wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
poniedziałek, 30 czerwca 2008
zyciowe decyzje. dalekosiezne czasowo i geograficznie.
- mamusiu, chce zrobic ci propozycje.
- tak? prosze bardzo.
- uwazam, ze powinnas mowic ze mna tylko po polsku. ta sytuacja, ze glownie nowimy po niemiecku zaczyna mnie denerwowac.
- ... ale mowimy przeciez po polsku...
- tak. ale za malo, wiec zdecydowalam, ze zrobie ci taka propozycje
- dobrze.

wieczorem telefonuje z mama mirabell i dowiaduje sie, ze nasze corki zdecydowaly, ze beda studiowaly w polsce. zamieszkaja na helu u pani hani.
wtorek, 24 czerwca 2008
malinowe komplementy.
malina spedzila 5 dni u dziadkow. oma gotuje obiad. malina glaszcze ja po pupie:
 - masz piekna pupe.
oma zaskoczona:
 - a co ci do glowy przyszlo?
 - tatus zawsze tak mowi do mamusi.
czwartek, 19 czerwca 2008
to moje 12-ste cannes
spotykam sie, usmiecham, wymieniam grzecznosci i kilka nawet szczerych usciskow, objadam sie francuskimi kulinarnymi wariactwami w najlepszych restauracjach i popijam je wybornym winem, na dobry humor kilka kropel armagnac z 1962 roku i swieze poziomki. ogladam filmy, odswiezam stare znajomosci, zawieram nowe. staram sie w sobie odszukac entuzjazm z dawnych lat, ale coraz mniej skutecznie. cannes jest fajne, tlumacze sobie, ale nie moge doczekac sie niedzieli, lotu do monachium i wina przy wlasnym stole.
sobota, 14 czerwca 2008
ogrod.
ogrod zwariowal. wyglada jak panna mloda w ciazy albo tort kremowy. roze wybuchly w jakies niesmowite kaskady, mieszaja sie z winem i lylowymi clematisami. zrobilam sobie lapki, wiec co raz musze sie przywolylwac do porzadku, zeby nie poleciec i czegos nie podciac, podwiazac, podkopac. nawet jasmin zglupial. taki byl sobie przymierajacy i kwitl kilkoma marnymi kwiatuszkami, ale szkoda mi bylo go wyrzucic, wiec przesadzilam go za szope, dalam druga szanse. teraz mam tam bialy wodospad, ktory jasminieje na kilka metrow. i wisienki sie rumienia czarujaco. malina nie daje im szans na dojrzewanie. przytaskala trampoline i skacze i wyskubala juz caly dol. twierdzi, ze pycha. sprobowalam: kwas. za to poziomki slodkie jak cukier czerwienia sie na wyscigi. co wieczor malina wraca z kubeczkiem pelnym czerwonych kleinocikow. to co co roku wyrywalam skrzetnie, myslac, ze zielsko, postanowilam zostawic i okazalo sie, ze to jakas cudowna odmiana lylowych makow. czary mary normalnie.
piątek, 13 czerwca 2008
trzeba czasem otworzyc oczy.
moje oczy skierowane sa zawsze na maline. nigdy nie interesowaly mnie dzieci i tak mi pozostalo. malina jest oczywiscie dzieckiem, ale moim i to jest wielka roznica. jeszcze w ciazy obiecywalam sobie i mojej przyjaciolce z jednorocznym synkiem, ze nie bede mojego dziecka porownywac z innymi dziecmi. kazde ma swoja osobowosc. salvador dali sikal w lozko do 7 roku zycia i co? geniusz! wiec wychowywac jak sie da i nie porownywac. nie porownywac rodzenstwa, bo potem najstarsze nosza w sobie rane na cale zycie. nie porownywac z kolezenstwem, bo co dziecko to osobowosc.
w przebieralni po sporcie jak i w innych przebieralniach (po flamenco, po szkole muzycznej, w obu przedszkolach) widze tylko maline. pewnie dlatego nie znam sie na jej znajomych poza tymi, ktorzy nas odwiedzaja. i niecierpliwie sie niezmiennie - szczegolnie od kiedy postanowilam nie uzywac slowa "szybciej" - jak malina sie przebiera. ona sie przebiera wiek caly. to trwa dlugie godziny, bo w czasie przypadajacym na zalozenie jednego buta malina zauwaza trzy osoby wchodzace do szatni, dziurke w suficie, buty kolezanki, pyta czy nie zapomnialam o wodzie dla niej i co bedziemy potem robic i jaka bedzie pogoda za tydzien i czy pamietam jak pol roku temu babcia zabrala ja do teatru. a ja umieram z niecierpliwosci i juz sama nie wiem jak sie zachowac, bo wychodzimy zawsze ostatnie, co mnie smuci, bo mysle, ze malina mimo swoich pieciu lat moze jednak troche gapa i slamazara jest? dlaczego inne dzieci wyskakuja z jednego ubranka, wskakuja w drugie i juz leca dalej? i ostatnio udalo mi sie odpowiedziec na to pytanie. otoz te dzieci nie przebieraja sie same. cos tam zdejmuja, cos zakladaja, ale jednak mamy bardzo im pomagaja. szczegolnie mamy chlopcow. ja nie ruszam ani jednym palcem. siedze obok a malina walczy sama. zwija skarpetki w rulonik, sklada spodnie w kancik. moze warto czasem popatrzec na inne dzieci, zeby docenic swoje? zaprosilam maline na lody, bo poczulam sie bardzo zle. 
czwartek, 12 czerwca 2008
socialising
w sobote jedziemy na wielkie urodzinowe przyjecie. z powodu zlej pogody goscie przeniosa sie z pieknej lesnej polany do pieknego palacu. lamie sobie od tygodni glowe nad jakims pomyslowym prezentem, ale brak mi weny. moj maz nie wykazuje zadnej inicjatywy. prezenty go nie interesuja, sam nie przywiazuje do nich zadnej wagi, dlatego nie potrafi mnie wspomoc w podjeciu decyzji. skonczy sie pewnie na skrzynce dobrego wina, ale probuje namowic go do wspolnego brainstorming:
 - no pomysl troche. organizujemy przyjecie na twoje okragle urodziny. goscie sie zjezdzaja z roznych stron. o czym bys tak zamarzyl, czego bys sie spodziewal? co sprawiloby ci przyjemnosc?
 - ze zadzwonia, ze nie przyjada bo cos im wypadlo.
lubie czuc sie potrzebna.
szef potrzebuje pilnie waznej wiadomosci. oddzwaniam, nagrywam sie. trzy zdania, ale wszystko czego mu wlasnie trzeba. za chwile dostaje sms: "my niemcy jestesmy tylko na tyle dobrzy na ile wy polacy nam pozwolicie. dotyczy nie tylko pilki noznej:-)" odpisuje parafraza znanego powiedzenia: "za kazdym niemieckim sukcesem stoi zdolny polak". a wieczorem sobie potelefonowalismy i dalismy do zrozumienia jak sie lubimy.

