wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
środa, 30 listopada 2011
na bezdechu.

jak mi sie udalo wczoraj wymigac z tygodnia w poludniowej afryce, to musze na dzisiejszy wieczor leciec do lizbony, wrocic jutro i jeszcze czeka mnie dyskusja o thailandii. co za grudzien.
nawet nie wiem czy zdaze na samolot.

wtorek, 29 listopada 2011
moje miejsce pracy

pracuje przy starym sekretarzyku. ktory nagle stal sie jeszcze starszy:

http://www.youtube.com/watch?v=5dlUi3DnrzA&feature=player_embedded#!



malina estradowa.
malina w weekend przedstawia mi cala choreografie wystepu adwentowego w szkole:
duzi ludzie - rece do gory i na paluszkach
mali ludzie - kucanie
sluchaja - dlon przy uchu
maja pomysl - stukanie sie palcem w glowe
mysle - pocieranie czola
i tak przez cala piosenke. malina wydaje sie swietnie bawic. ide na przedstawienie. cala szkola, klasa maliny na scenie, wystrojona malina w drugim rzedzie, smieje sie od ucha do ucha, spiewa wprawdzie, ale w choreografii nie bierze w zasadzie udzialu, co w drugim rzedzie w sumie nie rzuca sie w oczy.
 - a co ty taka dziwna bylas? w ogole sie nie ruszalas? zapomnialas wszystko?
 - nie. pamietalam, ale uwazam, ze te ruchy to strasznie glupie. takie cos to tancza male dzieci w przedszkolu!
 - nic nie rozumiem. przeciez w domu jak mi to pokazywalas to sie swietnie bawilas?...
 - w domu... w domu to sie bawilam, ale nie bede sie przeciez wyglupiala przed wielka publicznoscia!

malinowa kolysanka


 - malina, koniec juz. spij i juz. pozno jest jak nie wiem co.
 - ale jeszcze sobie zaspiewam druga kolysanke.
pierwsza zaliczyla razem z masazem pleckow na dobranoc.
 - dobrze, ale jakas krotka, ok?
malina sobie nuci:
 - zasnij sliczna laleczko.
   piekne oczka zmruz.
   i juz.


poniedziałek, 28 listopada 2011
advent, advent..

jak zwykle kupilysmy najprostszy wieniec charytatywny. przybralysmy go roznymi znaleziskami z ogrodu: troche paproci, galazki wrzosu, mahonia, makowki, owoce dzikiej rozy i suche owocki pachnacego groszku, malina upiekla ciasteczka w ksztalcie konikow do dekoracji. w srodek wstawilysmy swiece i mamy.
malina poszla do szkoly wystrojona jak na odpust, bo dzis spiewa na scenie jakies adwentowe szlagiery a ja siedze, patrze na ten wieniec i ... wzdycham.

poniedziałek, 21 listopada 2011
juz po weekendzie niestety.
jak ja lubie jezdzic pociagiem. niemieckie ice, pierwsza klasa jest nieporownywalnie wygodniejsza niz kazdy samolot no i nie startuje, nie wpada w turbulencje, nie przyprawia mnie o bol brzucha. natychmiast zapadam w lekka drzemke i czuje, ze moje zycie jest bardzo przyjemne. chyba, ze pociag zatrzymuje sie w norymbergii i megafon informuje, ze bedziemy miec dwie godziny opoznienia, bo jedziemy przez stuttgart z powodu wypadku na linii do monachíum. ehhh no dobra. pociag stoi i stoi i megafon nagle po kilku dziwnych zgrzytach i szumach decyduje, ze jednak pociag dalej wcale nie jedzie i tak w ogole to wysiadka! zimno, szaro, mzawka a wy sobie ludzie robcie co chcecie, kolej nie ponosi zadnej odpowiedzialnosci ani finansowej ani zadnej innej, bo jak wypadek to nie wina kolei, tak? nastepny ice jedzie do monachium za 2 godziny, ale tez nie wiadomo czy przejedzie. mozna wsiasc do regiolnalnego i turlac sie ta ciuchcia do petershausen a z petershausen autobusem albo s-bahnem, jak kto woli. na pocieche przynajmniej moze nadal uzywac swojego ekskluzywnego biletu ice i nie musi kupowac nowego biletu. jak milo.
maz i malina kazali mi poszukac jakiejs kafejki, zamowic kawe, wskoczyli w samochod i zanim dojadlam porzadnie makowe ciastko juz stali pod drzwiami, mimo, ze iphone powiedzial mi, ze potrzebuja dwoch godzin z monachium do norymbergii. wystrojona malina trzymala plakat: witaj mamusiu. sobotnie party siedzialo mi mocno w calym ciele. w domu do wieczora przenosilam sie z sofy na fotel, z fotela do wanny i znow na sofe a malina i maz utrzmywali mnie przy zmyslach kawa, prosecco, obiadem, goraca kapiela i kominkiem. szkoda mi strasznei, ze ten weekend juz minal.
piątek, 18 listopada 2011
malina roztanczona
dymi mi mozg. malina tez juz pada na nos nad czytanka. otwieram okno, tanczym. okrecam maline jak malego baczka w piruecie. moje zachwycone dziecko wola:

