wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
piątek, 29 czerwca 2012
malinowe wspomnienia

malina jakby przeczytala moj wczorajszy wpis... normalnie az mnie ciarki przeszly przy stole, kiedy nagle zapatrzyla sie na drzewo i zagryzajac ogorka powiedziala:
 - czasem lubie sobie wspominac przeszlosc. stara szkole, kolezanki... bardzo przyjemnie miec dobre wspomnienia...


czwartek, 28 czerwca 2012
malinowe 9 letnie doswiadczenie
malina wchodzi w nowy swiat.
jako male dziecko wpadla w antropozoficzny swiat pelen symboli, prostoty, natury, redukcji rekwizytow zycia codziennego do minimum. przedszkole waldorf. trzy lata malowania tylko podstawowami kolorami, tanczenia liter, bawienia sie zabawkami bez wyrazu twarzy, z mamusia dziergajaca owieczki.
potem szkola zza rogu, gdzie niemal polowa klasy zyje w rodzinach utrzymujacej sie z zasilkow, emigranci walczacy o swoje miejsce i o prace. telewizor, gory barbie, najnowsze kolorowe tornistry, gameboye i niemal nikt nie wyjezdzal na wakacje chyba ze do babci do polski, rumunii, czech.
teraz jest znow inaczej. malina obraca sie wsrod dzieci, ktorych rodzice mogliby kupic caly taki blok pelen ludzi na zasilku. ku mojemu zdziwieniu dzieci tu jednak ubrane sa skromniej, tornistry trzecioklasistow pamietaja pierwsza klase (w starej szkola malina jako jedyna poszla do trzeciej klasy ze starym tornistrem), dziury na kolanch maja zgrabne latki a dziewczynki nosza grzeczne warkoczyki.
malina rozkwita. mysle, ze doswiadczenia z jej poprzednich srodowisk pozwalaja jej latwo wtopic sie w nowa rzeczywistosc a wszelkie zmiany traktowac jak naturalny rozwoj sytuacji.
wczoraj wpadlam do szkoly na przerwie, zeby podrzucic malinie sportowe buty. w drzwiach mijam nauczycielke, ktora sie natychmiast zatrzymuje:
 - pani jest pewnie mama maliny?! od razu widac!!!
okazalo sie pani jest wychowaczynia czwartoklasistow a maline uczy angielskiego. splynal na mnie potok komplementow, ktore lykalam jak ges kluski. takze to:
 - ... takie niesamowite dziecko, tak dobrze wychowane. to sie dzis nieczesto widzi. ona wnosi do naszej szkoly cos nowego...
pewnie, ze wnosi. hahaha. mysle, ze wsrod tych dzieci znad jeziora niewiele tluklo sie z chinskimi kolegami z klasy na patyki albo chodzilo na tureckie urodziny czy siedzialo w kuchni tajlandzkiej restauracji nalezacej do rodzicow przyjaciolki. w malinowej klasie tez sa cudzoziemcy: szwajcarka i francuz. to jednak troche inaczej.
mysle, ze malina ma ciekawe zycie. ciekawa jestem jak kiedys bedzi wspomnala swoje dziecinstwo.


środa, 27 czerwca 2012
malina po polsku
cwiczy stopniowanie przymiotnikow:

ładna, ładniejsza, najładniejsza
mądra, mądrsza, najmądrsza
która, którejsza, najktórejsza


poniedziałek, 25 czerwca 2012
pomysl.
sam dobry pomysl nie wystarczy. wazne jest kiedy i komu sie go sprzeda. skoro wiem to od dawna, to czemu nie stosuje?


czwartek, 14 czerwca 2012
la malinà

malina jest od roku wielka fanka zaz:
http://www.youtube.com/watch?v=MOk5yYLAQvU&feature=fvwrel

zna prawie cala plyte na pamiec. zna, ale nie rozumie ani slowa poza pojedynczymi: noc, kot, dziekuje, restauracja...
wiec zaczela sie uczyc francuskiego. kupilam jej znana juz z kursu angielskiego bajke o malej czarownicy i kurs francuskiego dla dzieci. i teraz moje dziecko "parle, parle sucho w gardle" i ciagle sie dopytuje:
 - a wiesz jak jest po francusku "bardzo smakuje mi ta kolacja"?
albo
 - jak sie mowie: tu w paryzu jest pieknie.

to jest dla mnie jezyk zupelnie nie do ogarniecia, ale brzmi to wszystko bardzo po francusku. teraz mam wydrukowac teksty zaz i malina chce je tlumaczyc. puhhh...





