wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
piątek, 31 marca 2017
malina mlodziezowa.

 

z lylowo-malinowego pokoiku, zrobil sie stylowy czarno-bialy, mlodziezowy pokoj. malina szaleje ze szczescia. musze jednak przyznac - choc sama uznaje glownie biale meble - ze pieknie wyszlo. jeszcze nie wszytko skonczone. drzwi do szafy stoja wciaz obok szafy a lozko nieposlane, bo sie najpierw wietrzy, ale juz widac, ze jest fajnie. malina wieksza, meble wieksze i juz nie bedzie mogla jezdzic po pokoju na hulajnodze, ale cos za cos, prawda?

 

wtorek, 28 marca 2017
wiosna.

 

jak co roku na wiosne moje kontakty socjalno-sasiedzkie osiagnely wyrazny szczyt na wykresie intensywnosci w skali roku: od piatku do niedzieli strzyglam nasz plot. kto przechodzil, ten mial cos do powiedzenia, jakies pytanie, jakas dobra rade:

 - aaaa!!! wiosenne porzadki!

 - taki bukowy zywoplot to jest praktyczny, zeby nie wiem jak sie rozrosl mozna sciac radykalnie jak sie chce i wszystko odrosnie.

 - czemu wy nie zamienicie tych bukow na tuje albo eibe? wtedy mniej pracy, bo powoli rosnie...

 - bukowe ploty to sa jednak najladniejsze! jak u nas tez. buk moze osiagnac wiek 300 lat!

 - nie moza tak radykalnie scinac, bo bedziecie miec lyso cale lato. nie odrosnie do nastepnego roku!

 - o! jak to kobieta sama potrafi!

 - no nareszcie, bo juz tu nie moznabylo przejechac tak sie ten wasz plot rozrosl!

 - szkoda troche tak scinac wszystko, bylo u was jak w lesie...

 - ile to pracy, co? postawilby czlowiek murek i bylby spokoj.

 - ...

 - ...

 

w tym roku postanowilam zrobic w ogrodzie tylko to co konieczne. nie mam weny, mam ochote siedziec na lawce i czytac ksiazke.

 

 

 

piątek, 24 marca 2017
idzie nowe.

 

mieszkaja dwie ulice dalej. duzy dom, piekny ogrod, dzieci w dobrych szkolach - wszystko takie dopiete na ostatni guziczek. nie jak u nas: niedokonczone schody czy mech w trawniku. w naszej wiosce mieszkaja tez ich rodzice. no wszystko takie ustabilizowane, ulozone i bardzo fajne. syn, rok starszy od maliny, zdobywa miedzynarodowe nagrody zeglarskie, ma waznych sponsorow, interesuje go glownie woda i zagiel, ale jakos daje sobie rade w szkole.

i nagle ni z gruszki ni z pietruszki napisali wlasnie mail, ze lada moment... sie przeprowadzaja nad morze, na drugi koniec kraju. syn idzie do szkoly sportowej, corka do nowej szkoly, tata znalazl nowa super prace a mama nadal bedzie zajmowala sie domem i ogrodem.

i tak mnie to jakos... podbudowalo, zmotywowalo i wprawilo w swietny humor. przeslalam ten mail mezowi. zaraz potem slysze jak biegnie po schodach:

 - baaaaaahhhhh! echt cool!!!! - wola rozesmiany maz.

tak. tyle razy stawialismy wszystko na glowie. taka mysl: przewrocic wszystko do gory nogami jest dla nas jak swiezy wiatr.

na razie tylko male zmiany. jutro malujemy malinowy pokoj. w poniedzialek przyjedza nowe lozko (czarne!) a za tydzien nowa wielka szafa (czarna!). koniec z lylowymi scianami, blekintnym dywanem, bialymi mebelkami i wiejska szafa. nowa era.

 

czwartek, 23 marca 2017
lunch.

 

dzis moj maz tez mial home office. w poludnie polecial nad jezioro i przyniosl swiezo uwedzone jeszcze troche cieple saibling (takie szlachetniejsze pstragi czy malutkie lososie?). zjedlismy je na tarasie, w sloncu, w okularach. na deser kawa. i do pracy. oboje mamy akurat duzo pracy i duzo stresu. taka godzina wyrwana, wyszarpana, wygryziona ze zwariownego dnia jest niezbedna do zycia. do przezycia.

