wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
sobota, 20 czerwca 2009
malinowy sommerfest
w przedszkolu waldorf dzieci przygotowuja sie do sommerfest dwa miesiace. w tym roku przygotowali bajke o spaicej krolewnie. nikt niczego nie uczy sie na pamiec, tylko codziennie odgrywaja te bajke po sniadaniu. pani czyta a one powtarzaja. bez stresu, bez nerwow. kazdy zagra i spiaca krowlewne i konika i zla wrozke i kucharza. i nigdy nie wiadomo, kto kogo bedzie gral na sommerfest. bardzo mi sie to podoba, bo nagle wszytkie role sa rownie wazne i dzieci sie swietnie bawia, ze juz nie wspone o tym, ze dluga, rymowana bajke znaja na pamiec. ubieraja sie w symboliczne kolory i maja jedynie symbolicznie zaznaczone rekwizyty. niby wszytko jest tak samo wazne, ale malina juz przy sniadaniu wzdychala, ze fajnie by bylo byc przynajmniej wrozka. no i zeby nie zostac wartownikiem, bo oni maja kolor szary. pogoda srednio dopisala ale nie padalo. rodzice zebrani na polu pod lasem, zielono, wesolo. w koncu trzymajac sie za zielona girlande z wplecionymi w nia rozami ukazuja sie nam dzieci. drepcza sznureczkiem, przejete spiewaja piosenke o spiacej krolewnie. na poczatku biale koniki, potem wrozka, potem krolowa matka, potem malina... nie... zadna malina tylko JEDEN WIELKI ROZANIELONY USMIECH. kurcze czyzby byla krolewna? tak. wianek z jedwabnych rozyczek i jedwabny, rozowy welon malowniczo targany przez wiatr. zabawa udala sie znakomicie, dziecko padlo do lozka a za 4 godziny przelozymy je do samochodu. ruszamy nad polskie morze. ide sie pakowac.

czwartek, 18 czerwca 2009
malinowe nietakty.
odbieram maline z przedszkola. strapiona pani prosi mnie na strone. serce szybciej mi bije. czyzby malina narozrabiala? no najwyrazniej bo pani pyta:
 - czy u panstwa sa jakies klopoty w domu? czy cos sie stalo? jakies niepokoje, jakies problemy? jakas zmiana?
 - ??? hmmm... nie. a dlaczego?
 - bo malina taka dziwna jest. niespokojna, zlosliwa, niegrzeczna.
nie bardzo wiem co powiedziec, bo wlasnie wczoraj wieczoraj gadalismy z mezem, ze to taki dobry czas, ze malina tak sie stara, jest taka pomocna, zadowolona z zycia, wstaje w dobrym humorze, idzie spac usmiechnieta, troche sie wymadrza i troche marudzi ze slodyczami ale poza tym juz dawno nie czulam, ze dziecko zyje w takiej wewnetrznej harmonii. chyba wszyscy czujemy, ze poprawa zdrowia ozlocila nasze zycie od nowa.
no wiec krece glowa i odpowiadam, ze wrecz przeciwnie. moze tak dlugo nie bylo jej w przedszkolu, ze trudno jej sie znalezc w grupie? ale nie, w grupie jest super, malina jest niegrzeczna w stosunku do przedszkolanek.
 - tak? a co robi?
pani opisuje sytuacje, kiedy malina komentuje kolczyki u swojej kolezanki:
 - niedobrze, ze przeklulas sobie uszy, na starosc bedziesz miala wielkie dziurki i obwisle uszy! - krytykuje malina pewnie z zazdrosci. powtarza zreszta moja opinie, bo niestety nie lubie kolczykow u malych dziewczynek. na to pani przedszkolanka:
 - a co ty opowiadasz? to nieprawda!
 - prawda. - upiera sie przy swoim moje dziecko - moja mama tak powiedziala a mama wie lepiej bo jest wieksza od pani!
pani jest zla:
 - malina! tak sie u nas w przedszkolu nie mowi!!!
pani tlumaczy swoje oburzenie i szuka u mnie zrozumienia. nie znajduje go jednak. no przepraszam, ale pani przedszkolanka musi wiedziec co powiedziec do dziecka, ktore uwaza, ze mama jest madrzejsza. jak malina w domu twierdzi , ze przedszkolanka wie lepiej to kiwam glowa i przyznaje, ze to bardzo mozliwe, bo nikt nie wie wszystkiego.
ale niestety malina na dodatek ze trzy dni temu powiedziala do pani:
 - szkoda, ze pani sie z nami nie buja na hustawkach... ale... i tak by sie pani nie zmiescila.
no i pani - ktora rzeczwiscie jest otyla... sie bardzo obrazila.
a ja nie jestem pewna co na ten temat myslec. na przyklad rozmawiam z malina, ze nosze grzywke, bo nie mam juz takiego slicznego czolka jak ona, malina sie przyglada i przyznaje mi racje: tak, masz duzo zmarszczek! ale tez masz ladne czolko! takie male dziecko stwierdza fakty, bez oceniania co jest brzydkie a co nie. dla niej grube nie jest brzydkie i to jest cudowne, dopiero dorosli wymyslaja mody i wzorce i uznaja co ladne a co brzydkie. nie wiem czy chce juz teraz maline uczyc dyplomacji i taktu i tlumaczyc, ze taka opinia moze kogos urazic, bo bardzo mi sie podoba wlasnie to, ze male dziecko nie mysli doroslymi kategoriami i jak mowi do ukochanej przedszkolanki, ze jest gruba, to stwierdza fakt a nie ocenia. mysle, ze nie ma dobrego momentu zeby zaczac taka edukacje. mysle, ze intuicja i doswiadczenia w grupie pomoga malinie wyczuc co mozna powiedziec a czego a nie. moge jej podpowiadac, ale nie chce nic narzucac.
niedawno malina gapila sie na ulicy na uposledzonego chlopca, ktory jechal na rowerze z 4 kolkami. skarcilam ja za to i powiedzialam, ze dla tego chlopca to moze byc nieprzyjemne.
 - dlaczego? czy on mysli, ze mu zabiore ten rower, bo mi sie podoba?
rower byl caly w naklejkach a ja nie zauwazylam, ze to bylo to co maline zafascynowalo. polecialam po schemacie: gapi sie na kaleke. kilka dni pozniej na autostradzie mijal nas motocyklista na blyszczacym, czterokolowym motorze, malina natychmiast pokazala, ze pamieta, co jej tlumaczylam:
 - mamusiu patrz! jaki ulomny pan!!! to sie nie patrzec co?
 - ulomny???
 - no jedzie na czterech kolkach!!!
cos zle wytlumaczylam. no wiec od poczatku.
jeszcze tyle do wytlumaczenia, zrozumienia, ogarniecia. malina ma 6 lat, obserwuje i komentuje.
co ja mam powiedziec obrazonej przedszkolance? zeby zmienila zawod czy zeby schudla?




