wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
czwartek, 23 grudnia 2010
malinowa sasiadeczka
sasiadeczka jest narratorem w jutrzejszych jaselkach. dzis spontanicznie sie okazalo, ze malina jesli chce to moze jutro wskoczyc na aniola. wlasnie jade skads wykombinowac skrzydla. opowiadamy o tym babci i babcia pyta:
 - aniol? o! to pieknie! a sasiadeczka kim jest?
 - ona jest czytelnica.


środa, 22 grudnia 2010
kolacja

...i zasiedli do wieczerzy. hmmm... malina a wiesz co to jest wieczerza?
 - oczywiscie!
 - no?
 - jedzenie wieczorowe.



piątek, 17 grudnia 2010
malina tresciwa


dzieci maja przygotowac referat o ulubionym zwierzatku. przygotowac obrazki. opowiedziec gdzie to zwierze zyje, czym sie odzywia, jak wygladaja male. kazdy ma mowic - nie czytac - dwie minuty i wzbogacic swoja wypowiedz obrazkami. rodzice oburzeni: przeciez to sa male dzieci! druga klasa! dwie minuty to wieczonosc! wbrew obawom dzieci niezle sobie radza. referaty wyglaszane sa po dwa caly listopad. malina opowiada o wiewiorkach. przygotowujemy obrazki. referat ma zaczac obrazkiem ice age, a skonczyc anegdota o wiewiorce, ktora obserwowalysmy przez okno jak zlapala zgubiony przez kogos rozowy beret zeby pewnie wymoscic nim gniazdko. dwie minuty? malina gadala 10 trzymajac sie wyznaczonych wczesniej punktow. pani w koncu grzecznie jej przerwala. malina wrocila do domu oburzona, ze nie udalo jej sie opowiedziec anegdoty. a ja podziwiam panie, ze w ogole jakos udalo jej sie przerwac ten potok...



wtorek, 14 grudnia 2010
malina medialna.
juz szlam na gore spac i widze, ze cos lezy w skrzynce pocztowej.
wycinek z gazety. sasiadka wyciela z süddeutsche zeitung. malina na pol strony.
niedziela, 12 grudnia 2010
malinowy kalendarz adwentowy.
w tym roku jak jeszcze nigdy pieknie przygotowalam sie do kalendarza adwentowego. galazki (nie na szybko zlote ja w tamtym roku) jodlowe, sliczne malutkie woreczki bordowe i z naturalnego worka, liscie takie bordowe suszone pokryte brokatem jakby mrozem i takiez borowki. wszystko pieknie schowalam w piwnicy. i ... niestety nagle musialam zostac w berlinie i kiedy wszystkie dzieci w szkole opowiadaly o pierwszym dniu adwentu, malina powiedziala tylko, ze jej kalendarz bedzie gotowy dopiero za tydzien jak mama wroci a ona i tak wie ile dni do bozego narodzenia.
tydzien pozniej ustroilam wieniec adwentowy i zawiesilam piekny kalendarz. do woreczkow wlozylam rozne malenstwa, ktore wyszukalam z klientka w berlinie w roznych sklepikach - mialysmy niezla zabawe. malina otworzyla tydzien temu od razu 6 woreczkow a teraz co rano obcina z galezi kolejny mini prezencik i odlicza dni do wigilii.
dzis znalazla w woreczku 12 drugi malenki woreczek a w nim ciupenkie indianskie laleczki - troski. trzeba tym laleczkom wieczorem opowiedziec swoje smutki, troski, problemy i wlozyc je pod poduszke. nie wiecej niz szesc problemow na raz! rano problemy znikaja jakby ich nigdy przedtem nie bylo. tlumaczymy to malinie dokladnie. dziecko marszczy czolko:
- szesc problemow?... ale ja nie mam zadnych problemow...
i tak od 12 woreczkow malina po raz pierwszy nie bardzo ucieszyla sie z prezentu.

a my? ... jakis ten dzien byl piekny.


