wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
poniedziałek, 29 lipca 2013
malina polska.

wyslalam maline do piwnicy zeby przygotowala sobie na jutro dirndl. na poczatek i zakonczenie roku zdieci w bawarii nosza dirndle. nie wszystskie dzieci. jak kto chce. malina przyniosla swoj turkusowo-zielony dirndl i poleciala znow do piwnicy. pochwili pojawila sie ze swoim strojem krakowskim:

 - mamusiu, a moze ja pojde w polskim dirndlu?

wyciagnelysmy wianuszek i szklane korale. tylko buty srednio pasuja: czerwone sandalki. malina wyglada jak malina! przeslicznie. ide pracowac jej suta,biala halke.

 

cos sie konczy, cos sie zaczyna.

 

wczoraj ostatnia regata sezonu. dzisiaj ostatni dzien szkoly. jutro swiadectwa i do widzenia panna genia.

nic juz nie bedzie takie jak kiedys.

piątek, 26 lipca 2013
migawki z wczoraj.

 

tydzien temu konczyla sie polska szkola. moj maz jak zwykle nie mogl nadziwic sie elegancji dzieci i rodzicow. rzeczywiscie poza kilkoma tatusiami w sandalach i krotkich spodenkach (ktorzy zdarzaja sie tez wsrod niemcow nagminnie! i w ogole pewnie wszedzie!) rodzice prezentowali sie pieknie. szczegolnie mamy, mimo upalu na wysokich obcasach, w groszkach, kwiatkach, paseczkach letnio i zwiewnie. a dzieci to juz wogole. nie moglam sie napatrzec na dziewczynki w slicznych sukienkach i na chlopcow w bialych koszulach.

wczoraj byl w niemieckiej szkole sommerfest polaczony w roznymi wystepami i pozegnaniem ukochanej nauczycielki od angielskiego, ktora odchodzi na emeryture. pani dyrektor poprosila, zeby dzieci ubraly sie uroczyscie. dziewczynki pozakladaly ... kolczyki i tyle. reszta to rybaczki i podkoszulki jak na wycieczke. malina w swojej sukience parasolce (dziekujemy firmie wojcik za zwariowany dzieciecy design, niestety koncza sie malinowe rozmiary) czerwonych sandalkach i uczesana w dwa ciasne warkoczykowe precelki byla jedna z niewielu "uroczystych" dziewczynek.

 

jestem zwolenniczka ubierania dzieci a nie przebierania. ma byc wygodnie, zdrowo i tak zeby dziecko sie dobrze czulo. jednak na pewnie specjalne dni lubie dzieci "wystrojone", one to lubia, czuja , ze jest inaczej niz zwykle i w ogole jest ladnie. birkenstock akceptuje w ogrodzie ale nie przy wigilijnym stole.

 

impreza byla i tak bardzo udana, dzieci spiewaly, tanczyly. chlopiec ktory gral na trabce zebral takie brawa, ze musial powtarzac. chlopcy z tölzer knabenchor byli swietni. malina zagrala fandango na pianinie. w super tempie, bez jednej pomyleczki, kiwajac sobie glowa do rytmu. ona ma mobilizujaca treme. jak weszla na scene to akurat na widownie wpadl spozniony tatus. malina rozesmiana wyslala mu ze sceny calusa. przerywnikami byly skecze z sytuacjami przedstawiajacymi odchodzaca nauczycielke, ktora grala malina. potem byly tance. potem wrocilismy do domu i malina po krotkiej kolacji zniknela u sasiadow. znalezlismy ja na dachu z sasiadem i kotem i sasiadka na balkonie. tak sie zagadalismy, ze zrobila sie 9 wieczorem a nadal bylo goraco. razem z sasiadami postanowislismy zakonczyc dzien w wodzie. pilismy potem piwo na pomoscie a dzieci graly w berka w jeziorze.

potem malina spala a my dlugo siedzielismy na tarasie i wpatrywalismy sie w ksiezyc i to byl taki dzien, kiedy sie wie, ze lepiej byc nie moze.