w pospiechu.
hamburg, düsseldorf, pospiech, nowe spotkania, nowe usmiechy, obiecanki cacanki, w sobote stuttgart, w niedziele cannes. braknie mi troche tchu, ale sie spielam w sobie i odrestaurowalam z lekka, dla zachowania pozorow. bo i tak juz sie nikogo nie da nabrac, ze jestem dziewczyna. kobieta jestem dojrzala i to juz nieodwracalnie. ale odchudzona 4 kilo, wybiegana, twarz wymasowana i wyalgowana, stopy jedwabste, dlonie porcelanowe. jutro jeszcze plecy do uszlachetnienia, bo mam dwie kreacje, co nie maja tylu prawie wcale. w tym roku nawet wieczorowe suknie maja kroj plazowek. popoludniu jeszcze fryzjer, pakowanie i fru! i caly czas probuje przekonac sama siebie, ze to strasznie fajnie i ze sie dobrze bawie. 
poniedziałek, 09 czerwca 2008
malina sportowa.
zajecia muzyczne tak sie malinie ulozyly, ze musialam ja przeniesc do innej drupy na zajecia sportowe. niestety zostala do wyboru tylko grupa w ktorej maliona jest jedyna dziewczynka. postanowilysmy sprawe wybadac i jesli bedzie zle przeniesc do grupy mieszanej a zrezygnowac z jednej godziny w tygodniu. malina jedyna na wrzosowo-rozowo wsrod bandy pilkarskiej. pisze bandy, bo chlopaki jak malowane, ale urwisy ze dech zapiera. zupelnie inny swiat, inna dynamika, wulkan. ale malina chodzi teraz na zajecia jeszcze chetniej, chetnie gra w pilke nozna i pyta czy moge jej tez kupic koszulke fc bayern. zawsze jak czekamy na zajecia chlopcy skacza na okragle okno w wielkich, ciezkich drzwiach gigantycznej sali gimnastycznej zeby zobaczyc co robi poprzednia grupa. biora kilkumetrowy rozbieg i rzucaja sie brawurowo na to okno. w ten sposob uzyskuja mozliwisc zajrzenia do srodka przez sekunde lub dwie. malina stoi z boku i jakby boi sie stratowania. w koncu wykorzystuje chwilke przerwy w meskim szturmowaniu. podskakuje lekko jak pileczka, zawisa na krawedzi okna i gapi sie jak dlugo jej na to pozwalaja ramionka. a pozwalaja na dlugo bo malina w ogrodzie cwiczy na malpkach fikolki i ma sliczne muskulki. chlopakom strasznie to sie spodobalo, ale zaden nie mogl tak dlugo wytrzymac jak malina. dzis odbieram moja rozowa chudzinke a w szatni rzucaja sie na mnie wszystkie urwisy na raz. przekrzykuja sie, bo kazdy chce mi powidziec, ze malina w skoku w dal skoczyla najdalej i... przeskoczyla dziecieca skocznie. chlopaki byly przejete a tymon machal reka:
 - a ja z nia chodze do szkoly muzycznej. do tej samej klasy!!!
w nagrode poszlysmy na crepes z bananami i lody. musze przestac o tym myslec, bo normalnie pekam z dumy i milosci a jeszcze musze troche popracowac.
niedziela, 08 czerwca 2008
malinowy mecz polska - niemcy
opowiadamy malinie, ze jak bedzie spala odberdzie sie mecz pilkarski: polska - niemcy.
 - ale to nie ma sensu! - uburza sie malina
 - dlaczego?
 - bo polacy nie mowia po niemiecku a niemcy po poslku. to jak oni maja grac?!!!


