wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
czwartek, 26 kwietnia 2012
malinowa pozytywka


nad malinowa kolyska wisialy misie na karuzeli, jak naciagnac pozytywke, to sie powolutku krecily i graly melodyjke. dwuletnia malina rozprawila sie z pozytywka (za ktora nigdy nei przepadalam, ale byla prezentem do tesciowej, wiec co mialam zrobic?) tak ze czesc grajaca gdzieszniknela wsrod klockow, a misie na karuzeli zamienily sie w kapelusz. i dzis... po 7 latach znalazla sie grajaca czesc. biala, plastikowa, z haczykiem. malina skoczyla jakby znalazla upragniony skarb. naciagnela pozytywke i ... poryczala sie jak bobr. z oczu poplynely jej lzy jak strumyczki. serce mi peklo i zupelnie nie wiem co ze soba zrobic.


środa, 25 kwietnia 2012
panika

ilosc kartonow sie zwieksza a ilosc rzeczy w domu nie zmniejsza.
zaczynam panikowac, ze nie zdazymy.


wtorek, 24 kwietnia 2012
w czepku...


rozmawiamy o moich ulubionych rzeczach z dzidziusiowego czasu, kiedy maline nazywalam szafirkiem, bo oczki miala niemal granatowe. kolderka z jednej strony granatowa z drugiej w blekitne misie i druga w... maciupkie czerwone ciezarowki. nie umialabym sie z nimi rozstac. jeszcze w ciazy przeczytalam, ze dzieci po urodzeniu laduja w spioszkach a nie jak kiedys w becikach a szkoda, bo uwielbiaja czuc swoje nozki. i kiedy zobaczylam taka maciupka koszulke nocna niemowlecia (baaardzo dluga) to zaraz kupilam. jak sie maline trzymalo na rekach to wygladala jak duszek, do spania dol sie zawijalo i juz. tej koszulki nie oddalabym nikomu za nic. i tak opowiadam, ze nad glowka miala zawsze waleczek, bo przeczytalam, ze dzieci, ktore przeciez spedzily 9 miesiecy glownie na glowie lubia czuc leciutki nacisk na glowke i rzeczywiscie malina spala spokojnie jak suselek (czy to byla zasluga waleczka, tego nie dowiemy sie juz nigdy). tu wtraca sie malina:
 - tak! tak! ja wiem, ze dzieci lubia miec cos na glowce. pamietasz jak o tym czytalysmy? o tym ze mowi sie, ze niektore dzieci sa w czepku  n a r o d o w y m?!



litania

matko boska od przeprowadzek
wspieraj mnie przy wyrzucaniu niepotrzebnych rzeczy
matko boska od przeprowadzek
daj mi sile wyrzucic co sie da
matko boska od przeprowadzek
wspomoz mnie przy zabieraniu tylko potrzebnych rzeczy
matko boska od przeprowadzek
daj mi moc zebym nie zastanawiala sie nad kazdym oblamanym uszkiem od filizanki
matko boska od przeprowadzek
pomoz mi skupic sie na pakowaniu zamiast na czytaniu artykulow w gazetach zebranych do pakowania kruchych rzeczy
matko boska od przeprowadzek
badz ze mna w tych trudnych chwilach kiedy recznik nieuzywany od 10 lat bedzie mnie wodzil na pokuszenie
matko boska od przeprowadzek
nie opuszczaj mnie w chwili slabosci kiedy moje serce slabnie na widok kiwajacego sie stolka
wszyscy swieci trzymajcie za mnie kciuki.
amen.




