wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
wtorek, 31 maja 2011
bęc!
odrabiamy prace domowa. dzwonek do drzwi. sasiadeczka dostala w koncu zajaczki (kroliki?)
 - mamusiu, moge?....
 - mozesz.
malina jak kangur wyskoczyla z krzesla i zwiala z domu jak tylko mogla najszybciej, zebym sie nie rozmyslila. maz pokiwal glowa:
 - dobrze, ze ja puscilas. nie wiadomo ile tym razem pozyja.
ostatni zajaczek sasiadeczki umarl po tygodniu. (slawny tekst: "mamusiu, ten zajaczek juz troche umarl". troche? umarl czy zyje? "lezy i sie nie rusza i tylko troche oddycha, wiec juz prawie umarl")
korzystajac z pewnie godzinki w samotnosci rzucamy sie na fotele w ogrodku, maz robi kawke. czytamy pod jablonia a z daleka dochadza nas odglosy podziwu w jaki dwa male zajace moga wprawic dwie male dziewczynki.

nagle furtki u sasiadeczki otwieraja sie z impetem. to jest ten rodzaj energii i dynamiki, ze wiem, ze to malina juz przy pierwszym szybkim kroczku wiem, ze ma cos bardzo waznego, nie cierpiacego zwloki i pewnie jest to cos na co sie nie zgodzimy do zakomunikowania:
 - dostanie jednego z zajaczkow
 - idzie na lody z siasiadeczka
 - wyjezdza na wycieczke do ameryki i nie wraca
zeby dobiec do naszego plotu musi wyskakac (ona nie umie chodzic) 4 kroki.
pierwszy! drugi!! trzeci!!! plask!!!!!!!... cisza.
ale juz moj maz biegnie przez caly ogrod, i nagle malina placze wnieboglosy i kto ten placz dziecka, ktore nigdy nie placze i nic je nigdy nie boli uslyszal, to musialo mu sie serce scinac.
ja biegne do domu i szykuje:
plaster, dezynfekcje, telefon do pogotowia, kluczyki do samochodu.
maz przynosi maline. buzia cala we krwi: czolo, usta, policzek, oba kolana bluzgaja krwia, biala bluzka z boku we krwi. myslalam, ze padne ze strachu. ulozylam w wannie recznik i zaczelam dziecko obmywac chlodna woda. powoli okazalo sie, ze wszystko to opuchlizna i zdarta skora. zeby sa, nogi nie polamane.
wycieram maline a ona nagle z tego bolu i strachu tak zaczela sie trzasc, ze nie moglam jej utrzymac.
ulozylismy ja na lozeczku, przykrylismy kocykiem, o ktorym myslalam, ze juz dawno gdzies wywedrowal - maz przyniosl go z piwnicy. okrywalismy nim 3 letnia maline jeszcze malym lozeczku. potem byla dezynfekcja z odwracaniem uwagi:
 - malina, jak sie te zajace nazywaja?
 - jeden jest romek czy roman a drugi jest julia.
 - moze romeo?
 - moze.
tatus siedzial przy glowie i czytal findusa, ja masowalam stopki i tak mi sie chcialo ryczec jak juz dawno nie.

po dwoch godzinach dmowego spa, malina smigala na rowerze po ogrodzie i gdyby nie rana na czole, policzku, lokciu i kolanach to nie byloby sladu po calej przygodzie. w lozku malina szuka argumentow zeby nie spac. na prozno. w koncu wpada na pomysl. tak jest tym pomyslem oczarowana, ze niemal widze w ciemnosci jak jej sie nad glowka zapala zarowka jak u dobromira.
 - mamusiu! jak tak o kolanie pomysle to...ssss uuuu bardzo mnie boli...
 - a wiesz jaki jest na to sposob?
 - jaki?
 - zamknij oczki i spij. a jutro nawet nei bedziesz pamietala, ze bolalo...




piątek, 27 maja 2011
mysl zlota przed polnoca.


malina wziela mnie dzis na kolana ( dobre cwiczenie przed urlopem narciarkim. polecam: siedzenie swojemu 8-letniemu dziecku na kolanach tak zeby go nie zmiazdzyc:-), musze zapamietac na przyszla zime) i powiedzala, ze dzis bedzie moja mamusia.

i tak mi przyszlo do glowy, ze jako dzieci myslismy, ze doroslym wszystko wolno a dopiero jako dorosli widzimy, ze wszystko wolno tylko dzieciom.


