wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
czwartek, 28 czerwca 2018
srodek roku.

mam za soba dwa tygodnie z tak kontrastowym programem, ze juz bardziej sie chyba nie da. tydzien w malym klasztorku nad jeziorem z joga skoro swit, plywaniem w lodowatej wodzie, milczeniem do sniadania, wieczornym spacerem i joga na dobranoc. zdrowe jedzenie, turkusowe jezioro, pozwolenie ziemii zeby mnie nosila. a zaraz potem cannes, szum i gwar, 24 godziny na dobe, upal, wysokie obcasy, small talk i party i tance co wieczor do 3-5 rano. dobrze mi to wszystko zrobilo, czuje sie wytanczona i "gumowa" - zadnego sztywnego karku, zadnego bolu w krzyzu, bardzo przyjemne. szczegolnie, ze mam tez za soba tinnitus i terapie kortyzonowa a przed soba 50te urodziny. czasem mysle, ze zupelnie mnie to nie rusza, a czasem mi jednak troche smutno. no i zupelnie nie mam pomyslu na prezent dla mnie. mysle, ze moj maz tez nie ma i chcialabym mu jakos pomoc. on teraz na zimne dmucha, bo na 24 rocznice slubu w kwietniu podarowal mi piersionek. ot tak niz gruszki ni z pietruszki - a czy ja nosze pierscionki? czy my sobie robimy prezenty na rocznice slubu? no normalnie sie niemal poklociclismy pierwszy raz od 24 lat... jakos sie jednak ogarnelam i nosze ten pierscionek.

malina ma jeszcze miesiac szkoly, i niemcy i polacy wypadli z mundialu, wiec bedzie luz. kupilismy namiot.

 

 



Archiwum