wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
piątek, 31 stycznia 2014
wiele hałasu o nic albo jak mi sie upieklo.

 

maz nie idzie dzis do szkoly walczyc o malinowe prawo do nie_siedzenia z klasowym gagatkiem. pani dostawila wczoraj dwie lawki i chlopcy siedza sami. party karnawalowe odbedzie sie i chlopcy moga przyjsc, ale pod warunkiem, ze obecni beda tez ich rodzice. jeden z chlopcow regularnie je papier i moze pani boi sie, ze zje girlandy? nie wiem. nie dzwonilismy, z nikim nie gadalismy i nie wiem czy jakis inny rodzic reagowal czy tez pani sama tak sobie wymyslila.
pewnie niepotrzebnie tu o tym wszystkiem pisalam, ale taka bylam wkurzona, ze i tu i w dziennikach sie "wyprodukowalam" a moglam sobie zwyczajnie poczekac az cos sie wyjasni.

zycze wam i sobie szybkiego piatku i pieknego weekendu. my mamy w planach rybne fondue, nocne saneczkowanie, wielki rodzinny obiad, dzienne spa.

środa, 29 stycznia 2014
malina a lobuzy.

 

szkola jest nowa. dzieci nie maja w niej (jeszcze?) zadnych zlych doswiadczen. mala, prywatna, nauczyciele bardzo sie staraja. malina kwitnie. pisze tu o tym ciagle przeciez, prawda? zreszta mam wrazenie, ze w ogole dzieci sie tam dobrze czuja, ale oczywiscie temperamenty sa rozne. niezaleznie od wieku, od plci i hobby. podobnie jak w podstawowce tak i tutaj w klasie jest kilku lobuzow. przeszkadzaja w lekcji. po skonczonej klasowce, zwijaja ja w kulke a na polecenie nauczycielki zeby ja rozlozyli... rzucaja prze cala sale w kierunku kosza. nie sa to jacys testosteronem rozbuchani mlodzi faceci, dzieci jeszcze. 10-11 lat. na spotkaniu rodzicow mamy rozkladaja rece: "no tacy sa chlopcy. co robic". albo: "chlopaki to musza sie wyszalec i nie ma na to rady". wczoraj pani stracila cierpliwosc i pomieszala chlopcow z dziewczynkami, zeby dziewczynki jakos wplynely uspokajajaco. dzis malina po raz pierwszy w zyciu powiedziala, ze nie ma ochoty isc do szkoly. no to my sie wybierzemy. w piatek maz umowil sie z wychowawczynia. sorry, ale od wychowywania lobuzow sa mamusie a nie moja corka. moja corke - jesli chce sie jej dac jakas socjalna szanse rozwoju, misje albo zadanie - to prosze ja posadzic z kims kto ma klopoty z matematyka lub angielskim, niech pomaga, ale wychowywanie dzikusow to nie jest jest rola dla maliny. rozmawiac pojdzie tatus, bo ja jestem niestety wkurzona. 

 

wtorek, 28 stycznia 2014
moja krew.

 

moja krew od lat jest uboga. na szczescie cala reszta trzyma sie jakos. znow poziom krwinek spadl mi tak bardzo jakby na przyklad w ciezkim porodzie wykrwawila sie do cna. od transfuzji zelaza mam juz stwardniale zyly i nie wiem gdzie beda wbijane nastepne. myslalam, ze jest lepiej, ale jak sie dzis dowiedzialam, ze znow jest bardzo zle to sie polozylam i w srodku dnia zasnelam. mysle, ze praca trzyma mnie w ryzach. andrenalina pcha do zycia. bez niej pewnie splabym caly czas. ciezko mi z tym zmeczeniem.

malina skacze, maz mimo ciezkiej pracy rano jak skowronek a ja wiecznie jakbym miala cialo z olowiu i musiala je dzwigac wszedzie ze soba.

 

 

poniedziałek, 27 stycznia 2014
malinowa troja.

 