poniedziałek, 15 czerwca 2009
chcialabym sie schowac pod koldre.
helikopter, w ktorym siedzial moj zaprzyjazniony rezyser i operator zdjec spadl z 10 metrow wysokosci. operator polamany. i rece i nogi. rezyser pewnie nigdy nie bedzie chodzil. wlasnie odwolalam projekt, do ktorego go sprzedawalam jeszcze dzis rano. zakladam wysokie obcasy i ide na rozdanie jakichs glupich nagrod a chcialabym sie zaszyc w mysia dziure.


pierwszy raz.
w sobote malina po raz pierwszy w zyciu zostala z babysitter my poszlismy do kina. wszyscy bardzo zadowoleni.

niedziela, 14 czerwca 2009
rozmowy intymne.
kupujemy jeansy. od 17 lat maz nosi ten sam rozmiar smuklego, wysokiego faceta. malina lata po sklepie i wybiera wsrod mini spodniczek jakas ktora nie szraga sie po podlodze. psim swedem przemycam czarnawe jeansy dla siebie. dobre nad morze. wychodzimy. maz refleksyjnie:
 - wiesz po czym mozna poznac, ze nadchodzi starosc?
 - no?
 - ze w sklepie z jeansami mowia do ciebie per prosze pana.


****
 - jezu ja sie zalamie. po co kupilam te spodnie, wygladam jak kielbasa!
 - mnie sie podoba!
 - tobie sie zawsze grube kobiety podobaja. gdybys umial malowac zostalbys rubensem!
 - ale ty mi sie zawsze podobalas!
 - no kiedys to nie byla wielka sztuka sie podobac! moja sukienka slubna miala rozmiar 36.
 - widzisz jak ja cie kochalem juz wtedy? nic w srodku nie bylo a ja i tak sie od razu ozenilem. i to byla dobra inwestycja. bo prosze: rozwinelas na prawdziwa kobiete! wzialem mniej, mam wiecej. mam glowe do interesow!


+++++
 - jak ja sie ciesze, ze ty nie przechodzisz kryzysu wieku sredniego.
 - no ja nie przechodze, bo od razu sie ozenilem z malolata. i tak zostalo.


