wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
wtorek, 28 lipca 2009
strach.
wiecie jak to jest przed koncem klasowki? na poczatku dostaje sie tematy do opisu albo zadania do rozwiazania. uczucie ulgi: akurat to wiem, to umiem, tu cos tam pamietam. bierze sie wiec czlowiek za opisywanie i rozwiazywanie. bez pospiechu i bez wiekszego stresu. az tu nagle egzaminator wstaje i mowi:
 - jeszcze 5 minut i prosze konczyc.
a ty jestes czlowieku gdzies w polowie. jeszcze kilka zadan do rozwiazania i cos tam do opisania i moze by sie nawet jakos dalo zdazyc. niestety strach paralizuje i nawet latwe rzeczy staja sie trudne i nie mozna sie skupic w stresie, ze zaraz trzeba oddac klasowke i ze sie nie da rady...


tak wlasnie sie czuje.

poniedziałek, 27 lipca 2009
rozterka
zyc czy zarabiac - oto jest pytanie. maz glosuje za zyciem.


piątek, 24 lipca 2009
koniec pewnej epoki.
dopiero sie to dziecko urodzilo a juz prosze. zakonczylo dzis przedszkole. na nowa droge zycia, droge do szkoly utkalo sobie torebeczke, zrobilo z drewna (pol roku pracy!) lodke z zielonym zaglem, symbol wyplyniecia na szerokie wody.
to byl dzien pelen radosci i wzruszen. piekny dzien.



czwartek, 23 lipca 2009
trudne imiona.
dziwnym zbiegiem okolicznosci kilka polskojezycznych kolezanek, ktore nas czesto odwiedzaja ma na imie joanna. ciocia tez joanna. tym razem czekamy na wizyte mojej kolezanki ze studiow: agnieszke. za nic nie moze malina zapamietac tego imienia:
 - mamusiu, jak sie nazywa ta joasia co ma do nas przyjechac?
agnieszka przyjezdza. gadamy jakby nie minelo 8 lat od naszego ostatniego spotkania. wspominamy glupoty, wzruszamy sie, lacza nas nie tylko studia ale i lata spiewania w jednym chorze, podroze, kolonie, wspolni znajomi. malina ciagle nam przerywa. a to agnieszke laskocze a to namawia ja na skakanie w gume a to na wspolne hustanie. agnieszka ma do niej anielska cierpliwosc ale w koncu braknie jej sil, wiec obiecuje solennie:
 - poczekaj do jutra. jutro przyjedzie moj maz to go sobie pomordujesz.
nastepnego ranka malina za nic nie moze przypomniec sobie imienia meza agnieszki:
 - mamusiu, jak sie nazywa ten pan co go dzisiaj pomorduje?





środa, 15 lipca 2009
zlosc pieknosci szkodzi.
pojechalam dzis po bandzie. i bardzo sie potluklam.


szukam sensu


gdyby ktos gdzies przypadkiem znalazl, widzial lub chocby slyszal gdzie on jest, prosze o wiadomosc. pilne!



poniedziałek, 13 lipca 2009
mamusia w amoku
wieczorem malina tanczy z kolezanka do ballad gitarowych z takim zapalem, ze dostaje oklaski, lody za darmo i co i raz wesole komentarze od glownego artysty, popularnego w bialogorze barda. my pijemy piwo i dopiero po 23 udaje nam przekonac maline do pojscia do lozka. w drodze do hotelu obiecuje jej na pocieszenie, ze skoro swit pojdziemy pobiegac. nie wierze, ze nastepnego dnia cos bedzie pamietala. nastepnego dnia punktualnie czyli skoro swit z glebokiego snu wyglaskuje mnie po twarzy mala raczka i szept:
 - mamusiu, dziendobry. mialysmy isc na jogging. skoro swit. - malina sama jest polprzytomna. spogladam na zegarek. piata rano.
 - malina. jeszcze noc. trzeba spac.
 - aha. - mruczy moje dziecko i pada jak kloda na moja koldre. zanim ja wsune miedzy nas, malina chrapie. poranna pobudka wplywa na malinowy humor. sniadanie:
 - nie chce nalesnikow. poprosze parowki.
na plaze:
 - nie chce na plaze.
na spacer po lesie:
 - wole na plaze.
na obiad:
 - nie jestem glodna.
 to nie ma deseru:
 - mial byc deser!
na plazy:
 - piasek mam w oczach!!!!
na kropelki zeby wyplukac piasek:
 - nie chce kropeleeeeeek!!!
i tak caly czas. zbieramy sie z plazy i idziemy drozka przez las. zatrzymuje sie na wydmie zeby wysypac piach z butow a malina marudzi:
 - nie chce do hotelu... wole zostac na plazyyyyyy... bola mnie oczyyyyyy... nie chce ryby na obiaaaaaad... nieeeee....
i nagle wybucha we mnie jakis wulkan, zlosc, niecierpliwosc, bunt. jakis skowyt wydobywa sie z mojego wnetrza. wale ile sil butem o drewniana porecz i dre sie pod wiatr:
 - nieeeee wiem co mam zrobic z tyyym dzieeeckieeem!!!
meza i wspomniane dziecko zatkalo. w milczeniu wrocilismy do hotelu. malina byla jak swiezo naoliwiony zegareczek. usmiechnieta, wszystko-chcaca, prosze mamusiu, dziekuje mamusiu. a maz szepnal wieczorem:
 - boze. ja cie wcale nie znam.

