wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
wtorek, 26 lutego 2013
w domu

 

hamburg-kitzbühl-hamburg. po trzech tygodniach jestem w domu i normalnie jakbym wrocila na ziemie obiecana. jakby mnie pol roku nie bylo. ciesze sie wlasna wanna, wlasnym lozkiem, wlasna kawa, wlasna sofa, sniegiem w ogrodzie spacerem do piekarni.

poniedziałek, 04 lutego 2013
czy warto?

 

pamietam jak odkrylam dzienniki. lezalam w lozku ciezko chora i nagle znalazlam mnostwo ludzi gadajacych po polsku a niektore osoby nawet z niemiec. wpadlam jak sliwka w kompot. mija chyba 8 a moze 9 lat. nie wiem dokladnie. przez te lata wciaz obiecuje sobie skopiowanie dziennikow, bo jest tam duzo z malinowego zycia. jakos nigdy nie moge sie zebrac. tak samo z tym blogiem. przez te wszystkie lata kilka osob polubilam, kilka znielubilam a mniektore nicki myla mi sie do dzis i nie kojarze kto jest kim. kilka osob poznalam w realu. innych nie spotkalam nigdy, bo sie jakos nie zlozylo a niektorych nie chcialabym spotkac zeby nie wiem co. po dziennikach byly drugie dzienniki a potem blox. i tak nieprzerwanie raz lepiej, raz gorzej, raz intensywniej, raz z dystansem.

kilka dni po smierci wandy poczulam, ze era dziennikowo - blogowa mija. dla mnie mija. jej smierc jak papierek lakmusowy pokazala mi jakosc internetowego swiata. potem krotko przed bozym narodzeniem umarl maz jednej z dziennikowiczek w dts. ktos poprosil o dzien milczenia i nie pisania o dupie maryni na znak solidarnosci z nagle owdowiala kolezanka, rodzaj internetowej zaloby. ktos inny ironicznie zapytal czy moze zmienic szate graficzna na bialo czarna na jeden dzien i zeby nie przesadzac.

internet daje zludzenie bliskosci ale jest to tylko fatamorgana. wiekszosc osob, z ktorymi regularnie dzielimy nasze przemyslenia, troski i radosci jest zwyczajnie obcych i w normalnym zyciu nie zamielnilibysmy z nimi kilku zdan. to jest fascynujace w tej internetowej demokratycznej przestrzeni, ale tez zmusza do refleksji, czy warto spedzac tyle czasu w swiecie, ktorego... nie ma.

 

zagadka poranna: co to jest?

piątek, 01 lutego 2013
malinowe zabki.

 

malina ma zeby po mnie. to znaczy mleczaki miala sliczne i malutkie a teraz ma wielkie lopaty. ja w jej wieku przestalam sie usmiechac, bo strasznie sie wstydzilam tego garnituru, ktorego nie powstydzilby sie zaden kon. malinie natomiast to zupelnie nie przeszkadza, malina smieje sie ciagle, jesli akurat nie jest obrazona. w zasadzie na kazdym zdjeciu najpierw widac malinowe zeby, potem dlugo nic a potem maline. w dodatku zabki wstaja troszke do przodu. wczoraj zaliczylysmy pierwsza wizyte u ortodonty. rentgen, odciskanie szczeki gornej, dolnej, zdjecie. wracamy, malina jakas niezadowolona.

 - martwisz sie? przeciez marzyla ci sie klarmra na zeby?

bo z niewiadomych powodow taka klamra to jest teraz bardzo cool wsrod dzieci.

malina kreci glowka:

 - nie, nie. fajnie z klamra... ale juz nie bede taka wiewiorka, co?

 

 

Archiwum