wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
czwartek, 31 stycznia 2013
malinowi rodzice hetero.

na szczescie niemcy nic nie pisza o polskich sejmowych perypetiach dotyczacych wolnych zwiazkow, ktore zamienily sie w klotnie o zwiazkach homoseksualnych. w niemczech glosno o manifestacjach we francji dotyczacych miedzy innymi pozwoleniu parom homoseksualnym na adopcje dzieci. mimo braku telewizora, malina jest jakos zawsze zorientowana w sytuacji na swiecie i tu prosze sprawa ja zaciekawila. wybralysmy sie wczoraj po zlote rajstopy na bal maskowy (malina bedzie sloncem, ktore w dodatku po niemiecku jest kobieta! a nie mozna byc sloncem bez zlotych rajstop, prawda?)

i tak zagaila:

 - a pamietasz jak mi opowiadalas, ze s. z berlina zamiast zony ma meza? czy to prawda, czy tylko tam mowilas?

 - prawda. nawet maja slub.

  - myslalam, ze tylko mezczyzna i kobieta moze wziac slub.

 - w niektorych krajach moze tez mezczyzna z mezczyzna i kobieta z kobieta. we francji ludzie manifestuja teraz, zeby takie pary mogly adoptowac dzieci.

 - co to znaczy manifestuja?

tu wykonuje krotka prezentacje pt: "manifestacja, powody, skutki, konsekwencje, przyklady"

 - aha. a ty bys tez manifestowala? chyba nie, bo masz meza mezczyzne?

 - tam manifestuja tez...  - szybko skanuje mozg, zeby nie uzyc slowa "normalne" - tacy ludzie jak my, tacy, ktorzy zwiazali sie z kims z plci przeciwnej, ale nie maja zupelnie nic przeciwko temu, ze ktos moze czuc i chciec inaczej...

 - ja tez nie mam nic przeciko temu, ale mimo wszytko to nie dla mnie. - kreci glowa malina.

 - nie? nie chcialabys miec dwoch mam? albo dwoch tatusiow?

 - nie. ja wole miec tak jak mam. mame i tate. silnych rodzicow.

 - silnych?!

-  tak. tatus ma silne miesnie. mama ma silny charakter.

 

 

 

 

wtorek, 29 stycznia 2013
malinowa przyjazn.

malina przechodzi rozne fazy lubienia i nielubienia sie z kolezankami w klasie. co i raz ktos jest przyjaciolka a ktos wrogiem. trudno o stan posredni. biale albo czarne. emocji moc. wiec ciagle rozmawiamy o milosci, o przyjazni. wczoraj tez.

 - mamusiu, kto jest twoja najwieksza przyjaciolka?

 - no przeciez wiesz: a. i s.

 - aha. a przyjacielem?

 - tatus.

 - a taka mala najlepsza przyjaciolka?

 - masz na mysli siebie?

 - mhm.

 - ty jestes moja coreczka. my nie jestesmy przyjaciolkami i nie bedziemy. jestesmy mamusia i corka. to znacznie wiecej niz przyjazn.

 

 

 

poniedziałek, 28 stycznia 2013
z malina przed ekranem.

 

film ice age 4 - rozrywka ponarciarska na niedzielny wieczor. z malina 10-letnia.

tu w niemczech dozwolony od 0 lat. sprawdzilam dwa razy. tak: 0.

film bez ograniczenia wiekowego. wyobrazam sobie, ze ktos idzie na to do kina z... no powiedzmy z 5 latkiem i to w wersji 3 d.

czy moje swiete oburzenie ma jakiekolwiek znaczenie? czy mam jakiegos wspoltowarzysza w tym oburzeniu, czy jestem zwyczajnie przewrazliwona?