 - a teraz mnie uchyl!

uchylilam.


malinowa polska czytanka.
malina znow przygotowuje sie z czytanki o patriotyzmie. czyta o powstaniu warszawskim,siedzeniu w schronie w czasie wojny bez wody, o bombach spadajacych na warszawe, o demonstracjach solidarnosci. potem odpowiada na pytania, rozwiazuje krzyzowke. haslo rozwiazania: "kazdy polak powinien byc patriota". malina odczytuje je glosno i zaraz dodaje:
 - tak. ale ja bym sie nie osmielila.
 - jak to bys sie nie osmielila?
 - no... byc patriota!
 - dlaczego?
 - bo byc patriota jest bardzo niebezpiecznie.


++++++++++++++++

 od kilku dni w domu wszedzie slychac wesole: marsz marsz dabrowski...

+++++++++++
co czujesz na widok polskiej flagi?
do wyboru: milosc, duma, radosc, szacunek.
 - mamusiu, co ja czuje?
 - no nie wiem. szacunek?
 - najczesciej czuje milosc.


czwartek, 17 listopada 2011
wywiadowka
pierwsza u nowej pani. pani wzruszyla lekko ramionami, rozesmiala sie i powiedziala patrzac mi gleboko w oczy:
 - co ja mam pani opowiadac. sama pani wie.
 - hm. no wiem, ze malina musiala dzis przez jedna lekcje sama siedziec z tylu klasy. zadala jedno krotkie pytanie kolezance, kolezanka odpowiedziala i z niewiadomych malinie powodow to ona  a nie kolezanka zostala wyslana na osla lawke. - wiem bo malina opowiada wszystko szczegolowo.
usmialysmy sie z pania do lez, bo pani odpowidziala, ze to bylo jedno pytanie, ale kolejne w dlugiej serii pytan.
gdyby malina umiala siedziec na tylku, bylaby prymuska, zbieralaby maksymalne punkty. wszelkie testy wykazuja, ze jest swietna, ale w czasie tesku zawsze ma cos innego do roboty, jakies pytanie, jakis olowek nizatemperowany, zgubiona gumke czy absolutny brak atramentu w piorze a potem musi wszytsko robic na chybcika. i co z tym robic? - pytam, bo juz trzeci rok slysze taka diagnoze.
 - nic!
 - nic? - dziwie sie.
 - prosze pani, malina jest chodzacym szczesciem, co rano zadziwia mnie, ze tak bez powodu promienieje, wchodzi do klasy i sie cieszy, ostatnio byla pierwsza w klasie i tak ja to zachwycilo, ze caly dzien smiala sie bez powodu. to co pani chce z tym robic?
malina swietnie czyta, czuje role, ma ogromny zasob slow i ogolnie duza wiedze, bardzo dobrze liczy. malina jest bardzo zadowolonym czlowiekiem i prosze niczego nie zmieniac.

no przeciez ja wiem to wszystko, a jednak wrocilam do domu jakas szczesliwa. pani jest troche postachem rodzicow, bo taka sucha i pragmatyczna a tu takie komplementy. bardzio sie ciesze.




poranny dialog.


w hamburgu mieszkam w slicznym apratamencie w srodku miasta. do biura chodze na piechotke i strasznie to lubie, bo w domu do pracy zawsze jezdzilam kawal drogi, bo mieszkam na wsi, albo jak teraz do pracy schodze po schodach do kuchni.
w hamburgu jestem wiec taka miastowa. ostatnio zimno jak nie wiem, przechodze kolo budki z warzywami. pan usmiecha sie a ja kupuje ananasa na sniadanko. zmarznieta reka wybieram i podaje mu ananasa.
 - dziendobry.
umiecham sie i kiwam glowa. jestem tak jeszcze snieta i zmrznieta, ze nie mam sily gadac.
 - zapakowac w torebke?
kiwam glowa.
 - 3 euro.
kiwam glowa i podaje pieniadze.
 - zimno, co?
kiwam glowa.
 - cudzoziemka?
kiwam glowa.
 - nie mowi po niemiecku?
krece glowa. usmiecham sie. ochodze.