piątek, 10 grudnia 2010
mobbbbbbbing
ta kolezanka, pamietacie? wszystko co dzialo sie w jej firmie bylo obliczone na to, ze ona sie zalamie i odejdzie. ale ona nie moze sie tak zwyczajnie zalamac i odejsc, bo jest matka samotnie wychowujaca dziecko, sprawdzila u konkurencji, ze nikt jej nie zaplaci tyle forse co w tej firmie i... poszla do swojego szefa zeby jeszcze raz jej powiedzial o co chodzi z tym niezadowoleniem jej dzialu. szef dal jej do zrozumeinia, ze jej pracownicy sa niezadowoleni z jej szefowania. szef sie rozesmial, otworzyl jakas teczke i okazalo sie, ze spisali punkty... no cala liste, ktora wylicza jej wady, zaniedbania argumenty i dowody na niekompetecje. szef dodal, ze wszyscy czuja, ze jest zbyt emocjonalna i slaba zeby prowadzic taki duzy dzial i zeby oddala samowolnie to stanowisko swojemu mlodszemu koledze. (ktory te cala burze wywolal liczac na jej zalamanie nerwowe i rezygnacje). i tu sie wszyscy przeliczyli.
 - jestem zbyt slaba? moge byc mocna, zdecydowala, moge ten dzial trzymac za pysk jak prawdziwy szef skurwysyn i poprosze o negocjatora i psychologa zeby mi pomogl rozwiazac napiecia w tej grupie, scalic team, zbudowac hierarchie, w ktorej kazdy zna swoje miejsce.
dostala! a psycholog po kilku zajeciach oznajmil, ze juz dawno nie mial do czynienia z tak silna osobowoscia.
osobowoscia? mysle, ze to sila matki i lwicy.
podziwiam ja i ciesze jej droga do sukcesu. to ciekawa lekcja zycia.
wykonczona matka

napadl mnie jakis wirus chyba, bo kicham i prycham i glowa mi peka. malina odrabia prace domowa, ale wstaje, idzie do kuchni, przynosi mi szklanke z woda. kiwajac glowka, ze stroskana mina powiada glosem wielce stanowczym:
 - napij sie troche, przestan na dzis pracowac i poloz sie do lozeczka. przeciez widac jaka jestes skonczona.



malinowa sobota.
zrobilysmy plany na jutro. taty nie ma. polskiej szkoly nie ma. nie trzeba mnie odbierac skoro swit z lotniska (latam zawsze pierwszym samolotem z rana), bo spie we wlasnym lozku, nie musimy nic kupowac, nie musimy sprzatac, nie musimy odrabiac zadnych testow. bedziemy spaly do oporu. potem  szlafrokach idziemy na dol. malina gotuje kakao a ja rozpalam w kominku. w pizamach siedzimy, czytamy, gramy w pchelki, pijemy kakao i jemy adwentowe ciasto.
jak sobie o tym mysle to juz sie tak ciesze, ze w ogole nie moge pracowac.



czwartek, 09 grudnia 2010
malinowe problemy.

juz od dawna wiem, ze kapiele oczyszczaja malinowe chude cialko ale tez malinowa dusze. przy wycieraniu i suszeniu wloskow nachodzi maline chec zwierzen. na kafelki lazienkowe co i raz spada malinie z hukiem kamien z serca. takoz i wczoraj:
 - mamusiu, powiem ci cos. sama prawde.
 - dobrze.
 - i poniewaz powiem ci prawde, to nie bedziesz sie gniewala?
 - no jesli to jest cos strasznego to pewnie bede. ale to i tak lepiej jak sama powiesz niz jak sie pozniej dowiem, bo wtedy to juz afera.
 - wczoraj razem z charlin napisalysmy list do janine, ze jest gruba. to znaczy ja tego nie chcialam napisac, ale charlin mi kazala.
 - jak chalin kaze ci biegac nago po sniegu to tez bedziesz biegala?
 - nie.
 - to czemu to zrobilas?
 - nie wiem.
 - a charlin czemu?
 - bo ona tak uwaza. uwaza, ze janine jest gruba i w sumie ma racje. janine jest gruba.
 - ale w ten sposob bardzo ja zranilyscie.
zrobilam przemowienie umoralniajace o ranieniu slowami. dowiedzialam sie tez ze nauczycielka za kare kazala im napisac drugi przepraszajacy list a malina dodatkowo przeprosila janine i znow sa przyjaciolkami.
 - i teraz jestes na mnie zla?
 - troche jestem rozczarowana, ze tak poprostu dla zabawy potrafisz kogos obrazic. myslalam, ze juz rozumiesz takie sprawy.
malina sie bardzo zasmucila. milczy, milczy. milczy. i nagle:
 - a z nikolasem juz sie nie bede przyjaznila!!!
 - a czemu?
 - bo mnie wczoraj popchnal i powiedzial, ze jestem pedalem!!!
spielam cale swoje cialo, zeby nie peknac ze smiechu, bo malina miala rozpacz w oczach.
 - a wiesz co to jest pedal?
 - nieeee... buuuuu...
 - to na drugi raz zapytaj czy on wie co mowi!
 - zapytam.

ile to trzeba nazbierac kuksancow w dziecinstwie zanim sie zrozumie jak ten swiat dziala.



czwartek, 02 grudnia 2010
co to byl za blog?
wchodzilam nan przez link ktoregos z waszych blogow i sobie podczytywalam. takie fajne wpisy, ktorych autorka pisala o sobie w trzeciej osbie i nazywala siebie mamma.
za ni nie moge sobie przypomniec co to za blog... czy ktos wie?
Archiwum