wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
niedziela, 31 stycznia 2010
malina sama w domu.
malina chora. musze poleciec do apteki zeby nie wiem co, bo tatus wroci dopiero noca. przygotowuje maline jak na wojne. tu masz telefon, ten guziczek naciskasz, nikomu nie otwierasz, siedzisz przy swoim stoliczku i nie ruszasz sie ani na krok. ani na kroczek. potrzebuje kolo 10 minut i umieram ze strachu co moze wydarzyc sie w tym czasie. no. lece. a tu taus wyladowal wczesniej i pierwsze co robi: dzwoni do domu. malina dlugo nie odbiera, bo nie moze sie zdecydowac czy nacisniecie zielonego guziczka w telefonie to to samo co otworzenie obcemu drzwi albo wlaczenie gazu. poniewaz diokladnych wytycznych nie bylo, naciska guziczek.
 - tatus!!! chyba nie moge z toba rozmawiac. mamusia poszla do apteki.
zaczynaja rozmawiac sobie i nagle malina czuje, ze koniecznie, ale to koniecznie musi siusiu. tatus mowi, zeby wiec zrobila siusi, ale malinie nie wolno ruszac sie ani na krok z pokoju. tatus tlumaczy, zeby caly czas z nim gadala, polozyla sluchawke na poleczce i zrobila siusiu. wracam do domu. zastaje maline siedzaca wygodnie na toalecie jak na fotelu. opowiada wlasnie cos wesolo, na moj widok traci wigor i szybko tlumaczy, ze tatus jej pozwolil...

+++++
trzy dni pozniej jestesmy u lekarza na sluchaniu plucek. lekarka pyta o ktorej malina robila inhalacje solne. przyznaje, ze dokladnie nie wiem, bo wrocilam z pracy o 15:00. pani usmiecha sie do maliny:
 - ojej. a jak mama pracuje, co ty sama w domu siedzisz?
malina dumnie kiwa glowa:
 - tak. zawsze sama. zawsze! ale kiedys w koncu mama wraca z pracy.
lekarka patrzy na mnie rozbawiona, bo wie, ze jestem mama raczej nadopiekuncza. odpowiadam wiec spokojnie:
 - tak, siedzi sama do poznego popoludnia, gotuje, sprzata i prasuje. jak wracam do domu to obiad stoi juz na stole.
najbardziej mi sie podobalo, ze malina zalapala ironie mojej wypowiedzi i sie szczerze usmiala.




czwartek, 28 stycznia 2010
niezasypianie malinowe
bajeczka przeczytana po polsku przez mamusie lub po niemiecku przez tatusia. masaz nozek na dobranoc przez tatusia albo nucona kolysanka przez mamusie. a potem malina potrzebuje cos kolo 10-15 minutek i spi jak aniolek. a dzis nie moze. kreci sie, wierci, kaszle. ide ja zaglaskac do snu.
 - czemu nie spisz kochaneczko?
 - no nie moge spac, bo jestescie tak cicho, ze caly czas sie boje, ze gdzies sobie poszliscie. i slucham i slucham i nic nie slysze.


wtorek, 26 stycznia 2010
u lekarza.
pani doktor pyta:
 - a brzuszek cie boli?
 - nie.
 - a gardziolko swedzi?
 - nie
 - a nosek pelny?
 - tak.
 - a uszy bola?
 - nie. nawet moge nimi pomachac. - i malina macha uszami na dowod, ze nie bola.


czwartek, 21 stycznia 2010
jak to kazdego co innego brzydzi.
wpada nowa znajoma z wizyta. poznalysmy sie przez dzieci. w lazience na dole wciaz jeszcze nie ma drzwi, wiec na powitanie widac nowa, nieuzywana lazienke jak na wystawie. coreczka znajomej zadziwiona jest bidetem i na powitanie pyta: a co to?
 - taka toaleta dla panow, zeby mogli robic siusiu. - tlumaczy jej mamusia i patrzy na bidet z lekkim obrzydzeniem. na to malina prostuje:
 - nie! nie! to jest do mycia dupki!!! - smieje sie
mamusia patrzy na mnie pytajaco. kiwam glowa dla potwierdzenia. teraz znajoma patrzy i na bidet i na mnie z lekkim obrzydzeniem.




środa, 20 stycznia 2010
grzeczna malina.
od kilku dni moje dziecko jest takie grzeczne, ze az mi dziwnie. trzy dziewczynki byly dzis z wizyta - normalnie jak w kosciele: cicho, wesolo i przyjaznie. posprzataly, malina przebrala sie w pizamke. zabki umyte. zamiast w lozeczku czytamy dr dolittle przed kominkiem. potem za raczki idziemy na gore do lozka.
 - mamusiu, widzisz, ze w ogole sie nie klocimy?
 - oczywiscie. jak myslisz, dlaczego?
 - bo jestem, grzeczna.
 - ... no tak. a dlaczego jestes taka grzeczna?
 - bo chce zobaczyc jak to jest.
 - i jak?
 - fajnie.


poniedziałek, 18 stycznia 2010
malina na nartach.
co sobote i niedziele jezdzimy na nartach. w alpach snieg. jest cudnie. ciekawe czy malina jeszcze pamieta jak dobrze juz sobie radzila rok temu? najpierw osla laczka na rozgrzewke. ok. dziecko sie trzyma, skreca, hamuje. jedziemy wyciagiem na stok.
 - jedz po moich sladach! - wolam i malina sunie za mna bez trudu.
jedziemy drugi raz.
 - jedz po moich sladach! - wolam i w bialym puchu zapominam sie i zaczynam pedzic. przez szum wlasnych nart nie slysze za soba maliny. o rany, przesadzialm. hamuje jak brzytwa, zeby gdzies w dali znalezc moje dziecko na stoku. ups! moje dziecko hamuje jak mala brzytewka niemal na moich nartach przerazone:
 - co sie stalo???!!!
 - no nic!
 - to co hamujesz?!
 - myslalam, ze cie zgubilam...
 - nieeee... przeciez jedziemy powoli!

nastepnym razem jade po sladach maliny. na dole mam zadyszke a uda pekaja mi z bolu. mysle, ze w przyszlym roku nie nadaze.


malinowy poranek
zanim malina otworzy oczy, skradam sie co swit do jej szafy i wyciagam majty, rajstopki, koszulke i wieszam na kaloryferach zeby miala cieple. dzis rano zaspany glosik mruczy za moimi plecami:
 - a co to za myszka tu tak skrobie?
 - to ja! - popiskuje.
malina wygrzebuje sie z lozka, przytula sie do mnie cala swoja zaspana malinowoscia i mruczy (bialym wierszem?):
 - taka cieplutka,
taka mieciutka
to musi moja
mamusia byc.



Archiwum