 

 

 

środa, 24 lipca 2013
o malinowym dyrektorze

 

no dobra. zeby nie bylo, ze tylko mi sie wszystko nie podoba, powiem wam szczerze, ze jedno mi sie w tej nowej szkole podobalo. nauczyciele jacys tacy ludzcy i dyrektor, ktory najpierw przedstawil imponujaca oferte zajec dodatkowych (tenis, wspinanie sie, rozne instrumenty, chor, fotografia, badminton, malowanie, rzezbienie, akrobatyka, pilka reczna, zajecia... cyrkowe i cos tam jeszcze) po czym poprosil rodzicow, zeby nie wybierali wiecej niz jedno zajecie dodatkowe. szczegolnie w pierwszym roku. nie jest tajemnica, ze w niemczech przepasc miedzy podstawowka a gimnazjum jest duza i niektore dzieci "padaja" pod nawalem obowiazkow. juz piec godzin laciny i piec godzin niemieckiego i angielski sa wyzwaniem. a to sa nadal dzieci, ktore potrzebuja... troche sie ponudzic, pomarzyc o niebieskich migdalach, pohustac sie na hustawce bez celu i sensu. dodal, ze sa rodzice, ktorzy najchetniej widzieliby swoje dzieci uprawiajace akrobatyke z fletem poprzecznym w zebach, w mysli powtarzajace slowka z hiszpanskiego, ale zeby sie powstrzymac i... dac dzieciom szanse na samodzielne zagospodarowanie wolnego czasu.

a ja tylko moge sie pod tym podpisac. po raz pierwszy na jakims spotkaniu rodzicielskim moglam tylko pokiwac glowa i nie robic do meza glupich min w stylu: "okropne, co? chce stad wyjsc."

poniedziałek, 22 lipca 2013
malinowe gimnazjum

cale zycie nienawidzilam szkoly. podstawowki. liceum. potem studiow. kiedys mialam taka zalamke, ze zamiast klasowki z fizyki napiasalam piekne wypracowanie, dlaczego nic mi nie wchodzi do glowy z fizyki i dlatego moje zycie jest takie skomplikowane. pan dal ten tekst poloniscie, dodastalam dodatkowa piatke z polskiego i jak zwykle dwoje z fizyki. na matematyce siedzialam w ostatniej lawce i meczylam sie jak nie wiem, medytujac na tragizmem sytuacji: moglabym robic niewiadomo co a siedze i nie kapuje dlaczego sinusoida plecie sie takim wezem w gore i w dol. liceum przewagarowalam brutalnie i tylko jakies olimpiady z polskiego sprawily, ze inni nauczyciele przepchneli mnie kolanem do matury. mature zdalam na piatkach i dzieki temu ominely mnie egzaminy ustne. potem studiowalam muzykologie, ktora jest nikomu do niczego nie potrzebna. przecietny meloman wie wiecej niz swietny muzykolog.

i teraz musze trzymac buzie w ciup, bo nie moge dziecka zarazic ta niechecia, tym poczuciem beznadziei. malina byla w dwoch podstawowkach (bo sie przenieslismy) a teraz idzie do gimnazjum. uwielbia szkole i nie wiadomo skad jej sie to wzielo! dzis byl wieczor powitalny dla przyszlych uczniow. moje dziecko idzie do bardzo wybranej, pieknej szkoly. poznajemy malinowa przyszla wychowaczynie, klase, rodzicow. wychodzimy. moj maz - sam wniebowziety! - pyta spontanicznie:

- i jak cie sie podobalo?

... i zanim zdaze sie wypowiedziec, przerywa:

 - nic nie mow!

nie podobalo mi sie. co mi sie mialo podobac? lawki w rzadek? nauczycielka nudna jak wszystkie nauczycielki na swiecie? czy sa w ogole tacy nauczyciele jak ze stowarzyszenia umarlych poetow?