*****
schylona nakrecam weza ogrodowego kolbka na walec. mecze sie. ufff. gotowe! maz wstaje z lawki i... pyta czy moglby go od nowa rozwinac...
 - co???!!!
 - a ty bys od nowa zwinela. to byl normalnie najlepszy widok w ten dlugi weekend...


czwartek, 11 czerwca 2009
jaki ja mam stressssssss...
za 10 dni jestesmy w bialogorze nad morzem. siedze sobie teraz w internecie i patrze co tam wokol, co by robic jak bedzie lalo, a co jak bedzie wialo, a co jak bedzie slonce. i jezu jak ja sie stresuje! na co nie klikne to cudne, piekne, przypomina mi dziecinstwo, mola w sopocie to kurcze nie moge dostrzec bo mi sie ciagle lzy w oczach kreca, w mielnie dostalam swoja pierwsza duza lalke bozene od pewnego pana, ktory chcial sie tym przypodobac mojej mamie i zostal moim ojczymem (oczywiscie dzieki tej bozenie!), w debkach spedzalam noce na gadaniu i dni na zbieraniu rydzow z moja najwieksza przyjaciolka a potem swiadkowa... i tak bez konca. wiec stresuje sie i denerwuje, ze jedziemy tylko na dwa tygodnie i nic nie zdaze porzadnie zobaczyc. potrzeba mi kolo dwoch miesiecy a tak... kurcze no!

moze lepiej zostac w domu?

sztuka lekiem?

malina idzie jutro po przedszkolu do pinakothek der moderne na zajecia dla dzieci. obcowanie ze sztuka. temat poruszony w czasie zwiedzania, praca na ten temat, wspolne przygotowanie posilku i posilek. pinakothek der moderne jest tak cudowna nowoczesna budowla, ze inspiruje i dzieci i staruszkow. jako dzidzius malina siedziala wozeczku i zachwycona patrzyla na szklana kopule wysoko, wysoko nad jej maciupkim jestetstwem. dzis przy sniadaniu dopytuje sie o plan na jutro.
 - najpierw przedszkole?
 - tak.
 - a potem dopiero apotheke der moderne?
umarlismy ze smiechu.



środa, 10 czerwca 2009
jamnik. jedynie sluszna rasa.
szukam na pomorzu jamniczka. wszystkie fajne sa niestety gdzies na poludniu, slasku, kolo krakowa. a niemieckie jamniki jakies takie brzydkie.
malinowa corka
siedzimy w kinie. malina ma swoj popcorn. ja swoj. kupilam najmniejszy rozmiar, ale i tak na naszych kolanach stoja dwie gory popcornu.
 - o boze - szepce do maliny - ja nie dam rady tego zjesc.
 - nie martw sie. od czego masz corke?
zaskoczona usmiecham sie do maliny ona niezupelnie pewna czy trafila  w sedno z ta odpowiedzia dodaje:
 - no... od innych rzeczy tez!




wtorek, 09 czerwca 2009
zadowolan mamusia.
jedziemy samochodem. dzwoni klient i pyta czemu nie ma mnie na skypie. no to mowie, ze czekam na jakas dobra wiadomosc od niego 24 godziny na dobe na skypie a jak wyszlam na godzine z dzieckiem na truskawki to on zaraz sie awanturuje. no to on na to ze nie awanturuje tylko ma fajny projekt. mowie zeby wyslal staromodnie mailem, gadamy troche o tym projekcie, smiejemy sie:
 - lubie ci wysylac projekty, bo ty sie jeszcze potrafisz porzadnie cieszyc!
sztrasznie sie ciesze, dodaje gazu, bo mi ten projekt dodal skrzydel, wyciagam reke do maliny i wolam wesolo:
 - malina, gratuluje ci!
 - tak. dobrze. a dlaczego?
 - gratuluje ci fajnej mamusi! - wolam w przyplywie dobrego humoru.
 - dobrze. - malina kiwa wesolo glowka - ale co ja mam z tym zrobic?


trzeba bylo dziecku nie gadac glupot a tak to masz babo placek.

odbieram dziecko z przedszkola. jakies nie w humorze. w samochodzie malina dziwnie milczaca. w koncu bomba wybucha:
 - jonas stracil jeden zab a drugi juz mu sie kiwa.
 - tak? aha. - odpowiadam rzeczowo, bo wiem, ze stapam po cienkim lodzie i kazdym usmieszkiem moge zranic obolala juz dusze malinowa.
 - mamusiu, jonas jest rok ode mnie mlodszy i nie umie wcale czytac!


poniedziałek, 08 czerwca 2009
nic nie mozna zrobic.
mieszkala sama. poslizgnela sie  w lazience. upadla. rozbila glowe. siostra znalazla ja martwa nastepnego dnia. nasza byla sekretarka. co zrobic z taka wiadomoscia swidrujaca brzuch.
czwartek, 04 czerwca 2009
ja. teraz.
bardzo trudny dzien. trudna konfrontacja zawodowa. maz przegadal ze mna caly wieczor. mowi, ze odkad jest malina nosze w sobie nowa sile, ale tez jakos latwiej mnie zranic i obrazic. niestety obrazanie sie jest bardzo nieprofesjonalne.




