wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
malina plastusiowa

 

 

malina poszla w sobote do biblioteki przy polskiej szkole i wygrzebala plastusiowy pamietnik - film. plastus jest jej pierwsza samodzielnie przeczytana po polsku ksiazka. dwa lata temu ulepila plastusia i plastusiowy domek i chyba nadal pala do tego wielkouchego czlowieczka sympatia. mieszka u nas na regale wsrod ksiazek.

film polecam wszystkim, ktorzy chca pokazac swoim dzieciom jak to drzewiej bylo: drewniany piornik, granatowe fartuszki, tarcza na rekawie, tornistry...

swietna zabawa.

 

czwartek, 25 kwietnia 2013
malinowa gra na religii.

jaka malina byla malutka uwazalismy, ze pozjadalismy wszystkie rozumy, ze nasz model jest fenomenalny: rodzice dojrzali, po uszy skapani w podrozach, pracy, wieczornych wypadach, weekendowych spaniach do poludnia. tak ma byc. ale teraz zaczynam watpic, b malinowy swiat jest daleki od mojego. nie podoba mi sie mloda muzyka, mloda moda, styl bycia i zycia. rihanna, ktora daje sie tluc po twarzy i spiewa jakby wlasnie miala zatwardzenie. top models. wszechobecne gry komputerowe, makijaz i kolorowe paznokcie w podstawowce (w niemczech podstawowka to 4klasy!!!) to niestety za duzo na moja siwiejaca glowe.

dzis malina opowiada o zajeciach z religii. z religii! podkreslam, ze religii. jak sie wyczerpuje temat, to pani pozwala dzieciom w cos grac. pomijam fakt, ze w religii temat jest tak nie do objecia, wszechmocny, wszechobecny i wielki, ze nie wiem jak moze sie wyczerpac. no ale ok. pani jest szybka rybka, byc moze starcza jej na problemy z bogiem, maria, aniolami innymi duchami swietymi mniej niz 45 minut. zalatwia sprawe w 30 min. i reszte podarowuje dzieciom jako czas na radosna zabawe. pan bog pewnie to widzi i sie cieszy, bo coz bardziej raduje pana jak rozesmiane, szczesliwe dzieci.

  - a dzisiaj w co sie bawiliscie?

  - w detektywa.

  - aha. nie znam.

  - bardzo fajna gra. trzeba wybrac detektywa, ktory szuka mordercy.

rozumiem. rozumiem? pytam o szczegoly gry. detektyw wychodzi. reszta jest na dyskotece. jedna osoba zostaje morderca i znakiem krzyza (w koncu to sa zajecia z religii, tak?) naznacza swoja ofiare. potem detektyw wraca i sprytnymi pytaniami musi dojsc i zgadnac kto jest morderca.

no niestety. niestety. jedyne co mi przychodzi do glowy to pojsc do szkoly, zrobic afere, opieprzyc pania od religii, zadrzec z nia, pania ktora tu wspomaga wszelkich stracow i staruszki oraz sierociniec i narazic sie calej gminie.

wiec powiadam wam kochane, matka trzeba zostac szybko, w mlodosci, bo wtedy lepiej rozumie sie nowoczesny swiat i lzej przelyka kazda paranoje. w moim wieku mozna dostac apopleksji.

i to by bylo na tyle.

 

 

co to jest za dziecko.

 

siedze sobie w sercu monachium i jem bawarskie sniadanie gawedzac z bardzo milym rezyserem. on probuje mi udowodnic, ze jest najfajniejszym rezyserem na swiecie a ja, ze jestesmy najfajniejsza na swiecie produkcja. wszystko jest oczywiscie tylko w polowie prawda, ale jest bardzo milo. ignoruje brzeczacy telefon, ale zerkam kto dzwoni, bo czekamy na feedback w sprawie fajnego projecktu, ktory swietnie pasuje do fajnego rezysera i jego fajnej produkcji. slonce grzeje, ptaki spiewaja, drzewa kwitna, z tarasu mamy widok na angielski park i koniki elegancko stapajace po wybiegu. no sielanka sniadaniowa.

telefon brzeczy kolejny raz i nagle cwierkajace ptaki milkna, bo wyswietla sie: "szkola". o jezu cos sie stalo. natychmiast odbieram telefon. po drugiej stronie pani sekretarka:

 - ... bo malina sie martwi, ze pani pewnie zapomniala, ze ona dzis ma zajecia plastyczne i wroci dopiero o 3 do domu. podobno nie wspomniala pani o tym rano przy sniadaniu i malina mysli, ze pani bedzie sie o nia martwila... prosze pani co to jest za dziecko!

