wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
niedziela, 30 listopada 2014
i... nagle?

 

BAM! grudzien.

piątek, 28 listopada 2014
malina po polsku

 

 

patrze na piekna malinowa prace domowa i widze slowo: pomuk. dopiero po chwili rozumiem co malina chciala powiedziec.

 

czwartek, 27 listopada 2014
malina i babysitter.

 

tatus w indiach, mamusia musiala do miasta. malina zostala wczoraj pierwszy raz w zyciu z babysitter. jeszcze im zrobilam kolacje. jak konczylam makijaz spiewaly juz karaoke. jak wrocilam noca, spaly jak aniolki. znaja sie z zeglowania i ze wspolnego busika do szkoly, ale poza zaglami nie maja ze soba nic wspolnego, bo w tym wieku roznica 4 lat jest jakas olbrzymia przepascia. rano przy sniadaniu zaprezentowaly mi straszliwie okropny manicure: malina pomaranczowy, babysitter turkusowy. spontanicznie chcialam kazac szybko zmyc jeszcze przed pojciem do szkoly, ale nic nie powiedzialam pracujac w pocie czola na image tolerancyjnej i wyluzowanej matki. zaplata zdziwila obie panny: babysitter uwazala, ze bylo super, wiec czemu jeszcze ma byc za to zaplacone? malina uwazala, ze tez moglaby dostac pieniadze, bo w sumie robila to samo co babysitter, wiec w sumie czemu nie? zadowolone pomaszerowaly razem do szkoly.

 

mam straszna ochote powiedziec malinie jaka pewnie mamy niespodzianke na wiosne. dostalismy niesamowite zaproszenie, ale wiaze sie z dalekim lotem. musze sprawdzic jakie sa sposoby na natychmiastowe spanie jeszcze przed startem inaczej nie dam rady, bo juz na sama mysl szybciej bije mi serce. na razie wiec nic nie mowie, bo nie wiem czy znajde na siebie sposob!

 

 

 

wtorek, 25 listopada 2014
malinowe zycie towarzyskie.

 

malina  obraca sie w trzech kregach znajomosci: kolezanki z podstawowki (z naszej wsi), kolezanki z gimnazjum, kolezanki z polskiej szkolki i kilka kolezanek z okolic chatki. mam wrazenie, ze wszystkie malinowe kolezanki urodzily sie jesienia. nie ma wekendu bez urodzinowego przyjecia. w poprzednia sobote nastapila kumulacja: do 15:00 party na lodowisku, drugie party po 15:00 w warsztacie filcowym i kregielni, szybki sen a w niedziele "domowka".

od lat przestalam sie juz oburzac na kosze z nazwiskiem jubilatki przygotowane w sklepie z zabawkami. zaczelam doceniac wygode takiego rozwiazania: idziemy, malina wybiera cos tam z tego kosza co uprzednio jubilatka wlozyla jako wymarzony prezent a ja nie musze latac po sklepach i sie wysilac. moim zdaniem zastanawianie sie kim jest jubilat, co moze sprawic mu przyjemnosc a potem niespodzianka to wazna czesc urodzin. ale coraz wiecej dzieci nie lubi niespodzianek. wczoraj malina przyniosla dwa nowe zaproszenia. na jednym zamiast adresu sklepu, gdzie moznaby kupic prezenty widnieje wiadomosc, ze kolezanka zyczy sobie na urodziny kupony (bony?) pieniezne z H&M albo amazon. amen. nie bedzie wiec nawet przyjemnosci rozpakowywania prezentow. no ale czy to moj problem? wrecz przeciwnie. taka oto zrobilam sie tolerancyjna i w ogole niewiele rzeczy mnie zlosci.

 

poniedziałek, 24 listopada 2014
internetowe tablice ogloszen.

