wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
piątek, 23 września 2016
w dzikie dynie zaplatani...

nasza sasiadka ma absolutnego fiola na punkcie pomidorow. co roku dookola jej domu, domku na sprzet, garazu stoja donice a w kazdej inny gatunek pomidorow. koledzy jej trzech synow jak sobie robia przerwe w zabawie, to ida na "lampki" (zolte male pomidorki z zakreconym noskiem) albo "tygryski (czerowne z zoltymi paskami) czy jakie inne kolorowe, pyszne klejnociki.

pozna wiosna maz sasiadki przynosi mi cztery plastikowe donice a w kazdej 15 cm roslinka - wszystkie takie same. dopiero po miesiacu widac, ze to 4 zupelnie inne gatunki, jeden pnie sie ku gorze, drugi zamienia sie w bujny krzaczek a listki ma pokryte siwym meszkiem. w tym roku nie mialam czasu ich przesadzac i tylko wstawilam te plastikowe kontenery do terakotowych donic na gornym tarasie. lato bylo pelne wyjazdow, terminow, wakacji, w przeciwienstwie do ubieglego roku okupowalismy glownie werande, na taras chodzilam tylko zbierac pomidorki. okazalo sie, ze oprocz pomidorow w ziemi byly nasiona dyni. 5 dyn bardzo sie usamodzielnilo. rozlozyly sie na tarasie ozdabiajac go najpierw wielkimi zoltymi kwiatami a teraz pomaranczowymi dyniami. najlepsze jest jednak to, ze kilka pnaczy zaplatalo sie w winogrona i zaczelo spuszczac w dol. tak wiec teraz jedna sciane tarasu zdobia mi male owoce dyni splywajace w dol wsrod winogron i roz. wyglada to genialnie a mi placze sie po glowie a to grechuta a to demarczyk:

"i groszki kwitna i roze..." hmmm i "dynie!"

"w dzikie wino zaplatani..."

 

zaczela sie jesien. jest przepieknie.

 

 

środa, 14 września 2016
pobudka.

 

jestem dziwnym stworzeniem. klucze wsrod maili, przesluchuje zostawione wiadomosci, znudzona wisze na godzinnych telefonicznych konferencjach. nie mam sily na te prace. pewnie za dlugo sie tym juz zajmuje. az tu nagle wali sie polowa ustalonych systemow, ktos rzuca prace, ktos konczy wspolprace, ktos potrzebuje wielkiej prezentacji na wczoraj, skacze mi ciesnienie i nagle znow mi sie chce, kazda katastrofa jest nowym miejscem na nowa konstrukcje. czuje sie jakbym sie obudzila po dwoch tygodniach podsypiania. od czasu do czasu potrzebuje pobudki, inaczej popadam w letarg. nagle w ciagu godziny zlatwilam wiecej spraw niz czasem w pol dnia.

 

 

 

 

wtorek, 06 września 2016
aniolek, fiolek, roza, malina.

 

taki mam zwyczaj, ze jak malina ma jakas wieksza klasowke to wkladam jej do sniadania do szkoly karteczke i magicznymi zyczeniami i jakas biedronke z czekolady, marcepanowa koniczynke albo albo tylko zyczenia powodzenia. noc przed wyjazdem na wyspe kiedy juz wszystko bylo spakowane, uchylilam suwak walizki i wsunelam pod recznik malutkiego galgankowego aniolka stroza zeby sie nia opiekowal z mini-ksiazeczka i kartka pelna serduszek i przypomnien o pryskaniu sie przeciw komarom i kleszczom, myciu zabkow, smarowaniu sie na slonce i z zyczeniami pieknych ferii. malina po otworzeniu torby znalazla aniolka i liscik. kolezanki na to: oooo wie süüüüüsss...

dlatego malina ani nie spodziewala sie listu od nas, bo nas zna i dlatego czula sie zobligowana do napisania kartek (dwie!!!) do domu.

aniolek opiekowal malina tak dobrze, ze nie tylko swietnie sie bawila, ale tez zakochala sie po uszy. i masz babo placek!

po powrocie do domu posadzilam ja na tarasie, do wiadra nasypalam persil, nalalam goracej wody i malina godzine moczyla nogi, bo za nic nie mogla ich domyc. pieknie opalona, jakas taka wesola, szczesliwa... nastepnego dnia spedzilismy piekny weekend nad jeziorem bodenskim a ten tydzien malina codziennie od 10 do 17:00 zegluje w swoim klubie. wraca, zjada - mimo swietnych posilkow jakie maja na zaglowkach - wielka kolacje i nie ma nawet sily na poczytanie przed spaniem.