 

dziekuje za wiadomosc. gawedze sobie jeszcze troche, potem konczymy sniadanie, wsiadam do samochodu i jade do domu. w samochodzie mysle znow o tym telefonie, wzruszam sie i przyrzekam solennie, ze przez caly tydzien nie powiem malinie, ze trzyma widelec jak malpka.

 

 

 

 

 

malina 4-klasistka

bilans 4-klasistki:

 - za tydzien swiadectwo z samymi jedynkami

 - czytanie ksiazek wszedzie, ciagle nawet w czasie mycia zebow

 - czytanie ksiazek w ktorych czesc historii jest po angielsku

 - aparacik na zabkach dziala, malina z wiewiorki powoli przeksztalca sie w dziewczynke

 - tematy kobiece poruszone, omowione szczegolowo lacznie z pms

 - fortepian jako wspieracz skrajnych emocji, malina gra jak jej smutno albo wesolo (dolores, pachelbel)

 - mycie wlosow przestaje byc kara boska tylko zajeciem godnym kazdej pieknej kobiety.

 - jedyny sluszny stroj: kolorowe rajstopy i krotkie jeansowe szorty

 - wlosy prawie do pupy

 - nogi dlugie, stopy pletwy, dluuuugie, smukle paluszki

 - hobby: filmy stop motion (gumowe misie, figurki playmobil, piorka)

 - ulubione miejsce: drzewo.

 

z okazji dostania sie do gimnazjum i to w pieknym stylu, zapraszamy maline na koncert jej absolutnie ulubionej ostatnio grupy la bras bandas. prawdziwy koncert open air 20:00 w lipcu oraz obiecalam sobie, ze kupie jej marzenie od lat, na ktore sie w zyciu nie chcialam zgodzic, bo jest to absolutne apogeum kiczu, ze az zeby bola. ale co tam. ma mi dziecko cale zycie traume w sercu nosic, ze jej nigdy na to nie pozwolilam? niech ma!

w nastepnym wpisie umieszcze zdjecie tego cuda. prosze sie przygotowac. bedzie ostro! hahahaaha!

 

wtorek, 23 kwietnia 2013
malinowe fiolki

 

malina wracajac ze szkoly kupila mi fiolki. nie starczylo jej pieniedzy, ale pan powiedzial, ze jak dla mamusi to niech da co ma i malina zaplacila kilka grosikow.

nie wiedziala, ze jej kupilam rozowe tulipany i postawilam w granatowym dzbanku w jej pokoju.

tak sie dzis obdarowywalysmy.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013
malinowa matylda

zyrafa matylda charakteryzuje sie tym, ze jest niebieska, uszyta z kretoniku, niewielka i sklada sie w zasadzie tylko z szyi. jeden z pierwszych prezentow dla nowonarodzionej maliny. wtedy malina nie byla jeszcze malina tylko z racji genialnie granatowych oczek, szafirkiem. pewnego dnia po kilku tygodniach beztroskiego i bezcelowego machania lapkami malina zlapala matylde za szyje, potrzasnela nia wesolo i usmiechnela sie bezzebno - radosnie. to jest taka sekunda w matczynym zyciu kiedy zapomina sie, ze po swiecie chodzi mnostwo dzieci, ktore pchaja wozeczki, samochodziki, trzymaja w rekach kredki i nawet cos nimi rysuja. to jest taki moment, kiedy patrzy sie na to niewielkie co nie co w kolysce i czuje, ze oto prosze: geniusz! tu i teraz. geniusz. telefon do meza, jedynej osoby, ktora moze zrozumiec moj entuzjazm, moja sytuacje. rozumie. jest pieknie.

potem roznie jest z tym trzymaniem. a to niedostatecznie dobrze trzymana barierka na placu zabaw i ulamany kawalek zeba, a to krzywo trzymany kubeczek i plama na sofie, niefortunne chwyty lyzkowe, kiedy zawartosc lyzki laduje na bialej zaslonie, nowym dywanie, nowej sukience, wszedzie tylko nie w buzi. potem jest pedzel w dloni artystki, rakietka w dloni sportowca, foremka w raczkach domowego cukiernika, paleczki w paluszkach znawczyni azjatyckiej kuchni.