 

środa, 23 stycznia 2013
malinowe stopnie.

test z matematyki. taki troche trudny, bo i mnozenie i kilogramy, litry, gramy i cuda niewidy. czasem, jak pani jest szybka, to stopnie sa juz nastepnego dnia. troszke watpie w powodzenie i troche mi szkoda, ze takie sliczne "polecajace" swiadctwo pewnie z lekka zmieni poziom po tej klasowce. tak, tak. do maja to sie jeszcze dizo moze zmienic. czyzbym dostawala ogolnie znanej w naszej klasie schizy z powodu stopni? a razie gotuje rosolek (dlaczego ja dotad nie wpadlam na pomysl wyslania listu do janoscha z podziekowaniem za wprowadzenie rosolku do historii o misiu i tygrysku, dzieki czemu moje dziecko uwielbia roslek, moja znienawidzona zupe z dziecinstwa?), mieszam a przez okno widze jak ze szkoly wraca moja zaroweczka. spodnie sniegowe lila, kurtka ostro rozowa, czapka wsciekly pomarancz. nie mozna jej przegapic. gdyby szla sciezka, to juz bym po kroku i ramionach poznala czy bylo fajnie czy nie, ale malina brnie porze lake w sniegu powyzej kolan. razem z sasiadem tak sobie brna i sie mecza. w koncu malina staje w drzwiach. resztkami silnej woli witam ja serdecznie zamaist wolac: no i co? co dostalas z matematyki? a malina wesolo przytupuje w ganku i wola:

 - mamusiu, mamusiu, jaka ja mam dla ciebie wiadomosc!!!

o rety. chyba dobrze z ta matematyka?

 - jaka?

 - no wyobraz sobie, ze z plywania zbaka mam jedynke, z nurkowania mam jedynke a ze skakania do wody?... tez  j e d y n k  e!!! super, coooo?????!!!!

i malina w szczesciu wbiega do kuchni a z nia caly snieg z calej laki. ale nie moge jej strofowac, takiej szczesliwej plywaczki, nurka i w ogole. wysciskujemy sie do woli i wysylam dziecko zeby sie przebralo. sama dalej gotuje rosolek i gryze sie w jezyk, zeby nie zawolac: - a z matematyki??? macie juz oceny?

malina zasiada do obiadu, probuje dyskutowac o pogodzie, o kolezance co zaraz przyleci z wyzyta, ale w koncu nie wytrzymuje:

 - a co z tym testem z amtematyki? pani b. pewnie jeszcze nie zdazyla sprawdzic?

przez twarz maliny przebiega cien. kurcze, pewnie chciala zagadac temat, pewnie dostala 6, jej srednia ocen natychmiast sie orzez to zaniza i malina zamiast do gimnazjum pojdzie sprzatac ulice albo co?

 - mmmm z matematyki.... ... ... no pani nam oddala te testy ocenione. ale nie moge ci go pokazac.

o kurcze, czarno widze malinowa przyszlosc.

 - eee tam, pewnie, ze mozesz!

 - nie moge, bo pani im nach nie dala. i. jest chory i dopiero pozniej bedzie go pisal i pani na odda do domu jak i. napisze swoj test.

 - rozumiem. no i - nie zapominajmy, ze w gruncie rzeczy w zyciu mialam byc aktorka, tak?  ton mojego glosu jest wiec lekki, beztroski jakbym pytala o cene bananow - no i co doslalas?

 - jedynke. i wyobraz sobie, ze nie mam dzis zadnej pracy domowej! - malina przeslizguje sie na tej informacji jak po zamarznietej kaluzy.

 - a no to fajnie. - wstaje po deser i mysle, ze jednak mam schize.

poniedziałek, 21 stycznia 2013
malina prywatkowa.

 

malina zdaje babci telefoniczna relacje z piatkowego przyjecia urodzinowego:

 - (...) i jadlysmy raclette z cebula i z czonskiem. jak przyszlam do domu to mamusia nie mogla uwierzyc, ze tak smierdze i przed ISCIEM do lozka umyla mi wlosy. nic nie pomoglo. nawet dzisiaj dalej smierdze.

 

piątek, 18 stycznia 2013
w nic nie wierzcie.