 

zakochana malina to jest zupelnie nowy rozdzial w naszej historii. patrze z boku i sie troche zachwycam a troche nie wiem co robic. maz tak samo.

 

za tydzien szkola!

 

 

 

piątek, 02 września 2016
o ludzieeee! jaki wstyd!!!

 

jaka poruta!!!

 

malina jako J E D Y N A  nie dostala zadnej poczty na obozie. ani kartki, ani listu, ani paczuszki jak inne dzieci. jak jej WSZYSKIE kolezanki... nie mam czasu pisac wiecej. ide sie rehabilitowac!!!

 

 

 

 

in den sauren apfel beißen

 

niemcy maja takie powiedzenie: ugryzc kwasne jablko.

to powiedzenie dokladnie oddaje cala sytuacje do ktorej sie zwykle odnosi. zanim sie to jablko ugryzie to sie dokladnie wie jak bedzie: kwasno! kwasno, ze az ciarki przechodza! nie umiera sie od tego, ale bleeeee... ale jak trzeba to trzeba. zawodowo zebralo mi sie kilka takich jablek, ktore od przekladania z miejsca na miejsce nie zrobily sie slodkie. wlasnie mam za soba jeden telefon, teraz zbieram sie za mail. chce wszystkie nieprzyjemne sprawy zalatwic przed weekendem.

brrrrrr!!!!

 

ps: za to wieczorem wraca malina.:-)

 

 

czwartek, 01 września 2016
dzienniki

 

dzis w nocy obudzilam sie i... pomyslalam o dziennikowych wpisach o malinie. tam jest kawalek malinowego zycia a ja tych wpisow nie zabezpieczylam. nawet nie wiem czy dzienniki jeszcze istnieja. rano wstalam, zagladam, sa! za nic nie moglam sie zalogowac, bo link dzieki ktoremu mozna stworzyc nowy kluczyk, idzie na adres firmy w ktorej nie pracuje juz od lat. poranna intelektualna joga i... przypomnialam sobie haslo, weszlam na swoj dziennik i wszystko jest. wpisy o malinie, ktora ma dwa latka, krolewka, ktora nie chce sie malinie przysnic, maz doskonaly, buraczki, o tym, z w warszawie zawsze wygladam lepiej niz w niemczech. wzruszylam sie jak nie wiem.

 

środa, 31 sierpnia 2016
jak sobie wychowasz, tak masz.

jeszcze nigdy nasza skrzynka pocztowa nie cieszyla sie takim zainteresowaniem. maz oglade ja od storny adresata, ale tez sprawdza strone listonosza. na koniec chodzi kolo bramy i przyglada sie krzakom, bo moze malinowa kartka wypadla listonoszowi z torby, gdzies sie zaplatala, wysunela sie ze skrzynki na listy. kto wie.

no tak. nie ma zadnej kartki. skad malina ma miec dobry przyklad? w zyciu nikomu nie wyslalismy kartki, jakies pojedyncze przypadki sie nie licza i nie maja zadnego wplywu na wychowanie dziecka. rytualy, tradycja. tak sobie maline wychowalismy i masz babo placek.

dzis sprawdzilam sytuacje u rodzicow malinowych kolezanek. jedna mama tylko sie smieje: n a p r a w d e  mysleliscie, ze one cos z tej wyspy napisza? tam nie ma czasu na pisanie! i przy tej pogodzie? no co wy!

druga powiedziala, ze tez nic, ale ze to jest dobry znak.

tylko my tacy wrazliwi. kurcze.

az tu nagle popoludniu, ot tak jakby nigdy nic, przyszedl listonosz i wrzucil kartke do skrzynki i poszedl dalej. polecialam, otworzylam i.... tak tak! jest!

jakie to szczescie, ze nasze okropne wychowanie nie ma wplywu na to cudowne dziecko. napisala kartke drobnym maczkiem. o jeju, no!!!