 

w reklamie placi sie za wszystko. ktos uzycza swojej dloni dla prezentacji bizuterii, glosu do poinformowania, ze tylko ta bielizna jest wygodna i piekna, wlosow do prezentacji dzialania najlepszej odzywki na swiecie albo twarzy do wyrazenia zachwytu nad smakiem najbardziej chrupiacych frytek czy innych chipsow. twarz jest najdrozsza. im bardziej prominentna tym drozsza, ale nawet taka normana, codzienna jest droga, wybiera sie ja droga eliminacji czasem sposrod setek roznych twarzy z kilku krajow. za te twarz placi sie za dzien zdjeciowy a potem placi sie za jej uzywanie w internecie, w telewizji, duzo placi sie za uzycie twarzy na plakacie, mniej jesli pokazuje sie twarz w jednym kraju, wiecej jesli w calej europie, bardzo duzo w azji a juz kampanie reklamowe ogolnoswiatowe to calkiem niezle pieniadze. coz za radosc, jak klient wyciagnei gdzies z zakamarkow stara, zakurzona reklame i po latach znow ja pusci odmladzajac jakims nowym napisem, etykietka czy nowym sloganem! do wlasciciela twarzy plyna nowe pieniadze. no bo jak juz uzywac swojej twarzy to przynajmniej z korzyscia!

tak pisze o tym, bo choc zaniedbalam tutaj to miejsce to ciagle gdzies cos tam podczytuje blogowo-internetowo i ze zdziwieniem obserwuje blogi reklamowe. rozmnazaja sie przez paczkowane jakby do zycia potrzebne im bylo tylko troche slonca i tlen. bardzo jestem ciekawa ile pieniedzy zarabiaja takie blogi parentingowe, blogi designerskie w ktorych mamy malutkich dzieci wykorzystuja slodkie buzie swoich dzieci jako powierzchnie reklamowa. nie sadze, ze sa to jakies krocie. a moze? moze jednak, bo przeciez ktora mama uzywa slicznej buzi swojego dziecka jak tablicy ogloszeniowej: czapka z firmy fikimiki 40 zl, smoczek smoczkowy 6 zl, a tu nozki w butkach siedmiomilowych za 80 zl... ostatnio widzialam piekne rodzinne zdjecia, intymnie cieple, mama w wersji pizamowej, dziecko przytulone do piersi, wszystko na sprzedaz, nawet mamine, rozkoszne calusy. reklama pizamy? pocieli? czegolnie wygodnych lozek? aaa nie, tym razem chodzi o wisiorek na maminej szyi. to jest reklama wisiorka.

kto mnie zna i pamieta moje wpisy o dzieciach w reklamie, ten wie co mysle. i mysle tak nadal. i o dzieciach, ktore wystawiane sa do zdjec na grube pieniadze i o tych, ktore w zamian dostaja wozek za darmo albo bujanego konika. albo komplet smoczkow.

 

 

sobota, 22 listopada 2014
jesli kobieta odchodzi od faceta...

 

... to nie zawsze dlatego:

http://vimeo.com/85714587

dziekuje za tyle komentarzy na powyzszy temat!

 

 

 

 

poniedziałek, 17 listopada 2014
o kurcze...

 

jutro skoro swit lece do hamburga. malina widzi, ze mam jeszcze straszny stres, wiec zaraz po kolacji zbiera sie do mycia, zeby, lozko... nagle o 21 wola czy nie moglabym jej zrobic termoforu. jestem z lekka wkurzona, bo kurcze widzi, ze nie mam czasu, ale nic nie mowie, robie termoforek, otulam ja jeszcze raz i mysle, ze przeciez nie bedzie mnie do piatku, wiec niech mnie sobie powykorzystuje.

23, nie mam juz sily i ide sobie nalac goracej wody zeby sie rozgrzac na dobranoc, marzne jak zwykle a w dodatku jestem dzis slomiana wdowa. ide na gore a drzwiach sypialni wisi piekna kartka: "witaj ksiezniczko". wchodze do pokoju i mysle, ze moze malina poszla spac w naszym lozku? ale nie. na lozku lezy ozdobna wiadomosc: "prosze ostroznie wchodzic pod koldre, bo tam lezy termofor zeby ogrzac lozko dla ksiezniczki". na poduszce wiadomosc zdobiona rozyczkami, ze koszula ksiezniczki juz sie grzeje na kaloryferach w lazience. na nocnym stoliku leza szklane zielone kulki i kartka: "mamusiu, mialas dzis tak stresujacy dzien. wyspij sie, to jutro bedzie lepiej"

 

malo jej nie poszlam obudzic i wysciskac ze wruszenia. ide do wanny. dobranoc.

 

 

 

 

szczeka mi opadla.