 

 

kochane moje, jesli ten wpis ponizej pokazuje mnie jako wyluzowana matke, ktorej tylko zdrowie dziecka lezy na sercu, to to chyba jest zmylka. jedna wielka zmyla. 

malina wrocila ze szkoly z lista samych jedynek i jedna dwojka z matematyki (gdzie do jedynki zabraklo jej 1 punktu) i 100% poleceniem do gimnazjum. zjadlysmy pomidorowe i torcik wedlowski, malina wystroila sie jak na odpust i poszla na urodziny do kolezanki (kregielnia, raclette i nocleg). wyszla? wyfrunela. a ja sie poryczalam. wiec jednak to jest kurcze wazniejsze niz mi sie wydawalo. jestem taka sama histeryczka jak inne matki. amen.

 

czy to dziecko sie nadaje?

dzis 4-klasisci otrzymuja cos w rodzaju listu polecajacego. pisemny opis ucznia i jego osiagniec z trzech przedmiotow, ktorych srednia za trzy miesiace pozwoli im isc do gimnazjium, realschule albo hauptschule. dumni rodzice chcieliby dla swoich dzieci gimnazjum. i zaczyna byc nerwowo. jeszcze rok temu liczylam sie z tym, ze malina nie bedzie miala wystarczajaco wysokiej sredniej. z matematyka bylo jej ciezko, niemiecki dobrze, ale nie genialnie, malina niechetnie czytala, a na hsu (taka mieszanka, biologii z geografia, nauka o srodowisku) brakowalo jej cierpliwosci. referat o zwierzetach super, ale klasowka o pradzie juz tylko srednio. uwazam, ze w podstawowce nie ma co myslec o korepetycjach. kto sobie teraz nie daje rady nie powinien isc do gimnazjum, bo tu w gimnazjum jest naprawde ciezko, duzo nauki, wysokie wymagania a dzieci przeciez wciaz male. no i mniej wiecej rok temu cos w malinowej glowie przeskoczylo a my - "wytresowani przez waldorf" - tylko sie temu przygladamy z boku. malina ma mozliwosci, ale nic nie musi. moze dlatego sama wziela sie za czytanie, cwiczy matematyke, interesuje sie hsu. podczytuje latwe ksiazki po angielsku. w tym roku zbiera same najlepsze stopnie. na moje rozterki czy gimnazjum nie zmarnuje malinowego dziecinstwa, pani pokrecila glowa, ze malinie wszystko przychodzi latwo i gimnazjum nie bedzie dla niej obciazeniem. no zobaczymy. malina jako jedyna w klasie spedzila dwutygodniowe ferie swiateczna na jezdzeniu na nartach, lezeniu gdzie sie da z ksiazka i malowaniu. wszystkie kolezanki przynajmniej godzine dziennie cwiczyly matematyke albo gramatyke, ortografie czy inne licho. na pytanie, czy naprawde nic nie musiala sie uczyc, malina odpowiedziala:

- moi rodzice zabraniaja mi sie uczyc w ferie.

no tacy jestesmy okropni. waldorfska schiza. strasznie jestem ciekawa co dzis malina przyniesie ze szkoly.

piątek, 11 stycznia 2013
malina w pospiechu.

 

  - malinaaaaaaaaaaaa!!!!!!!

  - cooooooooo??????

  - za cztery minuty masz angielski!!!!

 - oł maj goooooottttttttttt!!!

 

chce zeby bylo jak ja chce.

 

jestem pania po 40. i bardzo bym chciala zeby bylo po mojemu. niestety swiat zupelnie nie chce sie dostosowac do moich o nim wyobrazen.

a ja godze sie na to tylko z wielkimi trudnosciami.

moze wciaz nie doroslam?