środa, 16 listopada 2011
wstretne babsko

nie ogladam telewizji ani niemieckiej ani polskiej. ale w tabloidach internetowych widze pania kozuchowska, ktora w popularnym talk show wsadza sobie pistolet do ust i zartuje ze smierci a internet pelen jest jej zdjec z zakrwawiona twarza. uwazam ze to jest niesmaczne, niemoralne, obrzydliwe i mam nadzieje, ze zaszkodzi temu wstretnemu babsku.
wtorek, 15 listopada 2011
malinowa przyszlosc zawodowa.
kiedys malina chciala koniecznie byc sprzataczka na wakacjach kazala sobie kupic szczoteczke (taka jak do mycia paznokci) i szorowala nia taras wspolnie z paniami sprzatajacym. ostatnio postanowila zostac kelnerka, bo niezle idzie jej w matematyce, wiec sie nadaje! kelnerka musi dobrze liczyc!a dzis przy kolacji dziecko oznajmia, ze zmienilo zdanie. malina chce zostac accessoire w samolocie. kim??? - sie zdziwilismy z mezem jednoglosnie.
 - no... accesoire... jak mama liana.
 - chcesz byc stewardessa?
 - hmmm... no... chyba tak.
 - bo wiesz accesoire to jest bizuteria, kapelusze, torby... dodatki a ty chyba chcesz bys stewardessa, ktora czestuje pasazerow soczkami?
 - tak! stewardesa. chociaz... fajnym kapeluszem tez bym mogla byc.



o demokracji

najpierw droga ewolucji, ktora jest zawsze droga pod gorke albo droga rewolucji, ktora jest bolesna, dochodzi sie do demokracji. krotka przerwa na wiwaty, radosc i fajerwerki a zaraz potem wszystko zaczyna byc "cena demokracji". to moze ta demokracja sie w sumie nie oplaca?


poniedziałek, 14 listopada 2011
nei ma czego zalowac.
poszlam po maline do szkoly. jak nie ja. nie swinskim truchtem, w ostatniej chwili, tylko spacerkiem i troszke za wczesnie. i tak sobie patrzylam na te dzieciaczki, co wybiegaja radosnie jakby sie worek kuleczek rozprul i kazda kuleczka w inna strone: hyc,hyc,hyc...
jezu, jakie te dzieci jeszcze malutkie, w ogole ich nie widac zza olbrzymich tornistrow. czekam na moja dziecinke i dopiero jak staje moja panna uswiadamiam sobie, ze przygladalam sie pierwszakom.
 - moze to troche wstyd, ze po ciebie przychodze? po trzecioklasistke?
 - nie! nie! tak sie ciesze, ze przyszlas!!! - malina oddaje mi tornister i podskakuje jak zrebaczek.
swietnie napisala test uz ortografii, malo pracy domowej... to jest czlowiek, ktory czerpie radosc z byle czego, wykapany tata. w domu szybko odrabia lekcje, produkuje mi komplet kolczykow, wisiorek i pierscionek. wypijamy sok z jablek, ktory wczoraj wycisnam nam tatus (2 litry) i tak sie dziwie:
 - boze jaka ty jestes duza. jak dzis te pierwszaczki widzialam to az mi sie teskno zrobilo ...
 - eee nie zaluj. nie ma czego. jak bylam mala to nie pieklam cie ciastek, co?




malinowa definicja

co wieczor malina czyta jeden rodzial dzieci z bullerbyn sama a jeden czytam jej ja. (musi zdazyc do soboty przeczytac cala ksiazke) napalilam w kominku i robie kolacje. damska, bo tatus w drodze.
 - o czym czytasz dzis, malina?
 - rozdzial o wodniku.
i tu malina, ktora w wielu niemieckich bajkach czytala o wassermannie, nagle zastanowila sie nad sensem istnienia wodnika. bo kimze jest wodnik?
z opresji uratowal mnie telefon. ledwie skonczylam rozmowe, malina miala gotowa odpowiedz na wlasne pytanie:
 - wodnik zyje w wodzie i tak naprawde nikt nie wie czy naprawde istnieje. wodnik to taka meska syrenka.



