wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
wtorek, 22 lutego 2011
malinowe zwroty

praca domowa z polskiego. malina ma dokonczyc zwroty:
1. smiac sie od ucha do... stóp! - konczy malina
2. miec  w glowie... psoty!
3. pekac ze... zlosci!


ma wymieniac o na ó oraz r na rz:


karzeł - karły
słój - słoje
orzeł - ... órzeły (!!!!!)







poniedziałek, 21 lutego 2011
malinowe gory
pokoik z pietrowym drewnianym lozkiem. czerwona posciel w serduszka, dookola gory. wjechalysmy na szczyt w nartach, rzucilysmy plecaki i od razu w trase. na wyciagu, po 3 godzinach szusowania malina zamarzyla o zupie z soczewicy. wracamy zdyszane po 4 godzinach narcianych szalenstw na podwiczorkowa "jause" - na kuchni stoi gar a w nim... soczewicowy eintopf! malina zjadla dwa talerze. potem goracy prysznic, czytynie ksiazki przy kominku, kolacja. po kolacji malina chciala od razu do lozka, bo nie mogla sie doczekac spania na pieterku. przebralysmy sie w pizamy i wskoczylysmy do lozek. poczytalysmy. malina gasi swiatlo. gdzies w gorach przejezdza gasiennica przygotowujaca trasy na nastepny dzien. malina kreci sie i kreci i szepce w kocu konspiracyjnie:
 - mamusiuuuu, tak fajnie jest w tym lozku, ze nie moge zasnac jakooooos....
jak malpka przechodzi po drabince do mnie. glaszcze ja do snu i w ostatniej chwili wysylam na gore, bo inaczej nici ze spania na pieterku. cala noc sni mi sie praca i tak sie mecze, ze poranek cieszy mnie podwojnie. sniadanie z goraca kawa w kubasach w kwiatki i za chwile znow w pelnym ekwipunku jestesmy gotowe do drogi. szukamy naszej tajemnej drogi przez las.lekki spadek, tylko trzeba stac i dac sie niesc nartom przez las. popoludniu spotykamy znajomych i po raz kolejny widze, ze jak sie chce to mozna z kazdej przyjemnosci zrobic nieprzyjemnosc. o 5 zjezdzamy ostatni raz, wsiadamy do samochodu i w 1,5 godziny jestesmyw domu a tam goraca wanna, kominek i pizza wyczarowana przez tate, ktory sobie od nas odpoczal w weekend, torche pochorowal i troche potesknil. malina w lozeczku nawet nie zdazyla przadnie ie pocalowc na dobranoc. zanim ulozylam jej ciuszki juz rowniutko sapala lapiac pierwszy sen za nogi...

taki piekny weekned to jest noz w plecy. tak mi sie nie chcialo dzis pracowac, ze malo sie nie poryczalam wieczorem jak przyszedl nowy projekt jak akurat chcialam klapnac laptopem. za 12 dni wracamy z malina w gory na 10 dni - ferie. nie wiem jak ja te 12 dni przezyje.



piątek, 18 lutego 2011
zlapac oddech.
moj ostatni weekend wygladal tak, ze po serii burzliwych telefonow wsiadlam w pierwszy samolot do hamburga i polecialam gasic pozar. wprawdzie misja zakonczyla sie sukcesem i to nie pierwszy weekend w stresie, ale jakos mnie zmoglo i fizycznie i emocjonalnie. i odkad wyladowalam w poniedzialek w domu, kloce sie z kazdym kto mi stanie na drodze. jakas cholera we mnie wstapila. wczoraj spontanicznie zadzwonilismy do chaty w alpach (rok temu wyciagnelam od aliska adres:-) czy by nas na jedna noc wzieli. biora zawsze od trzech nocy wzwyz ale zrobili wyjatek. jutro skoro swit wskakujemy w samochod, narty, majty na zmiane pasta do zebow i szczoteczka plus ksiazka i fruuuu!!! od razu mi lepiej.



czwartek, 17 lutego 2011
malinowe przymiotniki

jaki jest mis, ktory okazuje wszystkim zwierzatkom serce? malina skrobie w zeszycie do polskiego:
s e r deczny.

jaki jest mis, ktory duzo pracuje:
p r a cowity.

jaki jest mis, ktory przyjazni sie ze wszyststkimi zwierzatkami:
p r z y rodnik!!!





++++++++ pozniej:
no wlasnie mi sie przypomnialo, ze nie sprawdzilam co malina wpisala przy misiu, ktory wszystkim pomaga. sprawdzam:
p o m ożny!!!! :-)