biale kwiatki
kolo laweczki przy kuchennych drzwiach rosl krzyczek jak sie tu sprowadzilismy. na wiosne zakwitl kilkoma bialymi kwiatkami, ktore pchnialy jak jasmin ale nie tak odurzajaco, delikatnie. w dwa lata tak go strzyglam, ze zamienil sie w male drzewko, ktore co wiosne stawalo siebialym pachnacym bukietem a latem parasolem slonecznym. jakos nie moglam sie dowiedziec co to jest, ale pewnej wizyty w polsce, patrze...a tu na gazetach pod kosciolem jakis staruszek sprzedaje za grosik galezie obsypane kwiatkami jak na moim drzewku.
 - o! co to jest? czy pan wie jak to sie nazywa?!
pan nawet na mnie nie spojrzal. pokrecil glowa z dezaprobata:
 - czeremcha, dziewczyno, czeremcha...
za te "dziewczyne" od razu przebaczylam mu ten ton i teraz wiem: czeremcha!
teraz po 10 latach czeremcha jest juz calkiem okazalym drzewem i nawet musialam o nie zawalczyc z siasiadem, ktory przyslal mi oficjalne pisemko, ze drzewo rosnie za blisko plotu i jest za wysokie. bawarskie prawo chroni jednak to drzewko, bo ono tak juz rosnie ponad 5 lat i nie musze go wycinac, bo sasiad sie spoznil z reklamacja... na szczescie!
no ale teraz sie wyprowadzamy. czeremcha musi zostac, bo choc znacznie mniejsza od lipy, to juz nie do przesadzenia. i wczoraj... niespodzianka. chodze po nowym ogrodku i badam czy juz w koncu widac co to za dwa olbrzymie drzewa rosna w dwoch roznych koncach. no! czeremchy. tyle ze jakies 10 razy wieksze! od razu poczulam sie u siebie.

poniedziałek, 23 kwietnia 2012
decyzje wazne jakby chodzilo o zbawienie swiata.


w sobote stalismy z dwie godziny przed jedna sciana. polozyc kafelki i miec swiety spokoj albo zostawic tapete nasladujaca material i miec stylowo ale niepraktycznie. raz tak, raz tak, raz malo sie nie poklocilismy a w koncu poszlismy na piwo nie mogac wyjsc ze zdumienia, ze czlowiek moze tyle energii powiecic scianie, fudze, framudze czy listewce. zycie toczy sie, slonce swieci a my przygladamy sie misce klozetowej i dyskutujemy czy nam sie podoba a w koncu wsiadamy w samochod i jedziemy na drugi koniec miasta przyjrzec sie... innemu kibelkowi. jakby chodzilo o cos wznioslejszego niz zwakle siki swietej weroniki.
jak remontowalismy dom krotko przed narodzinami maliny, nie mielismy forsy i wszystko bylo latwe. szlismy do sklepu, ogladalismy oferty specjalne, wybieralismy najtansza wanne, najtansze kafelki (sprzedawali resztke ktora akurat pasowala do naszej maciupkiej lazienki), kibelek byl ostatni i za pol darmo. wszystkie zakupy zalatwilismy wtedy w jedna sobote i koniec a teraz po 9 latach ludzie kupuja chatke i zachwycaja sie, ze taka stylowa lazienka. no urzadzanie mieszkania to nie dla mnie. nudzi mnie, meczy, zlosci. jedyna przyjemnosc to ogrod. postwilam kilka lylowych doniczek na tarasie i kamieni przywiezionych z wakacji i troche zrobilo sie "u nas". za tydzien trudna decyzja "lesna". mamy przepiekne drzewa, ale za duzo, cos trzeba wyciac. a kazdego krzaczka mi szkoda. dwa olbrzymi drzewa obsypaly sie bialym kwieciem i wydaja mi sie ze to czeresnia,a le moze tylko co ozdobnego?


piątek, 20 kwietnia 2012
niespodziewany relax.

podwiozlam maline do szkoly. podjechalam waska drozka nad jezioro popatrzec jakie piekne i... zasnelam. obudzil mnie przechodzien, ktory zmartwil sie, ze cos mi sie stalo. i dobrze, bo bym zaspala. 2 godziny snu. odpoczelam, jestem jak nowa.


czwartek, 19 kwietnia 2012
malinowe wrazenie

malina towarzyszyla dzis pani dyrektor w rozmowach z polska delegacja, w rozmowach z polskim burmistrzem a potem nawet tlumaczyla oficjalne powitanie polskich dzieci w obecnosci calej szkoly. obecna pani tlumacz nie miala nic do roboty i czasem podrzucala tylko jakies slowko. na koniec pani dyrektor poprosila o aplauz dla maliny. po uroczystosci wiele dzieci jej gratulowalo a w klasie kolega wyznal jej w oczy: jestes cool.