 

 

 

czwartek, 10 stycznia 2013
mobbing?

malina trafila do nowej szkoly w srodku semestru. mala szkolka, milo, przytulnie, wesolo. w klasie dziewczynki sa w mniejszosci i zaraz po kilku dniach dalo sie wyraznie wyczuc, ze podzielone sa na dwie grupy. silniejsza grupa z ustalonym imieniem (dziekie kurczaki) a od wczoraj nawet statusem i regulami! slabsza grupa, ktorej krotka charakterstyka jest: "nie nalezy do silniejszej grupy".

malina stanela posrodku i bawi sie ze wszystkimi z przewaga silniejszej grupy, ktora ja "wciaga" albo moze raczej "wsysa". za tydzien zaproszona jest na urodziny do jednej ze "slabszych" kolezanek. nie uszlo to uwagi silnej zwartej grupie, ktora wczoraj zameldowala sie u maliny telefonicznie i oznajmila, ze chca rozdac karteczki kazdemu czlonkowi swojej grupy, kazdemu po trzy tzw. "kurczaki" (od bardzo popularnej serii ksiazek dla dzoewczynek o "bandzie dzikich kurczakow") i jak ktos bedzie lamal reguly grupy, to sie mu zabiera karteczke a bez karteczek wygasa przynaleznosc do grupy. malina szeroko otworzyla oczy i powoli odpowiada w sluchawke:

 - reguly? a jakie to sa reguly?

 - na przyklad nie mozna sie zadawac z j.

a j. to wlasnie jest solenizantka, ktora zaprosila maline i bywa u nas czasem popoludniami. wiec malina wzruszyla ramionami i powiedziala, ze to trzeba omowic ze wszytskimi kurczakami i ze reguly sa ok, ale najpierw wszyscy sie musza na nie zgodzic i skonczyla rozmowe.

j. jest nielubiana w klasie i zaczyna sie to ocierac o mobbing. sama tez za nia nie przepadam, ale takie grupowe gierki budza we mnie absolutny sprzeciw. malina chce dzis powiedziec, ze chce sie bawic z kim chce i nikt jej nie bedzie dyktowal co ma robic i jesli tak ma byc, to ona sie z tych kurczakow wypisuje.

u nas w domu reguly sa jasne, ale zaraz za plotem swiat jest skomplikowany. czy swoja postawa sama nie narazi sie na mobbing? czy powinnam sie wtracac? czy to co one robia to juz mobbing? one maja po 9-10 lat.

 

w calej sprawie ciekawy jest tez fakt, ze dwie glowne przywodczynie "silnej grupy kurczakow" to w rzeczywistosci najmniej ciekawe dziewczynki w klasie: jedna polinteligentna, druga troche kurduplowata i obie nie przeczytaly ani jednej z serii 5 ksiazek, na ktorych bohaterkach sie wzoruja, ale wodza prym w calej klasie. jak to mozliwe?

 



piątek, 04 stycznia 2013
wspomnienia swiateczne

1.

 - oooooo! malina, znow nie zdazylas spotkac mikolaja. zobacz zostawil otwarte drzwi do ogrodu i popedzil dalej. dobrze, ze prezenty przynajmniej zostawil!!!

malina przylepia nos do szyby: - nie szkodzi, widze go przeciez wsrod gwiazd... i renifera tez widze... ale pieknie...

babcia na to zdziwiona:

 - naparawde widzisz?

malina:

 - nie widze, ale UDAWAM greka.

 

 

2.

obie babcie przy stole. obie dobrze po winie. jedna przekroczyla 70, druga zbliza sie do tego progu wielkimi krokami.

 - no m. ty to dobrze wygladasz!

 - h. ty tez. dobrze sie trzymamy!!!

 - w naszym wieku to sie czlowiek zdecydowal na zmarszczki albo na opony wokol brzucha.

babcie dokladaja sobie druga porcje gaski:

 - no my sie zdecydowlysmy na opony i dlatego wygladamy tak mlodo. grube ale mlode.

 

 

3.

przyjaciolka maliny obchodzi urodziny zaraz po swietach. goscimy ja dzien przed urodzinam. pytam:

 - a bedziesz miala tort? pewnie jak zwykle mama ci upiecze. masz jakis ulubiony?

przyjaciolka rozmarzona:

 - ja lubie kazdy tort ktory mama robi. kazdy jest moj ulubiony!

 - oj to chyba napiekniejszy komplement jaki moze mamusia uslyszec od swojej corki! - kiwam glowa.

na to malina:

 - ja tez lubie KAZDY twoj tort!!!

na to moj maz... zatrzymal samochod i pekl ze smiechu.

 

 

Archiwum