wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
środa, 27 maja 2015
malinowe ferie.

 

malina jest w takim fajnym wieku, ze do wszystkiego ma energie. przez tydzien zegluje w zaprzyjaznionym klubie. od poczatku ferii leje i jest zimno. malina budzi sie raniutko, czyta sobie na dziendobry, o 8 rano je sniadanie w swojej grupie, zaklada bikini, pianke, czapke i wyplywa w ten deszcz. przerwe robia sobie na obiad, potem do 5-tej na wodzie. kiedy ja odbieram, to nawet nie chce mi sie wysiadac z samochodu w te zimnice i w te kaluze. a ona wlasnie cwiczyla wywracanie lodki, wiec nawet wlosy mokre. nogi mokre, dziecko rozesmiane. w domu goraca wanna, goraca kolacja i o 20 malina nie ma sily przeczytac dwoch stron ksiazki. cichutko gasze swiatlo i patrze jak spi. zeglarz. drugi tydzien wrecz przeciwnie - malina bedzie spala ile sie da, szyla, czytala i chcemy zaliczyc kilka miejsc kulturalnych - hamburg.

 

czwartek, 21 maja 2015
oszczednosci.

poniewaz nie jestem w nastroju do imprez, od wczoraj zaliczam wszystko w wyprobowanych ciuchach i butach. ale mam nowe okulary.

dwa tygodnie temu w ogrodowych jeansach i swetrze meza pojechalismy odebrac maline z polskiej szkolki i okazalo sie, ze jestesmy za wczesnie. wpadlismy wiec do znajomego optyka. recepte na okulary mam od miesiaca w portmonetce, ale pan zmierzyl mi oczeta po swojemu i sie zdziwil, ze wynik pokryl sie z recepta. pochwalil mojego lekarza i pokrecil glowa na wszytkie oprawki, ktore sobie sama wybralam z regalu i zapytal czy moze cos zaproponowac. no pewnie, ze moze! wrocil z 9 oprawkami na tacy - no niebrzydkie, ale ja wiem?

zaczelam przymierzac i przyznalam panu racje, wszystkie super pasujace, w przeciwienstwie do tych co mi sie "samodzielnie" podobaly a wygladaly jakby mi ktos czyms rzucil w twarz. droga eliminacji wybralismy oprawki. jest ich 500 na swiecie - specjalna seria, wiec jest tez troche snobistycznie. na koniec - jak jeszcze troszke sie wahalam, pan podal mi czarny plaszcz zebym sobie zobaczyla jak bedzie z czarnym. w blekitnym swetrze meza wygladalama jak ubogi ogrodnik. plaszcz byl taki jakich juz kilka mialam w zyciu. bardzo wciety w pasie, rodzaj surduta do polowy ud. pan optyk mnie zadziwil. niestety kupilam i oprawki i plaszcz i do wakacji bedziemy jesc suche kartofle.

jestem wlasnie na kilkudniowej imprezie, skacze z wystawy na koktail, z workshopu na pokaz, zaraz lece na lampke szampana z fotografami, wieczorem festiwal, wielkie party festiwalowe, potem nasze firmowe party w klubie. od wczoraj nosze tylko ten plaszcz z roznymi dodatkami plus okulary. a takze wygodne - choc wysokie - buty, bo skrecilam kostke. i jezuniu, co ja sie komplementow nasluchalam, ze tak fajnie i ze zmienilam image (a ja od zawsze w czarnych surdutach!). dzis na wieczor pod surdut zakladam czarna sukienke z cekinow. zdalam telefonicznie mezowi relacje z tej plaszcczowej sytuacji a maz:

 - o kurcze, to zrobilismy na tym plaszczu prawdziwy interes! zaoszczedzilismy jak nigdy!!!

 

 

poniedziałek, 18 maja 2015
a ja jestem kolo...

pamietam dokladnie ten dzien, kiedy w tramwaju - przystanek przy pl.zawiszy - stalam niezdecydowana w drzwiach. wysiasc? przejechac jeszcze jeden przystanek? i jakis uczniak rzucil zdenerwowany:  - pani wysiada? czy nie wysiada?

mialam wtedy 24 lata, lada moment wychodzilam za maz i strasznie mi sie zrobilo milo, ze ktos do mnie zwrocil sie per "pani". no nareszcie. prawdziwie dorosla! dzis pewnie obyloby sie bez slow, chlopak przepchnalby sie do wyjscia i tyle, ale wtedy to jednak ... byly inne czasy. babciom ustepowalo sie miejsca w tramwaju. powaznie tak bylo!

bardzo sie cieszylam ta swoja dorosloscia, zawsze z dowodem pod reka na przyklad zeby moc wejsc do pubu w anglii. juz nawet z obraczka na palcu i swiatowa mina na twarzy wygladalam na malolate. i tak sie do tego stanu przyzwyczailam, ze wygladam na mniej niz jestem, ze lekko zszokowal mnie ktos kto niedlugo po przekroczeniu 40stki powiedzial, ze wygladam jakbym wlasnie przekroczyla 40stke. no dobra. trudno. zaczelam wygladac na swoje lata. kazdego to w koncu czeka, prawda?

rok temu stalam na pewnym branzowym przyjeciu na plazy i jak zwykle sie nudzilam i milo usmiechalam do kazdego kogo znalam i kogo nie znalam tez. small talk w trzech jezykach przy moim kalectwie jezykowym jest naprawde meczace. no ale ok: i am fine, very busy, very nice, awesome, great, thank you, yes sure, danke, alles super, a u ciebie? a tu podchodzi do mnie znajoma agentka z ktora sie lubimy, wiec pewnie dlatego postanawia (pod wplywem alkoholu), dac mi dobra a serdeczna rade:

 - musisz odpoczac.