juz dzis dostala wyniki wczorajszej klasowki. zabraklo jej kilku punktow do jedynki, dostala dwojke, wiec promieniala i oczywiscie nie mam mowy o "paleniu" testu. ufff.

malina czesto slyszy jak zartobliwie odpowiadam na pytanie o moj zawod:
 - a co pani robi?
 - dobre wrazenie.

dzis po calej opowiesci o przygodach w szkole pyta:
 - mamusiu, mysle ze... ja tez robie dobre wrazenie.
i sie smieje.
malinowe poczucie humoru.


malinowa szkola

malina uwielbia nowa szkole. rozkwita. ja jakos czulam, ze tak bedzie, mezowi spadl kamien z serca, bo sam zmienial szkole kilka razy i wie czym to pachnie.
dzis malina jest "asystentka" pani dyrektor bo maja wizyte z polski i malina bedzie tlumaczem. wczoraj byla pierwsza klasowka z niemieckiego. opani powiedziala zeby malina napisala jak umie (program jest troszke inny niz w starej szkole) i jesli wypadnie zle to uroczyscie spalimy te klasowke i wytlumaczymy bledy. w klasie jest wiecej chlopcow niz dziewczyn i od innych rodzicow wiem, ze pani niesamowicie daje sobie z nimi rade, bo dzieci ja uwielbiaja.
kazdy dzien teraz jest niespodzianka. wszystko nowe, ciekawe a wieczorem oczy same zamykaja sie do snu.




poniedziałek, 16 kwietnia 2012
sanki w kwietniu


u nas w ogrodzie sanki stoja caly rok. malina uzywa ich jako stolka, lawki i oczywiscie jako sanek! po mokrej trawie, w kaloszach, mozna sankami tak samo dobrze sie nawzajem ciagnac jak po sniegu. cala niedziele malina szalala z sasiadkami, ktore zaraz po powrocie do domu poprosily tate, zeby sciagnal z pawlacza takze ich sanki...
zwariowana ulica.
środa, 11 kwietnia 2012
przed i po.

w ferie malina oglada wieczorem wiadomosci dla dzieci. o jaki interesujacy temat dla 9-latki. pokazuja ile trwa makijaz modelki przed sesja zdjeciowa. dlugo trwa. bardzo dlugo. potem cala seria zdjec: przed i po. malina totalnie rozczarowana:
 - jakie one wszystkie brzydkie sa! nie tak jak ty! ty jestes piekna przed makijazem i po makijazu!!!

jaki to balsam na matczyne serce trzy miesiace przed 44 urodzinami.





malinowe stuk stuk stuk.

zainspirowana pomyslem znajomych od dawna marzylam o maszynie do pisania dla maliny. wymienilam ja wsrod pomyslow na prezent na chrzciny. i jest. stara, biurowa w skorzanej walizce. kuchenne biureczko maliny zamienilo sie w miejsce pracy pisarza i po calym domu rozlega sie przyjemne: stuk stuk! malina pisze ksiazke, quiz o zwierzetach, slowniczek polsko-niemiecko-angielski i sciagawke z tabliczki mozenia. zachwyca sie polskimi literami w tastaturze i mozliwoscia zmiany koloru z czarnego na czerwony.
dzis idziemy do papiernika zobaczyc czy jeszcze mozna kupic tasme do maszyny do pisania. ciekawe czy mozna.


wtorek, 10 kwietnia 2012
malina bez różków
chrzest byl skromny. kosciol moj ulubiony. malina wzruszona i przejeta. rodzice chrzestni najlepsi jakich mozna sobie wymarzyc. restauracja genialna. prezenty sliczne. 4 dni w warszawie z ostro napietym planem. zimno, ale pieknie.






+++++++++++++++++++++
przerobilam ten tekst programem do wprowadzania polskich znakow i wyszlo:

chrzęst był skromny. kościół mój ulubiony. maliną wzruszoną i przejęta. rodzice chrzęstni najlepsi jakich można sobie wymarzyć. restauracją genialną. prezenty śliczne. 4 dni w warszawie z ostro napiętym planem. zimno, alę pięknie.