Czytaj więcej na http://www.styl.pl/wizytowka-annaanna/dziennik/wpis-czy-wy-tez-tak-macie,nId,1000097?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox



cale zycie nienawidzilam szkoly. podstawowki. liceum. potem studiow. kiedys mialam taka zalamke, ze zamiast klasowki z fizyki napiasalam piekne wypracowanie, dlaczego nic mi nie wchodzi do glowy z fizyki i dlatego moje zycie jest takie skomplikowane. pan dal ten tekst poloniscie, dodastalam dodatkowa piatke z polskiego i jak zwykle dwoje z fizyki. na matematyce siedzialam w ostatniej lawce i meczylam sie jak nie wiem, medytujac na tragizmem sytuacji: moglabym robic niewiadomo co a siedze i nie kapuje dlaczego sinusoida plecie sie takim wezem w gore i w dol. liceum przewagarowalam brutalnie i tylko jakies olimpiady z polskiego sprawily, ze inni nauczyciele przepchneli mnie kolanem do matury. mature zdalam na piatkach i dzieki temu ominely mnie egzaminy ustne. potem studiowalam muzykologie, ktora jest nikomu do niczego nie potrzebna. przecietny meloman wie wiecej niz swietny muzykolog.

i teraz musze trzymac buzie w ciup, bo nie moge dziecka zarazic ta niechecia, tym poczuciem beznadziei. malina byla w dwoch podstawowkach (bo sie przenieslismy) a teraz idzie do gimnazjum. uwielbia szkole i nie wiadomo skad jej sie to wzielo! dzis byl wieczor powitalny dla przyszlych uczniow. moje dziecko idzie do bardzo wybranej, pieknej szkoly. poznajemy malinowa przyszla wychowaczynie, klase, rodzicow. wychodzimy. moj maz - sam wniebowziety! - pyta spontanicznie:

- i jak cie sie podobalo?

... i zanim zdaze sie wypowiedziec, przerywa:

 - nic nie mow!

nie podobalo mi sie. co mi sie mialo podobac? lawki w rzadek? nauczycielka nudna jak wszystkie nauczycielki na swiecie? czy sa w ogole tacy nauczyciele jak ze stowarzyszenia umarlych poetow?



Czytaj więcej na http://www.styl.pl/wizytowka-annaanna/dziennik/wpis-czy-wy-tez-tak-macie,nId,1000097?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefo

cale zycie nienawidzilam szkoly. podstawowki. liceum. potem studiow. kiedys mialam taka zalamke, ze zamiast klasowki z fizyki napiasalam piekne wypracowanie, dlaczego nic mi nie wchodzi do glowy z fizyki i dlatego moje zycie jest takie skomplikowane. pan dal ten tekst poloniscie, dodastalam dodatkowa piatke z polskiego i jak zwykle dwoje z fizyki. na matematyce siedzialam w ostatniej lawce i meczylam sie jak nie wiem, medytujac na tragizmem sytuacji: moglabym robic niewiadomo co a siedze i nie kapuje dlaczego sinusoida plecie sie takim wezem w gore i w dol. liceum przewagarowalam brutalnie i tylko jakies olimpiady z polskiego sprawily, ze inni nauczyciele przepchneli mnie kolanem do matury. mature zdalam na piatkach i dzieki temu ominely mnie egzaminy ustne. gdybym musiala je zdawac, pewnei do dzis platalabym sie po swiecie bez matura. potem studiowalam muzykologie, ktora jest nikomu do niczego nie potrzebna. przecietny meloman wie wiecej niz swietny muzykolog.

i teraz musze trzymac buzie w ciup, bo nie moge dziecka zarazic ta niechecia, tym poczuciem beznadziei. malina byla w dwoch podstawowkach (bo sie przenieslismy) a teraz idzie do gimnazjum. uwielbia szkole i nie wiadomo skad jej sie to wzielo! dzis byl wieczor powitalny dla przyszlych uczniow. moje dziecko idzie do bardzo wybranej, pieknej szkoly. poznajemy malinowa przyszla wychowaczynie, klase, rodzicow. wychodzimy. moj maz - sam wniebowziety! - pyta spontanicznie:

- i jak cie sie podobalo?

