wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
wtorek, 24 stycznia 2017
salon i jego nieograniczona przestrzen.

 

pamietam jak mi sie na poczatku niemiecki nie podobal. jezyk goethego, dasz sobie rade - mowilam sobie. z czasem nauczylam sie ten logicznie gramatyczny jezyk szanowac a niektore slowa polubilam szczegolnie. ostatnio zatrzymalam sie przy slowie "salonfähig". nie mam zupelnie polskiego odpowiednika, chyba, ze "wrocic na salony", bo internetowe tlumaczenie "reprezentacyjny" zupelnie nie wyraza kontekstu w jakim sie nad tym slowem zastanowilam.

otoz na salony wrocily tematy, ktore w moje mlodosci byly tabu. rasizm, antysemityzm, seksizm, ksenofobia, homofobia przestaly byc wstydliwe. przestaly byc czynnikiem wykluczajacym z gry. a co najgorsze zyskuja entuzjastycznych zwolennikow. skandal stal sie ozdoba, klamstwo stracilo moc, prawda jest glownie wzgledna. kazdy moze miec racje jesli ja tylko ladnie zapakuje. ludzie lykaja proste prawdy, nad ktorymi nie trzeba zbyt dlugo myslec, nikt nie ma czasu ani ochoty na refleksje, reklama i marketing opanowaly polityke.

 

 

 

 

 

poniedziałek, 23 stycznia 2017
zimowe refleksje.


juz dawno nie bylo takiej cudownej zimy. wystarczy nie sluchac i nie czytac wiadomosci i zaraz swiat staje sie piekny. od kilku dni -15 stopni szroni drzewa krysztalkami jak diamentami. swieci slonce. ostatanio tak pieknie bylo 14 temu - wtedy cieszylismy sie, ze swiat tak wita nasza maciupka corke.

wczoraj wyskoczylysmy na narty. malina - 14 late temu 53 cm dlugosci a dzis numer buta taki sam jak ja! - uprzejmie czeka na mnie na zakretach a na czarnych trasach, kiedy dostaje zadyszki, pociesza:

- nie martw sie, dla mnie tez to nie bylo takie latwe.

na wyciagach podgladamy gorskie kozice i dyskutujemy o przyszlosci.

 - malina, spiewac, malowac, tanczyc kazdy moze. skup sie na tym, ze rozumiesz matematyke.

 - moze masz racje. nigdy tak nie pomyslalam.

tydzien temu bylismy z wizyta u znajomych. jednym z gosci byla 22 letnia chinka studiujaca w monachium fizyke z jakimis inzynierskimi specjalizacjami. sliczna dziewczyna i genialnym manicure (malina ciagle zezowala na jej pieknie zadbane dlonie), z jednymi rozmawiala biegle po angielsku z innymi po niemiecku. na zakonczenie wieczoru zasiadla do pianinia i poleciala ballada chopina, ze nam szczeki opadly. maliny szczeka stuknela glosno o podloge i od tygodnia malina siedzi przy pianinie codziennie prawie godzine a wczoraj po nartach... wyciagnela zeszyt do matematyki, bo za dwa tygodnie maja duzy sprawdzian semestralny. normalnie wzielaby sie za nauke jakies 3 dni przed. tak sie wzruszylam, ze nawet jej za porozrzucane po pokoju ciuchy nie objechalam. moze byc tak, ze za 5 lat maline wywieje na studia i kto bedzie tu ciuchy rozrzucal? o matko ...

poniedziałek, 16 stycznia 2017
takie troche japonskie te ferie byly.

 

tydzien przed swietami musialam spedzic w hamburgu. zaprosilam wiec mame i maline zwolnilam od wtorku ze szkoly. obie przylecialy z roznych stron do hamburga i spotkaly sie na lotnisku. ja pracowalam a one chodzily a to do nowej filharmonii, a to na rozne bozonarodzeniowe jarmarki a na lunch spotykalsmy sie gdzies niedaleko mojej pracy. ostatni wieczor przed wigilia poszlysmy na szalowy musical a do domu polecialysmy na luzie w wigilie w samo poludnie. maz w drodze na lotnisko odebral wczesniej zamowione ryby. popoludniu popijajac prosecco ubralysmy choinke, stroik na werandzie a w koncu siebie a maz do eleganckiego kompletu wskoczyl w garnitur. wieczorem polamalismy sie oplatkiem, zjedlismy pyszna rybe zapieczona w soli, popilismy dobrym winem a w koncu zasiedlismy wokol wyjatkowo szerokiej, pieknej choinki i do polnocy cieszylismy sie prezentami.

w ciagu nastepnych dni bylo odwiedzanie rodziny, znajomych, jedzenie, przysypianie i czytanie ksiazek. w sylwestra malina byla japonskim szefem kuchni - jedlismy sushi i tempura. potem znow narty, ksiazki, jedzenie a w miedzyczasie malinowe 14 urodziny. zamowilismy tort ozdobiony marcepanowm sushi a wieczorem malina w gronie przyjaciolek przyrzadzala sushi w kuchni przystrojonej japonska parasolka i balonami a takze zlotym kotem machajacym lapka.

i nagle ferie sie skonczyly, wrocila codziennosc, jedyne pocieszenie to mnostwo cudownego sniegu. swiat wyglada odwietnie. zamowilam w amazon sprzet, bez ktorego przezylismy z mezem dobre 20 lat: wiklinowa trzepaczke. trzepiac dywany na mrozie -12 stopni zrozumielismy co przez te lata stracilismy! nie dosc, ze dywany jak nowe (welniany, bialy - tak, tak bialy! -  chodnik z przedpokoju to juz w ogole ladniejszy niz jak byl nowy!) to czlowiek wytrzepuje z siebie mnowstwo zlej energii. nawet malina, dziecko 21 wieku, ktora nie mogla sie nadziwic, ze wyrzucamy dywany na snieg, zrozumiala magiczna moc trzepaczki.

 

 

 

 

 

Archiwum