sobota, 12 listopada 2011
to jest zmeczenie przed meta.

caly dzien sie wysilamy, zeby jakos sobie poprawic humor. i pogoda fajna, i w polskiej szkolce fajnie, i do bozego narodzenia wypozyczylam malinie moj sekretarzyk, dopoki nie dostanie wlasnego biurka i jej pokoik zrobil sie sliczny, i poszlismy fajnie zjesc, i napalilismy w kominku, i maz otworzyl lepsze wino niz zwykle, i wlaczylismy fajna muzyke i zaraz ja wylaczylismy, bo kurcze wszystko nas dzis wkurza. i tak jednoczymy sie dzis wspolnie w bolu nad nie wiadomo czym. ostroznie sie ze soba obchodzimy i mamy nadzieje, ze jutro bedzie lepiej.



piątek, 11 listopada 2011
wieczor w gronie rodzicow malinowej klasy.
wczorajsze spotkanie rodzicow - spotykamy sie raz na dwa miesiace w kawiarence - uplywalo z poczatku leniwie i nudnawo. moje argumenty przeciw sadzaniu dziecka przed komputerem zeby sobie porozmawialo z internetem o przeczytanej ksiazce sa bardzo sluszne, ale... i tak dzieci beda braly w tym udzial. ba, kilkoro dzieci chodzi dodatkowo na kurs komputerowy. co najdziwniejsze to te same dzieci, ktore nie chodza na sport, bo za drogo.
juz mialam sobie pojsc, kiedy ktos zartem poruszyl sprawe calowania w klasie. wiem od maliny, ze dwie kolezanki calowaly sie z klasowym ulubiencem dziewczyn, ktorego... malina nie znosi. no i rzeczywiscie chodzi o te dwie dziewczyny. ku mojemu zdziwieniu obie mamy staly murem za swoimi corkami, ze to nic, ze normalne, nie ma co demonizowac i ze rozbawione sa rozmowami o tym, ze slina nie smakuje. mama calowanego chlopca omal nie spadla z krzesla, bo choc gada o tym cala klasa, ona uslyszala to pierwszy raz. tatus jednej z calusnych dziewczynek prosil zeby sie nie przejmowala. taki wiek i juz.
no i zaczela sie dyskusja czy to juz ten wiek czy nie, w ktora sie nie wdawalam, bo z jednej strony uwazam, ze calowanie sie jest mniej wazne niz to, ze polowa tych dzieci codziennie przykleja sie do nintendo albo playstation i strzela ile sil w palcach a z drugiej strony nie uwazam, ze malina powinna sie juz calowac. bylam wiec taka niezdecydowana.
wtracilam sie dopiero na rozgrzeszajaca z calowania teze, ze przeciez zaczyna sie juz czas nastolatkow, ze teraz wszystko jest wczesniej i ze nie wolno niczego zabraniac, bo sie straci kontakt z dzieckiem. no niestety, malina jest chyba dzieckiem, ktoremu jest najwiecej zabraniane (z tych dzieci, ktore znam) a mamy calkiem niezly kontakt i o tym co sie dzieje w klasie to ja opowiadalam przy stole innym mamom a nie one mnie.
no i nie uwazam, ze 9-letnie dziewczynki to nastolatki. na to mama a., ze niektore 10-latki w dziesiejszych czasach menstruuja. na to ja, ze niech sobie menstruuja na zdrowie, w naszych czasach tez niektore dziewczynki menstruowaly i mialy biust ku ich utrapieniu, bo chlopcy-dzieci je wysmiewali.
podobnie jak 8-letnia malina sprzed roku to zupelnie ktos inny emocjonalnie niz malina dzis, tak samo malina 10-letnia za rok bedzie o cala ere dalej. w tym wieku rok to nowy kosmos.
rozmawiamy przeciez o 8-9-latkach, ktore powinny czytac pippi, dzieci z bullerby, hexe lili, mikolajka a skoro co tydzien sledza germany next top model, wetten dass, deutschland sucht den superstar to maja w glowie inne pomysly, inspiracje i nie maja czasu na klejenie latawca. mysle, ze nie wolno nam rodzicom tak zupelnie zrezygnowac z roli "prowadzacego" i "drogowskazu" i zgadzac sie na wszystko w imie dobrego kontaktu. no nie i juz. dla mnie 9-latka jest wciaz mala dziewczynka.
rodzice patrzyli na mnie z lekkim politowaniem i tylko mama n. przytakiwala, ale bardzo subtelnie tak zeby sie nie rzucalo w oczy.