... i zanim zdaze sie wypowiedziec, przerywa:

 - nic nie mow!

nie podobalo mi sie. co mi sie mialo podobac? lawki w rzadek? nauczycielka nudna jak wszystkie nauczycielki na swiecie? czy sa w ogole tacy nauczyciele jak ze stowarzyszenia umarlych poetow?

macie tak jak ja, czy lubicie szkoly waszych dzieci?



cale zycie nienawidzilam szkoly. podstawowki. liceum. potem studiow. kiedys mialam taka zalamke, ze zamiast klasowki z fizyki napiasalam piekne wypracowanie, dlaczego nic mi nie wchodzi do glowy z fizyki i dlatego moje zycie jest takie skomplikowane. pan dal ten tekst poloniscie, dodastalam dodatkowa piatke z polskiego i jak zwykle dwoje z fizyki. na matematyce siedzialam w ostatniej lawce i meczylam sie jak nie wiem, medytujac na tragizmem sytuacji: moglabym robic niewiadomo co a siedze i nie kapuje dlaczego sinusoida plecie sie takim wezem w gore i w dol. liceum przewagarowalam brutalnie i tylko jakies olimpiady z polskiego sprawily, ze inni nauczyciele przepchneli mnie kolanem do matury. mature zdalam na piatkach i dzieki temu ominely mnie egzaminy ustne. potem studiowalam muzykologie, ktora jest nikomu do niczego nie potrzebna. przecietny meloman wie wiecej niz swietny muzykolog.

i teraz musze trzymac buzie w ciup, bo nie moge dziecka zarazic ta niechecia, tym poczuciem beznadziei. malina byla w dwoch podstawowkach (bo sie przenieslismy) a teraz idzie do gimnazjum. uwielbia szkole i nie wiadomo skad jej sie to wzielo! dzis byl wieczor powitalny dla przyszlych uczniow. moje dziecko idzie do bardzo wybranej, pieknej szkoly. poznajemy malinowa przyszla wychowaczynie, klase, rodzicow. wychodzimy. moj maz - sam wniebowziety! - pyta spontanicznie:

- i jak cie sie podobalo?

... i zanim zdaze sie wypowiedziec, przerywa:

 - nic nie mow!

nie podobalo mi sie. co mi sie mialo podobac? lawki w rzadek? nauczycielka nudna jak wszystkie nauczycielki na swiecie? czy sa w ogole tacy nauczyciele jak ze stowarzyszenia umarlych poetow?

macie tak jak ja, czy lubicie szkoly waszych dzieci?



Czytaj więcej na http://www.styl.pl/wasz-styl/twoj-profil/dziennik/wpis,nId,1000097?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox



cale zycie nienawidzilam szkoly. podstawowki. liceum. potem studiow. kiedys mialam taka zalamke, ze zamiast klasowki z fizyki napiasalam piekne wypracowanie, dlaczego nic mi nie wchodzi do glowy z fizyki i dlatego moje zycie jest takie skomplikowane. pan dal ten tekst poloniscie, dodastalam dodatkowa piatke z polskiego i jak zwykle dwoje z fizyki. na matematyce siedzialam w ostatniej lawce i meczylam sie jak nie wiem, medytujac na tragizmem sytuacji: moglabym robic niewiadomo co a siedze i nie kapuje dlaczego sinusoida plecie sie takim wezem w gore i w dol. liceum przewagarowalam brutalnie i tylko jakies olimpiady z polskiego sprawily, ze inni nauczyciele przepchneli mnie kolanem do matury. mature zdalam na piatkach i dzieki temu ominely mnie egzaminy ustne. potem studiowalam muzykologie, ktora jest nikomu do niczego nie potrzebna. przecietny meloman wie wiecej niz swietny muzykolog.

