wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
wtorek, 26 kwietnia 2016
kwiecien.

 

wczoraj posypalo tu sniegiem jak w styczniu. w nocy temperatura spadla ponizej zera. tylko o jeden stopien ale jednak. ogrod bialy jak na boze narodzenie. dzis jest 7 stopni i snieg stopnial. myslalam, ze wszystko zmarnialo i zamarzlo. a tu jablonki kwitna jak kwitly, bez tak samo a roze to nawet jakies takie zielensze?

czlowiek nigdy nie dorowna naturze. nie zrozumie jej cudu.

chodze dzis po zupelnie niezniszczonym ogrodzie i czerpie z niego sile i wiare.

 

 

 

piątek, 15 kwietnia 2016
home office

 

zeby mi sie nie nudzilo w czasie dlugiej i nudnej tele-konferencji, wzielam sie za obieranie ziemniakow ze sluchawkami na uszach. tak sie jednak wsluchalam w rozmowe, ze nagle ziemniaki sie skonczyly, wiec obralam szparagi. tez sie nagle skonczyly. rozmowa tez sie skonczyla i wtedy do kuchni wkracza maz:

 - robimy frytki?

z rozpedu obralam 3 kilo ziemniakow i prawie kilogram szparagow. nawet nie wiem kiedy.

 

 

 

 

 

czwartek, 14 kwietnia 2016
malinowy lekarz

 

no wiec poszedl tatus z malina do lekarza. lekarz maline zobaczyl, powiedzial, ze taki wiosenny czas i ze wszystkie dzieci choruja, przepisal trzydniowy antybiotyk i wyslal do lozka.

to ja kurcze nie daje dziecku lekarstawa na zbicie goraczki a ten ja zaraz antybiotykiem traktuje? zapakowalismy maline w samochod i pojechalismy do naszeg bylego lekarza (z czasow mieszkania w chatce). przez korki i odleglosc spedzilismy w jedna strone poltorej godziny w samochodzie i tylez zajal nam powrot. ale chyba oplacalo sie, lekarz przebadal malinie pluca (test z oddychaniem przed i po inhalacji), pobral krew, ktora wykazala, ze chodzi o wirus i zaden antybiotyk nie pomoze. tak wiec dzis malina lezy w lozku i jej glownym zadaniem jest odpoczynek.

co lekarz to diagnoza.

 

 

wtorek, 12 kwietnia 2016
zmeczenie.

 

odkad malina poszla do szkoly przestala chorowac. jakis tam dwudniowy katar i juz. jak wiec wczoraj wrocila ze szkoly blada i z zalzawionymi oczami, wpadlam troche w panike. niby nic, dzieci rzeciez choruja od czasu do czasu, ale niestety malinowy kaszel wywoluje we mnie zapomniany strach i boli jak styropian po szybie. wczoraj w nocy malina miala 40 stopni goraczki a maz z byl w stuttgarcie. cala noc siedzialam i zmienialam jej kompresy, na nozki kladlam termofor z zimna woda. co opadalam z sil i niemal zsypaialam, malina majaczyla w goraczce i to stawialo mnie natychmiast do pionu. zmienialam zimny kompres i od nowa czytalam co ma w sobie lekarstwo na obnizenie goraczki. ta karteczka znow stawiala mnei do pionu. sama siebie zadziwilam, ze o po 2 godzinnym snie o swicie, wstalam zeska i gotowa do pracy. malina wyspana, blada, bez goraczki i silna. zrobilam jej kapiel, zmienilam posciel i pizame. takie dbanie o dziecko daze duzo energii. ciesze sie, ze dalysmy rade bez tabletek ufajac magicznej mocy goraczki. do 15:00 pracowalam jakby nigdy nic. kolo 15:00 telefonowalam jak zwykle maszerujac po domu. pod koniec rozmowy przysiadlam na sofie. skonczylam rozmowe. przechylilam sie w strone poduszki, pomyslalam, ze ogrod ladnie wyglada z tej perspektywy i nie wiadomo kiedy zasnelam jak susel. na szczecie kolo 16:oo zadzwonil maz i uratowal mnie przez zaspaniem na telefoniczna konferencje. o boze jaka jestem zmeczona a konca dnia nie widac. wszyscy na raz czegos chca.

 

czwartek, 07 kwietnia 2016
duzo lepiej.

 

drugi miesiac bezglutenowo i bez mleka schudlam, mam wiecej energii, przestaly mi wypadac wlosy, mam dobry humor, polecialam do portugalii i nawet w drodze powrotnej w rozklekotanym samolocie linii TAP nie mialam ani jednego ataku paniki. nie jest mi juz zimno, nie ciagnie mnie skora wokol oczu, mam ochote na sacery, sport i sile na czytanie ksiazki poznym wieczorem. wszystko poprawilo mi sie na dobre. na bardzo dobre! a jak mi sie pracowac nie chcialo tak nie chce...

 

wtorek, 05 kwietnia 2016
22.