 

(tatus mial po drodze zrobic zakupy, ale jak sie dowiedzial o kartce przyjechal prosto do domu.)

 

 

 

 

 

wtorek, 30 sierpnia 2016
malinowy lapis lazuri.

 

krotko przed wakacjami malina dostala zaproszenie na super party. wielka radosc, ale zaraz sie okazalo, ze to akurat ten tydzien, kiedy jestesmy w hamburgu a wszystko oplacone: i samolot i hotel. malina strasznie cieszyla sie na hamburg ale tez zrobilo jej sie smutno z powodu tego przyjecia, ktore musialo przepasc. w koncu do wieczora jakos przebolala i poszla spac. sprawdzilam zmiane rezerwacji - niestety koszta bylyby niewspolmierne do sprawy. poszlam na gore i czuje, ze malina nie spi, wiec usiadlam na brzegu lozka i tak sobie cos tam jeszcze szeptaysmy jak swietnie bedzie w hamburgu i powiedzialam jej zeby cos wymyslila na pocieszenie. cos zwariowanego! i malina wyczula chyba, ze to jest ten moment:

 - mamusiu, cos zwariowanego to ja wiem bez zastanowienia.

 - tak? a co?

 - chcialabym zafarbowac na niebiesko wlosy. lapis lazuri. niebiesko.

ja mialam na mysli jakies wariactwo jak lody na sniadanie albo co... ale wlosy? ale zachcialo mi sie byc matka wyjatkowa:

 - ale tylko koncoweczki, tak?

 - tak. - malina dobija targu szybko, bo zbedne dyskusje moglyby jej pokrzyzowac plany.

uzgodnilysmy, ze tylko koncowki (dla mnie koncowki maja 2 cm) i jak nie zejdzie w ciagu wakacji to niebieska czesc obetniemy z poczatkiem roku szkolnego.

w hamburgu malina wydoroslala o kilka lat, sama jezdzila metrem na zajecia ze sztuki i do mojego biura i postanowilam dotrzymac slowa z tymi wlosami. zadanie okazalo sie nielatwe, bo w niemczech fryzjerzy nie chca farbowac wlosow ludziom do 16 roku zycia, nawet jak obok stoi matka i oficjalnie pozwala. kolezanki w pracy znalazly mi jednak niedaleko biura kultowago fryzjera - caly wytatuowny od grzywki po piety podobnie jak zatrudniona u niego fryzjerka, ktora zajela sie malina. wszyscy czekalismy w biurze z zapartym tchem. pozwolilam na wiecej niz koncoweczki, bo juz tyle bylo tego zachodu z szukaniem fryzjera. po trzech godzinach, malina wrocila taka:

 

 

wyglada to genialnie i wlasnie moja biurowa kolezanka tez sobie sprawila taki kolor.

a ja jestem fantastyczna, odlotowa mama. nazbieralam tyle punktow, ze moge sie zloscic na balagan w malinowym pokoju do bozego narodzenia:-)

 

 

 

 

 

czwartek, 25 sierpnia 2016
tesknienie malinowe.

 

zaraz ide sluzbowo na wielkie party. pogoda super, mam fajna kiecke i po wakacjach zlotawy odcien. ale jakos kurcze nie wiem... no tesknie. zadzwonilam do meza. on tez teskni. gdzies tam na wyspie nasze malutkie dziecko, coreczka szaleje na resorach a my kurcze umieramy z tesknoty. jutro skoro swit wyruszam do domu. plany mam weekendowo-bogate. a wszystko zeby zagluszyc serce.

 

ps: maz sprawdzal dzis skrzynke na listy czy juz przyszedl jakis list:-)

 

środa, 24 sierpnia 2016
pomozcie:-)

kochane moje, moi znajomi chca sie pobrac gdzies niedaleko gdanska. ona polka on francuz.

ma byc pieknie, moze byc drogo i ekskluzywnie. polecilam im szesc debow. macie jeszcze jakies pomysly?

 

 

 

wtorek, 23 sierpnia 2016
wakacyjny maraton.