i teraz musze trzymac buzie w ciup, bo nie moge dziecka zarazic ta niechecia, tym poczuciem beznadziei. malina byla w dwoch podstawowkach (bo sie przenieslismy) a teraz idzie do gimnazjum. uwielbia szkole i nie wiadomo skad jej sie to wzielo! dzis byl wieczor powitalny dla przyszlych uczniow. moje dziecko idzie do bardzo wybranej, pieknej szkoly. poznajemy malinowa przyszla wychowaczynie, klase, rodzicow. wychodzimy. moj maz - sam wniebowziety! - pyta spontanicznie:

- i jak cie sie podobalo?

... i zanim zdaze sie wypowiedziec, przerywa:

 - nic nie mow!

nie podobalo mi sie. co mi sie mialo podobac? lawki w rzadek? nauczycielka nudna jak wszystkie nauczycielki na swiecie? czy sa w ogole tacy nauczyciele jak ze stowarzyszenia umarlych poetow?

macie tak jak ja, czy lubicie szkoly waszych dzieci?



Czytaj więcej na http://www.styl.pl/wizytowka-annaanna/dziennik/wpis-czy-wy-tez-tak-macie,nId,1000097#pst64036648?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

cale zycie nienawidzilam szkoly. podstawowki. liceum. potem studiow. kiedys mialam taka zalamke, ze zamiast klasowki z fizyki napiasalam piekne wypracowanie, dlaczego nic mi nie wchodzi do glowy z fizyki i dlatego moje zycie jest takie skomplikowane. pan dal ten tekst poloniscie, dodastalam dodatkowa piatke z polskiego i jak zwykle dwoje z fizyki. na matematyce siedzialam w ostatniej lawce i meczylam sie jak nie wiem, medytujac na tragizmem sytuacji: moglabym robic niewiadomo co a siedze i nie kapuje dlaczego sinusoida plecie sie takim wezem w gore i w dol. liceum przewagarowalam brutalnie i tylko jakies olimpiady z polskiego sprawily, ze inni nauczyciele przepchneli mnie kolanem do matury. mature zdalam na piatkach i dzieki temu ominely mnie egzaminy ustne. potem studiowalam muzykologie, ktora jest nikomu do niczego nie potrzebna. przecietny meloman wie wiecej niz swietny muzykolog.

i teraz musze trzymac buzie w ciup, bo nie moge dziecka zarazic ta niechecia, tym poczuciem beznadziei. malina byla w dwoch podstawowkach (bo sie przenieslismy) a teraz idzie do gimnazjum. uwielbia szkole i nie wiadomo skad jej sie to wzielo! dzis byl wieczor powitalny dla przyszlych uczniow. moje dziecko idzie do bardzo wybranej, pieknej szkoly. poznajemy malinowa przyszla wychowaczynie, klase, rodzicow. wychodzimy. moj maz - sam wniebowziety! - pyta spontanicznie:

- i jak cie sie podobalo?

... i zanim zdaze sie wypowiedziec, przerywa:

 - nic nie mow!

nie podobalo mi sie. co mi sie mialo podobac? lawki w rzadek? nauczycielka nudna jak wszystkie nauczycielki na swiecie? czy sa w ogole tacy nauczyciele jak ze stowarzyszenia umarlych poetow?

macie tak jak ja, czy lubicie szkoly waszych dzieci?



