wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
środa, 30 listopada 2016
nie zawsze jest malinowo.

 

pani od pianina zegnajac sie zapytala:

 - ile ty masz lat?

 - prawie 14.

 - no widzisz, ja zapomnialam, ze masz 14, ciagle mi sie wydaje, ze masz 16. - i do mnie - pani corka jest taka intelektualnie bardzo dojrzala. to czuje sie nawet przy instrumencie. no i taka pracowita! a malina tak ma, ze jak slyszy, ze jest pracowita to rzeczywiscie jest. komplementy sa dla nie niej najlepsza motywacja. nie wiem czy pani to wyczula, czy tez rzypadkowo kroczy dobra droga. jak by nie bylo, jest swietnie.

tak sobie zyjemy na chmurce numer 7. wczoraj jedyna jedyneczka z pierwszego duzego testu z francuskiego, "filozoficzne" rozwazania przy kolacji.

wiec tak sobie spokojnie wstaje dzis rano ze swiadomoscia, ze mam taka swietna corke. robie kawe. robie kanapki do szkoly. zaparzam herbate karmelkowa. zycie jest dzis od rana dobre. az tu nagle moja dojrzala intelektualnie corka zaklada do szkoly t-shirt spod ktorego wystaja gole plecy, w rozpietej kurtce wybiera sie do szkoly. gruby szal ma tak sprytnie okrecony, ze cala szyja gola. i tak moj rozowo-lylowy swiat legnie w gruzach. afera o czapke. malina ma wprawdzie kilka czapek w roznych kolorach ale nie wiadomo gdzie. wszystkie naraz zginely. zaraz odjedzie jej autobus a my dyskutujemy czy -8 stopni to jest zimno czy cieplo.

 

wtorek, 29 listopada 2016
malina przy fortepianie.

 

jak sie tu przeprowadzilismy, malina poszla na lekcje pianina do domu, ktory widzialam z kuchennego okna. bardzo mi sie to podobalo, bo mogla chodzic sama. czasem jezdzila hulajnoga. niestety piekny fortepian w stylowym wnetrzu, czarujaca starsza pani zawsze w romatycznym koku i na szpilkach, nauczycielka z klasa - to mobilizowalo maline tylko na poczatku. rozstaly sie z nauczycielka w przyjazni, bo... obie ziewaly na wyscigi w czasie lekcji i wzajemnie sie demotywowaly.

malina znalazla sobie pania w szkole. drogo, ale pomyslalam, ze jak malina pojdzie miedzy lekcjami a studium to przynajmniej nie bedzie ziewala jak wieczorem, ale okazalo sie, ze pani jest gadula i z 30 minut malina grala efektywnie jakies 10 minut. zrezygnowalysmy i myslalam, ze malinowa przygoda instrumentalna dobiegla konca.

od wrzesnia przychodzi do nas wieczorem do domu pani chinka. i jest moc. zeby bylo glosniej otwieraja klape i lomoca we dwie w ten instrument, ze dach podskakuje. smieja sie glosno. pani klaszcze zeby malina trzymala rytm. malina przed przyjsciem pani "rozgrzewa sie" jakies pol godziny a po wyjsciu jeszcze powtarza co nowe. to zupelnie nowa era w jej muzycznej edukacji. nadal chodzi jej glownie o to zeby grac najszybciej jak mozna, ale przestalam z tym walczyc. moze to jest jakas forma odreagowania? malinowy charakater jest pelen elektrycznej energii a im starsza tym wiecej siedzenia. a siedzenia jest w sprzecznosci z jej temperamentem.

tak mnie natchnelo do tego wpisu, bo wlasnie trwa lekcja...

pod choinke.

 

 

 

 

maz sie ciagle pyta jakie mam marzenia "podchoinkowe". chce tylko lornetke. a wy?

 

listopadowe slonce.

 

sama nie wiem czy sie cieszyc ta cudna pogoda. jak jest szaro i zapalam swiece juz do sniadania (malina je o 6:30 jak jest jeszcze ciemno) to robi sie zaraz przytulnie i milo. jak kolo 9:30 wylazi slonce i swieci jak na przyklad teraz (niebo nieskazitelnie blekitne) to zaraz widac jakie mam brudne okna i to mnie stresuje.

jak za oknem szaro to okna wygladaja jak krysztalowe...