 

czwartek, 16 marca 2017
malina czytelnik.

 

jak malina byla mala, nie moglam sie doczekac kiedy nauczy sie jezdzic na nartach. potem czekalam kiedy zacznei czytac i jakos nie robilam sobie wiekszych nadziei, bo poczatki byly trudne. czytanie nie interesowalo maliny wcale, wolala zebysmy my jej czytali i do szkoly poszla jako analfabetka. jakos pod koniec drugiej klasy cos jej przeskoczylo w glowie i zrozumiala, ze kto umie czytac ten ma przewage i malina stala sie zapalona czytelniczka. idac z duchem czasu oddalam dziecku moje kindle, bo jakos sie z czytnikiem nie polubilismy. ale i malina sie jakos nie polubila i uzywa go tylko latem jesli czyta na lawce i zaczyna sie sciemniac. a teraz nadeszly te czasy, o ktorych myslalam przeprowdzajac nasz wielki regal i kartony pelne ksiazek. oto malina odkryla ten regal, ktory przeciez towarzyszy jej od urordzin. najpierw odkryla, ze mamy trzech muszkieterow. i zaczela buszowac. w weekend znalazla "bridget jones's diary":

 - o! moge to poczytac?

 - no pewnie! - odpowiedzialam nie namyslajac sie dlugo czy ksiazka, ktora zaczyna sie od zdania: "i will not: drink more than fourteen alkohol units a week." jest odpowiednia lektura dla 14-latki.

przez chwile potrzymalam ksiazke w dloniach. co ona taka pozolkla, przeciez niedawno ja kupilam. niedawno. copyright 1996. o kurcze..

 

 

wtorek, 14 marca 2017
co zdobi dzis czlowieka? nie szata. nie.

 

fryzury sa zawsze znakiem czasu, choc aktualnie w malinowym pokoleniu bardzo wazne sa buty. w czasie ferii zauwazylam, ze to prawda, nastolatki najpierw patrza na... buty! wlasciwa marka moze ci wiele o czlowieku powiedziec. zmartwiona dziele sie tym spostrzezeniem ze znajoma mama, ze moze to takie rozpieszczone dzieci w prywatnej szkole, ale u niej to samo, choc szkola normalna, panstwowa: kult buta:

 

 

pasuje jak ulal.

malina opowiadala ostatnio jakies tam klasowe ploteczki i pyta:

 - a wiesz co zrobic zeby chlopak w klasie wpadl w panike?

- no?

 - zapytac z troska co sie stalo z jego wlosami. natyczmiast biegnie do lazienki!

 

 

 

 

wtorek, 07 marca 2017
o jak ten miesiac zlecial...

 

moje ulubione ferie za nami. codziennie od switu do zmierzchu na nartach, wieczorem sauna i wylegiwanie sie na pachnacym skoszona trawa sienniku, swietna bio-kuchnia, cudowne widoki. intensywne 10 dni z malina. zredukowany do sniegu i nieba swiat, kolejna ksiazka elisabeth strout, zycie z malina bez pospiechu a takze bez komorki. nie do wiary, ale bylysmy chyba jedyne "bezkomorkowe" przy kolacji. nie mam niestety zdjec cudownych bio-potraw pieknie serwowanych co wieczor za to mam zdjecia gor, maliny narciarskiej i gorskich posilkow w chatach: kielbacha, zeberka, kakao z bita smietana, kaiserschmarrn. 

dwa dni w szkole i zaraz malina jedzie na oboz muzyczny jako czlonkini szkolnego big bandu. potem trzy tygodnei szkoly i ferie wielkanocne i zeglowanie we wloszech. na polrocznym swiadectwie pojawila sie niestety pierwsza trojka. co ja jednak moge powiedziec, skoro wciaz powtarzam, ze stopnie nie sa najwazniejsze i malina sama sie zmartwila ze nie wiem. z... biologii. neimiecka trojka nie jest zlym stopniem, ale tez nie jest sliczna jedyneczka, nie ma sie co oszukiwac.

w pracy zawirowania, ktore jak zawsze prowokuja mnie do rozmyslan co by bylo gdyby... a potem i tak kreci sie dalej. z rozpedu.

 

 

 

 

 

Archiwum