środa, 25 maja 2011
powiew wiatru


jeszczae malina byla mala jak zostala obdarowana trzema porcelanowymi lalkami. taki prezent raczej dla starszej pani, ktora sobie taka lalke moze postawic na bialej komodzie czy posadzic kolo przykurzonego pianina. male dziecko chce sie lalkami bawic. a tu nie daj boze spadnie takie cudo na podloge i pudroworozana twarz rozpadnie sie w drobny mak. lalki schowalam wiec przy pierwszej okazji i tak sobie czekaja na nie wiadomo co w piwnicy. ubrane w miniaturki historycznych sukni z aksamitu, jedwabiu, obszyte skrawkami prawdzwego futerka, w misternie ulozonych kokach z miniaturowych loczkow - leza sobie dobrze zapakowane, nie kurza sie i czekaja na drugie zycie odkryte przez jakiegos ciekawskiego poszukiwacza piwnicznych skarbow.

zupelnie o tych lalkach zapomnialam. do wczoraj.

wczoraj ogladalam w internecie relacje z wizyty obamy w londynie. i zobaczylam te wszystkie sztywne porcelanowe lalki zywcem wyjete z zapomnianej epoki. prosto z mojej piwnicy. sztywne, staromodne, zasuszone za zycia w mumie. przykurzone. amerykanie byli na ich tle jak swiezy powiew 21-go wieku.


ten wpis nie jest o polityce, ignoruje wszelkie wojny i afery w ktore zamieszana jest i jedna i druga strona. ten wpis to tylko impresja, na ktora wplynely obrazy, ton przemowien, usmiechy i powiew wiatru w zbyt krotkiej sukni prezydenckiej malzonki. nie zalozyla kapelusza. cudnie.






wtorek, 24 maja 2011
dlaczego dzieci sa wazne.


dzis na kolacje wybralismy sie pod krzak w rog ogrodu i zrobilismy piknik. siedzimy sobie, jemy, pijemy piwo, malina opowiada o szkole, ja o dyskusji na jednym z ulubionych blogow o feminizmie. maz sie zainteresowal i pyta czy tylko kobiety dyskutuja i co mowia.
no rozne rzeczy mowia i z wiekszoscia sie nie zgadzam. przytoczylam tez wypowiedz jednej z dyskutujacych, ze kobiety powinny sie zebrac, zespolic i umowic, ze przez kilka lat nie beda rodzily dzieci. dzieci sa bardzo wazne dla panstwa i wtedy moze by sie rzady opanowaly i wymyslily jakis porzadny system wspierania matek, ktore chca pracowac. tu znienacka zainteresowala sie sprawa malina:
 - nie byloby dzieci? to byloby smutno.
smiejemy sie z mezem:
 - ah! byloby calkiem spokojnie, nikt by nie wylewal herbaty na swiezy obrus ani nie przerywal w pol zdania ani nie plakal z powodu spodni w zla pogode... - przerywamy, bo malina dziwnie powazna i chyba nie pojmuje, ze zartujemy.
 - jakby mnie nie bylo to nie mialabys kogo glaskac ani gryzc w ucho!


poniedziałek, 23 maja 2011
malinowa szkola. ta czy tamta?


po wakacjach malina byc moze pojdzie do innej szkoly. zupelnie nie wiemy jak sie do tego zabrac. dokumenty i podania, rozmowy przeprowadzamy i moze nam sie uda. po drugiej klasie taka zmiana nie jest az takim szokiem, bo i tak zmienia sie wychowawca i wszyscy nauczyciele. zaczynaja sie oceny, dochodzi basen i angielski.
jakos ja chcemy przygotowac na te zmiane, zeby to byla jej decyzja a z drugiej strony nie mozemy tej szkoly za bardzo chwalic, zeby nie byla rozczarowana. a za duzo nie moge o tym tez jej opowiadac, zeby - gdyby formalnosci jednak nas przerosly - nie rozmawiala o tym w terazniejszej szkole, bo moze bedzie musiala tam zostac.

dzis pojechalysmy ogadac dom niedaleko tej nowej szkoly. piekny dom, ale zbyt drogi zeby go musiec jeszcze totalnie remontowac. poszlysmy na spacerek kolo szkoly. weszlysmy na dziedziniec, weszlysmy do budynku. malina wpadla w zachwyt. szalala na placu zabaw, podziwiala zdjecia z zajec muzycznych, jakos tak w jednej chwili "rozkwitla". obiecalam, ze dowiem sie czy moglaby moze do tej szkoly chodzic ale zeby to byla nasza mala tajemnica, bo nie chcemy nikomu sprawiac przykrosci, ze jakas inna szkola podoba jej sie bardziej niz wlasna.
kamien spadl mi z serca.
zbieramy kolejne dokumenty.


