wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
poniedziałek, 30 czerwca 2014
i po czerwcu...

 

tydzien na zawodowej "wycieczce" na poludniu francji, kilka dni w lozku z temperatura 39,9 a teraz 8 dniowa glodowka. czuje sie jakby mnie nie bylo wszedzie tam gdzie powinnam byla byc, jakbym byla gdzies obok.

malina ma jeszcze miesiac szkoly, ale wszystkie wazne, duze prace juz za soba i z bardzo dobrymi wynikami, chociaz etap "jedyneczki" juz bezpowrotnie minal. moze to i lepiej. jedynki, ktorymi sypnelo na poczatku gimnazjum, daly malinie poczucie, ze nic nie musi robic a ma najlepsze stopnie w klasie. juz prawie tak sie poczula a tu bam! troja z laciny, troja z niemieckiego. nic nie musialam mowic, dziecko samo w szoku sobie wyjasnilo: jednak nie wystarczy rozumiec, trzeba sie nauczyc.

malina wyjechala dzis na trzydniowa wycieczke w gory nad jezioro. nie wolno im bylo zabrac zadnych "zabawek". wszystkie telefony, ipady i inne magiczne ekraniki zostaly w domu. oczywiscie jestem zachwycona takim zakazem, ale teraz siedze i kurcze tesknie. jakis smsik , ze wszystko jest ok, ze pieknie, ze fajnie lub chocby, ze pada deszcz bardzo by mi pomogl. trzy dni zadnego kontaktu - to absolutna premiera w naszych rodzicielsko-dzieciecych stosunkach.

maz myslal, ze zaszalejemy z jakas fajna knajpka, ale coz moze mnie najwyzej zaprosic na szklanke wody. pewnie pojdziemy do kina.

czwartek, 12 czerwca 2014
o tacie, ktory zapomnial.


w wielu komentarzach o tym tacie, ktory zapomnial, ze ma dziecko w samochodzie, powtarza sie motyw, ze to by sie matce nie moglo zdarzyc, ze no wiadomo facet, ze mezczyzni tacy sa i juz. niesprawiedliwe to jest. ten facet zarabial na rodzine z dwojgiem dzieci a po pracy budowal dom. taki kierat w ktorym zabiegal sie na smierc... wlasnego dziecka.

środa, 11 czerwca 2014
nudy na pudy.

 

w tamtym roku opuszczajac - z zalem - sardynie obiecalismy sobie, ze a rok pokazemy dziecku swiat. sprzedalismy malinie jako projekt poludniowa francje, malina kupila to albo raczej grzecznie przyznala, ze trzeba odkryc cos nowego. kilka dni temu sasiedzi powiedzieli, ze wlasnie zarezerwowali prom na sardynie i za nasz namowa udaja sie costa rei. umarlismy z zazdrosci oraz natychmiast zmienilismy plany. ale po drodze zamiast po lucca poszwedamy sie po florencji. dzis zdradzilismy malinie ten nudny plan i malina sie poryczala. ...z radosci.

wtorek, 10 czerwca 2014
malinowy gracz.

 

przejezdzamy kolo kiosku z szyldem LOTTO. uujjj! mozna duzo wygrac w ten weekend.

 - zagramy? - smieje sie do meza. a malina antuzjastycznie:

 - tak! tak! w lotto albo w ping ponga!!!

 

skonczylo sie na kometce.

 

piątek, 06 czerwca 2014
malzenska harmonia po 20 latach wspolnej praktyki.

 

mam spotkanie w miescie. maz ma tez spotkanie w miescie, ale w innym miejscu. te spotkania sa lekko przesuniete w czasie i jesli pojedziemy jednym samochodem to jedno z nas bedzie musialo czekac.

ja:

 - mnie wszystko jedno, moge poczekac. mnie tam czekanie nie przeszkadza.

maz:

 - mnie tez wszystko jedno, ja juz sie do czekania juz przyzwyczailem.

 

 

czwartek, 05 czerwca 2014
malinowa kontrofensywa.