 

pojechalismy, wycisnelismy z dwoch tygodni co sie dalo, wrocilismy wczoraj wieczorem a dzis malina pojechala o 7 rano na 11-dniowy oboz. bez komorki, bez telefonu, z papierem listowym i kopertami. z latarka i emaliowymi dwoma talerzami, stalowym kubkiem. z kapelutkiem i poduszka.

chyba zwariujemy. maz zabiera mnie dzis na kolacje. na wszelki wypadek.

 

 

 

 

czwartek, 28 lipca 2016
od jutra wakacje.

jak co roku dzien przed swiadectwami i zakonczeniem roku, mielismy dzis letni festyn. kebaby, kielbasy, napoje, chor, pokazy akrobacji, mecz pilki noznej z nauczycielami ale przede wszystkim socjalne kontakty rodzicielskie. zawsze lekka panika, bo poza mama malinowej przyjaciolki nie kojarze prawie nikogo, wiec dokladnie wsluchuje sie w narracje, zeby jak najszybciej zalapac z czyim rodzicem wlasnie rozmawiam. maz nerwowo usmiecha sie na wszelki wypadek do wszystkich, serwuje kawe i napitki i niecierpliwie czeka na zakonczenie imprezy - nie znosi takich zlotow.

pani od matematyki wrecza mi zaproszenie na spotkanie dla matematycznie utalentowanych dzieci. zaraz na poczatku roku, zalecia raz w tygodniu oplacane przez ministerstwo, cala szkola dostala 10 zaproszen. potem podchodzi do nas pani od instrumentow i pyta czy jestesmy malinowymi rodzicami. jestesmy. ona by chciala zeby malina przejela klawisze w jazzbandzie, bo klawiszowiec zrobil mature i po wakacjach juz go nie bedzie a tu slyszy, ze malina skonczy z lekcjami gry na pianinie. no skonczy. pani robi wyklad o malinowych zdolnosciach a my obiecujemy, ze sie zastanowimy.

wracamy do domu. maz otwiera specjalne wino (smakuje gorzej niz nasze ulubione zwyczajne, choc wyciagamy specjalne kieliszki), malina dostaje piekna ksiazke w prezencie i obgadujemy wszystkich: i rodzicow i dzieci, ktorych dzis spotkalismy. wesolo.

jutro swiadectwa. odbieramy maline prosto ze szkoly, maz wiezie nas na lotnisko i lecimy do hamburga. weekend jest - we dwie - nasz a potem malina troche "poprodukuje" u mnie w pracy. mimo, ze wakacyjne plany ma bardzo bogate, to to jest chyba jej ulubiony punkt programu. w biurze tez juz sie na nia ciesza.

pisalam tu juz o lekkim pekaniu z dumy? no dzis znow tak mamy. sorry i dobranoc.

 

 

 

 

 

 

 

recepta na przyjemna rodzine.

 

na fb czytalam dzis o "regretting motherhood" i tak sie zastanowilam nad nami. w oko wpadl mi watek o poswiecaniu sie. ja sie dla maliny nie poswiecam i w ogole w naszym - maz, malina i ja -  rodzinnym zyciu nie ma poswiecania. jestesmy niezlymi egoistami.

 

 

środa, 27 lipca 2016
krotko przed wakacjami.

poszlysmy wczoraj z malina cos waznego zalatwic. potem wstapilysmy do sklepu, gdzie akurat byly obnizki i kupilysmy sobie po sukience. w drodze do domu opowiadalysmy sobie kawaly. kolacje imieninowa przygotowal maz i malina bez mrugniecia okiem wszystko skonsumowala, mimo, ze to nie jej bajka. wystroilysmy sie w te nowe kiecki, deser na tarasie i dobranoc. tak sobie potem siedzielismy z mezem i z przyjemnoscia umieralismy z dumy. za dwa dni koniec szkoly. na swiadectwie same sukcesy. w niedziele zakonczyly sie lokalne regaty. malina wygrala je tak, ze przez chwile mdlalam z lornetka: o matko, ona plynie chyba w zla strone??? wszyscy sa gdzie indziej!!! ale potem wypatrzylam lornetka jej trenera na motorowce, byl pol metra wyzszy z dumy niz normalnie. po dwoch rundach, malina plynela do portu, kiedy reszta zawodnikow byla w 3/4 drogi. myslalam, ze to bylo szczescie i pomyslny wiatr, ale trener potem tylko krecil glowa na te moja zeglarska niewiedze. malina dobrze wyczula wiatr i jej strategia "wielkich zakretow" przyniosla jej sukces. w ogolnej letniej klasyfikacji zajela drugie miejsce. pozwolilam jej na wakacje pofarbowac koncowki wlosow na turkusowo. trzy lata temu miala trzy fioletowe pasemka, dwa lata temu dwa zielone a zima czerwone koncowki (tylko na narty, zmylo sie po 4 razach). musimy szukac fryzjera, ktory ma ten wymarzony kolor.