środa, 03 czerwca 2009
chcecie wierzcie lub nie wierzcie myslcie sobie jak tam chcecie a ja przeciez wam powiadam krasnoludki sa na swiecie
malina zna pojedyncze litery, umie napisac mama, tata, babcia, swoje imie. nigdy nie skladalysmy literek w slowa, waldorf uczy alfabetu bardzo powoli i dopiero w szkole. kiedys w styczniu, po jakies internetowej dyskusji o czytaniu, kiedy okazalo sie, ze wiele dzieci czyta juz w pieluchach, pokazalam malinie elementarz. niestety to nie jest na cierpliwosc maliny. malina kazala sobie slowa przeczytac a kilka dni pozniej "przeczytala" je ... na pamiec. dalam jej spokoj, oddajac sie we wladanie swojej intuicji i antropozofii. malina ciagle liczy, dodaje, odejmuje, dzieli, ale literki ja nudza.
tydzien temu malina znow majstruje przy swoich biednych zebach, ktore sztywno siedza i ani mysla sie kiwac. wszystkie kolezanki maja przynajmniej po jednej szczerbie a malina caly garnitur i strasznie cierpi z tego powodu.
martwi sie i wciaz szuka powodow tego szczekowego stanu rzeczy. spontanicznie przychodzi mi do glowy argument antropozofow: zeby wypadaja jako znak, ze dziecko jest gotowe do szkoly! malina kreci glowka wyraznie niezadowolona:
 - ale ja jestem gotowa!
 - tak jestes. ale jeszcze nie umiesz czytac. moze dlatego? - dopiero przy znaku zapytania lapie sie na goracym uczynku. jestem matka-idiotka, taka co stoi z boku jak trener z gwizdkiem i wola: go! go! go!!! pcha dziecko do pierwszego rzedu, pogania w wyscigu szczurow. ale malina jest cala rozpromieniona:
 - tak. masz racje. jutro naucze sie czytac.
 - ok. a teraz do lozka.
nastepnydzien. dzien dziecka. malina siada z ksiazeczka: "unser essen" i pocac sie z wysilku... czyta. nie zachwycam sie jeszcze tylko usmiecham. znam ten numer: malina zna na pamiec 10 minutowe teksty. ale ksiazeczka jest nowa. pokazuje malinie slowa a ona wedle mojej rady "slizga sie" po literkach i normalnie - powoli bo powoli - czyta. normalnie cud nad wisla, fatima portugalska, kariera dody, milion wygrany w totolotka. wolam meza. maz siada obok a malina malo palca na tych literkach nie zlamie, ale... czyta!!! normalnie nas zatkalo. no ja jej tego nie nauczylam ani maz. w polskim przedszkolu zabawowo ucza sie literek malujac weze a z nich literke s albo jajko i literke o itp. w przedszkolu waldorf nikt nie zajmuje sie alfabetem, dzieci strugaja lodke jako symbol wyplyniecia na szerokie wody: do szkoly.
 - a skad ty tak umiesz czytac? - pytam maline
 - no z ksiazeczki.
no tak. no tak. i teraz od trzech dni malina nie robi nic innego tylko czyta. wszystko jak leci. po niemiecku, po polsku. powoli. potyka sie na niemieckich umlautach i na sz, rz, cz. podglada moj czat z rezyserem po angielsku, literuje, hmmm jakos nie brzmi jak cos co zna. czytam wiec fonetycznie: "of kors" a malina na to: aha, po angielsku natürlich?
w czasie przygotowywanie kolacji malina powolutku czytala mi historie o myszy.


+++++++
nagle zrobilo mi sie strasznie wstyd, ze zwatpilam w waldorf.


poniedziałek, 01 czerwca 2009
z olsztyna do kaliningradu
szukam kogos, kto ma samochod (najlepiej kombi) i wybralby sie w czwartek z olsztyna do kaliningradu (wiec musi miec wize) z malutka ekipa filmowa. dwa noclegi w kaliningradzie i wyzywienie zapewnione. pzostala suma do uzgodnienia. znajomosc podstawowa angielskiego pozadana, niemiecki bylby super.
prosze o kontakt na mail: anna.malina@wp.pl.

pozdrawiam serdecznie i z gory dziekuje za pomoc!
Archiwum