wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
środa, 29 kwietnia 2015
malinowy skok

 

w poludnie dostalam telefon ze szkoly, ze malina czuje sie zle i czy moglabym po nia przyjechac. myslalam, ze zemdleje. pojechalam. malina blada jak sciana ledwie wsiadla do samochodu, poprosila zeby jechac powoli na zakretach, bo jest jej mdlo ale zanim szkola zniknela nam z horyzontu, malina juz spala. obudzilam ja pod domem, zaprowadzilam do lozka, dalam cieply termofor. w ciagu kilku minut zasnela jak suselek. przenioslam sie z praca na gore, bo normalnie balam sie i nie wiedzialam co sie dzieje. blade dziecko spi jakby prawie nie oddychalo, cichutenko. zaciagnelam zaslony.

o 18 malina obudzila sie rumiana, w sweitnym humorze, zjadla wielka kolacje i odrobila lekcje. cos mi w niej nie pasowalo. jaka wieksza czy co? dla zartu postanowilysmy ja zmierzyc. akurat w weekend przykladalam miarke, wiec wiem. bylo 156, jest 161. czy to mozliwe, zeby czlowiek urosl przez 5 dni piec centymetrow? miarka nie klamie, ale nawet na oko widac. niesamowite. mysle, ze dzisiejsza poludniowa slabosc, to byl wlasnie taki skok.

niesamowite.

 

 

edycja:

tatus wrocil jak malina juz spala. smial sie, ze opowiadam bajki. rano zmierzyl maline i szczeka mu opadla.

 

 

 

 

wtorek, 28 kwietnia 2015
malinowe zyciowe odkrycia

 

malina wraca ze szkoly wyraznie nie w humorze. albo zmartwiona? moze tylko zmeczona? robie wywiad: dostala pale, nie zostala zaproszona na jakies urodziny, poklocila sie z l., zgubila cos, pan dyrektor ja opieprzyl, but jej wpadl do wody. nic z tych rzeczy.

malina w drodze powrotnej siedziala obok kolezanki o dwie klasy starszej. kolezanka ma klopoty, bo wychowawczyni dopatrzyla sie ciec na ramieniu. razem z pania psycholog dowiedzialy sie, ze dziewczynka tnie sobie tez lydki. w domu nikt tego nie zauwazyl, ale teraz rodzice wiedza, spotykaja sie z pania psycholog i... jeszcze bardziej sie kloca. klocili sie juz od dawna, ale teraz do roznych win doszla wina za samookaleczanie sie corki. takiej perfekcyjnej corki, co na kazdym szkolnym koncercie oszalamia nie tylko gra na violonczelli ale i na fortepianie i ma swietne stopnie. w domu dziewczynka ma teraz codziennie afere i nawet brat jest przeciwko niej, bo przy okazji wyszlo na jaw, ze pali.

malina nie moze sie nadziwic: jak mozna sobie wlasnorecznie ciac skore? mozna - odpowiada kolezanka - jak czujesz napiecie i stres, to to przynosi ulge.

podobno w klasie jest kilka dziewczynek, ktore tna sie regularnie.

 

wtorek, 21 kwietnia 2015
21 wiek.

 

cuda niewidy, rzeczy o ktorych nawet nie marzylam bedac dzieckiem, magia telefonu, ktorego powierzchnie wystarczy musnac palcem a juz dzwoni, pokazuje zdjecia, filmy, czas, przypomina ze jutro mam spotkanie kwadrans po 10-tej. skype. szybki samochod, ktory sam wie dokad jade. na codzien zyjemy w przeswiadczeniu, ze cywilizacja dala nam nieskonczona wladze i swobode. jestesmy nowoczesni, dzieki antybiotykom chorujemy nie dluzej niz 3 dni. dzieki samolotom mozemy sie spotkac z kims na drugim koncu europy a wieczorem znow siedziec przy wlasnym stole. drukarki 3d, kino 3d, liczydelko krokow... wszystko jest mozliwe.

az przychodzi choroba. nie, nie taki glupi wirus, ktory rzucil mna o lozko miesiac temu tak, ze w nocy przyjechalo pogotowie a lekarz dal mi zwolnienie na dwa tygodnie. dwa tygodnie? ostatni tak dlugo to lezalam z zapaleniem pluc 10 lat temu. i nic. zaden antybiotyk, zadne lekarstwo - lez w lozku i juz.