swiat moglby byc taki piekny, ale nie jest.

 

 

piątek, 22 lipca 2016
perseidy

 

wisze na hamaku. noc czarna. wschodzi ksiezyc i rozswietla wszystkie gwiazdy. pieknie. marze sobie jedno marzenie. i w tym momencie widze spadajaca gwiazde. jednoczesnie. czy to znak? to musi byc znak. to nie moze byc przypadek. pieknie. pieknie. pieknie.

a dokladnie nastepnego dnia przychodzi wiadomosc, ze moje marzenie moge sobie... dalej marzyc.

amen.

środa, 20 lipca 2016
zamyslenie.

 

roze przekiwitly, hibiskus szykuje sie z paczkami, winogrona rozrosly sie w zielony parawan. slonce zachodzi, ksiezyc w pelni, swietliki. malina nurkuje, maz drzemie, pachnie ogniskiem, koniki polne koncertuja. nosze ze soba ksiazke na werande, na pomost, na balkon i nie czytam. przygladam sie swiatu i mam nadzieje, ze swiat nas przezyje.

 

 

wtorek, 12 lipca 2016
malina na obozie.

 

dzis skoro swit czyli o 6 rano siedzimy w samochodzie i wieziemy maline na poranny odjazd na wycieczke sportowo-szkolna do wloch. te 30 minut straram sie wykorzystac na skrocony lekcje zachowania na wycieczece, w grupie szkolnej, zagranica i w ogole. kiedy dochodze do punktu, ze nie trzeba sie wstydzic - jakby sie cos dzialo - prosic o pomoc nauczycieli i w razie czasu wolnego w miescie zawsze trzymac sie w grupie przynjamniej 2 osobowej, chce ie wlasnie ugryzc w jezyk i umieram ze wstydu przed mezem... ale akurat, kiedy przerywam na krotki oddech, maz dodaje:

 - i jakby nagle ktos zatrzymal samochod i powiedzial: szybko wsiadajcie podwioze was do obozu albo, ze jest od waszej nauczycielki i ona prosila o podwiezienie...

aha. to jednak nie ja jedyna jestem w strachu.

 

 

na miejscu totalne podniecenie, pakowanie bagazy do autobusu, jeszcze szybko siusiu, jeszcze ostatnie zbiorowe zdjecie pod autobusem i hooops - wszystkie dzieci w srodku, walizki w bagazniku. i my rodzice sami na parkingu. na to jedna z mam wyciaga telefon i wola:

 - no dobra, teraz my sie fotografujemy!

ustawilismy sie do zdjecia, druga linia doprawila rozki tym z pierwszego rzedu, rodzice zaczeli recytowac jakis smieszny wierszyk prowokujacy do smiechu do kamery (pelen sprosnych slowek) i najlepszy z tego wszystkiego byly... miny naszych dzieci siedziacych w autobusie zdziwionych nasza "wesola histeria"... rodzice na wolnosci!

 

 

 

środa, 29 czerwca 2016
czarny humor

 

czytam o klopotach ikei przez komode, ktora upadla na dziecko.

czy mozna tez zaskarzyc do sadu ogodnika, ktory zasadzil nam w ogrodzie drzewo i malina z tego drzewa spadla? czy jednak nie da sie tego porownac?

 

 

 

czwartek, 09 czerwca 2016
kto wie lepiej?