Czytaj więcej na http://www.styl.pl/wizytowka-annaanna/dziennik/wpis-czy-wy-tez-tak-macie,nId,1000097#pst64036648?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox



cale zycie nienawidzilam szkoly. podstawowki. liceum. potem studiow. kiedys mialam taka zalamke, ze zamiast klasowki z fizyki napiasalam piekne wypracowanie, dlaczego nic mi nie wchodzi do glowy z fizyki i dlatego moje zycie jest takie skomplikowane. pan dal ten tekst poloniscie, dodastalam dodatkowa piatke z polskiego i jak zwykle dwoje z fizyki. na matematyce siedzialam w ostatniej lawce i meczylam sie jak nie wiem, medytujac na tragizmem sytuacji: moglabym robic niewiadomo co a siedze i nie kapuje dlaczego sinusoida plecie sie takim wezem w gore i w dol. liceum przewagarowalam brutalnie i tylko jakies olimpiady z polskiego sprawily, ze inni nauczyciele przepchneli mnie kolanem do matury. mature zdalam na piatkach i dzieki temu ominely mnie egzaminy ustne. potem studiowalam muzykologie, ktora jest nikomu do niczego nie potrzebna. przecietny meloman wie wiecej niz swietny muzykolog.

i teraz musze trzymac buzie w ciup, bo nie moge dziecka zarazic ta niechecia, tym poczuciem beznadziei. malina byla w dwoch podstawowkach (bo sie przenieslismy) a teraz idzie do gimnazjum. uwielbia szkole i nie wiadomo skad jej sie to wzielo! dzis byl wieczor powitalny dla przyszlych uczniow. moje dziecko idzie do bardzo wybranej, pieknej szkoly. poznajemy malinowa przyszla wychowaczynie, klase, rodzicow. wychodzimy. moj maz - sam wniebowziety! - pyta spontanicznie:

- i jak cie sie podobalo?

... i zanim zdaze sie wypowiedziec, przerywa:

 - nic nie mow!

nie podobalo mi sie. co mi sie mialo podobac? lawki w rzadek? nauczycielka nudna jak wszystkie nauczycielki na swiecie? czy sa w ogole tacy nauczyciele jak ze stowarzyszenia umarlych poetow?

macie tak jak ja, czy lubicie szkoly waszych dzieci?



Czytaj więcej na http://www.styl.pl/wasz-styl/twoj-profil/dziennik/wpis,nId,1000097?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox



czwartek, 18 lipca 2013
co za los!

 

kiedys nie moglam sobie na wiele pozwolic, ale talie mailam jak osa. ciuchy ogladalam 34-36, ale najczesciej musialam obejsc sie ze smakiem, kiedy zaraz po rozmiarze sprawdzalam cene. teraz jest podobnie, tylko, ze choc moge sobie pozwolic na niektore fajne rzeczy, to niestety po uzyciu sily i wcisnieciu sie w 38-40 wygladam jak salceson i znow, po latach odchodze z kwitkiem.

 

środa, 17 lipca 2013
malinowy pedicure

 

malina konczy rok w brawurowym stylu, wiec staram sie zmienic w toleryncyjna matke, pozwalajaca na wszystko.jak dla mnie bardzo trudne, w zasadzie niemozliwe, ale przynajmniej "gne sie" w tym kierunku. wczoraj na przyklad pozwolilam na pomalowanie malinowych paznokci u nog na lylowo. bo to pasuje do nowych lylowach klapek. malina na to konto wypucowala stopki, ze malo nie zaczely swiecic. pomalowala calkiem zrecznie.

dzis rano wchodze ja budzic ona juz wpelnym rynsztunku. gotowa.

 - a co ty tak wczesnie? nie moglas spac?

 - nie moglam. chcialam sie szybko obudzic i poogladac moje nogi.

dzisiaj chyba kaze je ten lakier zmyc, bo mi sie dziecko bedzie cale dnie ziewalo.

czwartek, 11 lipca 2013
wieczor taki od poczatku do konca dobry.