 

w polskiej szkolce malina jest przepytywana z cudu nad wisla, skad szla armia czerwona i gdzie jest rzeka wieprz. no daje sobie rade, strategie pilsudskiego przedyskutowalysmy w domu. i dochodzi do slowa "kontrofesywa". malinie jezyk zwija sie w supelek i bam! pani marszczy czolo i upomina maline zeby nie uzywala slow, ktorych znaczenia nie zna. na to malina (pewnie malinowa ze wstydu), ze ona to slowo zna i ze chodzi o to ze armia zamiast sie tylko bronic albo uciekac sama atakuje, tylko akurat nie moze tego wymowic, zeby nie wiem co. historia zakonczyla se dobrym stopniem ale w domu musialam jeszcze raz wytlumaczyc dlaczego nie zgadzam sie z pania i ze owszem trzeba uzywac slow, ktorych znaczenia sie nie zna, tylko trzeba pytac co znacza. tak wlasnie najlepiej uczy sie jezyka obcego. niektorych slow uzywa sie jakos intyicyjnie czujac co znacza. podobnie jest z czytaniem ksiazek w jezyku obcym.

i tak jako matka trzeba byc wiecznie czujnym.

środa, 04 czerwca 2014
w poszukiwaniu wlasciwej osoby.

 

w piatek ide na lunch z ewentualna nowa asystentka. nie ma konta na fb i ma normalny telefon. bardzo sympatycznie.

 

wtorek, 03 czerwca 2014
matka.

 

na naszym workshopie musielismy na poczatek za pomoca collage'u pokazac jak widzimy nasza firme w roku 2020. dostalismy sterte roznych czasopism, olbrzymie kartony i godzine czasu. nasze wizje mialy rozne formy, wspolne i zupelnie rozne aspekty, ale wciaz pojawial sie temat szczerosci i szacunku. moj asystent wkleil zdjecie matki lekko rozneglizowanej tulacej malenkie dziecko, najwyrazniej wlasnie przed chwila karmila je piersia. przedstawiajac swoja wizje 2020 powiedzial, ze to jest metafora fair play: matka. on by chcial zeby firma byla dla niego jak matka. bo matka to ten jedyny czlowiek w twoim zyciu, kto nigdy nie zrobi cie w balona. i wtedy pomyslalam sobie dlaczego tak bardzo lubie mojego asystenta (ktory juz nim nie jest od trzech dni) - bo to jeden z niewielu ludzi wokol mnie o ktorych moge bez wahania powiedziec: bardzo szczesliwy czlowiek. chyba matka nigdy nie zrobila go w balona.

poniedziałek, 02 czerwca 2014
rodzinne potyczki.

po ostatniej wizycie tesciow i przygodach z psem zaprosilismy ich na wielkanocny obiad z prosba zebysmy mogli psu zafudowac opiekunke na ten czas: ich zaufana hundesitter albo nasza z sasiedztwa, ktora serdecznie opiekuje sie psami okolicznych znajomych. malina wciaz miala stracha przed psem a ja niemialam ochoty na cyrk i latanie za nieposlusznym psem zamiast siedzenia przy stole albo jakiegos rodzinnego spaceru. tesciowie sie obrazili i w ogole odmowili. nastepnego dnia sami sie do nich wprosilismy, bo malina teskni za dziadkami. dobrze ze zabralam ze soba mazurek, bo dostalismy tylko kawe i szybko sobie poszlismy, bo pies podgryzal nam nogi, malina bala sie sama isc do lazienki a ja w ostatniej chwili uratowalam swoja skorzana torbe. odtad nie dzwonia. tydzien temu tesciowa oznajmila mojemu mezowi, ze przeprowadzili sie w nasze okolice i jakos mysleli, ze to fajnie wplynie na rodzinne stosunki, ale bardzo zle sie tu czuja i szukaja w takim razie nowego lokum. moj maz przyznal im racje, niestety stosunki rodzinne nie moga byc lepsze jak ktos bardziej kocha swojego psa niz wnuczke, wiec rozumie ich decyzje.

a wczoraj moja mama zadzwonila, ze syn jej sasiadki dwa lata po studiach (prawniczych) wlasnie zajechal nowym audi. mojej mamie na widok tego auta strasznie przykro sie zrobilo i pyta:

 - a tobie nie szkoda, ze nie studiowalas czegos porzadnego?

 - nie. nie szkoda.

 

nasi rodzice. pewnie chca dla nas jak najlepiej, ale ciagle im nie wchodzi. nawet teraz kiedy sami sie starzejemy.

 

 

Archiwum