 

z wrazenia opadla mi szczeka. kolega meza od miesiecy chodzi jakis smutny i podlamany. i maz myslal, ze zawodowo moze cos nie tak? albo cos ze zdrowiem? facet jest przystojny w taki rasowy sposob: duzy, silny, wlosy i zeby piekne, dlonie moce i zadbane - no wszystko ma na miejscu i w filmie bylby typem przystojniaka, ktory ratuje rodzine z plonacego domu. te "piekne" geny oddal tez swoim synkom: dwoch chlopcow jak ze reklamy pasty do zebow.

i zona. troche brzydka, no w klasyczny sposob brzydka, ale bardzo sympatyczna. i tak sobie myslalam, ze ona niepotrzebnie tak sie stresuje ze swoim wygladem, dwa lata nosila aparat zeby wyprostowac zeby, zawsze perfekcyjne ciuchy, czy na luzie czy elegancko, fitness, jakis poprawki natury, nienaganny makijaz, nieganne paznokcie. maz ewidentnie kocha ja taka jaka jest i w ogole go inne babki nie obchodza, wiec tak sobie myslalam zawsze, ze moglaby sobie odpuscic czasami, ale moze tak chce sama dla siebie? to sie oczywiscie tez chwali!

a tu wlasnie wyszlo szydlo z worka. nienaganna mama slicznych chlopczykow miala od kilku lat regularne romanse i w koncu znalazla optymalnego partnera, ktory podobno jest: jeszcze bogatszy, jeszcze przystojniejszy i wcale nie ma ambicji zastepowac chlopcom ojca, wiec dzieci niech zostana z tatusiem a mama przygotowuje dla nich piekny pokoj w nowej pieknej willi, gdzie moga ja odwiedzac co drugi tydzien.

powtarzam: szczeka mi opadla, ale z drugiej strony swiat pelen jest takich ojcow i nikogo to nie dziwi, prawda?

 

 

piątek, 14 listopada 2014
malinowy swiety spokoj.

 

jak malina szla do calodziennego gimnazjum, to wiele osob (ja w pierwszym rzedzie!) podchodzilo do sprawy sceptycznie. no bo co to za zycie, dziecko wraca do domu o 17:00, tylko szkola i szkola? w tamtym roku w piatej klasie czasem jeszcze myslalam, ze malinowe kolezanki maja fajnie, ze tak juz o 14 sa w domu, ale teraz w 6 klasie widze, ze nikt tak wczesnie nie wraca, bo grupa teatralna, bo sport, bo taniec, bo popoludniu jeszcze sa lekcje. malina wraca nadal o 17:00, ale z odrobionymi lekcjami, zaliczona lekcja pianina, lekcja fotografii lub wspinaczki. malina wchodzi do domu i... jest wolna. widze, ze to ja mobilizuje takze w polskiej szkolce. nauczyla sie cenic poczucie "nie mam nic do roboty". to chyba dobry sposob na zycie. ja zostawiam wszystko na potem a potem wpadam w panike, bo zbiera mi sie jakas gora zadan, robi sie korek na drodze do wyjscia z tunelu i dostaje zadyszki. a malina na luzie robi sobie spa: w wodzie plywa plastikowa lilia, sprytna lampka zmienia kolory a malina czyta ksiazke i w ogole nie ma probemow. w ogole widze wsrod, ze ludzi, ktorzy naprawde odniesli sukces i sa szczesliwi przewazaja ci, ktorzy potrafia zalatwiac sprawy od razu, od reki, nie przekladac na pozniej. na wieczne pozniej...

czwartek, 13 listopada 2014
ta jesien...

 

 

dopiero co krysia napisala dzis: oby smutnych wiadomosci mniej... zona mojego kolegi rzucila sie pod pociag. osierocila trzy corki. co zrobic z taka wiadomoscia? 

 

środa, 12 listopada 2014
zycie ozdobne.