pierwsza malinowa troja. malina juz zapomniala, ze na poczatku swojej szkolej kariery czesto miewala ten stopien, ktory jest okropny. ani dobrze, ani zle, nie wiadomo jak, przecietnie, nijak. przyzwyczaila sie do jedynek. a tu? prosze: 3. obejrzalam sobie malinowa prace, a to bylo wypracowanie na temat fantazyjny, dotyczacy urodzin. czytam opowiadanie i czytam uzasadnienie oceny. pani zadala sobie wiele trudu, by wyraznie wyjasnic dlaczego tak a nie inaczej ocenila malinowe wypocinki. za kazdy blad ortograficzny odjela po punkcie. malina czytajac i piszac (z okropnymi bledami zreszta:-) po polsku, czasem zapomina sie i malinowe niemieckie rzeczowniki zaczyna mala litera jak po poslku. punkty leca. nie ma co dyskutowac. rzeczowniki sa po niemiecku z duzej litery i koniec. reszta punktow stracona przez niewyraznie akapity, przez co nie czuje sie granicy miedzy poczatkiem rozwinieciem i zakonczeniem. pani pochwalila za dialogi i za opis postaci, ale zaraz potem odjela duzo punktow za dramaturgie. punkt szczytowy nie byl zbyt wyrazny. malina kreci glowa. glowny bohater w kulminacyjnym momencie tak sie cieszy urodzinami i prezentami i niespodziewanymi goscmi, ze tanczy prawdziwy taniec radosci - dla maliny apogeum szczescia. przedyskutowalysmy sprawe. przypomnialam malinie ksiazki, ktore ciesza sie niesamowita slawa a malinie sie nie podobaja i ze tak jest z kazdym opowiadaniem. pani napisala, ze opowiadanie jest slodkie ale zbyt malo dramatyczne, widocznie ma taki gust i nic sie na to nie poradzi i ze z troja tez da sie zyc. pomyslalam sobie, ze pani moze bardziej by sie podobalo jakby z tortu wyleciala petarda i oberwala glownemu bohaterowi glowe ale nic nie powiedzialam poza tym, ze pani bardzo szczegolowo opisala te prace, wiec pewnie chodzi jej o to zeby malina pisala jeszcze fajniej. w podstawowce malina slynela ze swoich smiesznych opowiesci, ktore pani czytala calej klasie, zeby pokazac jak fajnie mozna pisac wypracowania. mysle, ze musze troszke maline powspierac zeby nie stracila zapalu humanistycznego. a malinie podpowiedzialam, ze w kazdej opowiesci musi byc wyrazny moment zwrotny, bo inaczej czytelnik zasypia. amen.

piątek, 24 stycznia 2014
malina i pompony raz jeszcze.

 

sms, zeby sie nie skreslala z listy, malina przeczytala dopiero w drodze powrotnej do domu, jak juz sie przed poludniem dawno skreslila. mowie, ze mozemy pogadac i moze sie znow zapisac, przeciez ta lista bedzie wisiala pewnie z tydzien. na to malina, ze pewnie i dluzej, bo wszystkie nazwiska, ktore zapisane byly do wczoraj... sie wykreslily. na razie lista jest pusta, wiec nie ma pospiechu. aha. na poczatku roku szkolnego postanowilsmy, ze zajec dodatkowych malina bedzie miala minimum, wybrala badminton i koszykowke, raz w tygodniu tanczy. mowie wiec, ze nie mam nic przeciwko machaniu pomponami jesli w takim razie zrezygnuje z tanca, bo to tez w srode. powiedzialam, zeby zastanowila sie do rana a potem zaczelysmy ogladac zdjecia w internecie.

 - malina, ale co ci sie w tym wszystkim najbardziej podoba. to jest troche akrobatyki...

 - ze tancza z golym brzuchem! - malina az klasnela w rece!

o matko salatko. przy sniadaniu dziecko oswiadczylo, ze woli tanczyc a ja na to, ze w przyszlym roku moze sobie inaczej ulozyc zajecia dodatkowe i zaplanowac zajecia cheerleading tak zeby nie kolidowaly z tancem i obiadem. i tak dzisiejsze sniadnie bylo prawdziwa sielanka a temat zamkniety jest na rok. albo dluzej?

 

środa, 22 stycznia 2014
wieczor malinowej matki

dzwoni malina ze szkoly. (nie wolno im dzwonic komorkami w szkole!!! wiec mysle ze cos sie stalo)

- malina, o jezu, co sie stalo?

- mamusiu super! przy sekretariacie wisi lista kto chce byc cheerleader. wszyscy juz sa w drodze do autobusu. jak sie szybko teraz zapisze to moze uda mi sie dostac do grupy!!! moge? szybko powiedz, ze moge bo mi ucieknie autobus!!!

- mozesz, najwyzej sie jutro skreslisz.

 - kocham cie!

++++++++++++

 

malina wraca ze szkoly.

 - no jak tam test? trudny?

 - trudny. wiekszosc przesrala.

 - slucham?

 - no tak sie mowi jak sie cos nie udalo i czlowiek jest wsciekly: verkackt.

 - aha. nieladnie.

 - jak sie jest wscieklym to sie nie patrzy czy ladnie.

 - a tobie jak wyszlo?

 - no super mi wyszlo, bo w sumie latwe bylo.

 - no to latwe czy trudne?...

 - latwe, ale nie moge powiedziec, ze latwe, bo beda sie smiac. na wszelki wypadek tez powiedzialam, ze chyba przesralam. to nie jest cool byc super z laciny. przez lacine mozna wyleciec ze szkoly, nie zdac do 6 klasy. to jest cool!

wraca temat cheerleaderek. juz kiedys to przerabialysmy. jezszce w podstawowce. jestem przeciwna. grupa panienek krecaca tylkiem zeby rozpalic chlopcow do gry. a moze mam jakis stereotyp z american beauty? co ja mam temu dziecku powiedziec?