 

a lata poznije jest taki pizamowy poranek jak wczoraj. my w pizamach i z kawa a malina przy pianinie: koncert poranny. patrzylam na te smukle paluszki jak smigaja po klawiszach. szybciej, wolniej (glownie szybciej), glosniej, ciszej (glownie glosniej). i tak sie wzruszylam, ze wyciagnelismy zdjecia z czasow maliny kilkutygodniowej. malina tez sie wzruszyla, bo niemal nie zna tych zdjec, nie ogladamy ich prawie nigdy. potem znalezlismy jakies zdjecia z epoki przedmalinowej. boze jacy bylismy piekni i chudzi! ile wspomnien. ile lat.

popoludniu lazimy po ogrodzie i omawiamy co by tu jeszcze wyciac (wycielismy strasznie duzo a i tak zarosniete wszystko jak stary dziad.) maz sie zatrzymuje:

 - ciagle mi sie wydaje, ze dopiero co sie poznalismy a to juz prawie 20 lat.

 - tak. dopiero co siedzielismy na naszym stryszku, w mieszkanu z okienkami na cztery strony swiata i pstrykalismy pestkami czeresni na dach sasiada a tu prosze dom a w domu malina gra na pianinie...

 - tak. a niedawno machala matylda.

i pieknie i smutno.

 

wtorek, 16 kwietnia 2013
malinowa mama z bajki

 

malina przeglada zdjecia.

 - o! amy winehouse!

 - nie. to ja.

 - to ty bylas amy winehouse?

 

to chyba jeszcze ten wiek, kiedy sie wierzy, ze mama jest dobra wrozka, ze cuda sie zdarzaja, ze z tym mikolajem to w sumie nikt nie wie jak jest.

niedziela, 14 kwietnia 2013
weekend bezmalinowy

 

 

bezdzietny weekend: malina spedzila weekend u przyjaciolki. szykowala sie nan trzy dni i trzy noce nie spala z wrazenia. odkad malina sie urodzila, bylismy moze z 10 razy na kolacji lub w kinie ot tak. bo byla babcia z wyzyta, albo my bylismy z wizyta u dziadkow, raz bylismy kilka dni w spa, ale poza tym jedyny czas bezmalinowy to obowiazki sluzbowe. taki weekend to absolutna nowosc i zwariowalismy, bo zupelnie nie moglismy sie zdecydowac co z tym czasem we dwoje zrobic. do kina, do teatru, do nikad, rowerem, samochodem, na spacer, do spa, do restauracji, na taras?

bylo swietnie! i pojedlismy i poleniuchowalismy i poszlismy do kina i wroclismy po polnocy i zamaist skradac sie po schodach glosno gadalismy to podziwiajac to oburzajac sie na film. bylo tak fajnie, ze jak malina dzis wrocila bladziutka i podkrazonymi oczkami (tak. tak. poszly spac o 1 w nocy) to nas chwycily wyrzuty sumienia.

- chcesz na lody? chcesz na rower? chcesz ulubiony obiad?

wzielismy maline w obroty tak, ze pod koniec rowerowej wycieczki dziecko padlo i piechota dopchnelo swoj wehikul do domu. ulubionego obiadu nie dala rady zjec i poszla spac. no i dobrze, bo bysmy ja wykonczyli:-)

 

piątek, 12 kwietnia 2013
potworna malinowa praca domowa

 

malina przygotowuje prace domowa do polskiej szkoly:

 - musze przygotowac na jutro wiersz.

 - a jaki?

 - potwór taty.

 

 

 

************************************

 

 - od jutra zaczynamy nowa lekture!

 - jaka?

 - jan pawel drugi.

 - tak? to ty nic nie przeczytalas. w ogole nie wiedzialam, ze jest taka lektura.

 - no jest. jutro mam zabrac do szkoly.

malina biegnie na gore i przynosi ksiazke: krol macius pierwszy.

