wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
piątek, 25 kwietnia 2014
malinowy, niebezpieczny sport.

 

malina spedzila wczoraj caly dzien zeglujac. zeby pianka na dzis wyschla, powiesilam ja wczoraj w lazience. i co weszlam, to sie od nowa wystraszylam. chyba z piec razy, wiec maz chcac oszczedzic mi stresu, powiesil ja w przedpokoju kolo drzwi tarasowych. nieprzygotowana na to weszlam po schodach i malo nie dostalam zawalu serca. tak oto zeglowanie jest sportem niebezpiecznym.

czwartek, 10 kwietnia 2014
przedwiatecznie.

 

ciesze sie na swieta. malina ma dwa tygodnie wolnego. bedzie pieknie. tylko jak moja mama zaczyna snuc telefoniczne plany swiat, omawiac miesa i ciasta to robi mi sie ciezko na duszy:

- zurek zrobie.
- nie lubie zurku jak wiesz... (od 45 lat jak zyje, zawsze nie lubilam zurku!!!)
- troszke zjesz, bo to swieta.
- nie zjem, bo szczegolnie w swieta chce robic tylko przyjemne rzeczy.
- troche zjesz. nie gadaj. i malina zje i maz.
- malina nie lubi zurku. i maz tez nie lubi.
- nie lubi to polubi. ja uwielbiam zurek i nie wyobrazam sobie swiat bez zurku!
- .... 

 

czwartek, 03 kwietnia 2014
dluuuuuugie i malinowe.

 

- mamusiu, zobacz! czy uwazasz, ze mam bardzo dlugie nogi?

 - tak. po tatusiu masz bardzo dlugie i to jest fajnie, bo dlugie nogi sa piekne. tez bym takie chciala!

 - no! ja tez mysle, ze mam dlugie! - ucieszyla sie malina a ja zaraz szybko przygotowuje sobie jakies okolicznosciowe przemowienie, ze uroda to nie wszystko, ze dlugie nogi fajne, ale trzeba sie uczyc albo cos w tym stylu. zastanawiam sie czy to dobrze, ze malina wieku 11 lat zastanawia sie na uroda i staram sie przypomniec co ja myslalam o swoich nogach w jej wieku. moze wyslac wczesniej spac, zeby o glupotach nie myslala?

a malina wyciaga ksiege guinessa:

 - moze mam szanse z nogami, bo jezyk... - malina wyciaga jezyk jak najdalej umie - mmmm no jezyk to mam za krotki, co? - i stuka palcem w obrazek z kobieta o najdluzszym jezyku swiata.

 

 

wtorek, 01 kwietnia 2014
malinowy prima aprilis.

chyba jestem osoba bez poczucia humoru. maz rano w ogole nie chcial zartowac, bo po 23 godzinach lotu z przesiadkami zameldowal sie tylko, ze wszystko ok i ze idzie spac. potem sprobowlam na skypie zazartowac z mojej mamy, ale niestety tak sie wkurzyla i obrazila, ze wylaczyla sie zanim udalo mi sie szybko wkleic obrazek prima aprilis. nie rozmawia ze mna. no to zostala mi tylko malina. malina rano mnie wyprowadzila w pole i to wprawilo ja w cudowny poranny humorek. jak po trzecim razie nie przyszla do lazienki tylko wciaz lezala w lozku, poszlam w koncu ja wlasnorecznie ja wyciagnac spod koldry. odrywam koldre a tam... lars! wielki misiek polarny! a za szafa malina ubrana i gotowa na sniadanie. co ona sie tam na mnie biedna naczekala, ale oplacalo sie, bo sie naprawde nabralam!

no to ja za to odpowiedzialam na jej tradycyjna popoludniowa sms-owa wiadomosc: "siedze w autobusie" w drodze domu pytaniem czy napewno ma klucz, bo ja jestem w drodze na lotnisko. malina zna moje wypady znienacka, ale tym razem tata tez jest w podrozy, w meksyku. pisze jej uspokajajaco, ze albo uda mi sie wrocic ostatnim samolotem jak juz bedzie spala albo jutro pierwszym raniutko, zupa stoi w kuchni. i zeby do mnie zadzwonila, jak dotrze do domu, zebym sie nie martwila. pomyslalam, ze malina widzi, ze to zart, bo caly dzien mieli w szkole wariacje prima aprilisowe, dlatego tak rzeczowo odpowiada: "ok. podgrzeje zupe. klucz mam, sprawdzilam" na to ja pisze, ze dziadkowie przyjada wieczorem i gdyby bylo tak, ze jednak nie dam rady dzis wnocy wrocic to przenocuja u nas lub zabiora ja do siebie. sprzatnelam kuchnie, schowalam kompa i wsiadlam w samochod. zaparkowalam za rogiem. zaraz jednak wpadlam na pomysl, ze za drugim rogiem bede mogla zobaczyc maline jak idzie do domu i jak dojdzie to zaraz podjechac. stoje, patrze. maciupka uliczka do pokonania w 4 kroczki ale malina staje patrzy w lewo, w prawo, w lewo i... zamiera. normalnie az mnie dreszcz przeszedl. i nagle... zrywa sie do biegu i jezu jak leci do mnie o kurcze!!!! caly kawal na nic. wyskoczylam z samochodu i zlapalam maline w locie. boze. w zyciu nie widzialam zeby sie tak cieszyla. w dodatku dopiero po chwili zalapala ze nie jade na lotnisko i tylko przypadkowo sie spotkalysmy tylko rzeczywiscie jestem normalnie w domu i ze prima aprilis i ze idziemy na lody. malina tak sie cieszyla, ze az mi bylo nieswojo, ze sobie tak zazartowalam a potem w dodatku... zadzwonila mama jej kolezanki i powiedziala zebym sie nie martwila, bo gdyby dziadkowie nie dojechali, to ona podjedzie i zabierze maline do siebie na noc i ze juz to z malina omowila, bo dziewczynki zadzwonily z autobusu.

rok temu udalo mi sie maline nabrac, ze na nasza lake przed domem przyjechal cyrk i na przyszly rok skupie sie w sobie i wymysle zart na taka miare. w tym roku jakos przesadzilam niestety.

 

 

Archiwum