wtorek, 15 lutego 2011
kochane mamy chlopcow
mowie wam nie. i jeszcze raz nie. jestem pewna, ze sa wsrod was wyjatki, ale wiekszosc z was powtarza:
 - to chlopak, no musi sie wyszalec. taka natura. no tak to juz jest z chlopcami.
to nie jest zaden argument. dzieciom trzeba dawac tez inne przyklady, innych bohaterow, inne zabawki a nie tylko spidermenow, miecze i karabiny maszynowe.
malina chodzi do hortu z grupka dzieci. 5-10 minut drogi, dwie ulice ze swiatlami do przejscia. co i raz jest popychana przez jakiegos kolege. a to jej zabieraja tornister a to rzucaja kamykami, a to walcza na miecze patykami. wczoraj jeden chcial ja popchnac, malina sie uchylila on stracil rownowage i wywrocil sie tak, ze wszystko mu z tornistra wypadlo. zamiast zbierac swoje rzeczy rzucil sie na maline i zaczal ja okladac kijem, drugi kolega (a niedawno byl u nas w gosciach, bo mama byla w pracy) podbiegl i skoczyl jej na noge. dobrze, ze kurdupel bo by mogl jej zlamac lydke. w horcie chlopcy dostali kare a malina zimny oklad. popoludniu dzwonie do obu matek. prosze zeby ich synowie trzymali sie od maliny z daleka. jedna chce sie spotkac  w czworke, bo to przeciez taki fajny chlopak i niemozliwe, zeby nie moznabylo sie dogadac. moge sie spotkac, ok ale prosze zeby do tego czasu jej syn trzymal sie od maliny z daleka. dzwonie do drugiej a ta to samo: ze to taki dobry chlopiec i ze ja nic nie rozumiem, bo mam corke a chlopcy sa inni. ale ze tez dziewczynki potrafia byc bardzo wulgarne. no niestety nie wytrzymalam. bo to ten chlopak co raz powiedzial malinie, ze ona jest pedalem a raz, ze jest cala z kupy. wszystko wygarnelam zaslepionej mamusi i powiedzialam, ze dopoki sa wulgarni, moge w domu wytlumaczyc na przkladzie jej syna co to znaczy byc zle wychowanym, ale jesli bedzie zachowywal sie agrysywnie to bedziemy rozmawiac przez kuratora. no niestety tez mamusie chlopcow musza sie wziac za wychowanie a nie ciagle rozkladac rece. dwa tygodnie temu bylam  kinie na misiu jogi. panny siedza i chrupia kukurydze i czekaja az zgasnie swiatlo. chlopcy, w zabloconych butach, urzadzaja sobie przez rzedy kinowe bieg przez plotki. ani jedna mama nie zareagowala ani slowem. no bo co. tacy sa chlopcy. musza sie wybiegac.

jestem taka wkurzona, ze nie wiem.
sorry wszystkie mamy, ktore mimo siusiaka u swojego dziecka traktuja je normalnie i wychowuja na cywilizowanego czlowieka.



piątek, 11 lutego 2011
malinowa strojnisia

ostatnio powiedzialam malinie, ze ja w jej wieku tak sie nie zajmowalam strojeniem jak ona.
 - a czym sie zajmowalas?
 - no... ksiazkami, zabawkami...
malina sie oburzyla:
 - ja tez sie zajmuje ksiazkami i zabawkami! i gotowaniem tez!




malina poranna
poranki bez tatusia sa szczegolnie trudne. obie jestesmy spiochami, wiec potrzebujemy kogos kto nas o 7 rano popchnie do zycia. zostawione same sobie slimaczymy sie, potykamy o rabek pizamy, myjemy zeby dopinajac buty... dlatego starcznie mnie dzis zdziwilo, ze jak otworzylam oczy malina byla juz niemal ubrana i wybierala sie na dol na sniadanie. ranek nabral tempa i wsrod ogolnego swiergotu punktualnie stalysmy w pelnym rynsztunku gotowe do wymarszu.
 - mamusiu, cos ci pokaze.
 - no?
malina sciaga rekawiczki. lylowe paznokcie. na urodzinoy dostala od kolezanki zestaw do makijazu w tym lylowy lakier. powiedzialam, ze w weekendy i do polskiej szkoly moze malowac, w ciagu tygodnia nie. o szarym swicie pomalowane na szybko paznokcie pomalowane sa tak dokladnie, ze zalapaly sie nawet troche palce. lokci nie sprawdzam! dziecko czeka na decyzje. wznosze oczy do boga (sufitu) i wychodzimy.
malina maszeruje rozesmiana od ucha do ucha jakby wygrala w totolotka.

moj ranny ptaszek.



piątek, 04 lutego 2011
malinowe kwiatki (z polskiego)

praca domowa z polskiego. malina ma podac zdrobienia. dobrze jej idzie, ale na bracie sie zacina. nie ma brata, pewnie dlatego.. zastanawia sie:
 - bratek?
...
 - bracik?...



czwartek, 03 lutego 2011
eh...

po raz pierwszy w zyciu malina poszla spac bez bajki na dobranoc, bez kolysanki...
widziala, ze mam stres. przyszla, wziela mnie za lape i mowi:
 - mamusiu, ty sobie pracuj a ja sobie sama poczytam, bo juz jestem duza a duze dziewycznki tak robia. same sobie czytaja na dobranoc.
z wdziecznoscia skorzystalam z tej propozycji, bo mi sie wlasnie swiat troche walil na glowe. wycalowalam dziecko przebrane w pizamke, z umytymi zabkami i ksiazka pod pacha.
a pol godziny pozniej poszlam na gore. malina spala jak suselek. swiatlo zgaszone, ksiazka na stoliczku obok lozka. malo jej nie obudzilam zeby jej powiedziec jaka jest... no kurcze... jutro jej powiem.


przerwa na lunch.

moja asystentka w hamburgu. rozumiemy sie bez slow. lubimy. dobrze nam ze soba:-) od tygodnia mamy prawdziwe urwanie glowy. dwie zarwane noce. wlasnie skypenela do mnie:
 - mam zupelnie zwariowany pomysl!!!!!
 - jaki?
 - pomyslalam, ze moze zrobie sobie 15 minutowa przerwe?
 - nie wiem co to jest. ale zrob i opowiedz jak bylo - odpisuje - jak fajnie to moze tez sprobuje.




Archiwum