wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
czwartek, 28 stycznia 2016
masz zielone? mam!

 

kiedys zrobilam o tym wpis, a niedawno rozmawialam o tym z malina: magia slow. slowo mowione i pisane rozwija wyobraznie u dzieci, cwiczy umysl na starosc, pomaga przeniesc sie w wymarzony swiat, zabawic sie rzeczywistoscia.

dlatego wciaz - mimo internetu - agencje reklamowe szanuja reklame radiowa. na przyklad agencja podrozy reklamuje "wakacje twoich marzen" i kazdy intuicyjnie przenosi sie w gory, na morze, lazi z plecakiem po lesie i szuka miejsca na namiot, kolysze sie na wielbladzie, lezy w marmurowej spa i oddaje sie masazom, nurkuje, zegluje, zwiedza ciekawe muzeum... bo dla kazdego wymarzone wakacje sa "jego", wlasne, prywatne z dziecmi lub bez, z rodzina lub z przyjaciolmi, leniwe lub aktywne. a juz ta sama agencja w reklamie telewizyjnej musi skierowac sie do roznych grup docelowych: pokaze obrazek i juz. i nie ma wyjscia - jedni od razu beda chcieli jechac a inni az sie wzdrygna przed tym obrazkiem.

gdybym wczoraj zrobila wpis, ze kupilam sobie genialna, zielona torbe - to bylby energetyczny wpis o wielu pieknych zielonych torbach. ile czytelniczek, tyle toreb. a tak to jest jedna blyszczaca torba i jeden ja lubi inny nie - co tez jest oczywiscie super, bo od razu sobie mozna pogadac w komentarzach, co bardzo lubie.

dla ciekawosci wrzucilam w google haslo: ladna zielona torba i google wyplulo tysiace cudow:

 

 

 

 

zupelnie zwariowalam na punkcie zielonego - wszystkich odcieni. wyremontowany dach podmalowalismy blado zielono, na wiosne w tym samym kolorze przelecimy po drzwiach, tarasie i moze nawet garazu. do kuchni kupilam na jedna sciane zielonkawa tapete. nowy cieniutki zielony paseczek, zielonkawe doniczki na wiosne, zielone supelki w malinowej kamizelce. zielony to kolor nadziei.

 

 

 

środa, 27 stycznia 2016
szukanie energii.

 

ponad 7 tygodni siedzialam glownie z noga na taboreciku i jadlam. humor gorszy z dnia na dzien. a dzisiaj wstalam i poszlam na zakupy. kupilam sobie nocna koszule w panterke, czerwony, energetyczny biustonosz i najbardziej zwariowana torbe od lat. jak placilam, to pani usmiechenla sie z uznaniem:

 - strasznie mi sie ta torba podoba. zazdroszcze, ze ma pani odwage ja kupic. swietna jest!

no taka jestem odwazna, ze bede nosila wsciekle zielona, blyszczaca torbe z czerwonym blyszczacym wnetrzem. tak mnie to zmotywowalo, ze poszlam sie zapisac do naszego klubu sportowego oraz na probna joge. jak sie za siebie nie wezme, to moja rodzina nie da sobie ze mna rady. jestem okropna.

 

 

cudna co?

 

czwartek, 21 stycznia 2016
robotki.

 

to jest wpis - laudatio dla blogow robotkowych!

lubie wszelkie blogi wnetrzarskie i robotkowe, kulinarne mniej. piekne obrazki mnie bardzo mnie motywuja: ja tez tak bym umiala! jak tylko bede miala czas, to tez tak pomaluje szafke, zasieje szczypiorek, wydziergam czapke albo nawet kocyk jakis sliczny. plany pozostaja planami, ale i tak je bardzo lubie.