 

środa, 10 kwietnia 2013
przyslosc swietlana jak fatamorgana.

 

wlasnie wrocilam z fajnej kolacji. (jadlam tylko czerwone mieso w ramach walki z anemia) spotkalam sie z mlodziutkim rezyserem, ktory wlasnie zrobil dyplom i moja misja specjalna jest wytlumaczenie mu, ze nasza firma jest jego jedyna szansa. korzysci beda obopolne, przyszlosc swietlana. bardzo mile sa takie spotkania z mlodymi ludzmi. niedawno mialam wyklad dla studentow monachijskiej filmowki. czlowiek rzuci kilka wyswiechtanych frazesow z dnia codziennego a ci mlodzi ludzie otwieraja usta w zachwycie i powiadam wam ze nie ma lepszego lachotania wlasnej proznosci niz wlasnie ten szczery podziw w oczach sluchajacych. przez chwile nawet czlowiek przestaje sie martwic staroscia. i dzis znow tak bylo, wiec naprawde bylo mi milo tak ze caly czas mialam serdeczny odruch szczerego poklepania tego chlopaka po plecach: kochany, poki jestes mlody, naucz sie czegos porzadnego, jeszcze zdazysz, bo bycie rezyserem w naszych czasach to ostatni zawod jaki ci polecam.

ale oczywiscie roztoczylam przed nim perspektywe pieknej kariery i opowiedzialam o drodze ktora wspolnie (z nasza firma) pojdziemy siegac po gwiazdy.

 

ps1: poniewaz na moj bolacy krzyz nakleilam sobie plaster abc i zalozylam sukienke z welny, to myslalam, ze sie w tej restauracji ugotuje. mam odparzone plecy. ale moze dzieki temu moje opowiesci dziwnej tresci mialy wiecej zaru niz zwykle)

 

ps2: caly dzien bez kawy a jednak bez ziewania. nawet jedna czy dwie optymistyczne mysli przelecialy mi dzis przez mozg. moze ta konska dawka zelaza dziala?

 

 

 

wtorek, 09 kwietnia 2013
bardzo przyjemnie.

za trzy tygodnie zapisy do gimnazjum. wciaz wahamy sie miedzy dwiema opcjami, ale ostatecznie zadecyduje pewnie otwarty dzien za tydzien, bo wtedy malina bedzie miala porownanie obu szkol "na wlasnej skorze".

widze jak wokol wzrasta cisnienie. rodzice mailuja i telefonuja z wychowawczynia. prosza o dopytanie, powtorzenie testu, dyktanda, referatu. ci ktorych dzieci maja srednia na granicy dopuszczenia do gimnazjum nie moga sie zdecydowac czy jednak realschule nie jest lepszym, mniej stresujacym dla calej rodziny rozwiazaniem.

ugotowalam malinie kakao i zrobilam wyklad o naszej sytuacji, o jej sytuacji. chcialabym zeby zapamietala to uczucie: prawo wyboru. caly semestr wszystkie prace oddawala o czasie i na wszyskie zajecia uczyla sie po trochu ale regularnie i prosze: na swiadectwie same jedynki. bez stresu przed testami, bez uczenia sie do poznego wieczoru, bez strachu. codziennie troszke, zamiast duzo w ostatniej chwili. i teraz nie ma zadnego szybkiego douczania, rwania wlosow z glowy, tylko wybor miedza bardzo dobra szkola a bardzo dobra szkola. i ten bardzo przyjemny stan trzeba sobie dobrze zapamietac.

 

poniedziałek, 08 kwietnia 2013
zelazna dama

 

 

serce super. watroba jak nowa. nereczki sliczne. zoladek w porzadku. sledziona i woreczki tez. badania krwi. no wlasnie. wszytko ok, ale taka anemia, ze pan sie bardzo zmartwil. nie ma powodu a wyniki takie, ze pozal sie boze. a co miesiac dostaje zelazo rureczka prosto w zyle. pan przepisal mi jakies specjalne zelazo (200;- euro ono kosztuje, wiec musi by chyba dobre!), pielegniarka skoczyla do apteki naprzeciwko i znow: kropelka po kropelce w zyle. podobno jutro mam byc jak nie ja. no mam nadzieje, bo teraz to nie nadaje sie kompletnie do niczego. totalna detka.

piątek, 05 kwietnia 2013
byloby gorzej, gdyby gorzej.