nie. nie. nie chodzi mi o tego wirusa. chodzi mi o siostre mojego meza. 11 dni temu martwila sie kotem sasiadow, ktory wyspal sie w jej swiezo posadznych kwiatkach. 10 dni temu zmartwila sie guzem w piersi. 8 dni temu bala sie biopsji, ze pewnie boli. 5 dni miala na szukanie odpowiedniej kliniki. a moze tydzien pozniej? moze za miesiac? zeby sie doinformowac? poszukac zaufanego lekarza? nie, nie. teraz. natychmiast. dzis od pol godziny lezy na stole operacyjnym. i nic, zaden magicznny app, zadne muskanie szklanego ekranu, zadna nowoczesna technologia jej nie pomoze. jak 100 lat temu sprawne rece lekarza wytna jej chory kawalek ciala, zaszyja. 21 wiek. niemoc.

 

poniedziałek, 20 kwietnia 2015
malina strapiona.

 

siostra mojego meza ma jutro powazna operacje. jest smutno i zle. wchodze dzis wieczorem do maliny na dobranoc i... spotykam ja niemal w drzwiach.

 - co ty tu tak stoisz?

 - no a gdzie mam stac jak sie chce pomodlic za b.?

 - nie rozumiem...

 - juz dawno chcialam ci powiedziec, ze potrzebuje krzyzyk nad lozko a nie nad drzwi.

 

 

 

spotkanie po latach

 

- booooze, ile to juz lat minelo...

 - no 12 musi byc. jak sie ostatnio widzialysmy to pilysmy sok pomaranczowy, bo bylysmy w ciazy.

 - 12 lat? tak! chociaz u mnie to nie takie pewne, bo bylam trzy razy w ciazy! mam troje dzieci. a ty?

 - jedno.

 - o... no ja nie bylam taka madra...

 

 

 

piątek, 10 kwietnia 2015
lubicie swoje dzieci?

 

swiat dzieli sie na mamy niepracujace i mamy ktore dzieci wysylaja do zlobka, na te ktore silami natury wypchnely dziecko na swiat i te ktore daly sobie pokroic brzuch, na te co karmia piersia i te co butelka i tak dalej i tak dalej... ale tez jak sie wyjdzie ze swiata pieluch i najlepszych metod wychowawczych, swiat nadal pozostaje spolaryzowany. niedawno natknelam sie na artykul o wadach i zaletach kupna wlasnego domu/mieszkania w stosunku do wynajmu. w niemczech wynajmowanie mieszkania jest rownie popularne jak kredyt na wlasne cztery katy. artykul nie odkrywal swiata na nowo a przytoczyl tylko znane wszystkim argumenty za i przeciw. natomiast bardzo zaciekawila mnie dyskusja pod tym artykulem i kwestia spadku. wiele osob odnioslo sie do faktu, ze splacanie kredytu za dom to inwestycja w przyszlosc dzieci a nie w swoje wlasne zycie, ze dzieci potem wywala rodzicow do domu starcow, zeby szybko przejac dom, ze dzieci niech sobie same kupia dom i placa kredyt a nie dostana dom gotowy, ot tak bez zadnego wysilku. i tak sobie pomyslalam, ze sa ludzie, ktorzy rodza dzieci a potem... ich zwyczajnie nie lubia.

 

niedziela, 05 kwietnia 2015
wesolych swiat!

 

upieklismy baranka, poswietowalismy 21 rocznice slubu, poszlismy ze swieconka. swieta mamy pelne ciszy i pocieszajacych usmiechow: bedzie dobrze.

 

zycze wam pieknych swiat.

 

 

 

 

środa, 01 kwietnia 2015
nowe.

 

malina wrocila dzis z tygodniowego pobytu w polsce nad czeska granica. zobaczyla nasze gigantyczne stuletnie drzewa, ktore wczoraj wiatr wyrwal razem z korzeniami i rzucil o nasz dach a trzecim o plot i samochod. myslalam, ze bedzie beczala tak jak wczoraj. posmucila sie troche, po czym zapytala czy moze w koncu posadzimy u nas lipe?

 

Archiwum