wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
piątek, 29 maja 2009
chodzila, szukala, oknem wygladala.

pol roku przegladalam kilogramy katalogow i szukalam pomyslu na mala lazienke. jedyne co mi sie podobalo to lazienki z betonu. szare, surowe, z piekna ceramika. latalismy po sklepach kaflowych, zachwycalismy sie, wzdychalismy, prawie kupowalismy, kalkulowalismy. jednej soboty pojechalismy do kamieniarza kupic kostki - kocie lby i przy okazji zobaczylismy wielkie kafle z jury arktycznej, niemal biale, lekko szare, brudne. w ciagu 10 minut zamowilismy, kupilismy, zaplacilismy i pojechalismy do domu. potem dwa tygodnie sie martwilam, ze jak jura to pewnie zoltawa, czego nie znosze, ze format nie taki, ze nie wiem co mi do glowy strzelilo, zeby po miesiacach szukania i zastanawiania kupic cos w 10 minut jakby to byla bulka z kielbasa. kafle przyszly przedwczoraj. polozylismy je na podlodze, zeby podziwiac. piekne. maz chyba 5 razy powtorzyl: uwazaj, zeby nie nadepnac, bo peknie. po czym sam sie zapomnial i nadepnal. peklo. pewnie bym naburczala, ale akurat kilka godzin wczesniej dowiedzielismy sie, ze malina nie jest chora na jakas glupia chorobe, wiec tylko sie smielismy, ze zlamany kafel to naprawde nie problem! robotnicy wylozyli nimi dzis dwie sciany. oni sie zachwycaja. maz sie zachwyca. a ja... hmmm... nie widze wiekszej roznicy niz przedtem jak sciana byla pokryta jakas murarska zaprawa. wyglada jak... beton. no nie wiem kurcze czy mi sie podoba. musze sie z tym przespac.

maz sie nie martwi:
 - przez 16 lat jeszcze nigdy nic ci sie nie podobalo co kupilismy. nie wiem czemu te kafle mialyby byc przelomowe.





malinowe horoskopy.

 - mamusiu, jestes rakiem?
 - tak. a tatus waga.
 - a flora jest blizniakiem?
 - nie, flora jest skorpionem, ale mam brata blizniaka.
 - a ja jestem koziorozec, tak?
 - tak.
 - aha. szkoda. wolalbym byc jelonkiem.
czwartek, 28 maja 2009
malinowe plany o przyszlosci.
 
- nie wiem co zrobic, bo chcialam byc ksiezniczka, ale mysle, ze jednak bede policjantka.
 - ale dlaczego?
 - bo interesuje sie policja. interesuje sie jak na przyklad ktos cos ukradnie, to sie interesuje co ukradl i gdzie to schowal, wiec musze byc policjantka. a w sumie mialam byc ksiezniczka. indianska ksiezniczka.
 - chcesz byc indianka i mieszkac w tipi?
 - tak!
 - ale wiesz, ze w tipi nie ma ani lazienki, ani porzadnego lozka.
 - wiem, ale za to jak nie ma plasterka, to mozna sobie przykleic spejalny listek i sie wszytko goi.
 - eee nie wiem czy ja bym chciala zebys mieszkala tak daleko. indianie mieszkaja za oceanem. widzialas na mapie.
 - wiem. wiem. bede do was przyjezdzac na wakacje i wtedy bede policjantka.

środa, 27 maja 2009
dzien w szpitalu.
malina nie ma mukoviszidose.


poniedziałek, 25 maja 2009
o jezu!

malina skacze po ogrodzie w sandalkach birkenstock. takie sandaly zmieniaja najzgrabniejsza kobiete w kaczke, ale w wydaniu dzieciecym sa slodkie. granatowe w blekitne niezapominajki.
 - sliczne te twoje sandalki, musze ci powiedziec, malina! - dziele sie moim wrazeniem z dzieckiem.
 - tak! fajne! takie same jak ma jezus!
 - jezus? jaki jezus? - dziwie sie.
 - no... pan jezus.
 - a skad ty wiesz jakie buty nosil jezus?
 - widzialam w ksiazce.