 

kiedy ogladamy jakis film o pieknej milosci, o przyjazni, o szczesciu, z jakas romantyczna scena rzucamy sobie porozumiewawcze spojrzenie: pieknie, ale co oni tam wiedza... ciagle wydaje nam sie, ze wygralismy los na loterii, ze przytrafilismy sie sobie jak slepej kurze ziarno, jak jestesmy jak garnek z pasujaca przykrywka, jak plus i minus, nie mozemy bez siebie zyc jak ogien bez powietrza, jak roslina bez slonca, ciagle wydaje sie nam, ze to sie dopiero co zaczelo i nie do wiary, ze to juz 22 lata.

w sobote malina uraczyla nas domowym sushi, w niedziele swietowalismy we dwoje na tarasie w slocu i liczylismy kiedy byl nasz cywilny slub: 5 czy 7 dni przed koscielnym? w sumie powinnismy swietowac slub cywilny, ktory byl dniem smiechu, radosci, swietnej zabawy i party do rana w moim maciupkim mieszkanku w warszawie. dzien slubu koscielnego byl pelen porazek, wiekszych i mniejszych katastrof i choc dzis swietnie sie to opowiada, to jednak nie bylo tak nam wtedy tak wesolo jak to sie dzis z perpektywy 22 lat wydaje.

 

 

poniedziałek, 04 kwietnia 2016
bez szalu (zaispirowana odpowiedzia aliska) +++ (edytowane: maraton juniorow)+++

 

alisek napisala tu w odpowiedzi czy jej coreczce podobalo sie pierwszy raz na nartach: "ale w ramach jej trzyipolletnich mozliwosci. bez szalu."

i tak przypomnialo mi sie jak zima gadalam sobie z pania masazystka w spa. pani wychowala trzech synow, goralka, nigdy nie widziala morza. zanim zostala matka trenowala narciarstwo, potem uczyla jazdy na nartach, teraz mocnymi ramionami dorabia sobie dwa dni w tygodniu w spa. tak jej opowiadam, ze wkurzaja mnie rodzice, ktorzy zabieraja na 2000-nik malutkie dzieci, ktore jeszcze nie umieja jezdzic na nartach. trzymaja je sobie miedzy nogami i szusuja po oblodzonym stoku. na dwutysieczniku jezdza ludzie ktorzy dobrze jezdza, niektorzy pedza z niemozliwa szybkoscia a ci, ktorzy jeszcze czasem traca panowanie nad nartami na lodzie, zeslizguja sie z panika w ruchach. nie rozumiem dlaczego koniecznie trzeba to dowswiadczenie, to ryzyko dzielic z maciupkim dzieckiem. zalozmy, ze narciarzowi tacie/mamie cos sie stanie, to co? dziecko zeslizgnie sie w przepasc? czy male dziecko potrzebuje takich atrakcji? tej wysokosci? tego pedu?

zaraz sie ugryzlam w jezyk:

 - pani pewnie tez tak robila ze swoimi synami? no bo jako zawodowa narciarka?...

ale pani sie rozpromienila. absolutnie nie! jej synowie szaleli na oslich laczkach, bo dzieci musza same poczuc, ze panuja nad nartami, ze same cos osiagnely i co sezon cos sie zmienia, wieksza gora, czerwone szlaki, czarne szlaki, gleboki snieg, oblodzone stoki. nie ma sensu przekazywac dziecku, ze jest straszno, ze ma sie trzymac, ze ma uwazac, ze mama trzyma na wyciagu, wsadza na krzeselko. wszystko za duze, niebezpieczne. jak dzieci maja sie czuc silne i rozwijac sie? jej chlopcy jezdzili na nartach od 3 roku zycia, pierwsze dwa sezony na oslich laczkach. zeby sie wybawic! i wyhulac w sniegu. bardzo mi sie to spodobalo, bo tak wlasnie myslalam o malinie, ze do jezdzenia na nartach doszla sama. pamietam jak dumnie pokonywala na mini nartkach dwa malutkie pagorki (ostanio pokazalam jej gdzie sie uczyla, hmmmm teraz to wyglada jak nizina:-), ktore dla niej byly skocznia alpejska.

napisalam o tym, bo co roku jak widze tych ambitnych rodzicow na 2000niku to mysle, ze to niezla metafora rodzicielstwa. taki sygnal dla dziecka: jestem twoim silnym ojcem, nie boj sie trzymam cie.

ja wole rodzicielstwo: jestem twoja silna matka a ty jestes moja silna corka, nie musze cie trzymac.

 

------------------

wlasnie natknelam sie na artykul o "juniormarathon in linz", ambitni rodzice wzieli udzial w maratonie razem z dziecmi, niektore dzieci byly na ten maraton za male i slabe: http://m.kurier.at/chronik/oberoesterreich/linzer-juniormarathon-eltern-zerrten-ihre-kinder-ins-ziel/190.897.393

organizatorzy rezygnuja w 2017 z tego maratonu.

 

 

 

Archiwum