( a teraz co sobie przypomni to peka ze smiechu )


czwartek, 09 lipca 2009
malina jedzie ryksza
 - chcesz jechac ryksza to idz zapytaj czy sie zmiesci dwoje doroslych i dziecko.
 - wstydze sie zapytac.
 - ja tez sie wstydze.
maline idzie i grzecznie pyta:
 - prosze pana, ile osobow miesci sie na ten rower?


wtorek, 07 lipca 2009
michael jackson - pogrzeb krola dzis wieczorem
mysle, ze to jest niespotykane jeszcze, niesamowite, straszne PR. tego jeszcze nie bylo.
dzis wieczorem michael jackson wstanie otoczony oparami nocnej mgly i thrillerem rozpocznie trase koncertowa.


malina w afekcie
malina wlasnie znalazla wakacyjna przyjaciolke. nie zjadaja beczki soli dla przypieczetowania znajomosci ale stara tradycja nadmorska kopia na plazy wielki dol i napelniaja go woda. wspolne dzwiganie wody w wiaderkach cementuje ten zwiazek, po czym dziewczynki klada w poprzek dolu dwa konary przywleczone gdzies ze skraju wydm, siadaja, mocza nozki w szybko malejacej kaluzy i nie moga sie zdecydowac czy to lodka, czy sa indiankami i pala fajke pokoju czy tez jada samochodem. kaluza wsiaka w piasek, wiec panienki chwytaja za wiaderka i leca do morza. wtedy do dziela przystepuja dwaj chlopcy chyba w podobnym wieku jak malina i przyjaciolka i zaczynaja zasypywac dol. malina na ten widok bliska lez biegnie do nas:
 - mamusiu patrz!!! no patrz co oni robia!
 - no widze. idz do nich i powiedz, ze nie maja prawa tego robic.
 - wlasnie! nie maja prawa!
 - i ze to wasz dol i ze sie napracowalyscie i ze nie wolno go zasypywac.
 - wlasnie! sie napracowalysmy!!! - malina jest wyraznie podbudowana, juz nie ma mowy o lzach. jest zla. biegnie do chlopakow. cos mocno gestykuluje i gada, pokrzykuje, stanowczo kreci glowka. chlopcy - o dziwo - przestaja sypac, patrza na maline jakby zobaczyli diabla i... uciekaja. przyjaciolka jest pod wrazeniem i my tez. wolam ja potem i pytam co im powiedziala, ze tak zwiali.
 - no to co mi kazalas powiedziec.
 - po polsku czy po niemiecku?
 - ojej... no po niemiecku.
a no to wszytko jasne.


poniedziałek, 06 lipca 2009
sopockie molo - deja vu.
mala dziewczynka dostaje maly, srebrny pierscionek z bursztynkiem. od razu czuje, ze to prawdziwy klejnot. wchodzi z rodzicami na molo, szerokie jak pol swiata. pod stopami szaleja fale. dziewczynka krzyczy do fotografa:
 - rob szybko, bo sie boje, ze mi pierscionek wpadnie do wody!
35 lat temu i dzis. dokladnie to samo zdanie.



Archiwum