+++++++++++++++++++++

w restauracji malina w przerwach miedzy daniami zajmowala sie pisklakami. nie wiadomo co bylo bardziej rozczulajace: pisklaczek w sukience jak rozowa chmurka czy zolte kurczaczki jak mieciutkie kulki:







pewna bardzo znana ania.


jakie sliczne prezenty na chrzest. malina przejeta rozpakowuje plyte, ksiazke do sluchania i zachwycona juz po obrazku poznaje:
 - to ania z zielonej gory!!!

środa, 04 kwietnia 2012
malina mojej mlodosci

czuje sie swietnie! ach jak wspaniale!!!
stoje! stoje! stoje!!!!
malina korzystajac z mojego niedoledztwa wymogla dostep do ipoda. biega wlasnie po pokoju w rozowych sluchawkach i spiewa.
nie musze siedziEc! nie musze lezEc!
mamusiu, znasz to???? to jest... poczekaj... hmm... aaa no to sie nazywa maanam! swietne! jak wyzdrowiejesz to ci puszcze!!!


eh.

sadzac z tego co mnie boli, to mam: zapalenie gardla, zapalenie ucha, zapalenie lewej strony mozgu, zapalenie kolana i ide zaraz do lekarza. jesli dostane antybiotyk to biore jak nic. bo mecze sie okropnie a jutro warszawa, chrzest a potem przerowadzka. i caly czas projekty jakby ludzie nic sobie nie robili ze swiat.

wtorek, 03 kwietnia 2012
18 lat

jako malzestwo wkraczamy dzis w stan pelnoletnosci. i nawet nie bedziemy mogli tego porzadnie uczcic szampanem, bo przegralam z przeziebieniem, co czuje w kazdym stawie, glowie i gardle.
do dzis nie mamy na koncie ani jednej porzadnej klotni za to jedno bardzo fajne dziecko. dobry bilans. gdybym maza spotkala dzis po raz drugi to znow zaciagnelabym go do oltarza tylko slub nie bylby taki huczny. 18 lat temu mielismy az 12 gosci. dzis byloby o polowe mniej. (czyli tyle ile bedzie na malinowym chrzcie za kilka dni.)
do dzis jestesmy pewni, ze gdybysmy sie nie spotkali kiedy sie spotkalismy to spotkalibysmy sie gdzies pozniej i tylko szkoda, ze nie spotkalismy sie wczesniej.







poniedziałek, 02 kwietnia 2012
jak wiesc neisie...
malina przygotowuje z tatusiem sniadanie. po tygodniu niebycia w domu stoje pod prysznicem i leniwie rozpoczynam dzien.
ale na dol schodze podniecona, bo:
 - czemu nic nie powiedzieliscie, ze sasiedzi kupili kucyka?!!
sasiedzi sa w naszym wieku, ale dzieci nie ma, wiec kupno kucyka uwazam za absurdalne, czemu daje glosno wyraz:
 - juz by lepiej psa kupili, no co za glupi pomysl!
maz pekl ze smiechu, ze sasiedzi na glowe upadli a malina z przejecia i oboje leca na gore. z gory widac ogrod sasiada. malina malo nie wypadnie z okna: nie widze, no! nie widze! maz tez sie wyhyla i tez nie widzi.
dumna wolam:
 - prima aprilis!!!!

malinie pomysl tak sie spodobal, ze zaraz zadzwonila do przyjaciolki. rodzice kupili jej do nowego domu i ogrodu kucyka, zeby mogla jezdzic do szkoly na kucyku. ch. po drugiej stronie telefonu tak zatkalo, ze zupelnie do niej nie dotarlo, ze na koncu malina wola: aprilis, aprilis!!!

a dzis spotykam sasiadke:
 - o! - usmiecha sie - tam bedziecie miec wiekszy ogrod niz tu, co?
 - no wiekszy - przytakuje.
 - slyszalam, slyszalam tez, ze kupiliscie malinie kucyka. jaki piekny pomysl...
 - kucyka???? no co ty! to byl zart aprilisowy!
 - taaaak? oj to lece do s. bo was dzis niezle obgadalysmy, ze wam sie w glowach poprzewracalo!!!



Archiwum