 

pod wpisem o myciu owocow tyle komentarzy. to sa takie tematy, gdzie kazdy ma swoja, jedynie sluszna prawde. do tej kategorii naleza wszelkie diety, sposoby na wychowanie dzieci, porod, karmienie piersia, usuwanie ciazy i eutanazja. odkad odzywiam sie bezglutenowo i bezmlecznie - to juz piaty miesiac - czuje sie swietnie, schudlam, mam lepszy nastroj (nie liczac ostatnich trzech dni:-), ale wiele osob wokol mnie poczulo misje przywrocenia mnie na wlasciwa droge, bo zbladzilam:

 - to tylko taka moda. glupia moda.

 - bez mleka pozbawiasz sie wapnia, jeszcze pozalujesz!

 - ale masz stres, jak sobie dajesz rade w restauracji? okropne, co?

 - jak nie jestes chora, to po co ci to?

 - bez chleba? kto to slyszal!

 - lepiej zrezygnuj z miesa, to sobie dobrze zrobisz a nie tam takie glupoty.

nikomu, nawet mezowi i malinie, nie narzucam sie z ta dieta, nikogo nie nawracam, nikogo nie przekonuje. nawet nie wiem jak przekonywac, bo cala teoretyczna oprawe poznalam tylko powierzchownie i brak mi sensownych argumentow w dyskusji. jak zawsze jednak zadziwia mnie energia z jaka ludzie zajmuja sie stylem zycia innych ludzi i jak bardzo przekonani sa o slusznosci swoich decyzji.

 

na fb wsrod znajomych mam wlascicielke sklepu z meblami. zaczela od malenkiego sklepiku tu niedaleko nas na wsi, potem przeniosla sie do hamburga i tam tez z malego sklepiku w bocznej ulicy przeniosla sie do duzego i teraz otwiera drugi - znaczy sie ludzie lubia jej meble i ten styl. a styl jest  - no nie wiem jak to nazwac - taki warsztatowo-fabryczny. stare zardzewiale lampy, metalowe szafy i regaly pani lekko odnawia i sprzedaje za badzo, badzo wysokie sumy pieniedzy. chcialam sobie u niej strzelic taka przyrdzewiala lampe nad wanne w mojej czarno bialej lazience, ale jak sie dowiedzialam ile kosztuje zrezygnowalam, bo co wieczor, lezac w wannie zamaist sie relaksowac musialabym sie zastanawiac nad wlasna rozrzutnoscia. lampe kupilam w manufactum za 1/10 ceny (powaznie!) i moge sie spokojnie kapac. ale czemu o tym wspominam... otoz na fb ta pani skrytykowala mode na biale meble vintage, ogrodowe staromodne zelazne krzesla i ogolnie styl landhaus. i jaka tam sie rozpetala dyskusja! dobrze, ze tylko wirtualna, bo w realu dyskutujacy pewnie zlapaliby za krzesla eames, zelazne taborety, biale komodki oraz pledy w rozyczki i zaczeliby sie nimi okladac do krwi ostatniej! a i tak nikt nikogo by nie przekonal.

i tak jest ze wszystkim: jedzenie, wychowanie, stroj, religia. jaki swiat bylby piekny, gdyby ludzie cieszyli sie swoim zyciem i nie "naprawiali" reszty.

 

 

 

 

 

 

wtorek, 31 maja 2016
myc czy nie myc. oto jest pytanie.

 

odkad tylko pamietam myje owoce i warzywa. wszystkie. nawet maliny, choc one nie lubia wody - wola wygrzane sloncem wskakiwac prosto do ust. myje ogorki, chociaz potem obieram je ze skorki, myje kiwi, i tez obieram je ze skorki. tak samo pomarancze, cytryny, awokado... ziemniakow nie myje, ale myje je po obraniu ze skorki, jablka, gruszki i banany. banany??? - spyta ktos. ktos? kazdy! odkad malina zostala ostentacyjnie wysmiana przez moja teciowa, ktora przylapala ja na... myciu banana, zwrocilam uwage, ze bananow nikt nie myje. w biurze, co mnie ktos widzi z bananen przy umywalce, dziwi sie i pyta: myjesz banany?!!!

no myje.

 

(i nadal bede myc!)

 

a wy?