 

poniedziałek, 28 listopada 2016
malinowy poczatek adwentu.

 

 

 

 

w piatek wieczorem skrecilysmy dwa wience adwentowe. wszystko na zielono, jak zadecydowala nasza glowna stylistka malina. nawet swiece zielone. w sobote malina obdzwonila wszystkie kolezanki, zeby miec partnerke do pieczenia ciasteczek. nikt nie mial czasu, wszyscy ucza sie do wielkiego testu z fizyki. o! test z fizyki?

 - to ty tez siadaj i sie ucz?

 - ale ja juz wszystko umiem.

niestety ja nie jestem matka ufajaca. kazalam mezowi siadac i fizyke z malina przerobic jak wszyscy inni klasowi tatusiowie. malina pokrecila glowa, oczy do sufitu kilka razy wzniosla, gleboko westchnela i wyciganela materialy co im pan dal do przerobienia. po godzinie maz wstal i wzruszyl ramionami:

 - juz nie wiem co jeszcze mamy tu przerabiac. ona wszystko wie.nie wiem skad, ale wie.

na przeprosiny dalam dziecku obejrzec "pets" https://www.youtube.com/watch?v=JGwtWPVCyTg. o matko salatko jaki cudny film. ja sobie dziergalam na drutach, malina z tatusiem sie cieszyli. potem ja dalej dziergalam a malina solo piekla ciasteczka i nawet kuchnie posprzatala. wczoraj poszlismy na nasz wiejski weihnachtsmarkt tuz za rogiem, ale jakos bylo dziadowsko w tym roku i szybko wrocilismy do domu. na kolacje zrobilismy "kaczke udawana" z czerwona kapusta i kasztanami i ten weekend tak moglby sobie dalej trwac, ale niestety nagle BAM! poniedzialek wali czlowiekowi wiadro zimnej wody prosto w twarz. i tyle.

 

piątek, 25 listopada 2016
piekna ona, brzydki on.

 

jak wyszlam za maz bylismy mlodzi i (tak nam sie wtedy wydawalo!) piekni. moim zdaniem teraz jestesmy optycznie ladniejsi. biedni bylismy oboje jak myszy koscielne, ale po latach biegania w kolku jak chomiki dorobilismy sie troche i jezdzimy na wakacje zagra-ma-nice (pamietacie, ze tak sie kiedys mowilo?)

dlatego nigdy nikt nam nie mogl nic zarzucic, wyraznie chodzilo o milosc i tak po prawie 25 latach nam zostalo.

wielu ludziom trafia sie jednak inaczej. tak mnie naszlo dzis, jak przeczytalam na plotkarkim portalu komentarze o nowym zielonym, przepieknym plaszczu pewnej celebrytki, ktora niedawno wyszla za maz za milionera, ktorego znakiem rozpoznawczym sa dlugie wlosy i figura wyrosnietego bobasa. lubie czytac o polskich celebrytach, bo niektorych (niewielu, ale jednak) znam prywatnie i moge sobie porownac stan faktyczny z medialnym wizerunkiem. niestety rzeczonej pary roku nie znam zupelnie i prywatnie. nie wiem czy chodzi o wielka milosc, czy o wielkie pieniadze. nie moge sie jednak nadziwic, ze wszyscy, no wszyscy sa pewni, ze chodzi tylko o pieniadze, bo facet sie nikomu nie podoba.

swiat kreci sie do przodu a ludzie wciaz uwazaja, ze piekni ludzie musza kochac pieknych ludzi. pieknych ludzi podziwiaja, ale tez nimi jakos gardza. wsrod naszych znajomych jest (bylo) malzenstwo takie wlasnie "nie_pasujace_do_siebie_zupelnie: on straszy, grubawy, lysiejacy, oczy zabiaste, naprawde brzydki i ona mlodsza, wiotka, blond wlosy, rozbrajajacy usmiech, lsniace perlowe zeby. urodzily sie dwie dziewczynki, ktore moga codziennie reklamowac jacadi - uroda po mamie. nie wszystko jest jednak bajka i on umarl. po krotkiej zalobie, kiedy nikt nie pozwalal sobie na glupie komentarze, co i raz ktos cos napomknal, ze sliczna wdowa szybko znajdzie nowego meza, bo i teraz forse ma i mlodosc i urde a w poprzednim malzenstwie kazdy wie o co chodzilo, prawda? nie, no wlasnie nieprawda. mloda wdowa przeprowadzila sie z wielkiego domu, do mieszkania, zeby nie musiec nadal zatrudniac pani do sprzatania i zeby miec ludzi wokol, poszla do pracy i przestala robic makijaz, stroic sie jak kiedys a na grobie meza ciagle swieze kwiaty i wianki, choc mija drugi rok... i

tak mam ochote czasem wykrzyczec ludziom w twarz: co wy wiecie o milosci? no co?