środa, 13 czerwca 2012
slono
czego nam przez dlugi czas nie zabraknie?
soli.
kazdy kto nas odwiedza przynosi chleb i sol na nowe gospodarstwo. uwielbiam ten zwyczaj. nazbieralo mi sie koszyszkow i serwet od chleba a w piwnicy jeden regal poswiecilam soli. roznej grubosci, w roznych opakowaniach, z roznych stron swiata. kiedys myslalam, ze sol jest slona i juz. teraz wydaje mi sie, ze smakuje roznie i jedna gruboziarnista smakuje mi szczegolnie i tak sie fajnie sypie. tak sie fajnie sypie, ze teraz prawie wszystko mamy przesolone.


wtorek, 12 czerwca 2012
no i dobrze.

maz ma kolacje z klientem. ja dwa wielkie projekty i pewnie spedze noc w ramionach komputera. na szczescie nie mam czasu na ten mecz. bede tylko od czasu do czasu zerkac na tvn. pilka nozna nie interesuje mnie nic a nic i malo z niej rozumiem, ale emocje powalaja mnie na lopatki i po meczu z grecja nie moglam spac.
juz sie zdenerwowalam tymi bijatykami na ulicach. coraz bardziej przeraza mnie wladza mediow. dziennikarze potrzebowali tych zdjec, tej interwencji, podjudzali od kilku dni jak mogli. to jest przerazajace.




po omacku.

jak poznac, ze w nowym domu jest sie "u siebie?
bez zapalania swiatla, po omacku, w nocy trafic do lazienki.
mam guza jak strusie jajo.



czwartek, 07 czerwca 2012
przyjaciolka malinowa.
nowa malinowa przyjaciolka wyglada troche jak chudziutka malinowa siostra. rozumieja sie bez slow. siedza na sofie godzine i czytaja malego ksiecia. maja do siebie blisko i odwiedzaja sie ciagle.
postanowily, ze l. bedzie u nas nocowala. planowaly to od kilku dni i dzis pozwolilam. mama l. ucieszyla sie ale tez uprzedzila, ze nocowanie u kolezanek zwykle sie nie udaje, bo l. zaczyna sie dusic przez zasnieciem i trzeba ja odebrac na noc do domu.
od drugiej popoludniu l. bawila sie u nas wesolo. dziewczynki sie uwielbiaja. wspolna kolacja. fajnie sobie gadamy, jemy, jest swietnie. pierwsza malinowa przyjacioleczka, ktora naprawde mi sie podoba.
po kolacji panny ida myc zabki, czesza wlosy, ida do lozeczka. klade sie krotko obok i spiewam kolysanke. zasypiaja niemal od razu.
maz podaje wino na tarasie. jestesmy wniebowzieci. ale co to? slyszymy male stopki: klap. klap... dziewczynki stoja na tarasie zmartwione:
 - l. strasznie boli gardlo i ona chce do domu. - oswiadcza strasznie smutna malina.
proponuje malinowa herbatke, tabletki na bol gardla. nie, nie. l. chce do domu i ma lzy w oczach.
dzwonie do mamy, ktora w sumie juz oczekuje corki. podobno tak jest zawsze. maz odwozi l. a malina w ryk. nie jest smutna., jest wsciekla, rozczarowana, zraniona.
klade sie obok.
 - musisz zrozumiec l. moze nie umie spac w obcym lozku?
 - no to po co chciala u nas nocowac? mialysmy rano wstac i sie bawic a teraz??? to po co chciala tu spac??!!! - malina klepie koldre w podnieceniu podkreslajac swoja zlosc.
 - ty tego nie rozumiesz i ja tez nie, bo my lubimy spac gdzie indziej, ale nie kazdy tak ma. niektorzy boja sie stac na moscie, inni boja sie ciemnosci, windy, ja boje sie latac samolotem. l. boi sie spac w obcym lozku. jesli ja lubisz to musisz postarac sie ja zrozumiec.
 - ja jej nie rozumiem. bo jak wie, ze tak jest to po co chciala u nas spac? - zlosci sie moje rozczarowane dziecko.
 - bo cie lubi. chciala sprobowac. pamietasz jak ja chcialam skoczyc z trampoliny do wody z 3 metrow? weszlam na gore, bo chcialam i... zleklam sie i zeszlam. ty tez kiedys sie balas. wchodzilas na gore, stawalas na krawedzi i... schodzilas na dol po schodach. i l. tak samo. probuje i widzi, ze jednak nie moze. i tak jak ty w koncu skoczylas, l. kiedys przenocuje u ciebie albo u innej przyjaciolki...
czuje, ze malina rozumie, choc trudno jej to przychodzi. w koncu zasypia.
a ja nie moge sie odpedzic od mysli. skad taka psychosomatyczna reakcja? dlaczego dziecko, ktore sie u nas caly dzien tak swietnie czuje, kladzie sie do lozka i ... sie dusi?
dziwnie mi jakos.