 - no musze. zaraz ide do lozka.

 - nie, no ja mysle tak ogolnie musisz odpoczac. widac, ze ta wasza cooperacja cie wykonczyla. wygladasz na zmeczona. zle wygladasz. nie powinnas tyle pracowac, przejmowac sie... popatrz na t. no zobacz sama, ona wyglada znacznie lepiej, pewnie nie zapieprza tak jak ty!

 - t.??? t?!!! porownujesz mnei z t.?

 - no bo pracujecie razem...

 - kochana, t. moglaby byc moja corka, gdybym tak kolo matury stracila zmysly i niechcacy zaszla. ja moge caly dzien lezec u masazysty a t. pracowac a i tak nie bede wygladac jak ktos o 18 lat mlodszy niz ja.

 - 18 lat? p o w a z n i e? o kurcze!

i tak mnie w sumie ta rozmowa rozsmieszyla i myslalam, zeby cieszyc sie z niezaplanowanego komplementu (chociaz moze to byl poprostu anty-komplement dla t.?), ale nie... jakos nie moglam. poczulam, ze mam dosc. pracuje w branzy dla mlodych ludzi i wciaz sie z nimi porownuje, mierze, scigam. tej wiosny poczulam, ze braknie mi tchu. zamiast cieszyc sie, ze w sumie jak na swoj wiek dobrze wygladam, martwie sie kazda zmarszczka. a najgorsze jest to, ze nic mi sie nie podoba. muzyka, social media, demokracja filmu, shows z calym ich wulgaryzmem. mecze sie.

schudlam troche, bo przestalam jesc slodycze. znajoma kreci glowa: wiesz kolo 40stki to juz nie mozna sobie ot tak chudnac. cialo tego nie lubi!

nie mowie, ze ja jestem akurat kolo 50 tki, robie sobie z cialem co chce i mam jedno jedyne marzenie, kiedy wieczorem podlewam ogrod: zeby tak to jeszcze wszystko troche potrwalo.

 

 

 

sobota, 09 maja 2015
malina po polsku.

 

w polskiej szkolce test z historii. malina zdaje relacje z pytan. bezblednie pamieta o co chodzi w pakcie ribbentrop molotow. poczatek, koniec wojny, holokaust. w jednym z pytan chodzilo o KOMPAKT wersalski a na mapce malina musiala zaznaczyc ziemie po wojnie odzyskane i ziemie ZGUBIONE.

 

 

środa, 06 maja 2015
malinowe pomysly

 

kilka dni temu rozmawialysmy o podziale obowiazkow w domu. najlepiej podzielic je tak, zeby kazdy robil to co mu dobrze wychodzi i co troche lubi, wtedy dbanie o dom nie jest takie zmudne. dzis malina podzielila sie jednym z pomyslow:

 - ja chyba przejme gotowanie, bo ty ani nie umiesz, ani nie lubisz, co?

 

poniedziałek, 04 maja 2015
maliny przygody z celebrytami.

 

poszlysmy na premiere filmu jako dwie VIP - ki. troche wystrojone ale nie za bardzo, bo w koncu kino to nie teatr. przemaszerowalysmy po czerwonym dywanie i z przyjemnoscia stwierdzilysmy, ze mamy bardzo mile sasiadki - tez mama z corka. poradzilam dziewczynom, zeby zabraly swoje karty i telefony i wrocily na czerwony dywan, bo za 15 przyjada aktorzy i pani rezyser i mysle, ze prasa sie na nich rzuci i to jest chyba najciekawsza czesc tego wydarzenia. dziewczynki poszly a my moglysmy troche pogadac. dziewczyny wracaja zarumieone i wniebowziete. okazalo sie, ze malina zlapala pania rezyser za reke:

 - moja mama pania zna i pani zna maja mame!

 - tak? - pani rezyser zatrzymala sie na chwile - a jak sie nazywa twoja mama?

malina wyrecytowala moje imie z nazwiskiem.

 - ano tak! ciesze sie, ze przyszlyscie. pozdrow mame! - i pani rezyser pozwolila sie dziewczynkom sfotografowac i podpisala im kartki.

nasze nowe znajome byly pod wrazeniem naszych znajomosci, ale zanim moglysmy sprawe przedyskutowac, rozpoczal sie film. w drodze do domu wracam do sprawy:

 - malina, to byl skok na bank. ja nie znam pani rezyser.

 - jak to?????!!! powiedzialas, ze znasz jej meza.

 - jej meza znam, ale ja znam tylko tak jak znam angele merkel, rihanne albo katy perry... z gazety!

 - aha - malina wcale nie zbita z tropu - no to teraz jak ja spotkasz, to powiedz, ze jestes moja mama a ja ja znam! mozemy ja nawet do nas zaprosic, co? z mezem!

 

Archiwum