 

 

czwartek, 24 listopada 2016
malinowe poranki

 

tatus w chinach a ja chora. malina od poniedzialku sama wstaje, robi sobie sniadanie, slucha radia, pije herbate chai i idzie do szkoly. dzis jakos mi lepiej, wiec wstaje tez o 6:15. malina na moj widok:

 - mamusiu, ale ty wracaj do lozka. spij dalej!

 - ale ja sie martwie, ze ty tu taka sama. no i ze sie spoznisz na autobus...

 - a ja sie nie martwie.

 - no tak...

 - juz wole jak wrocisz do lozka, bo jak jestes to sie martwie, ze ty sie martwisz, ze sie spoznie. a jak jestem sama, to sie nie martwie, ze sie spoznie, bo jeszcze nigdy sie nie spoznilam.

 

poszlam wiec spac, zeby nie stresowac dziecka. zasnelam natychmiast jak susel.

 

 

 

 

gadanie z malina

 

pisze z malina na whatsapp.

 - trudny byl test z geografii?

 - nie pisalismy testu jednak:-)

 - super!

 - tak! a z wiersza mam 1 :-)

 - sama sie zglosilas? czy cie wywolal?

 - sama:-)

 - super! i problem masz z glowy!!!

 - tak! ale to nie byl problem.:-)

 

malina ma to po tatusiu. nie lubi slow takich jak: problem, stres, katastrofa.

 

malinowy charakter.

 

malina ma taka ceche - zupelnie nie wiem jak to nazwac - ze podchodzi do zycia w sposob lekki. dwa tygodnie temu wystepowala na wieczorze muzycznym. zagrala fajnie, w jednym miejscu sie posypala, ale zupelnie nie zrobilo to na niej wrazenia ani w trakcie gry ani potem. jest wielu uczniow, ktorzy graja swietnie, maja talent, ale przeciez ona nie bedzie sie nimi martwila i nie przestanie grac, bo inni graja lepiej.oni maja talent, ona ma przyjemnosc.

w jej calodziennej szkole popoludniu uczniowie maja czas "studium", najpierw w silentium, potem moga sie przepytywac, wzajemnie pomagac itp. w tym czasie opieke nad uczniami sprawuje prefekt. w tym roku klasa dostala nowego prefekta i strasznie sie ze soba mecza i nie lubia. rodzice zwolali spotkanie co by tu zrobic? jak na niego wplynac, moze jakos zalatwic z dyrektorem zeby go wywalil? szkola jest prywatna, to chyba kurcze mozna jakos to zalatwic? rodzice postanowili zebrac argumenty do rozmowy z prefektem a potem z dyrektorem szkoly.

robie wywiad w domu. malina wzrusza ramionami: ja go nie lubie i juz. no ale jakiesz szczegoly, dlaczego i co i jak?

 - mamusiu, ja sie nad nim nie zastanawiam, raz na mnie nakrzyczal, bo skakalam po krzesle, ale pewnie inny nauczyciel tez by nakrzyczal.

na spotkanie poszlam wiec bez argumentow. malina uwielbia szkole i jedyne co jest tam okropne to jedzenie. rodzice narzekali na fizyka, na germaniste, na lacinnika oraz na pania od matematyki. mimo popoludniowego studium, dzieci siedza cale wieczory i zakuwaja so poznych godzin.

 - a u was? co wy nic nie mowicie? - zwraca sie do nas przewodniczacy rady rodzicow. moj maz glodny, wiec nic nie mowi, ja stekam wiec:

 - no hmmm malina wraca ze szkoly glodna, bo nigdy jej nic nie smakuje.

 - a pani od sportu? malina nie narzeka? przeciez dziewczynki sa tak wykonczone, wymiotuja, trzeba je w srode po sporcie zabrac do domu.

