.

caly artykul tu: http://dziecisawazne.pl/naprawde-rozwijaja-sie-talenty-czyli-o-milosci-akceptacji/

 

jak widze jak malina daje sobie rade w szkole, w kontaktach, jak radzi sobie z konfliktami, z publicznymi wystepami, z niepowodzeniami, no i z nami (niestety trudnymi rodzicami) to mam ochote powiedziec wszystkim mamom: podziwiajcie swoje dzieci codziennie i oficjalnie. szczerze i serdecznie. lepszego kapitalu na zycie nie ma.

moja ulubiona mama fabularna to mama forresta gumpa.

 

środa, 11 maja 2016
moje czytanie

 

na fb widze ciagle jakies akcje w stylu "przeczytalam 53 ksiazki", albo 15, albo iles tam ksiazek. moja tesciowa czyta ksiazki nalogowo, ale nie ma ani jednej ksiazki w domu, co 2 tygodnie przynosi z biblioteki 4-5 ksiazek i po dwoch tygodniach, przeczytane od deski do deski, wymienia na nowe, jak posciel lub reczniki. a ja w roku 2015 nie przeczytalam ani jednej ksiazki. kilka zaczelam, ale nie dalam rady skonczyc. w tym roku dobrnelam do konca "wer die nachtigall stört" i zobaczymy jak sie moje czytelnicze losy potocza dalej. moja glowa pelna jest mysli i zamyslen. czytane opowiesci mnie nudza albo mecza albo w ogole jestem taka zmeczona, ze zasypiam. moj dom jest pelen ksiazek, ale nie ma na nie miejsca w moim zyciu.

 

 

 

poniedziałek, 09 maja 2016
cisza.

 

na dlugie loty maz kupil sobie sluchawki wyciszajace. jest zachwycony i od roku sluchawki sa najwyzniejsza czescia jego bagazu podrecznego. myslalam, ze to taki tam sobie gadzet, ale jak mezowi pomaga to czemu nie. wczoraj z ciekawosci zalozylam je sobie na uszy i... znalazlam sie w innym swiecie. cisza. ulga. spokoj. z wielka poducha zawislam na hamaku otulona cisza jak puchem. malina miala kolezanke z wizyta, maz wyskoczyl na runde motorem dookola jeziora. a ja ze swoja cisza spedzilam fantastyczne dwie godziny.

co wieczor obiecuje sobie, ze przestane czytac wiadomosci. i polskie i niemieckie. powinnam sobie chyba zalozyc jakas specjalna blokade, wiadomosci i komentarze (tych w ogole nie powinno sie czytac) zabieraja mi duzo dobrej energii. potrzebna mi taka sfera wolna od wiadomosci jak czas w absolutnej ciszy, swiat zredukowany do obrazu, bez przekazu.

 

 

 

wtorek, 03 maja 2016
malina.

 

5 cm mniejsza niz ja, but o numer wiekszy. moja corka. nie mialam czasu sprawdzic jej referatu na angielski. myslalam, ze malina pokaze mi swoja wersje, zobaczymy co sobie napisala i poszukamy jakichs dodatkowych materialow po angielsku w internecie, slowek, zwrotow, napiszemy jakies kluczowe zdania, pocwiczymy wymowe. zawalona projektami dopiero wczoraj zapytalam o ten referat, ale jak tu cos poprawiac jak malina ma go wyglosic nastepnego dnia. no trudno. zobaczymy najpierw co mamy. malina stanela w kuchni z kartonikiem na ktorym widnialo 6 puktow - stacji do omowienia. bez zajakniecia wyglosila po angielsku 5 minutowy referat o flamenco. w internecie sprawdzilam tylko jak sie wymawia "kastaniety" i juz. w tym roku konczymy 9-letnia przygode z polska szkolka. po wakacjach malinie dochodzi w szkole francuski. postanowilysmy wiecej mowic w domu po polsku a za to zafundowac sobie przyjemne soboty z dlugim spaniem, zamiast porannych 40 minut w drodze do polskiej szkoly i siedzenia tam do 16:00.

ten rok zamyka wazny etap w naszym zyciu.

