wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
poniedziałek, 30 marca 2009
remont generalny.
natchniona rada psycholga zaprzyjaznionej blogowiczki a., zeby zadbac i o dusze i o cialo, zarezerwowalam turnus jogi w gorach.
cialo, dusza i mozg.
potrzebuje generalnego remontu. z korzyscia dla dziecka, meza i kolegow w pracy.


piątek, 27 marca 2009
malinowe (nie)zasypianie.
od dwoch lat malina zasypia przepieknie. bajka po polsku od mamy albo po niemiecku od taty, calusy, przytulanki, masaz stopek i dziecko zadowolone z zycia spi. no ale pczywiscie sa wieczory, kiedy malina za nic nie moze zasnac i wymysla tysiac powodow, dla ktorych powinnam przyjsc, nie zloscic sie, tylko pozwolic jej wstac i pobiegac po ogrodzie. pierwszy raz jestem zawsze mila a od kilku miesiecy jestem nawet trzeci raz mila, bo pomyslalam sobie, ze to juz ostatnie lata. niedlugo malina zamknie drzwi, bedzie do poduszki czytac ksiazke i nie bedzie mozna jej przeszkadzac. wspinam sie wiec do niej po schodach, wysluchuje bardzo waznego powodu, dlaczego malina nie moze spac, smaruje kremikiem kolanko, ktore nagle nie wiedziec czemu boli, brzuszek w ktorym burczy tak glosno, ze biedne dziecko nie moze zmruzyc oka, przyklejam plasterek na bardzo chory palec i kradne 5 dodatkowych calusow.
kiedy malina nie moze zasnac, to u nas na dole niemal wyczuwalne jest to jej skupienie, ten intelektualny wysilek, te meki dantejskie, ktore nasze dziecko przechodzi, zeby zwabic jedno z nas na gore. i kiedy rozlega sie niesmiale: mamuuuuusiu!!! albo paaaaaapa!!! smiejemy sie i jedno z nas (wywolane wlasnie do tablicy) czlapie na gore na ratunek.
wczoraj malina przechodzila test na pluca i musiala wdychac lekarstwo, ktore pobudza bardziej niz podwojna kawa. malina postanowila wykorzystac to w walce o zasniecie na sofie na dole:
 - mamuuusiu!!! - slyszymy.
czlapie wiec. moje dziecko lezy zmartwione i jakby niezadowolone i niemal ma do mnie pretensje:
 - mamusiu... no ja sama nie wiem. moze ty mi powiesz czemu ja nie moge zasnac. staram sie i staram i nic. nic we mnie nie chce spac. kazda czesc, nozki, raczki no wszystko mam takie zywe. no juz sama nie wiem co robic... - sprytnie przerzuca problem na moje matczyne barki.
 - hmmm... no nie wiem. moze musisz pomyslec jaka bylas zmeczona przy obiedzie?
 - juz o wszystkim myslalam. i nic.
 - no to ja tez nie wiem. moze lez sobie spokojnie i sen przyjedzie sam?
 - tak. mysle, ze gdybym lezala spokojnie u was na dole to by sen bardzo szybko przyszedl. tak!
zabieram malinowa koldre. schodzimy po schodach. malina triumfalnie. peka z dumy i radosci, pod pacha sciska mysze mimi i stara sie wygladac na zatroskana.

a potem jestesmy swiadkami cudu, ktory znamy juz z kilku podobnych wieczorow. ukladam maline na sofie, opatulam koldra i kiwam palcem:
 - malina, jesli nie zasniesz w 10 minut, od razu wracasz na gore.
malina kiwa glowka. calus. w ciagu 5 minut oddycha powolnym, najpiekniejszym w swiecie rytmem spiacego dziecka. 10 minut pozniej maz odnosi ja, nic nie czujaca, do lozeczka. ja drepce z koldra i mysza. i juz.