 

 

 

środa, 18 maja 2016
malinowe party

 

od lat nie kupujemy sobie w dlaszej rodzinie prezentow i bardzo to sobie chwale. nie wiem jak teraz jest w polsce, ale w niemczech - ale moze to tylko w naszej rodzinie? - ludzie zyja w panicznym strachu, ze moga kupic niewlasciwy prezent. jak juz sie na cos zdecyduja to wraz z 4 alternatywami prezentuja ten pomysl kazdemu, nawet temu, kto ma zostac obdarowany. konsultacja na najwyzszym poziomie. pod choinke w tym roku malina dostala dwa swetry desigual i... na wszelki wypadek rachunek, zeby je mogla sobie w sklepie wymienic gdyby jej sie nie podobaly. strasznie mi sie to nie podoba, ale nic nie mowie. malinie tlumacze tylko dlaczego uwazam, ze to okropne.

za miesiac malina bedzie konfirmowana i cala rodzina przysyla mi strony internetowe z bizuteria i ciuchami zebym wybrala prezenty. ludzie! ja sama nie wiem co, malina tez nie wie, w sumie, nie chce nic. normalnie nie moge sie tak calkowicie cieszyc na to wielkie garden party, bo glownie sie wkurzam. ludzie kupcie srebrne serduszko na lancuszku i czesc! serduszko jest zawsze w porzadku.

postanowilismy tez odswiezyc dom i doprowadzic taras do jakiegos ludzkiego wygladu. taras i schody wyremontuja specjalisci ale sciany maz postanowil pomalowac osobiscie. przedwczoraj pojechalysmy z malina na basen a maz oklejal salon zeby pomalowac poszarzale sciany na bialo. taki malarz z niego, ze sciany piekne, sufit piekny, ale rano nie mogl wstac z lozka, bo go w plecach polamalo. do reszty scian przyjda jednak panowie. mezowi troche popsulo to humor, ale powiedzialam, ze moze pomalowac brame wjazdowa, wiec znow moze sie kreatywnie i malowniczo wyzyc!

na swoje swieto malina bedzie wystrojona w dirnd, wiec szukamy nowego. jeju, jakie cuda!!! a jakie ceny. zachwycony tatus wzrusza tylko ramionami i powtarza, ze kurcze jedno dziecko mamy i tylko ja mam resztke jakiegos rozsadku i wyprowadzam cale towarzystwo ze sklepu.

 

ogrod natomiast zupelnie bezplatnie "puchnie" w oczach zielenia. od kilku dni pada i wszystko rosnie jak na drozdzach.

bedzie pieknie.

 

 

 

 

 

 

czwartek, 12 maja 2016
czy wiesz, jakim jesteś cudem?

 

pamietam dyskuse na roznych forach o zachwycaniu sie wlasnym dzieckiem, o chwaleniu i podziwianiu i o tym ze matki przesadzaja i rozpieszczaja. nigdy sie takimi opiniami nie przejmowalam i odkad malina jest, jestem nia niezmiennie zachwycona i czesto daje temu wyraz. a dzis wpadlam na dziecisawazne.pl na taki artykul pod ktorym moglabym sie podpisac obiema rekami.

 

(...)Zamiast dążyć do zdobywania przez nasze dzieci kolejnych umiejętności, powinniśmy raczej skupić się na wzbudzeniu w nich poczucia, że są wyjątkowe. To wymaga nawiązania głębszej relacji, ale daje niesamowite rezultaty. Takie dzieci są z siebie zawsze zadowolone, same chcą rozwijać swoje zainteresowania, uczą się z zapałem rzeczy, które naprawdę je interesują. Zapewnienie poczucia bycia wyjątkowym jest lepszym kapitałem na przyszłość niż notoryczne ustawianie się w kolejce do kolejnych konkursów.(...)