 

kto mnie odwiedzil ten wie: nie lubie ozdobek. na caly dom mam: blaszanego kurczaka w spadajacej koronie, drewnianego pegaza na zlotych koleczkach, zielony, szklany nocniczek sluzacy jako swiecznik a na czas adwentu i bozego narodzenia na zyrandolu nad stolem zawisa metalowy aniol z trabka. zlotawy jest ten aniol, wisi na zlotej nici i maz robi sobie z niego dowcipy caly grudzien az do trzech kroli, kiedy aniol (maly jest, ma jakies 8 cm) razem w choinkowymi odobami, wedruje na strych. aniol oraz 6 bordowych bombek sa z nami od pierwszych wspolnych swiat, czyli od 20 lat, czyli od czasow, kiedy aniol za 5 marek i te bomki byly dla nas prawdziwym wydatkiem, luksusem. dzis moglabym kupic torbe takich aniolow, ale nie kupuje, bo mam jakas alergie na ozdoby i nic nie da sie z tym zrobic. w malinowym pokoju stoi kilka bzdur, ale coz. jej pokoj, jej krolestwo. staram sie tego nie komentowac tylko kaze odkurzac. wszystko to nie zmienia faktu, ze jestem zupelnie zwariowana na punkcie sklepow z ozdobami. cos w tym jest tak uspokajajacego, ale zupelnie nie wiem co. moje kolezanki w biurze jak sie porzadnie wkurza to ida zaparzyc kawe lub zadymic papierosa. ja otwieram strone tchibo, depot czy innego mirabeau i zaraz sie uspokajam. girlandy, sute zalony, szklane szyszki, porcelanowe wiewiorki, swieczniki, poduchy, miekkie narzuty, obrusy, haftowane reczniki czy jakies piekne kubki, cynowe cukiernice albo zgrabne etazerki. od razu robi mi sie milo i wesolo. ciekawe co to jest? mam nadzieje, ze to nie jakas choroba!

 

poniedziałek, 10 listopada 2014
jesienny wpis w przelocie.

 

po dziesieciu miesiacach malzenstwa, nasza firma wlasnie doprowadzila do szczesliwego konca rozwod. slub byl szybki i wesoly, rozwod dlugi i ponury. no ale w koncu jest po wszystkim. noc przed podpisaniem rozwiazania u notariusza przezylismy wirtualnie razem, bo kolo 22 okazalo sie, ze druga strona znow czegos nie chce, staje okoniem i ze znow sprawa sie moze przesunac o tydzien lub dwa a ja domawialam z grafikiem strone internetowa i nie wiedzialam czy , byc gotowa na teraz czy mamy jeszcze czas na poprawki. wszyscy ze wszystkimi korespondowali, wysylali smsy, trzymali kciuki, wkurzali sie, nie sadzilam, ze wirtualnie moze byc tak emocjonalnie. o 11 nastepnego dnia moi szefowie wyszli od notariusza i jak do mnie zadzwonili, to normalnie im sie glos lamal:

 - wez sie pakuj i przylec do biura.

 - nie moge, malina ma ferie.

 - pakuj maline i przyleccie razem.

w poniedzialek polecialysmy pierwszym samolotem. malina przez tydzien wspolpracowala w przygotowywaniu produkcji filmowej a w przerwach miala organizowane wycieczki do muzeum czekolady, do muzeum ciemnosci, zwiedzanie portu, ale "praca" w biurze podobala jej sie najbardziej. nauczyla sie obslugiwac exel (tylko wypelnianie tabelki cenami, ale jednak:-), segregowala rekwizyty, zostala wlaczona do mailowego okolnika "co chcecie dzis na obiad" a raz byla nawet na sluzbowej kolacji z nami w bardzo pieknej restauracji. oczywiscie jej plany zyciowe zmienily sie diametralnie. aktualnie chce byc producentem filmowym, wiec wziela sie za matematyke. w naszym bardzo trendy biurze podobalo jej sie wszystko, ale najbardziej kuchnia w postaci wagonu pociagowego. natomiast skrytykowala sciany, ze takie podrapane i obskubane i zupelnie do nas nie pasuja. moj szef staral sie ja przekonac, ze tak ma wlasnie byc, ale jej nie przekonal.

zrobilam sie troche wazniejsza a jesli przyjme zlozona mi propozycje to w ogole prawdziwa kariera. troche jestem zaskoczona, troche speszona ale na poczatek postanowilam sie cieszyc ta propozycja i nie zastanawiac nad reszta. na omawianie warunkow chcemy wybrac sie gdzies w miejsce odlegle od biura. na poczatku grudnia.

tak cudownej zlotej jesieni juz dawno nie bylo... i pieknie i melancholijnie. cieplo.

 

Archiwum