dzis chcialam wam pokazac te dwa zimowe ocieplaczowe swetry z poprzedniego wpisu, ktore wydziergalam malinie. nie sa to zadne dziela sztuki, prosty kroj, i najprostsze sciegi. zadnych tam warkoczy czy pawich oczek. i po raz kolejny zrozumialam, ze foto-blogi zyja dzieki zdolnym fotografom a nie ich robotkom. zadna sztuka pomachac szydelkiem jak sie umie szydelkowac, ale sfotografowanie koncowego efektu to jest prawdziwa sztuka. przez duze SZ!!!

polozylam te moje dlubanki na stole i fotografuje je z roznych stron. a nawet z uzyciem filtra. przez ten filtr lylowy kolor zrobil sie rozowy. ani jeden ani drugi obrazek nie jest identyczny z kolorem oryginalu. z gory, z boku, z prawa czy lewa sweterki wygladaj szmatlawo. a rzeczywistosci nie sa zadnymi dzielami sztuki rekodziela, ale naprawde sa ladne.

latwiej jest opisac sweter niz go pokazac. ale wiem, wiem. to nie ma przyszlosci. pisanie jest zasciankowe.

 

z jeszcze wiekszym szacunkiem ogladam znane mi robotkowe blogi.

 

 

 

środa, 20 stycznia 2016
malinowa mama

 

wczoraj malina wyciagnela z szafy sweter, ktory zrobilam jej na drutach w tamtym roku pod choinke. rok temu troszke byl za duzy, ale teraz akuracik! gruba turkusowoczarna welna, rozszerzone rekawy-dzwony, wokol szyi wszylam troche maciupkich opalizujacych koralikow turkusowych i czarnych. nie widac ich, dopiero jak blysna w swietle. w szkole malina dostala mnostwo swetrowych komplementow. wieczorem wiec zebralam sie w sobie i wykonczylam zimowa kamizelke tunike. ostro lylowa z zielonymi supelkami, wokol szyi zamiast sciagacza wydziergalam kolnierz-komin z... kordonka w identcznym lylowym kolorze. wiem, wiem, gruba welna i kordonek, co to za polaczenie? wyszlo super.

na zime odnalazlam sliczny malutki termos i zrobilam malinie do szkoly malinowa herbate z malinowym sokiem. dzis rano czuje sie matka doskonala. dziecko zachwycone pomaszerowalo do szkoly na lylowo. i z herbatka.

 

 

wtorek, 19 stycznia 2016
malinowo-lacinskie nudy na pudy.

 

nie moge maliny wspierac w jej szkolnych zmaganiach, bo co ja jej moge pomoc w niemieckim? w matematyce jestem bez szans. w angielskim malina jest wciaz dalej niz program (mysle, ze pomoglo mi kupowanie dziennika cwaniaczka po angielsku oraz pozwalanie na ogladanie unznanych za glupie filmow - jak na przyklad H2O - w oryginale), historii i geografii malina nawet nie przynosi do domu, wszystko odrabia w szkole. w tym roku tylko raz przyniosla do domu fizyke, bo nie zalapala na lekcji i chciala zeby tatus wytlumaczyl. wykazac moge sie tylko w lacinie a i na tym polu tylko w roli przepytywacza. to jest bardzo trudna rola, bo lacina nudzi mnie tak strasznie, ze pod kilku minutach zaczynam ziewac, rozpraszam i demotywuje dziecko. dzis malina ma wielki sprawdzian z 7 rozdzialow. kazdy rozdzial ma kolo 25 slowek, wiele czasownikow ma po 2-4 tlumaczenia, trzeba wiedziec ktora koniugacja, ktora deklinacja. zgodzilam sie na przepytywanie pod warunkiem, ze malina robi mi jednoczesnie masaz plecow - inaczej nie daje rady, umieram z nudow. jedyne co mnie wczoraj podtrzymalo przed zasnieciem to ten masaz i prawdziwie gleboki respekt przed malinowymi umiejetnosciami. z tej listy dlugiej jak stad do krakowa malina znala WSZYSTKIE slowka razem z ich roznymi znaczeniami, rodzajami, odmiana.