(...) Okazuje się, że najcenniejszy dar, jaki jesteśmy w stanie wnieść do rozwoju naszego dziecka, to miłość i wsparcie, które możemy dać mu w dzieciństwie. Sukces nie jest zapisany w genach, zależy od życiowych doświadczeń. I to właśnie my, rodzice, mamy ogromny wpływ na to, jak potoczy się przyszłe życie naszego dziecka. Nie ma szczęściarzy i pechowców. Są ludzie, którzy wierzą w swoje możliwości, i ci, którym tej wiary brak.

caly artykul tu: http://dziecisawazne.pl/naprawde-rozwijaja-sie-talenty-czyli-o-milosci-akceptacji/

 

jak widze jak malina daje sobie rade w szkole, w kontaktach, jak radzi sobie z konfliktami, z publicznymi wystepami, z niepowodzeniami, no i z nami (niestety trudnymi rodzicami) to mam ochote powiedziec wszystkim mamom: podziwiajcie swoje dzieci codziennie i oficjalnie. szczerze i serdecznie. lepszego kapitalu na zycie nie ma.

moja ulubiona mama fabularna to mama forresta gumpa.

 

środa, 11 maja 2016
moje czytanie

 

na fb widze ciagle jakies akcje w stylu "przeczytalam 53 ksiazki", albo 15, albo iles tam ksiazek. moja tesciowa czyta ksiazki nalogowo, ale nie ma ani jednej ksiazki w domu, co 2 tygodnie przynosi z biblioteki 4-5 ksiazek i po dwoch tygodniach, przeczytane od deski do deski, wymienia na nowe, jak posciel lub reczniki. a ja w roku 2015 nie przeczytalam ani jednej ksiazki. kilka zaczelam, ale nie dalam rady skonczyc. w tym roku dobrnelam do konca "wer die nachtigall stört" i zobaczymy jak sie moje czytelnicze losy potocza dalej. moja glowa pelna jest mysli i zamyslen. czytane opowiesci mnie nudza albo mecza albo w ogole jestem taka zmeczona, ze zasypiam. moj dom jest pelen ksiazek, ale nie ma na nie miejsca w moim zyciu.

 

 

 

poniedziałek, 09 maja 2016
cisza.

 

na dlugie loty maz kupil sobie sluchawki wyciszajace. jest zachwycony i od roku sluchawki sa najwyzniejsza czescia jego bagazu podrecznego. myslalam, ze to taki tam sobie gadzet, ale jak mezowi pomaga to czemu nie. wczoraj z ciekawosci zalozylam je sobie na uszy i... znalazlam sie w innym swiecie. cisza. ulga. spokoj. z wielka poducha zawislam na hamaku otulona cisza jak puchem. malina miala kolezanke z wizyta, maz wyskoczyl na runde motorem dookola jeziora. a ja ze swoja cisza spedzilam fantastyczne dwie godziny.

co wieczor obiecuje sobie, ze przestane czytac wiadomosci. i polskie i niemieckie. powinnam sobie chyba zalozyc jakas specjalna blokade, wiadomosci i komentarze (tych w ogole nie powinno sie czytac) zabieraja mi duzo dobrej energii. potrzebna mi taka sfera wolna od wiadomosci jak czas w absolutnej ciszy, swiat zredukowany do obrazu, bez przekazu.

 

 

 

wtorek, 03 maja 2016
malina.

 

5 cm mniejsza niz ja, but o numer wiekszy. moja corka. nie mialam czasu sprawdzic jej referatu na angielski. myslalam, ze malina pokaze mi swoja wersje, zobaczymy co sobie napisala i poszukamy jakichs dodatkowych materialow po angielsku w internecie, slowek, zwrotow, napiszemy jakies kluczowe zdania, pocwiczymy wymowe. zawalona projektami dopiero wczoraj zapytalam o ten referat, ale jak tu cos poprawiac jak malina ma go wyglosic nastepnego dnia. no trudno. zobaczymy najpierw co mamy. malina stanela w kuchni z kartonikiem na ktorym widnialo 6 puktow - stacji do omowienia. bez zajakniecia wyglosila po angielsku 5 minutowy referat o flamenco. w internecie sprawdzilam tylko jak sie wymawia "kastaniety" i juz. w tym roku konczymy 9-letnia przygode z polska szkolka. po wakacjach malinie dochodzi w szkole francuski. postanowilysmy wiecej mowic w domu po polsku a za to zafundowac sobie przyjemne soboty z dlugim spaniem, zamiast porannych 40 minut w drodze do polskiej szkoly i siedzenia tam do 16:00.

ten rok zamyka wazny etap w naszym zyciu.

 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 83
Archiwum