i tak sobie pomyslalam, ze jak dziecko sie rodzi to nawet niezamozne rodziny kupuja najwspanialsze wozki, lozeczka, ciuszki, pierduszki i markowe zajace, matki poswiecaja sie martyrologicznie, rezygnuja z kariery, z pieniedzy, z ambicji, wesolego seksu przed snem i z czego tam jeszcze nie rezygnuja a wszystko dla dobra dziecka a potem daja sie poniesc fali, oddaja dziecko w wir spoleczenstwa nie stawiajac nawet minimalnego oporu. przy stole siedzialo kilkoro rodzicow, ktorzy podzielaja moje zdanie i poglady ale tylko teoretycznie, bo zycie jest jednak inne i trzeba sie dostosowac. moim zdaniem dostosowywanie sie do wiekszosci przynosi ogladalnosc stefanowi raab, popularnosc dieterowi bohlen, wysokie naklady gazecie bild a wszystko w imie: "przeciez wszyscy to robia".
do domu wrocilam z lekka wkurzona i jak zawsze zamarzyla mi sie ucieczka nie wiadomo dokad i dzieku bogu, ze czuwa tu maz, ktory przywraca wszystkiemu wlasciwe proporcje.

czwartek, 10 listopada 2011
kolory.
u nas w domu wszystko jest biale. biale w bialym, po bialym i bialym pogania. co nie jest biale to jest ciemnoszare albo drewniane (szaro drewniane, bo naturalne drewno lubie przeciagnac woda, zeby szarzalo szlachetna patyna). to wszystko jest oczywiscie klamstwem , bo nasze zelazne lozko jest szarogranatowe a schody na gore czarnobrazowe, ale to pomijam, bo nie pasuje do wpisu:-)
w polowie lutego na gore wchodza panowie robotnicy, zdzieraja znienawidzona ryzowa tapete i tynkuja wszystko rowniutko, zakladaja podlogowe ogrzewanie, klada debowe dechy i w sypialni wybijaja drzwi na taras, ktory powstanie w lato. bedzie wiec ramba camba. ostatni moment zeby zobaczyc co by bylo gdyby.
i tak malinie pomalowalismy jedna sciane na ciemny fiolet a reszte laczeni z sufitem na blado-wrzosowo. jedna sciane w sypialni chcialam miec ciemnografitowa. pokazuje koszulke meza: o taka. ciemny grafit z kropla granatu no wlasnie taki kolor tylko oczywiscie matowo.
wchodzimy do sklepu. prosze bardzo, gotowa, wymieszana farba jakby byla razem z koszulka meza wyprodukowana. i teraz bedzie hard core, bo w sobote malujemy tak cala sypialnie. z ciekawosci. na trzy miesiace. na tym tle bedzie stala biala komoda, biala szafa, drewniany sekretarzyk i obrazy.
jak nie bialo to czarno. jaki prosty swiat.


malina w szerz i wzdluz.

2 lata malina uzywala pieknej drewnianej 30 centymetrowej linijki. 2 lata jej nie lubila, bo wszystkie kolezanki maja kolorowe, blyszczace, elastyczne albo nawet z trojwymiaowymi obrazkami. tak tej linijki nie lubila, ze w koncu na wszelki wypadek ja zgubila a bez linijki ani rusz. w sklepie wybrala sobie nowa, elastyczna turkusowa, calkiem ladna musze przyznac. no i tak sie ta linijka ucieszyla, ze wpadla w szal mierzenia. zmierzyla wszystko a przede wszystkim siebie. dostalam w prezencie kolorowa tabelke w ktorej moge sobie sprawdzic jak dluga jest malinowa stopa a ile z tego przypada na piete. jak wysoki jest brzuch a jak szeroki i ze pepek ma rowno centymetr wysokosci jak i szerokosci. malina zmierzyla wszystkie przednie zeby, uszy oraz oczy, wiec teraz jestem dobrze poinformowana matka i w sklepie na pytanie ekspedientki czy rozmiar na 135 czy 140 nie bede stala - jak dotad - jak jakas gapa tylko siegne sobie do tabelki i odpowiedz gotowa!