wtorek, 19 maja 2009
wszystko przez sentee
w sobote malina miala polska szkolke, tatus musial pojechac po zakupy specjalistyczne, wiec wykorzystalam dwie godziny na skok do cetrum. natchniona komentem sentyy o massimo dutti, skierowalam sie w jedynie slusznym kierunku. weszlam. wyszlam z trzema pudlami. trzy pary butow. jedne zakladam jeszcze w sklepie na przedstawienie w szkolce na dzien matki, dzieki czemu malina zamiast grzecznie stac w rzadku i spiewac piosenki o ukochanej mamie pokazuje paluszkiem na moje buty i kiwa porozumiewawaczo glowka: ladne! ladne! wiec wszyscy widzowie widza, ze mam nowe szczudelka. druga para butow okazuje sie za duza, trzecia... dwa lewe.



malina w biurze.
 - idziesz ze mna do pracy? - szepce malinie w spiace jeszcze uszko. malina wyskakuje z lozka jak wystrzelona z procy. w samochodzie nie zamyka jej sie buzia. potem biegnie po schodach z plecakiem pelnym kredek, mandali do malowania i mysza mimi, oglada sie na mnie i wola:
 - nie marudz mamusiu, bo sie spoznimy!!!
potem robimy sobie kawke i soczek, precelki z maslem, sadzam maline przy pustym biurku, na kreconym krzesle a malina usmiechnieta i w siodmym niebie rozklada raczki i oznajmia niby dyrektor cyrku:
 - a teraz bedziemy mialy stres!


poniedziałek, 18 maja 2009
dawne czasy.
 - mamusiu, wlacz muzyke.  - jedziemy samochodem. powoli. leje jak z cebra. skacze kananalu na kanal. wszedzie wiadomosci. w koncu laduje na jakims rozbebnionym kawalku. co jak dyskotekowy rytm serca. beznadzieja, lomot. skacze wiec dalej, ale malina protestuje:
 - czemu wylaczylas?
 - a co? podobalo ci sie? - wracam do metalicznej rabanki.
 - tak. to taka mlodziezowa muzyka. bardzo mi sie podoba. mamusiu, moze ja tez bede kiedys mlodziezowa?
 - oczywiscie. za jakies 5, 7 lat...
malina przelicza, przelicza i w koncu rozpromienia sie:
 - to juz niedlugo! a ty tez bedziesz kiedys mlodziezowa?
 - no ja juz bylam mlodziezowa. dawno temu.
 - taaak? szkoda, ze nie widzialam.


slowo wypadlo malinei z glowy.
 - no to bym chciala, co zawsze tak chetnie jem...
hmmmmmm. no nie wiem, nie wiem. za nic nie moge zgadnac.
 - to jest zielone i wyglada troche jak cukinia a troche jak ogorek.
a! od razu wiadomo, ze kiwi.


piątek, 15 maja 2009
piatkowa niespodzianka.

zlozylismy wymowienie z kasy chorych, zeby przeniesc sie do konkurencji, ktora skusila nas homeopatyczna oferta. dzis dzwoni bardzo mila pani. rozmawia ze mna jak matka z matka i dodaje:
 - wie pani co? taki dlugoterminowy kontrakt to trzeba wykorzystac a nie zaraz przenosic sie do konkurencji. prosze mi opowiedziec czym oni pania omamimili.
opowiadam. pani proponuje wiec, zebym troche sie wstrzymala, bo jak chce to oni mi sanatorium oplaca w polsce na leczenie dziecko-mama, pod warunkiem, ze to bedzie wiecej niz 21 dni. i jeszcze tydzien w spa dla rodziny dziecko/mama/tata i heileurythmie malinie oplaca. i jeszcze przysla mi takie lekarstwo specjalne co maline na nogi postawi. w poniedzialek mam dostac wszystko na pismie. powiedzialam tej pani, ze jestem w szoku, ze bardzo mi sie podoba i ze w takim razie sie zastanowimy. odlozylam sluchawke, opowiadam mezowi a maz tylko wzrusza ramionami:
 - cale dwa tygodnie im zajelo zauwazenie, ze odchodzi dwoje ludzi, ktorzy placa najwyzsze mozliwe skladki.
chodzi tylko o forse, forse, forse. ma racje, ale i tak sobie przemyslimy.


czwartek, 14 maja 2009
gumka myszka.

coraz wiecej takich dni, ktore chetnie wymazalabym gumka z mojego zycia. tarlabym ile sil. nawet gdyby miala zostac tylko dziura.