 

kiedy tak wszyscy wisimy na telefonach rozrzuceni po calym swiecie i bardzo madrze rozmawiamy o bardzo waznym projekcie z bardzo waznymi osobami to jest jakos jak na koloniach. niby narzekamy na te wszystkie telko, ale i tak je lubimy. jednoczesnie skypujemy z moim szefem. komentujemy, podpowiadamy sobie, podrzucamy jakis dokument, date, liczbe. jezuniu, jacy jestesmy dowcipni i wyluzowani. tylko ja i on wiemy, ze poca nam sie dlonie. potem przychodzi mail od klienta, ktory jest ponurakiem, bez poczucia humoru, prawdziwy zrzeda i gbur: dziekuje za najsmieszniejsze i najproduktywniejsze 60 minut tego tygodnia. to byl swietny meeting!

potem wesolo ide do wanny z ukropem , potem leze chwile na tarasie i slucham jak sie pasikoniki przekrzykuja z zabami, maz przynosi zimne piwo i jednoglosnie postanawiamy, ze jedziemy na wakacje. w domu nie damy rady oderwac sie od roznych sporaw nie znoszacych zwloki: dach nad weranda, schody do piwnicy, nierozpakowane kartony od przeprowadzki, kilka drzew do usuniecia. a jak wyjedziemy to... co z oczu to i z serca:-) zaraz nam sie zrobilo lzej.

 

malina u sasiada.

malina poleciala ogladac kota u sasiada. wiosna umarl im stary przyjaciel kot i jakos zupelnie nie mogli sie zdecydowac na nowego, bo tesknili za swoim, czarnym staruszkiem, bez ogona. sasiad powiedzial, ze to strasznie dziwne, bo tyle lat kot nie przychodzil do tego domu a odkad my mieszkamy sypial chetnie noca na naszej lawce od zachodu. no ale kot zachorowal i umarl.

od od wczpraj jest nowy kot. maciupki podobno. znow taki prawdziwy wiejski kocurek. az sie boje co bedzie jak malina wroci. moj jedyny argument, ze przeciez jak mieszka u sasiadow, to jakby u nas mieszkal. tak?

środa, 10 lipca 2013
glupie pomysly.

 

juz czwarta koalacje z rzedu jemy na pomoscie podziwiajac zachod slonca. taki wieczorny piknik zakonczony kapiela. malina spi potem jak suselek. wczoraj przyszlo nam do glowy zeby... nigdzie nie jechac na wakacje tylko tak sie wyleniwic za wszystkie czasy.

 

 

 

 

czwartek, 04 lipca 2013
znowu urodziny. jak co roku.

 

 

 

wczoraj malina zamknela sie w pokoju i produkowala ile sil w lapkach. obudzilo mnie wesole sto lat od meza i maliny. potem roze, kawa i tort z marcepanowym raczkiem. stol pieknie udekorowany malinowymi dzielami sztuki. potem wszyscy robiegli sie do swoich obowiazkow: malina do szkoly, maz do pracy i ja do pracy. o 18:00 idziemy swietowac w trojke. jakis ten dzien jak do tej pory cudny jest. i tak juz chyba zostanie!

 

poniedziałek, 01 lipca 2013
bal malinowej kuzynki

 

w ten weekend na jeziorem bodenskim malina przezyla swoj pierwszy bal maturalny.bal, ale... nikt nie tanczyl. nie wiem czy niemieckie bale takie sa czy to tylko ta szkola tak obchodzila, ale generalnie wolalabym prawdziwy bal. wszystko to nie zmienia fanktu, ze malina strasznie przezyla przygotowywnia kuzynki, swoje, sam bal do 1 w nocy. za swoja kuzynka chodzila jak cien, inne maturzystki wypytywala o srednia, o plany podrozy, o studia. i teraz nie moze doczekac sie...swojej matury.

dzis poszla spac o 19:30. swiatowe zycie meczy.

 

 

Archiwum