wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
niedziela, 24 grudnia 2017
swieta, swieta...

 

zwykle na swieta u nas kupujemy bardzo specjalne specjaly a moja mama siedzi przy stole z nosem na kwinte i daje do zrozumienia, ze je tylko przez uprzejmosc. raz nawet przyjechala na swieta a wyjechala przed swietami.

w tym roku postanowilismy uniknac konfliktu i zeby i wilk syty i owca cala... poszukalismy jakiegos sensownego rozwiazania.

dla jasnosci sytuacji musze krotko wspomniec, ze mama niemal bezposrednio po wyladowaniu na monachijskim lotnisku zaczela negocjowac zupe na swieta. przywiozla bowiem suszone grzyby. nie wiem czy tu pisalam, ale dwa miesiace temu moja mama zatrula sie grzybami i na sygnale wyladowala w szpitalu i gdyby nie zwarte sily mojej przyjaciolki z warszawy (glebokie uklony z uderzeniem czolem o posadzke dla kropki!) i sasiadki, to cala historia mogla miec tragiczny final! zrazilo mnie to do grzybow na cale zycie, wiec mowie, ze nie chce zebysmy gotowaly zupe grzybowa. no i niepotrzebne te grzyby, bo przeciez sprawe przedyskutowalysmy juz w kilku rozmowach telefonicznych. na to moja mama, ze w takim razie bedzie barszcz. a na to ja, ze i maz i malina palaja dla mnie zupelnie niezrozumiala zarliwa niechecia do burakow we wszelkiej formie i nienawidza barszczu.

siedzimy wiec przy wspolnej kolacji, delektujemy sie pasztetem z bazanta.

 -  malina, a ty wiesz jak wyglada bazant?

 - wiem!

 - jak?

 - no normalnie. ma dwa rogi.

kurtyna, jak mawia habal.

no wiec przy pasztecie i niezlym winie wyluszczamy mojej mamie tegoroczna koncepcje, ktora jest jakby wyjsciem jej na przeciw - zeby nie musiala meczyc sie z naszym niemieckim, wigilijnym wyborem potraw:

 - w tym roku kazdy ma swoja wymarzona potrawe i to bedzie taka nasza mieszanka rodzinna.

jako pierwsza ma sie wypowiedziec moja mama. bez zastanowienia pada:

 - barszcz.

ludzie, czujecie ten klimat? akurat dzien wczesniej opowiadalaam, ze malina i maz nie lubia burakow, buraczkow i barszczu. a tu prosze moja corka i moj maz chorem:

 - o! swietnie!

to jest moj team, moja rodzina, ktore mnie w biedzie nie opuszcza. w ogole nie ma tematu! super! barszcz. nie bedzie afery jedzeniowej. nawet moje 15-letnie dziecko jest dorosle. malo nie peklam z dumy.

 

poniewaz u nas gwiazdkowym kucharzem jest tatus a ja raczej specjalistka od spektakularnych przypalen, malina postanowila uszyc tatusiowi fartuch. taki jak nosza gwiazdkowi kucharze, ale z jeansu. kupilysmy blekitny jeans i ciemnozielona popeline na wykonczenie i kieszenie. fartuch bedzie prawie do ziemi i bedzie mial dodatkowa waska kieszen na drewniana chochle. zaraz przy pierwszym szwie malinowa dziecieca maszyna do szycia wyzionela ducha. z poddasza przytachalam wiec mojego babcinego lucznika, zamknelysmy sie w malinowym pokoju, muzyka na caly regulator, zelazko z para i do dziela. mysle, ze to bedzie najfajniejszy prezent pod tegoroczna choinka. a co sieubawilmy to nasze, bo wszystko malina szyla na lozku i na przyklad fastrygujac kieszenie fartucha...przyczala fartuch do przescieradla. o jezu jak sie smialysmy.

wszyscy padli juz do lozek a ja tu sobie siedze, pisze, chrupie czekolade i popijam czerwonym winem. jutro mozna spac ile sie chce. usmiecham sie pod nosem na mysl jak dzis, kiedy w przerwie zakupowej zaprosilam wszystkich na kawe i drinka w hype type, bo wlasnie otworzyli filiale w monachium. nie maja takiej kultowej lokalizacji jak w berlinie, ale kawa tak samo genialna. znajadujemy sie w oberpolinger - odpowiedniku berlinskiego kadewe. pijemy kawe i prosecco a obok mnie siada zmeczony facet w wieku mniej wiecej mojego meza i konspiracyjnie wyznaje:

 - szybka kawka. zaraz znajdzie mnie tu zona i to cale szalenstwo potoczy sie dalej...

kiwam glowa ze zrozumieniem:

 - prosze sie nie martwic. moj maz, o! ten tam - wskazuje za meza oddalonego o trzy stolki za malina i moja mama - mowi, ze trzeba jeszcze tylko 4 razy spac i... po swietach!

pan sie smieje, wstaje, idzie do mojego meza i panowie symbolicznei stukaja sie kawa jakby wznosili toast:

 - jeszcze 4 razy...!!!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

piątek, 22 grudnia 2017
wesolych swiat!

zycze wam cudownych swiat i zeby czas przez te kilka dni troche spuscil z tonu.

 

powolnego tik-tak kochane!

 

 

Archiwum