w zwiazku z tym naszla mnie refleksja, ze pilkarze nie mowia. nie musza. za to inni mowia duzo i glupio. niby w ich imieniu, ale tak naprawde to tylko w swoim.
sobota, 07 czerwca 2008
co ma wspolnego ciaza i jogging?
mijani przechodnie usmiechaja sie bezinteresownie. bardzo przyjemne. 
środa, 04 czerwca 2008
samotny tata. maz agaty mroz.
czytam na roznych forach duzo madrych wypowiedzi na temat mlodej mamy, ktora osierocila dwumiesieczna coreczke. umarla na raka.

naszla mnie refleksja: dlaczego przeraza nas samotny ojciec bardziej niz samotna matka? w XXI wieku?

czy rozwazalybysmy rownie plomiennie moralna strone decyzji o dziecku gdyby tata byl smiertelnie chory a mama zdrowa?
poniedziałek, 02 czerwca 2008
malina tanczaca.

przedstawienie flamenco. widzow znacznie wiecej niz mogla zmiescic sala. jak bylo cudownie zobaczylam dopiero potem na filmie. niestety. jak tylko malina niby czapla wmaszerowala dostojnie na scene i z surowa mina tancerki flamenko zawachlowala wachlarzem to zaczelam ryczec i prawie nic nie widzialam. 
Archiwum