 

 

wtorek, 26 kwietnia 2016
kwiecien.

 

wczoraj posypalo tu sniegiem jak w styczniu. w nocy temperatura spadla ponizej zera. tylko o jeden stopien ale jednak. ogrod bialy jak na boze narodzenie. dzis jest 7 stopni i snieg stopnial. myslalam, ze wszystko zmarnialo i zamarzlo. a tu jablonki kwitna jak kwitly, bez tak samo a roze to nawet jakies takie zielensze?

czlowiek nigdy nie dorowna naturze. nie zrozumie jej cudu.

chodze dzis po zupelnie niezniszczonym ogrodzie i czerpie z niego sile i wiare.

 

 

 

piątek, 15 kwietnia 2016
home office

 

zeby mi sie nie nudzilo w czasie dlugiej i nudnej tele-konferencji, wzielam sie za obieranie ziemniakow ze sluchawkami na uszach. tak sie jednak wsluchalam w rozmowe, ze nagle ziemniaki sie skonczyly, wiec obralam szparagi. tez sie nagle skonczyly. rozmowa tez sie skonczyla i wtedy do kuchni wkracza maz:

 - robimy frytki?

z rozpedu obralam 3 kilo ziemniakow i prawie kilogram szparagow. nawet nie wiem kiedy.

 

 

 

 

 

czwartek, 14 kwietnia 2016
malinowy lekarz

 

no wiec poszedl tatus z malina do lekarza. lekarz maline zobaczyl, powiedzial, ze taki wiosenny czas i ze wszystkie dzieci choruja, przepisal trzydniowy antybiotyk i wyslal do lozka.

to ja kurcze nie daje dziecku lekarstawa na zbicie goraczki a ten ja zaraz antybiotykiem traktuje? zapakowalismy maline w samochod i pojechalismy do naszeg bylego lekarza (z czasow mieszkania w chatce). przez korki i odleglosc spedzilismy w jedna strone poltorej godziny w samochodzie i tylez zajal nam powrot. ale chyba oplacalo sie, lekarz przebadal malinie pluca (test z oddychaniem przed i po inhalacji), pobral krew, ktora wykazala, ze chodzi o wirus i zaden antybiotyk nie pomoze. tak wiec dzis malina lezy w lozku i jej glownym zadaniem jest odpoczynek.

co lekarz to diagnoza.

 

 

wtorek, 12 kwietnia 2016
zmeczenie.

 

odkad malina poszla do szkoly przestala chorowac. jakis tam dwudniowy katar i juz. jak wiec wczoraj wrocila ze szkoly blada i z zalzawionymi oczami, wpadlam troche w panike. niby nic, dzieci rzeciez choruja od czasu do czasu, ale niestety malinowy kaszel wywoluje we mnie zapomniany strach i boli jak styropian po szybie. wczoraj w nocy malina miala 40 stopni goraczki a maz z byl w stuttgarcie. cala noc siedzialam i zmienialam jej kompresy, na nozki kladlam termofor z zimna woda. co opadalam z sil i niemal zsypaialam, malina majaczyla w goraczce i to stawialo mnie natychmiast do pionu. zmienialam zimny kompres i od nowa czytalam co ma w sobie lekarstwo na obnizenie goraczki. ta karteczka znow stawiala mnei do pionu. sama siebie zadziwilam, ze o po 2 godzinnym snie o swicie, wstalam zeska i gotowa do pracy. malina wyspana, blada, bez goraczki i silna. zrobilam jej kapiel, zmienilam posciel i pizame. takie dbanie o dziecko daze duzo energii. ciesze sie, ze dalysmy rade bez tabletek ufajac magicznej mocy goraczki. do 15:00 pracowalam jakby nigdy nic. kolo 15:00 telefonowalam jak zwykle maszerujac po domu. pod koniec rozmowy przysiadlam na sofie. skonczylam rozmowe. przechylilam sie w strone poduszki, pomyslalam, ze ogrod ladnie wyglada z tej perspektywy i nie wiadomo kiedy zasnelam jak susel. na szczecie kolo 16:oo zadzwonil maz i uratowal mnie przez zaspaniem na telefoniczna konferencje. o boze jaka jestem zmeczona a konca dnia nie widac. wszyscy na raz czegos chca.