czwartek, 26 marca 2009
wpis z dziennikow: zyciowa rola: mama
zainspirowana dzisiejszym wpisem stefane zapytalam meza co on na to zebysmy zrobili malinowy test na inteligencje.
- ale po co? - zdziwil sie maz.
- no zeby wiedziec.
- ale ja wiem.
zawstydzilam sie i przyszla mi na mysl jedna z przygod muminkow. muminkowi stalo sie cos takiego, ze co bylo okragle zrobilo mu sie cienkie a co bylo male stalo sie olbrzymie. stal sie potworem. wszystkich przekonywal, ze jest przeciez muminkiem, ale nikt mu nie wierzyl. byl zrozpaczony i samotny. tylko mamusia muminka WIEDZIALA, ze to jest muminek. i ta wiara i milosc go uratowaly. bo mama jest od tego zeby wiedziec.


wtorek, 24 marca 2009
macierzynstwo.
caly dzien siedzimy pod pierzyna w pizamach. malina jest ciezko chora i jedyny sposob na zatrzymanie jej w lozku jest siedzenie w lozku razem z nia. malujemy mandale i rozmawiamy o zyciu. o duchach. do maliny przychodza duchy w nocy.
 - malina, u nas w domu nie ma duchow, wiec pewnie cos ci sie sni.
 - nie sni. przychodza. ale nie takie wielkie i straszne, tylko takie malutkie. fajne sa.
 ciesze sie, ze do mnie nie przychodza, bo pewnie bym sie przestraszyla. malina zapewnia mnie, ze takich malych bym sie nie orzestraszyla. straszne potwory to co innego.
 - chcesz? namaluje ci strasznego potwora.
 - nie chce.
 - i tak ci namaluje, zebys wiedziala jak wyglada. straszny jest!!!
malina maluje czarnego potwora. zieje ogniem i nawet ma kule u nogi. dookola lataja jakies grzybki.
 - co to za grzybki?
 - to sa okropnie trujace grzyby!!! - straszy mnie malina - on nimi rzuca w ludzi!!!
 - o boze!!! to ja sie boje!!! - dramatycznei odgrywam strach. malina macha mi kartka przed nosem i jeszcze bardziej straszy. no to ja sie jeszcze bardziej boje. malina zmienia glos na straszny glos potwora. ja piszcze ze strachu. nagle dziecko opuszcza kartke i doprowadza mnie do porzadku jak jakis zdenerwowany rezyser, ktory przerywa nieudana scene:
 - ale przeciez ty nie mozesz sie bac. TY JESTES MAMA.




no wlasnie, no wlasnie. tak sobie zawsze wyobrazalam macierzynstwo dlatego nigdy nie chcialam byc mama.
i dlatego tez chetnie jestem mama, bo mi to dodaje sil.





rodzicielskie rownouprawnienie.
malina, kiedy nie ma taty budzi sie z tragicznym wyrazem twarzy i zaczyna dzien od dramatycznego: a gdzie jest tatus? nie maaaaaaaaaaaaa?!!!...
smucilam sie troche z tego powodu.
az kiedys maz opowiedzial mi, ze niby u nas rownouprawnienie ale jednak czuje sie, ze mama jest dla dziecka wazniejsza i ze kiedy mnie nie ma to malina budzi sie z tragicznym wyrazem twarzy i zaczyna dzien od dramatycznego: a gdzie jest mamusia? nie maaaaaaaaaaaaa?!!!...


niedziela, 22 marca 2009
chora malina.
od 10 dni leczymy maline na zapalenie pluc. bez wiekszego skutku. w piatek nastepne pobranie krwi zeby soprawdzic czy to mononukleose. w poniedzialek winiki. nie wiem co jest gorsze. boimy sie, martwimy, dbamy, staramy sie. normalnie wszytko traci sens.


środa, 18 marca 2009
z rozpedu.
malina tlumaczy mi wszystko co mowi babcia. na niemiecki. jak symultaniczny tlumacz. zapomniala, ze nie musi.
wtorek, 17 marca 2009
chyba juz sie nie dogadamy.
 - wszystko!!! wszystko co masz zawdzieczasz mnie!!!

tak. tak. i wszystko czego nie mam. tego tez nie mam dzieki tobie. - mysle, ale nie mowie. jestem dorosla. nie bede wdawala sie w pyskowki z wlasna matka jakbym byla nastolatka.


czwartek, 12 marca 2009
zabawki
zrobilam tu dlugi, emocjonalny wpis o winnenden. ale moze on nie powinien powstac, bo mi przepadl. wyskakuje ciagle jakis error. zrobilam go wiec u zuzi i tam tez sobie go niechcacy skasowalam. wiec go nie ma.

