wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
czwartek, 26 marca 2015
zawsze.

 

kiedy jeszcze mieszkalismy w chatce, naszym sasiadem byl emerytowany pilot lufthansy i jego mlodsza zona byla stewardesa. co sobote przyjmowali gosci, on wyciagal gitare i cudownie spiewal po angielsku a zona niezmiennie go podziwiala i podawala gosciom wino i piwo. co i raz gadalismy sobie o moim strachu przed lataniem. klepal mnie swoja olbrzymia dlonia po plecach:

 - zawsze jak wsiadasz do samolotu pomysl, ze prowadzi go ktos, kto chce was wszytkich bezpiecznie dowiezc do domu. sam chce bezpiecznei wrocic do domu. to jest jego jedyny cel.

bardzo czesto patrze przez szybke do kokpitu zeby zobaczyc kto leci, czasem co-pilot osobiscie pozdrawia wsiadajacych. zawsze przypominam sobie slowa mojego sasiada. dzis te slowa stracily swoja moc.

 

poniedziałek, 23 marca 2015
jestem gotowa.

 

odkad mieszkam w niemczech, wiem, ze sandalki trzeba kupowac dziecku na boze narodzenie a zimowa kurtke w lipcu - wtedy ma sie wszystkiego do wyboru i do koloru. w tamtym roku - jestem jednak naiwna - pojechalam do ulubionego ogrodniczego sklepu w... czwartek przed wielkim piatkiem zeby kupic jakies bazie, bratki, stokrotki i wiszace jajeczka. nic. nie bylo nic. i tak dobrze, ze nikt nie proponowal kupienia zlotego lancucha na choinke. w tym roku zagralam na nosie wszystkim niemieckim (ale podobno w polsce tez teraz tak jest) hausfrauen i tydzien temu przywiozlam do domu dwie wierzby placzace obsypane kotkami, tacke bladolylowych bratkow i tacke ciemnofioletowych bratkow. ha!

niedziela, 08 marca 2015
malinowa zmiana planow.

 

od zawsze malina chciala mieszkac z nami. mielismy rozbudowac dach. mieszkalaby z mezem na gorze, my na dole i przychodziliby do nas na sniadanie. jeszcze przed zamazpojsciem poszlaby na studia. jakikolwiek to by byl kierunek, musi byc monachium, bo oczywiscie mieszkalaby z nami.

opowiadalam jej, ze bedziemy ja zawozic na wyklady, w czasie wykladow bedziemy z tatusiem spacerowac po ogrodzie angielskim, zjemy lunch gdzies w centrum a potem odbierzemy ja z uniwersytetu i razem wrocimy do domu.

dzis malina oznajmila, ze chcialaby studiowac w hamburgu. o kurcze, no!!! tak nie z tego ni z owego?!

i co teraz?

 

 

środa, 04 marca 2015
malinowa pluszowa szkola

 

znajoma mama robi ze mna wywiad. nastepne pokolenie konczy nasza wiejska szkolke jak z elementarza. jej corka tez! malina trzyma kciuki zeby wybraly malinowa szkole, bo dziewczyny sie lubia mimo roznicy wieku. niestety nasza szkola klasztorna wydaje sie rzeczonej mamie "pluszowa, staromodna" - nie to co alternatywa, do ktorej ida prawie wszystkie dzieci z naszej wsi. obok tego gimnazjum rozciaga sie olbrzymi koncern farmaceutyczno-kosmetyczny i ksztalci sobie przyszla kadre. szkola ma tzw. biale tablice, mini obserwatorium astronomiczne i wypasione laboratorium chemiczne. rodzice ogladaja te szkole i mdleja z wrazenia. jezu, jaka nowoczesna, no super. biale tablice tak przeslaniaja im ogolna impresje, ze nie zauwazaja, ze szkola... nie ma wlasnej sali gimnastycznej. dzieci musza isc przez kilka ulic na zajecia z wf-u i przez to traca czas na sport.

ciagle wydaje mi sie, ze w 21 wieku rodzice nie daja sobie mydlic oczu sala komputerowa i bialymi tablicami. ale myle sie. jak zwykle zreszta.

 

 

 

 

wtorek, 03 marca 2015
malinowe zwinne 10 palcow.

 

wlasnie dostalam mail-okolnik od jednej z mam, ze chce zebrac kilkoro dzieci na zajecia z szybkiego pisania na klawiaturze przy pomocy 10 palcow. jej dzieci nie maja cierpliwosci na programm Tipp 10 i taki kurs (5 sobot) bardzo by im sie przydal. jak zawsze wyslalam mail dalej do tatusia malinowego, zeby uslyszec "druga opinie". tatus odpisal, ze szkoda sobot. tez tak mysle. 

 

 

 

 

 

poniedziałek, 02 marca 2015
malinowe trampki.

 

w czasie kiedy slizgalysmy sie po zasniezonych gorach na nartach, malinowy tatus latal po swiecie: indie, meksyk, usa. z indii przywiozl prawdziwe kopciuszkowe pantofle z mieciutkiej skorki wyszywane kolorowymi kamykami. mozna je nosic jako domowe kapcie wiec jest super.

niestety w usa kolega zabral go na conversy. jeszcze ostatniego lata udalo mi sie maline przekonac, ze trampki geoxsa cool. (o przewiewnej, wyprofilowanej wkladce ze skorki nawet nie wspominalam, bo co to za argument taka wkladka, ktrorej i tak nie widac?)

niestety w tym roku ten numer nie przejdzie.

malinie marzy sie conversowa gwiazdka na trampkach i trampki przylecialy. o takie:

i stoja nie tylko kolo jej lozka ale mnie koscia w gardle tez! przez tydzien malina co rano tlumaczyla tacie (jeju, dobrze, ze mnie nie bylo!), ze to juz czas, na dworze goraco, wiosna a nawet prawie lato. wczoraj wpadlam na genialny pomysl! postanowilysmy, ze do 15 marca nie rozmawiamy o trampkach. atmosfera od razu nam sie w domu poprawila. mam nadzieje, ze 15 marca bedzie cieply, wiosenny a nasze zycie rodzinne nie runie w gruzach.

 

przez chwile pomyslalam nawet, ze moze to moja wina? ze malina szaleje, bo latami nie pozwalalam na te buty? na pomoc przyszla mi mama malinowej kolezanki, ktora od lat nosi conversy i twierdzi, ze co wiosne ma taki sam problem, bo corka juz w styczniu jest gotowa na trampki.

dodam, ze ta nasza dzisiejsza "wiosna" wyglada tak:





sfotografowane w samo poludnie! platki sniegu maj wielkosc pileczek ping-pongowych i jest ciemno.

 

 

Archiwum