 - tak?  - co tu powiedziec? denerwuje sie, bo malina ostatnio pokazywala mi talie, ze schudla dzieki nowej pani od sportu i ze czuje ze ma lepsza kondycje - no jak wymiotuja to niedobrze... hmmm  ... no malina nie wymiotuje.

malina jest rzecia w klasie jesli chodzi o srednia. dwie pierwsze dziewczynki maja pokoj wytapetowany slowkami z laciny, ojcow, ktorzy studiuja z nimi fizyke i matematyke, mamy z ktorymi cwicza francuski i angielski - cale wieczory i weekendy. malina ma dwa wieczory wyjete z zycia: pianino i tance a reszte wieczorow spedza czytajac glupie gazetki dla nastolatkow no i codziennie jemy razem kolacje. w soboty polska szkolka. no to co ja mam powiedziec, zeby ludzie nie mysleli, ze opowiadam im bajki?

ale ten wpis jest glownie o tym, ze malina odhacza zadania szybko i skutecznie nie wglebiajac sie w ich glebszy sens. ma zagrac na pianinie - gra. nie mysli czy zostanie swiatowa pianistka. ma rozwiazac matematyczne zadanie - rozwiazuje. nie zstanawia sie czy to jej sie przyda w zyciu czy nie. ma nauczyc sie wiersza - siada, czyta 5 razy, umie. nie denerwuje sie, ze wiersz nie ma rymow, jest trudny, ze zdenerwowane mamy wystosowaly list do germanisty, ze taki wiersz to bez sensu. malina jest bardzo zadowolonym z zycia czlowiekiem i nie traci czasu na rozmyslanie o niepowodzeniach i smutkach i coraz lepiej pojmuje swiat. jestem pelna podziwu. ja cale zycie jak spiewalam piosenke, to sie martwilam, ze nie robie czegos powaznego. jak pisalam dyplom to sie martwilam, ze nie robie czego co mnie pasjonuje, tylko zajmuje sie nikomu niepotrzebnymi nudami. czego bym nie robila to zawsze serce gdzie indziej, glowa gdzie indziej. ciesze sie, ze malina ma inaczej.

 

 

 

 

 

 

 

 

środa, 09 listopada 2016
dzisiaj.

 

to jest taki dzien ktory uswiadamia, ze do drugiej wojny swiatowej doprowadzili tacy sami ludzie jak my. zwyczajni ludzie.

 

 

 

poniedziałek, 07 listopada 2016
malina na gardasee.

 

malinowe ferie rozpoczelismy zaraz po ostatniej lekcji w piatek. na holownik przyczepilismy wielka motorowke (dla trenera) i pojechalismy nad jezioro garda. moj zawsze najszybszy na autostradzie maz, cierpliwie turlal sie 100 na godzine a ja karmilam go kanapkami i preclami.

 

 

dwa dni malina zeglowala w sloncu i ze slynnymi dla tej okolicy wiatrem peler i wiatrem ora, ktore sa wiatrami termicznymi. trzeciego dnia slonce zniknelo, pojawily sie ciezkie olowiane chmury i przez dwa dni szalala wichura, lodki smigaly po wodzie jak motorowki, surfingowcy tylko skakali po falach, w naszej grupie porwalo jeden zagiel i zlamalo maszt. zeglowali tylko najwytrwalsi i najodwazniejsi. zaglowki co i raz przewracaly sie a zeglarze ladowali w lodowatej wodzie. na koniec wszystko sie uspokoilo. pozegnalna wspolna kolacja z pizza szybko sie zakonczyla. dorosli mieli ochote sie jeszcze bawic, ale kolo 20:30 dzieci przysypialy przy stolach a nastolatki chcialy do lozek. codziennie od 8 rano (zimno i szaro) zeglowali do 17 z przerwa na godzinny obiad. wieczorem kazdy wpadal w swoje lozko, bez czytania i bez sprawdzania whatsapp. cudowny tydzien. malinowe zeglowanie weszlo na zupelnie inny poziom. malina choc najmlodsza w grupie laser zdobyla sobie szacunek starszych kolegow i weszla w nowy krag znajomych, ktorzy bardzo mi sie podobaja.

wrocilismy wypoczeci i szczesliwi. a dzis juz szkola. i tak do nastepnych ferii w choinka w tle:-)

 

Archiwum