sedno jednak bylo w tym, ze od zawsze darze nieufnoscia ludzi niesmialych. nie lubie ludzi przesdnie skrytych, zamknietych w sobie. wole narzekajace mimozy, cholerykow, nieznosne gaduly. niech taka tajemnicza osoba skrywa jakies piekne sekrety, ktorymi nie chce sie dzielic ze swiatem. ale co jesli skrywa bol? jesli skrywa upokorzenie? jesli niesmialosc od dziecka odgradza ja od swiata. latami panuje nad emocjami az w koncu nie daje sobie sobie rady i wybucha.
az jako nastolatek dostaje zabawke, ktora rozbiudza w nim emocje i wola reklamowym sloganem: finish the fight. jump in. w tym roku a cannes grand prix wygral spot: http://www.youtube.com/watch?v=cGt3hcSgXHQ&feature=related. muzeum wirtualnych wojen. believe. live.



nigdy nie ogladam dziennika, wystarcza mi wiadomosci radiowe. telewizja - a teraz i internet - karmia sie ludzkim ciekawstwem, checia pomacania masakry, zobaczenia ostatnich drgawek, oderwanego bomba ramienia. duza ogladalnosc, drogie reklamy. towar naprawde bombowy, bo w gre wchodza duze pieniadze a publika siedzi przed ekranem jak zaczarowana. wiadomosci bez krwi sa nudne jak program oswiatowy przez 12 w poludnie. ale dzis obejrzalam ten filmik nakrecony komorka z ostatnich minut. i smierc tego chlopaka. i wbrew moim uczuciom i pogladom pomyslalm, ze dobrze, ze ten film krazy po internecie. niech zobacza go wszyscy bohaterowie sekretnie planowanych tragedii. nie ma zadnego slow motion, krew nie rozpryskuje sie malowniczo po betonie, nie ma lapiacego za serce padania na kolana i malowniczego konania. jest szybka, glupia smierc. ani troche spektakularna. jakby przez ekran przewialo jakas torbe foliowa. moze ten film pomoze sie ocknac?


poniedziałek, 09 marca 2009
malinowa anatomia.
gdybym zawsze chciala spojrzec na maline, kiedy mowi:
 - mamusiu! popatrz!
to nie moglabym nic robic. malina bez przerwy cos demonstruje i prezentuje a buzia jej przy tym nie zamyka. przygotowuje kolacje a malina opowiada przedszkolne nowinki, zabawy. nie zawsze jestem ciekawa szczegolow, bo czesto sa to historie mrozace krew w zylach i gdybym sie w nie wczuwala nie poslalabym maliny juz nigdy do przedszkola. tak jak dzis:
 - lukas wzial taki kamien, ze nie mogl go prawie uniesc. i rzucil w paula. prawie mu zlamal ten scheibenklopfer.
 - scheibenklopfer? a co to jest? - dziwie sie, myslac, ze mowa o jakiejs zabawce a spojrzec nie moge, bo wlasnie odlewam makaron.
 - no scheibenklopfer. co sie nim stuka w szybe.
 - ale po co sie stuka w szybe?
 - no jak sie chce zapukac w okno. - malina tlumaczy cierpliwie.
 - i lukas to zlamal?
 - tak... no nie. p r a w i e zlamal. pani przykleila mu plasterek.
 - gdzie mu przykleila plasterek? - dopytuje sie.
 - na ten scheibenklopfer! - malinowa cierpliwosc tez ma swoje granice.
 - malina. co to jest scheibenklopfer?! - odwracam sie do dziecka.
 - no do stukania w s z y b e! inaczej to nazywa sie tez kolano palcowe. - malina prezentuje zgiecie palca - o tu!!!