 

czwartek, 07 kwietnia 2016
duzo lepiej.

 

drugi miesiac bezglutenowo i bez mleka schudlam, mam wiecej energii, przestaly mi wypadac wlosy, mam dobry humor, polecialam do portugalii i nawet w drodze powrotnej w rozklekotanym samolocie linii TAP nie mialam ani jednego ataku paniki. nie jest mi juz zimno, nie ciagnie mnie skora wokol oczu, mam ochote na sacery, sport i sile na czytanie ksiazki poznym wieczorem. wszystko poprawilo mi sie na dobre. na bardzo dobre! a jak mi sie pracowac nie chcialo tak nie chce...

 

wtorek, 05 kwietnia 2016
22.

 

kiedy ogladamy jakis film o pieknej milosci, o przyjazni, o szczesciu, z jakas romantyczna scena rzucamy sobie porozumiewawcze spojrzenie: pieknie, ale co oni tam wiedza... ciagle wydaje nam sie, ze wygralismy los na loterii, ze przytrafilismy sie sobie jak slepej kurze ziarno, jak jestesmy jak garnek z pasujaca przykrywka, jak plus i minus, nie mozemy bez siebie zyc jak ogien bez powietrza, jak roslina bez slonca, ciagle wydaje sie nam, ze to sie dopiero co zaczelo i nie do wiary, ze to juz 22 lata.

w sobote malina uraczyla nas domowym sushi, w niedziele swietowalismy we dwoje na tarasie w slocu i liczylismy kiedy byl nasz cywilny slub: 5 czy 7 dni przed koscielnym? w sumie powinnismy swietowac slub cywilny, ktory byl dniem smiechu, radosci, swietnej zabawy i party do rana w moim maciupkim mieszkanku w warszawie. dzien slubu koscielnego byl pelen porazek, wiekszych i mniejszych katastrof i choc dzis swietnie sie to opowiada, to jednak nie bylo tak nam wtedy tak wesolo jak to sie dzis z perpektywy 22 lat wydaje.

 

 

poniedziałek, 04 kwietnia 2016
bez szalu (zaispirowana odpowiedzia aliska) +++ (edytowane: maraton juniorow)+++

 

alisek napisala tu w odpowiedzi czy jej coreczce podobalo sie pierwszy raz na nartach: "ale w ramach jej trzyipolletnich mozliwosci. bez szalu."

i tak przypomnialo mi sie jak zima gadalam sobie z pania masazystka w spa. pani wychowala trzech synow, goralka, nigdy nie widziala morza. zanim zostala matka trenowala narciarstwo, potem uczyla jazdy na nartach, teraz mocnymi ramionami dorabia sobie dwa dni w tygodniu w spa. tak jej opowiadam, ze wkurzaja mnie rodzice, ktorzy zabieraja na 2000-nik malutkie dzieci, ktore jeszcze nie umieja jezdzic na nartach. trzymaja je sobie miedzy nogami i szusuja po oblodzonym stoku. na dwutysieczniku jezdza ludzie ktorzy dobrze jezdza, niektorzy pedza z niemozliwa szybkoscia a ci, ktorzy jeszcze czasem traca panowanie nad nartami na lodzie, zeslizguja sie z panika w ruchach. nie rozumiem dlaczego koniecznie trzeba to dowswiadczenie, to ryzyko dzielic z maciupkim dzieckiem. zalozmy, ze narciarzowi tacie/mamie cos sie stanie, to co? dziecko zeslizgnie sie w przepasc? czy male dziecko potrzebuje takich atrakcji? tej wysokosci? tego pedu?

zaraz sie ugryzlam w jezyk:

 - pani pewnie tez tak robila ze swoimi synami? no bo jako zawodowa narciarka?...