środa, 13 maja 2009
niespodziewana przyjazn.

telefon wieczorem.
 - o tej porze to tylko cos zlego. - mrucze znana z nieograniczonego optymizmu.
ale czemu mialabym sie mylic? dzwonia znajomi. traca wlasnie mieszkanie, nie maja pracy, a bez pracy mieszkanie do wynajecia jest nieosiagalne. maja trzy miesiace na wyprowadzke. minelo juz poltora. z czego dwa tygodnie pojechali na narty do znajomych, zeby ochlonac po tym szoku.
 - o matko, ja bym tak nie mogla! -oburzam sie spontanicznie - jak nam wymowili mieszkanie na wigilie to 24 godziny siedzialam w internecie, jezdzilismy, szukalismy, nie bylo wigilii, nie bylo sylwestra!!!
zostalo im jeszcze drugie poltora miesiaca a nie maja nic. absolutnie nic. dziecko w szkole i absolutna niewiadoma, gdzie sie podzieja. mysla sobie, ze ja mam taki wielki ogrod i jest cieplo to oni sobie rozloza namiot u nas. smieje sie i odpowiadam, ze bysmy powariowali chyba, bo my i stres w pracy i remont, i chora malina, no szalenstwo. oni na to, ze chetnie pomoga w remoncie i wiem, ze czekaja na zdanie, ze w razie czego maja u nas przechowanie na jakis czas. ale ja nie moge tego powiedziec, bo wtedy to juz musialabym sie wyprowadzic do domu dla psychicznie chorych. troche czuje sie podstawiona pod mur. znamy sie przelotnie, przez dzieci, raz oni byli u nas, raz my u nich. i nagle jestesmy tak zaprzyjaznieni?


poniedziałek, 11 maja 2009
nad morze
o jezu jaki ja sliczny pensjonacik znalazlam nad morzem. marzenie normalnie. ogladam zdjecia i to jest moje dziecinstwo. ale pieknie. umieram ze strachu, ze jak rano zadzwonie to juz nie bedzie miejsc. zadzwonilabym teraz. juz. od razu. ale wlascicielami sa przyjaciele mojej przyjaciolki i nie chce jej przyniesc wstydu. o ludzie, czy ja dzisiaj zasne?



piątek, 08 maja 2009
waldorf
w niemczech rodzi sie za malo dzieci, spoleczentwo sie starzeje. rzad wymysla wciaz cos nowego zeby zmienic te sytuacje. gdybym byla doradca rzadu (nikt mi jednak tego nie proponuje) wspomoglabym placowki waldorf. w naszym przedszkolu na 60 dzieci malina jest JEDYNA jedynaczka. dzieci, ktore maja tylko JEDNEGO brata lub JEDNA siostre sa w mniejszosci. to nie przypadek, to styl zycia, antropozofia.




czwartek, 07 maja 2009
fear
I wanna be rich, and I want lots of money
I don't care about clever, I don't care about funny
I want loads of clothes and fuck loads of diamonds
I heard people die while they're trying to find them
And I'll take my clothes off, and it will be shameless
'Cause everyone knows that's how you get famous
I'll look at the sun, and I'll look in the mirror
I'm on the right track, yeah I'm on to a winner
(...)

Life's about film stars and less about mothers
It's all about fast cars and cussing each other
But it doesn't matter 'cause I'm packing plastic
And that's what makes my life so fucking fantastic
And I am a weapon of massive consumption
And it's not my fault, it's how I'm programed to function
I'll look at the sun, and I'll look in the mirror
I'm on the right track, yeah we're on to a winner
(...)

Forget about guns and forget ammunition
'Cause I'm killing them all on my own little mission
Now I'm not a saint, but I'm not a sinner
And everything's cool as long as I'm getting thinner

I don't know what's right and what's real anymore
And I don't know how I'm meant to feel anymore
And when do you think it will all become clear?
'Cause I'm being taken over by the fear