czwartek, 05 marca 2009
juz padalam na nos ze zmeczenia, ale taki mnie szlag trafil, ze przestalam byc spiaca.
juz po raz drugi odkad jestem w tej firmie zdarza sie taka historia. trudny projekt, trudna agencja, kryzys, za maly budzet, stresujacy klient. zmeczony, wkurzony producent, ktory traci nerwy i puszcza pare wentylem mailowym. wyzywa sie na przyglupiej agencji (jedna z najkreatywniejszych w niemczech, super wazny klient) i wysyla mail do obu szefow, do mnie i... do agencji. czytam ten mail juz po raz 10-ty i za kazdym razem mam wrazenie jakby ktos mnie kopnal w brzuch. dziekuje bogu, ze w mailu pominal na szczescie fakt, ze kontakt z agencji jest pedalem i co on na ten temat mysli, bo mogloby sie skonczyc w sadzie. a tak. tracimy pewnie waznego klienta. producent wlasnie zauwazyl blad. wyslal mi wiadomosc skypem: no to jutro trace prace. dobranoc.
nie wiem co mu powiedziec. sto razy blagalam na poniedzialkowych spotkaniach: ludzie, jak was agencja wkurza to idzcie na tajski masaz, pokrzyczcie w kiblu albo wyzalcie sie przy papierosie na balkonie. mamy najwiekszy dachowy balkon w monachium. ale nigdy. NIGDY pisemnie. nigdy.



cos sie jej pokrecilo.
malina pokazuje mi - stosunkowo nowe - rekawiczki. niestety dziurawe. dziecko oburzone:
 - no popatrz. takie nowe rekawiczki! ile ja je nosze? dopiero dwa miesiace czy dwanascie lat czy juz sama nie wiem jak czesto a one juz maja dziury!


jak to z tymi uszami bylo.
mecze sie: zostawic to tak? czy nie zostawic? nie umiem zostawic. zawsze wierce dziure w brzuchu. rano jedziemy do przedszkola:
 - malina, czy ktos cie kiedys pociagnal za ucho? - pytam, bo moze panie w przedszkolu maja jakies nowoczesne metody wychowania?
 - nie.
 - to czemu wczoraj myslalas, ze moglabym to zrobic?
 - bo tak jest w ksiazeczce. niektore mamy nie klepia w pupe tylko ciagna za uszy.
 - ale ja ja cie nie klepie i nie ciagne. przeciez wiesz. dlaczego myslisz, ze moglabym to zrobic?
 - pomyslalam, ze moze tez znasz te ksiazeczke i przeczytalas moze, ze tak sie robi.
 - tak sie nie robi. nikogo nie wolno ciagnac za uszy. to jest wstretne.
 - ok.


wieczorem:
 - malina, ktora to ksiazeczka, gdzie mamusia ciagnie dziecko za ucho?
 - nie pamietam.




środa, 04 marca 2009
nie rozumiem.
zezloscilam sie dzis na maline jak nie wiem co. stoje w kuchni i pokazuje jej palcem drzwi:
 - wyjdz stad i przemysl to! jak przemyslisz to porozmawiamy!
a malina wpada w histerie, ryczy wnieboglosy, lapie sie za uszy i placze:
 - ale nie ciagnij mnie znowu za uszy!!!!

nigdy w zyciu nie pociagnelam jej za uszy. nomalnie zatkalo mnie.
wstretny dzien
nic nie wychodzi. branza zachowuje sie jak kobieta trzy dni przed okresem. wie, ze wolno, ze naukowo wytlumaczalne, wiec wywala z siebie cala zolc. kryzys jest usprawiedliwieniem na wszystko.
jeden z naszych producentow wywiesil sobie haslo kolo biurka: "kocham moich klientow. oni splacaja moj kredyt mieszkaniowy" i gapi sie w to haslo w trakcie nieprzyjemnych rozmow telefonicznych.


poniedziałek, 02 marca 2009
malinowe glücksmomente.
malina przysluchuje sie mojej rozmowie telefonicznej. rozmawiam z rezyserem o nowym projekcie:
 - ... no wiesz, takie mgnienia radosci, sekundy szczescia, uchwycone migawki, obrazki, scenki...
koncze rozmowe. malina ciekawie:
 - co to sa mgnienia radosci?
 - no takie momenty w ktorych czujesz, ze jestes szczesliwa. wiesz o co chodzi? masz takie momenty, ze czujes sie bardzo szczesliwa?
malina zastanawia sie chwilke:
 - tak. jak jestem z toba.


o boze, chyba gdzies w tajemnicy malina studiuje poradnik domowy pt. "jak wzruszyc mamusie do lez. 10 najprostszych sposobow."



Archiwum