 - boze, malina, ty nasz te wszystkie slowka!

 - no! ale trzeba przyznac, ze niektore mielismy juz w tamtym roku...

 

 

poniedziałek, 11 stycznia 2016
nagłe oswiecenie.

 

w sobote malina zaczela przerabiac w polskiej szkolce krzyzakow. rozmawiamy o bitwie pod grunwaldem i scenie z mieczami.

 - i podarowali im dwa miecze... jak one sie nazywaly? - malinowe czolko sie lekko marszczy.

 - miecze grunwaldzkie?

 - nie, ona mialy taka nazwe. nie moge sobie przypomniec... - zastanawiala sie malina nie przypomniala sobie przez caly weekend.

teraz siedzi w autobusie w drodze do szkoly. i nagle dostaje wiadomosc whatsapp: "wiem teraz na reszcie jak nazywaly sie te miecze: dwie nagłe miecze!"

 

 

niedziela, 10 stycznia 2016
podobno najgorsze wlasnie minelo.

 

 

nie mam cukrzycy. tak mnie ta wiadomosc uskrzydlila, ze zdecydowalam sie na usunecie obumarlej czesci rany bez proponowanej narkozy. niestety na miejscowe znieczulenie moja rana jest zbyt opuchnieta, wiec lekarz zdecydowal sie na jakis usmierzajacy bol psikacz i uprzedzil, ze pewnie bedzie troche bolalo.

 - ej tam. wie pan, ja urodzilam dziecko... - smialam sie. zacisnelam zeby i oczy a pan zerwal zdecydowanym ruchem "zdrewniala" czesc rany a wraz z nia niemaly kawalek miesa. z oczu potoczyly mi sie lzy.

 - ale z pani twarda sztuka. nie sadzilem, ze to jednak tak glebokie... niech pani sobie krzyknie moze?... - zmartwil sie.

patrzymy na swieza dziure.

 - wie pani co? tam jest cialo obce! - pielegniarz natychmiast zapalil mu specjalna lampe zeby lepiej bylo widac. no cos tam jest! cos czarnego, od razu pomyslalam, ze mrowka! taka wielka czarna mrowka. pan zaczal wyciagac ja chirurgiczna penseta, ale zaraz przestal, bo to byla... zyla.

dostalam nowy opatrunek. maz zaprowadzil mnie do samochodu. i cieszylam sie, ze w koncu rane otworzono i przechodzil mnie dreszcz na sama mysl o tym co wlasnie mi sie wydarzylo. przestala dzialac histeryczna adrenalina, zaczelo bolec ale zaraz przestalo, bo zaczal dzialac srodek przeciwbolowy. od piatku siedze z noga oblozona lodem. zeszla mi opuchlizna. chyba sie dobrze goi.

mam nadzieje, ze ta przygoda zmierza ku koncowi. jest mi jakos strasznie ciezko. nie sadzilam, ze taka rana moze tak wplynac na humor.

 

 

 

czwartek, 07 stycznia 2016
lada moment polowa stycznia.

 

moje kochane, wspolnie dziekuje za wszystkie zyczenia i komentarze pod poprzednim wpisem. mam nadzieje, ze macie za soba piekne swieta!

moja rana niestety sie nie goi i wlasnie przechodze badania na cukrzyce. troche mnie to siedzenie u lekarza i w szpitalu lekko zdeprymowalo i nie tryskam dobrym humorem.

dzis malina poszla do szkoly - od wczoraj jest prawdziwa nastolatka, stuknela jej 13-stka. rozni nas tylko 12 cm jesli chodzi o wysokosc, ale juz stopy mamy identyczne. jako rodzice nastrojowo nie dajemy sobie rady z naszymi roznymi smutkami, ale malina swietnie to znosi i wciaz ma dla nas duzo cierpliwosci.

w poniedzialek ide do pracy. niestety ani w humorze, ani wypoczeta, z wyladowanymi bateriami.

 

 

Archiwum