Quelle: http://lyricwiki.org/api.php?artist=Lily_Allen&song=The_Fear&fmt=json

wtorek, 05 maja 2009
wychowanie przez przyklad.
uwazam, ze najwazniejsze w wychowaniu dziecka jest dawanie przykladu. normalnie chodzi mi o pozytywny przyklad, ale wczoraj malina byla swiadkiem sceny, ktora zmanipulowalam pedagogicznie.
jestesmy w h&m (wiem, wiem niemoralnie, ale czasem nie moge sie powstrzymac). malina zasiada na materacu przed ekranem a ja buszuje wsrod lylowych spineczek, koszulek z zajaczkami i jeansow. niedaleko na materacu siedzi dziewczynka moze rok mlodsza od maliny. rowniez zaczarowana historyjka na ekranie. nagle pojawia sie mama dziewczynki. pcha przed soba wozek (wozek? dla takiej duzej panny?) a na nim doslownie gore ubranek. pani jest szczupla, dlugowlosa, atrakcyjna, zadbana, ale nerwowa jakas i niecierpliwa. zmusza dziecko do przymierzania niezliczonej ilosci bluzek, spodnic i spodni. mam wrazenie, ze jak ktos jej nie powstrzyma to naderwie dziecku uszy albo zlamie nos. tak nia szarpie i szarpie, ze dziecko zaczyna sie wic, pokladac na materacu a mama steka, narzeka, przeklina, szarpie, trzepie corke po lapach, po glowie, ciagnie za ucho. dziecko reaguje na to ze stoickim spokojem, tylko coraz bardziej sie poklada i nie chce nic ani zakladac ani zdejmowac, prezy sie w niemym buncie. w koncu zaczyna poplakiwac. obok pojawia sie babcia. przyglada sie temu spokojnie, najwyrazniej przyzwyczajona do widoku walki. w koncu matka spocona, wsciekla, dziecko pochlipujace, babcia ociekajaca obojetnoscia oddalaja sie do kasy. popychaja wozek pelen ciuchow po lewej stronie jakby to byly smieci. nawet malina, dla ktorej telewizja jest bozym narodzeniem i wielkanoca jednoczesnie, oderwala wzrok od ekranu i obserwowala cala scene jak zahipnotyzowana. podalam jej jeansy (drugie w jej zyciu!!!) i powaznie skomentowalam to co wlasnie widzialysmy:
 - widzisz jak to jest? nie kazda mama tlumaczy swojemu dziecku 100 razy o co jej chodzi. czasem mamusie traca cierpliwosc, co?
 - no. - malina zbyt zafascynowana wymarzonymi spodniami nie ma czasu na refleksje pedagogiczne. ale w domu, przy kolacji, opowiada tatusiowi:
 - mamusia to mi 100 razy wszystko tlumaczy. a w h&m byla dzisiaj mama co bila dziecko caly czas! caly czas!!!
nie wiem czy to na to konto, ale malina byla dzis dzieckiem nierealnym-idealnym, tak grzecznym, ze sama juz nie wiedzialam co robic. ten zly przyklad zrobil na niej wielkie wrazenie.



poniedziałek, 04 maja 2009
zakupy lylowe.
poszlysmy kupic kalosze, ale zahaczylysmy o kiecki. dluga, jedwabna, lylowa - malina zacheca zebym przymierzyla. niestety. nie dopinam sie, zeby nie wiem co. malina skrupulatnie przewiazuje mnie jedwabna szarfa, robi kokarde i tlumaczy:
 - no zobacz! trzyma sie!
trzyma sie, ale caly bok wylewa sie z niedopietego suwaka, co malina z rezygnacja, ale na caly sklep komentuje:
 - ale szkoooooda, ze jestes za gruba. tak ci ladnie w tej sukience...
no mnie tez szkoda. juz prawie wychodzimy, kiedy moje dziecko wypatruje wersje mini tej lylowej sukni, lapie za wieszak, przyklada do siebie. no prawie akurat! po same kostki! tlumacze, ze dlugosc by jeszcze uszla, ale co z tym dekoltem. trzeba miec duze piersi. malina przyznaje racje, odwiesza sukienke, ale jeszcze troche sie waha:
 - moglabym kupic i poczekac az bede dziesiec. wtedy urosna mi piersi.



higiena nie na czasie.
za tydzien remont lazienki. toaleta, bidet, umywalka.
 - bi-det?!!! - dziwi sie moja tesciowa.
 - no bidet. - odpowiada maz.
 - ale teraz juz nikt nie uzywa bidetow!!! - tesciowa jest wyraznie oburzona.
na to maz wesolo:
 - tak. wlasnie! u nas nikt nie uzywa. dlatego francuzi i wlosi uwazaja nas za barbarzyncow!

oczywiscie znow bedzie na mnie.


Archiwum