ale pani sie rozpromienila. absolutnie nie! jej synowie szaleli na oslich laczkach, bo dzieci musza same poczuc, ze panuja nad nartami, ze same cos osiagnely i co sezon cos sie zmienia, wieksza gora, czerwone szlaki, czarne szlaki, gleboki snieg, oblodzone stoki. nie ma sensu przekazywac dziecku, ze jest straszno, ze ma sie trzymac, ze ma uwazac, ze mama trzyma na wyciagu, wsadza na krzeselko. wszystko za duze, niebezpieczne. jak dzieci maja sie czuc silne i rozwijac sie? jej chlopcy jezdzili na nartach od 3 roku zycia, pierwsze dwa sezony na oslich laczkach. zeby sie wybawic! i wyhulac w sniegu. bardzo mi sie to spodobalo, bo tak wlasnie myslalam o malinie, ze do jezdzenia na nartach doszla sama. pamietam jak dumnie pokonywala na mini nartkach dwa malutkie pagorki (ostanio pokazalam jej gdzie sie uczyla, hmmmm teraz to wyglada jak nizina:-), ktore dla niej byly skocznia alpejska.

napisalam o tym, bo co roku jak widze tych ambitnych rodzicow na 2000niku to mysle, ze to niezla metafora rodzicielstwa. taki sygnal dla dziecka: jestem twoim silnym ojcem, nie boj sie trzymam cie.

ja wole rodzicielstwo: jestem twoja silna matka a ty jestes moja silna corka, nie musze cie trzymac.

 

------------------

wlasnie natknelam sie na artykul o "juniormarathon in linz", ambitni rodzice wzieli udzial w maratonie razem z dziecmi, niektore dzieci byly na ten maraton za male i slabe: http://m.kurier.at/chronik/oberoesterreich/linzer-juniormarathon-eltern-zerrten-ihre-kinder-ins-ziel/190.897.393

organizatorzy rezygnuja w 2017 z tego maratonu.

 

 

 

wtorek, 29 marca 2016
i po swietach.

 

mam nadzieje, ze wszyscy tu zagladajacy mieli cudne swieta wielkanocne! spoznione, ale serdeczne zyczenia zdrowia i pieknej wiosny!

my sie w tym roku ze swiat wypisalismy, spontanicznie znalezlismy apartment w lizabonie. szesc dni wloczylismy sie bez celu, jedlismy w poleconych przez przyjaciol restauracjach albo samodzielnie odkrytych miejscach. wiatr od atlantyku wyleczyl nasze ciagnace sie od tygodni przeziebienia. pieknie spedzony czas, fajne zlote sandaly dla maliny, nowe ulubione wino, krotkie, kojace zapomnienie.

maz i malina maja jeszcze ferie, ja juz dzis na sluzbie.

 

poniedziałek, 21 marca 2016
malinowy swiety spokoj.

 

w czasie dni zadumy wychowawczyni uroczyscie zebrala wszystkie telefony, ipody i pady i zamknela w specjalnej skrzyni. myslalam, ze malina sie na to oburzy albo przynajamniej bedzie z lekka niezadowolona, ale... dziewczyny zauwazyly, ze trzy dni bez sprawdzania whatapps i youtube sa... swietne!

 - mialysmy swiety spokoj.

rozmowy, zabawy, smiech i lzy, disco, wymyslanie fryzur, nocny spacer z latarkami - normalnie jak za moich czasow.

od dzis malina ma ferie. wlaczyla sluchowisko i produkuje kartki wielkanocne. juz dawo nie widzialam jej w takim swietnym humorze.

 

 

poniedziałek, 14 marca 2016
malinowa obsada zemsty

 

"zemsta" - mimo checi, malina nie dala rady przeczytac na sobote do konca, wiec w piatek uratowalam ja ekranizacja w rezyserii wajdy. malina zakochala sie w podstolinie:

 - boze jaka ona piekna!

 - to jest kasia figura, kiedys byla wielka gwiazda polskiej telewizji.

 - f i g u r a? naprawde sie tak nazywa?

 - tak.

 - to bardzo do niej pasuje, piekna jest! no i ten push up! genialny!

 - to nie jest push up. ona ma takie piersi.

 - swietne!!!! rezyser zle obsadzil jej role. figura powinna grac klare. a papkin powinien byc waclawem!!! to by byla prawdziwa milosc!

 

 

 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 83
Archiwum