piątek, 20 maja 2011
Gendarmenmarkt

mam tu swoje ulubione miejsce: quchnia. jest pieknie, jest smacznie i warszawsko. www.quchnia.de
trzy spotkania - trzy sukcesy. slonce deszcz. slonce.
jutro wazny, trudny dzien, jakkolwiek nie bedzie ciesze sie na ten moment: wysiadam z samolotu, dojezdzam do domu, maz ma gotowa wanne pelna goracej wdy, malina spi i cos mruczy jak ja caluje we snie. w sobote polska szkola, goscie, zycie w ogrodzie. juz dzis lubie te sobote.





środa, 18 maja 2011
magia slow

sliczna sukienka
przystojny maz
ekskluzywne mieszkanie
elegancka kobieta
super hotel
piekne biurko
slodkie dziecko
przytulna kafejka
pyszne ciasto



kiedy zamiast tych slow wstawie tu 9 zdjec, czar prysnie.
przewaga slow nad obrazami.





wtorek, 17 maja 2011
co wam powiem to wam powiem.

bardzo lubie ogladac angeline i brada. sa cudowni.
a suknia versace w cannes jest zwyczajnie g e n i a l n a.



piątek, 13 maja 2011
malinowa znajomkosc malarstwa

co wieczor na dobranoc czytamy kolejny rozdzial doktora dolittle. jako dziecko uwielbialam te ksiazke i na szczescie malina tez zakochala sie w grubawym, lysawym doktorku. dzis odwiedzila go chora lasiczka.
 - co to jest lasiczka? - pyta malina ziewając.
 - takie zwierzątko jak norka albo fretka.
 - aaa?... hmmm - malina nie jest pewna o co chodzi.
podpowiadam wiec:
 - a dame z lasiczką pamietasz?
 - tak! taka sliczna! tu ma opaske z koralikow a tu taki bąbel!
malina zasypia a ja sobie ogladam dame i nie za nic nie moge sie doszukac tego bąbla...



czwartek, 12 maja 2011
środa, 11 maja 2011
marc dutroux

zona marca dutroux idzie sobie do klasztoru.

jakimi dziwnymi prawami rzadzi sie swiat.



poniedziałek, 09 maja 2011
trzy dni i trzy noce

trzy dni we frankfurcie spedzilam na:
 - wskakiwaniu i wyskakiwaniu z taksowki
 - usciskiwaniu sie z osobami waznymi
 - unikaniu usciskow z osobami niewaznymi
 - staniu na 14 cm obcasach
 - usilowaniu poruszac sie na tych obcasach jakbym biegala boso
 - usmiechaniu sie w sposob zdziwiony, bo zauwazylam, ze w ten sposob unikam nadmiaru kurzych lapek
 - piciu wody sodowej z cytryna, ktora swietnie udaje gin&tonic
 - udawaniu, ze trzy godziny snu absolutnie mi wystarcza
 - udawaniu, ze interesuje mnie rozmowa, ktora mnie zupelnie nie interesuje
 - umieraniu z zazdrosci, ze maz grilluje z malina w ogrodzie a ja sie mecze.

jestem zmeczona, niewyspana i w zlym humorze.



poniedziałek, 02 maja 2011
lustereczko moje powiedz mi...

zmusilam meza do obejrzenia slubnej sukni kasi - ksiezniczki.
podstawilam mu laptopa pod nos a on:
 - no jak na angielke to calkiem dobrze wyglada.
mezowska pogarda dla angielskiej kuchni i angielskiej urody jest legendarna.

mnie sie w ksiezniczce podoba smukla talia i super nogi. poza tym wydaje mi sie calkiem przecietna a juz zachwytow nad jej siostra to zupelnie nie rozumiem.




dlaczegoooooooooo?
dlaczego jak mam w koszu:
swieza rybe
swieze mleko,
twarozek,
swieza salate
maslo
to musi mnie zaczepic sasiadka i tak zagadac w sloncu, ze nijak nie moge sie wykrecic na piecie i uciec?
niedziela, 01 maja 2011
do gory nogami.

tyle razy stawialismy tak wlasnie nasze zycie. na glowie.

zamarzyl mi sie kolejny filkolek. od jutra ruszamy na poszukiwanie.



Archiwum