 

maz jak co roku przebadal sie dzis od stop do glow. i krew i serce i naczynia krwionosne i narzady wewnetrzne, no co sie tylko dalo.

dumny oswiadczyl lekarzowi:

 - nie pijemy alkoholu od poczatku roku. ale nie czujemy sie wcale lepiej.

na to lekarz, ktory zna nas oboje od lat:

 - no cale szczescie. problem bylby, gdybyscie czuli sie gorzej!

 

 

 

 

czwartek, 04 kwietnia 2013
malinowe ferie.

 

malina ma dwa tygodnie wielkanocnych ferii i maz ten tydzien wzial wolne a ja pracuje w home office. lamalismy sobie glowe jak te ferie zagospodarowac, ale malina strasznie chciala zostac w domu i NIC nie robic. od ponad tygodnia wiec maluje, lepi, gra na pianinie, umawia sie z kolezankami, rano czyta w lozku a do sniadani zasiada w pizamie. jest wypoczeta, w swietnym humorku i jakas ladniejsza niz zwykle. maz chodzi na piechote po swieze buleczki na sniadanie, gotuje mi co i raz swieza kawe i przygotowuje wyszukane obiady i kolacje. wlasnie postanowil isc i zagrac w totolotka i wygrac kilka milionow.

 - chec zostac pania domu. bardzo mi sie to podoba. - oswiadczyl.

no dobra! trzymam kciuki.

 

środa, 03 kwietnia 2013
19 pasowych roz

 

ale zlecialo...

 

wtorek, 02 kwietnia 2013
malina rytmiczna

 

kiedy kupowalismy pianino wszyscy znajomi - a moi polscy bliscy znajomi sa w wiekszosci profesjonalnie zwiazani z muzyka - zakrzykneli jednym glosem zeby zadnych elektrycznych cudow nie kupowac. akustyczne ma byc, rezonans na cialo ma oddzialywac, palce maja czuc, ze "puszczaja" w ruch caly zastep mloteczkow. dobrze. dobrze. kupilismy dziecku czarne cacko i stolek piekny do tego. posluchalam tez rad o zamykaniu klapy. a raczej o jej "niezamykaniu". otwarte pianino wciaz przywoluje dziecko, zacheca, prowokuje. i tak od trzech lat malina brzdaka raz z wieksza raz z mniejsza energia.

po przeprowadzce postanowilismy troche to jeszcze poobserwowac i moze jednak pianino sprzedac, bo malina chetnie uczy sie jezykow, pieknie maluje, lepi, tnie i skleja, ale nie ma specjalnie poczucia rytmu. to znaczy na poczatku kazdego utworu ma. przez jakies 5 pierwszych taktow ma. a potem sytuacja rozwija sie jak u 3 latka, ktory biegnie z gorki: coraz szybciej, coraz szybciej, potyka sie, potyka, ale i tak biegnie coraz szybciej az bam! to maline zniecheca i uwierdza w przekonaniu, ze wszystkie utwory muzyczne na poczatku sa latwe a potem trudne i ze w tej nierownej walce malina nie ma szans.

myslalam o metronomie, ale malinowa nauczycielka mi odradzila. za wczesnie. no dobra. ale ktoregos dnia tatus przypadkowo znalazl w swoim telefonie app metronom i jednak postanowilismy sprobowac. tak-tak-tak-tak: wirtualny metronom trzyma maline w ryzach az do ostatniego triumfalnego taktu, po ktorym malina rzuca mi zdziwione spojrzenie pt: koniec tak samo latwy jak poczatek? tak, tak! malina wyciaga starsze nuty i cwiczy je od nowa. liczy, stuka, powoli, szybciej, znow wolniej. w czasie porzadkow przestawilam panino tak, ze widac je z kuchni i malina urzadza prawdziwe koncerty. nie bedzie wielka pianistka, gra matematycznie, ale z wielka przyjemnoscia a ja uwielbiam patrzec na jej dlugie po tatusiu palce przebiegajace po klawiaturze. czasem przysiade sie i cos tam moimi serdelkami dostukam jako akompaniament, wiec pianino jeszcze troche zostanie. zobaczymy na jak dlugo.

Archiwum