środa, 09 listopada 2011
malinowy rozklad obowiazkow.

malina postanawia dzis piec ciasteczka:
 - ty sprzatnij kuchnie a ja ide po foremki.
i poszla do piwnicy.


zaczynaja sie schody.
przegladamy polska prace domowa. na sobote malina ma przygotowac sie z tekstu o patriotyzmie. wnuczek z dziadkiem rozmawiaja o powstaniu warszawskim. tlumacze co to bylo powstanie warszawskie i przypominam pomnik, ktory malina widziala w warszawie. i ze niemcy, i ze mlodzie ludzie, i wojna... malina z lekka zdezorientowana:
 - ale to byla wojna swiatowa? wiec wszystkie panstwa walczyly a nie tylko niemcy i polska?
opowiadam, ze zaczelo sie na poczcie gdanskiej napadem niemcow na polske. glupia ta historia jak i glupi ludzie, ktorzy ja tworza. wiem to od zawsze, ale czuje mocniej teraz, kiedy musze cos wytlumaczyc dziecku, cos o czym nie mam ochoty myslec. jak mam wytlumaczyc, ze milosc do flagi to po jednej stronie nacjonalizm, a po drugiej patriotyzm? o ile latwiej byc matka pol-wloszki, pol-francuzki, pol-amerykanki - mysle sobie. malina zalapuje niezrecznosc sytuacji:
 - moja ojczyzna jest niemiec a troche polska, a twoja ojczyzna jest polska a troche niemiec... to my mamy wiecej niz inni!
 - no sa jeszcze kosmopolici, ktorzy mieszkali w tylu krajach, ze sa obywatelami swiata.
 - o! to w przyszlosci ja bede kosmitka!
 - kosmopolitka.
 - no dobrze.
przeczytalysmy tekst jeszcze raz. wytlumaczylam po co jest schron i dlaczego solidarnosc musiala walczyc na ulicy o swoje prawa i ... ciesze sie na dyskusje o seksie, porodzie itp, bo mysle, ze beda latwiejsze.


wtorek, 08 listopada 2011
swiat 3D i swiat 1000D.


w malinowej klasie wszystkie dzieci zostaly zachecone a rodzice spytani o zgode na udzial w programie "czytanie. dzieci dostaja log in, nickname albo moga uzywac wlasnego imienia. loguja sie, z listy ksiazek wybieraj ksazke, czytaja ja a potem maja odpowiadac na pytania w komuterze na temat tej ksiazki, zbierac punkty a na koniec roku dyplomy.pani moze tam zagladac i sprawdzac czy dzieci czytaja i czy czytaja ze zrozumieniem. jako jedyna mama w klasie nie zgodzilam sie na udzial maliny w tym programie. i jako jedyna jestem oburzona. i pewnie bede musiala "ustapic", zeby malina nie byla "poza" i to oburza mnie jeszcze bardziej. nie podoba mi sie idea, zeby dzieci zachecac do czytania dyplomami i nie podoba mi sie, ze sprawdza sie ich zaangazowanie online. dziecko ma czytac, bop czytanie jest fantastyczna przygoda i ma o tych ksiazkach rozmawiac z mama, tata, pania w szkole i kolezankami a nie z formularzem w komputerze, ktory punktuje czytanie ze zrozumieniem. jestem absolutnie osamotniona w tej opinii i mysle, ze wcale tego tematu nie porusze w czwartek na spotkniu z rodzicami, bo nie mam ani jednego sprzymierzenca.
znam wszelkie, piekne argumenty dotyczace 21 wieku i obeznania z komputerem. ale to sa argumenty naszego pokolenia, ktore wychowalo sie bez komputera i dopiero w doroslym zyciu musialo zmagac sie z trudnosciami, ktorych wspolczesny komputer zwyczajnie nie ma. dzis koputer jest prosty jak drut. obsluguja go bacie i calkiem malutkie dzieci. nie chce zeby moje dziecko odkrywalo swiat przez ekran, cwiczylo pamiec przez ekran, pojmowalo matematyke przy ekranie a w koncu opowiadalo o nocowanie na sianie w dzieciach z bullerby ekranowi.
przypomnial mi sie taki film reklamowy znajomego rezysera:

http://www.youtube.com/watch?v=VndRdVjOjRU


dziecko musi dotykac, czuc, wachac, pocic sie i marznac.
w malinowej klasie niektorzy rodzice zrezygnowali z hortu. dzieci szybciutko biegna do domu prosto ze szkoly, nie zatrzymujac sie przy automacie z guma do zucia i probujac po raz setny jakims metalowym krazkiem oszukac te skrzynke i zdobyc upragniona gume. nie. dziecko idzie prosciutko do domu, bo tam czeka nan komputer. rodzice wiedza, ze jest ok, super, bezpiecznie, taniej niz hort, mozna nawet wyjsc po zakupy i zostawic dziecko w domu bez opieki. ono moze nawet tego nie zauwazyc. taka fajna niania i w dodatku trenuje pamiec, liczenie i czytanie.



poniedziałek, 07 listopada 2011
poniedzialek.
tak sie namachalam przy tych meblach, ze teraz mnie wszystko boli. nawet kolana. poszlam po maline, ktora dzis uprosila rano zeby zalozyc jej najlepszy plaszczyk. pamietajac, ze po szkole idzie do hortu przestrzeglam jeszcze:
 - ale uwazaj. moze lepiej zaloz zwykla kurtke, bo w plaszczyku to nie ma zabawy.
 - bede uwazala.
odbieram maline. lekcje juz odrobione i wszytkie dzieci bawia sie na olbrzymiej polanie przed hortem. mojego dziecka nie ma wsrod robieganych urwisow. a jak nie ma to gdzie jest? na drzewie. na najwiekszym drzewie, jakies trzy metry nad ziemia lezy sobei na galezi w slicznym plaszczyku. widzi mnie z daleka, zeskakuje w poplochu i jeszcze sie ludzi, ze moze jej nie widzialam tam na gorze, skacze dookola drzewa, jakby tak juz od godziny skakala... no nakrzyczalam niestety. bo i wysoko na drzewie, i w plaszczyku a juz ze mnie chciala oszukac, ze niyb nigdy nic zezloscilo mnie najbardziej.

tak sie dzis zloscilam caly dzien, ze prawie nie zauwazylam jaki pelen zawodowych sukcesow byl ten poniedzialek.



malinowe meble.

nowa szafa z wiema wielkim szufladami na dole, piekne biurko z krzeslem, bialy regal nad biurko z poleczkami i mini szufladkami, wrzpsowa lampa niby starodawna, szafka nocna. wszystko pakuje wlasnie wlasnie jak umiem i czekam az wroci po to spedycja. nigdy wiecej nie zamowie czegos przez internet.
z nerwow boli mnie brzuch, poryczalam sie jak glupia i taki mnie szlag trafia, ze nie wiem co ze soba zrobic.

malina poszla dzis do hortu, zebym miala czas w spokoju przygotowac jej pokoik.


piątek, 04 listopada 2011
piatek wieczor. jak przed laty: moja ulubiona pora tygodnia.
co to byl za tydzien. malo spalam. pisalam. telefonowalam. pisalam. dzis skoro swit sprzatnelam liscie wzdluz plotu zeby zobaczyc troche swiatla i pooddychac swiezym powietrzem, ale juz o 8 klikalam w klawiature. mam zakwasy w dloniach normalnie. deszcz projektow. szalenstwo. dobrze, ze malina ma ferie i jest 4 dni u dziadkow. maz pojechal teraz po indyjskie jedzenie, otwieramy wino ale najpierw ide do wanny odciac sie od tego matrixu. wygladam jak wlasny duch i troche kreci mi sie w glowie. jutro maz ma mnie wyprowadzic na spacer a w niedziele malujemy malinowy pokoj na ciemnolylowy, bo w poniedzialek przychodza nowe malinowe meble. jeszcze tylko miesiac i swiat zacznie krecic sie w zimowym tempie, zaczna sie glupawe bozonarodzeniowe party, niepotrzebne prezenty-gadzety, kalendarze adwentowe, ale jakos w tym roku bardzo sie na to ciesze. bede sobie stala, usmiechala sie i cieszyla sie tym dziwnym rokiem, ktorego tempo przyprawilo nas wszystkich o zawrot glowy. ciesze sie na grudzien.

 
1 , 2
Archiwum