środa, 06 czerwca 2012
malinowe sniadanie

jajeczko na miekko. malina - ktora w zasadzie wszystko je! - kreci noskiem:
 - moge tego jajka nie jesc?
 - mozesz. nie masz ochoty czy niedobre?
 - niedobre. smakuje jak salmonella


wtorek, 05 czerwca 2012
zabobon?
wczoraj tesciowa zadzwonila w tajemnicy do mojego meza.
 - jestes jutro w domu?
 - chyba nie. a co?
 - no bo przeciez wiesz no!
 - nie. co?
 - no wiesz, chcielismy wpasc niby niespodziewanie!
 - aha! - zdziwil sie maz - no to wpadajcie! fajnie! malinaaaa!!! oma i opa wpadna jutro niespodziewanieeee!!!
 - jezu, nie krzycz. przeciez to ma byc niespodzianka!
 - aha. - zgodzil sie maz, ale ze odgruzowalismy piwnice to niczemu sie nie dziwil.
tesciowa zadowolona z siebie:
 - a sernik mam juz w piekarniku! wiem, ze tort by lepiej pasowal, ale pomyslalam, ze niewazne co pasuje tylko co smakuje!
 - fajnie! sernik lubimy wszyscy. ale cos czuje, ze mne moze jutro nie byc...
 - jak to???!!! w urodziny mialoby cie nie byc? - oburzyla sie tesciowa, bo zapomniala, ze rozmowe zaczela w ogole od pytania, czy maz jutro bedzie w domu.
 - urodziny? a czyje?
 - no twojej zony. mojej synowej!!!! - moja tesciowa, ktore bardzo serio podchodzi do urodzin, bozych narodzen i wszelkich rocznic zdenerwowala sie nie na zarty. a maz w sumie sie zmartwil, bo nie przywiazujemy wagi do urodzin, ale zeby tak kompletnie zapomniec?... zastanowil sie.
 - ona ma urodziny za miesiac.
 - co???
 - odkad ja znam ma urodziny w lipcu.
tesciowie przyjechali z sernikiem wczoraj. bylo milo, choc urodzin nie obchodzilismy, bo to przynosi pecha.
a dzis... ku mojemu zdziwieniu dostalam zyczenia od kilku osob. cos sie ludziom pokrecilo, pierwszy raz odkad obchodze urodziny. cos takiego jeszcze mi sie nigdy nie zdazylo i najpierw sie smialam, ale potem zadzwonila pani od endokrynologa i powiedziala zebym w koncu przyszla na badania rakowe, bo mam badac sie co pol roku a nie bylam 8 miesiecy. pomyslalm, ze to jakis nieprzyjemny zbieg okolicznosci i jakos mi dziwnie.


piątek, 01 czerwca 2012
michael and wiliam

przyjaciolka maliny polsko-niemiecka ma na imie julia. dzis malina sie rozmarza:
 - szkoda, ze nie mam takiego pieknego imienia. julia...juuuuliaaa... to brzmi tak... milosnie.
 - kiedys poznasz piekna opowiesc o milosci: romeo i julia.
 - o!!! wiem, wiem, to taki film o milosci krasnoludkow! koniecznie chce zobaczyc!
 - hmmm... no ta bajka to tylko nawiazuje do tej wielkiej milosnej historii. mysle, ze bajki to sobie ogladaj inne a te historie to moze poznasz pozniej za to w doroslej wersji.
 - no dobrze... - malina jest wyraznie zmartwiona - a skad ta historia sie wziela?
 - no to jest dzielo literackie a jego autorem jest william shakespeare. pewnie sie bedziesz o nim uczyla w szkole. to ten sam co napisal: byc albo nie byc, pamietasz?
 - pamietam! pamietam! to ten sam co pisal takie fajne piosenki ale umarl!
 - piosenki? - dziwie sie? czyzby malina miala na mysli sonety moze? eee skad by miala je znac? ale malina juz sama kreci glowka i prostuje:
 - nie, nie, on nie pisal piosenek. piosenki to pisal michael jackson!!! pomylilo mi sie!





Archiwum