 

kochana manno_poranno, dac dziecku zyc i spelniac marzenia? dac dziecku wolnosc krecenia tylkiem, bo marzy o tym od dwoch lat? hm? pomocy?

 

 

malina spi a ja pracuje. mam wielka ochote na niepracowanie.

 

 

 

 

malina a lacina.

 

malina ma 6 godzin laciny tygodniowo. jest najlepsza w klasie. ciagle ktos tu dzwoni i prosi o wyjasnienie czegos tam. dzis ma wielki test semestralny, chcialam ja sprawdzic, ale nie nadazam. malina wyspiewuje koncowki koniugacji i deklinacji, ze zupelnie sie w tym nie moge polapac i nie chce sie zbytanio zaglebiac, zeby mi sie nocne koszmary ze studenckich czasow nie zaczely snic. przepytalam wiec ze slowek. pol zeszytu slowek. wszystkie zna i to z roznymi znaczeniami. dzis przy sniadaniu gadala o wygodzie z krotkimi wloskami, o tym ze uwielbia tosty i ze jest zimno. ja bym na jej miejscu umierala ze strachu przed testem i miala zly humor.

a tu... hmmm wlasnie przyszedl mail od jednej z mam adresowany do przewodniczaczej rady rodzicow a reszta rodzicow cc. zatroskana mama pyta czy tez uwazamy, ze lacina idzie zbyt powoli?, ze mija niedlugo pierwszy semestr a dzieci przerobily 1/3 ksiazki zamiast 1/2. i to akurat mama chlopca, ktory srednio daje sobie rade z lacina i popoludniu korzysta z dodatkowej lekcji u nauczyciela. poniewaz akurat bylam w bojowym nastroju, to zaczelam pisac list w stylu: puknij sie w glowe kobieto i daj dziecku spokoj. ale skasowalam co napisalam i olalam sprawe. malina moze szybciej i moze wolniej, co ja sie tam bede wtracala? pokiwalam wiec tylko glowa nad ambitna mamusia i jej podobnym. i piszlam sie denerwowac zawodowo.

 

 

poniedziałek, 13 stycznia 2014
co robic?

 

jestem od mniej wiecej trzech tygoni w jakims dziwnym (nieznanym) stanie zadowolenia. permanentnie dobry humor. zupelnie nie wiem jak sobie z tym poradzic.

 

 

piątek, 10 stycznia 2014
2014

 

przygladam sie mojemu zyciu uwaznie. choc biegnie sobie o tak swinskim truchcikiem, czuje, ze dzieje sie cos, co prowadzi do zmian. zmian we mnie. pod koniec roku mialam wrazenie, ze biegne w burze, deszcz i zawieruche, ludziom zrywa dachy, lamie rece, przewraca samochody, leca szyby, ktos placze, ktos juz nie ma sily plakac a ja kule ramiona i jakby cudem unikam ciosow. u nas wszystko dobrze, pieknie, milo, ale jak sie tym cieszyc, kiedy wokol znajomym wali sie swiat? tak, ze brak slow pocieszenia? trudno cieszyc sie wlasnym szczesciem. a to byl taki dobry rok. malina dostala sie do swietnej szkoly w stylu brawurowym, zawodowo same sukcesy, prywatnie sielanka. swieta spedzilismy w warszawie, sylwestra na mazurach. kilka fajnych spotkan z przjacioleczkami, rodzina zastepcza (genialna dziennikowa kolacja przed ktora maz przeszedl szybki workshop dziennikowo - bloxowy zeby wiedziec kto jest kim) bylo swietnie, pieknie, smacznie, romantycznie, wesolo. rozmowy, spacery, malina basenowo-lyzwiarska. wilanow, starowka, krakowskie orzedmiescie pelne swiatel, malinowy sylwester i najwiekszymi w polsce fajerwerkami. my mielismy zamglone fajerwerki na mazurach. pierwszy raz w zyciu zrobilam sobie ogniscie czerwony pedicure i maz co spogladal na moje stopy to sie smial, ze czuje jakby mnie zdradzal, bo to nie moga byc moje stopy! malina swoje zlociste wlosy za pas sciela za uszko i codziennie sie z tego cieszy od nowa. codziennie lazilismy szybkim marszem dwie godziny po lesie a popoludniu godzine na crossie. wrocilismy wyspani, odprezeni i lekko chudsi. ulubione spa mialo dziwne towarzystwo i pewnie dlugo tam nie wrocimy.

na razie mam super humor, nie przeszkadza mi nic, podoba mi sie w domu, nie przeszkadza i brak sniegu, jesli jeszcze wyrwe sie z tego wakacyjnego nastawienia i zejdzie ze mnie len to juz moze sie ten rok zaczynac! prosze bardzo!!!

Archiwum