wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
czwartek, 28 lipca 2016
od jutra wakacje.

jak co roku dzien przed swiadectwami i zakonczeniem roku, mielismy dzis letni festyn. kebaby, kielbasy, napoje, chor, pokazy akrobacji, mecz pilki noznej z nauczycielami ale przede wszystkim socjalne kontakty rodzicielskie. zawsze lekka panika, bo poza mama malinowej przyjaciolki nie kojarze prawie nikogo, wiec dokladnie wsluchuje sie w narracje, zeby jak najszybciej zalapac z czyim rodzicem wlasnie rozmawiam. maz nerwowo usmiecha sie na wszelki wypadek do wszystkich, serwuje kawe i napitki i niecierpliwie czeka na zakonczenie imprezy - nie znosi takich zlotow.

pani od matematyki wrecza mi zaproszenie na spotkanie dla matematycznie utalentowanych dzieci. zaraz na poczatku roku, zalecia raz w tygodniu oplacane przez ministerstwo, cala szkola dostala 10 zaproszen. potem podchodzi do nas pani od instrumentow i pyta czy jestesmy malinowymi rodzicami. jestesmy. ona by chciala zeby malina przejela klawisze w jazzbandzie, bo klawiszowiec zrobil mature i po wakacjach juz go nie bedzie a tu slyszy, ze malina skonczy z lekcjami gry na pianinie. no skonczy. pani robi wyklad o malinowych zdolnosciach a my obiecujemy, ze sie zastanowimy.

wracamy do domu. maz otwiera specjalne wino (smakuje gorzej niz nasze ulubione zwyczajne, choc wyciagamy specjalne kieliszki), malina dostaje piekna ksiazke w prezencie i obgadujemy wszystkich: i rodzicow i dzieci, ktorych dzis spotkalismy. wesolo.

jutro swiadectwa. odbieramy maline prosto ze szkoly, maz wiezie nas na lotnisko i lecimy do hamburga. weekend jest - we dwie - nasz a potem malina troche "poprodukuje" u mnie w pracy. mimo, ze wakacyjne plany ma bardzo bogate, to to jest chyba jej ulubiony punkt programu. w biurze tez juz sie na nia ciesza.

pisalam tu juz o lekkim pekaniu z dumy? no dzis znow tak mamy. sorry i dobranoc.

 

 

 

 

 

 

 

recepta na przyjemna rodzine.

 

na fb czytalam dzis o "regretting motherhood" i tak sie zastanowilam nad nami. w oko wpadl mi watek o poswiecaniu sie. ja sie dla maliny nie poswiecam i w ogole w naszym - maz, malina i ja -  rodzinnym zyciu nie ma poswiecania. jestesmy niezlymi egoistami.

 

 

środa, 27 lipca 2016
krotko przed wakacjami.

poszlysmy wczoraj z malina cos waznego zalatwic. potem wstapilysmy do sklepu, gdzie akurat byly obnizki i kupilysmy sobie po sukience. w drodze do domu opowiadalysmy sobie kawaly. kolacje imieninowa przygotowal maz i malina bez mrugniecia okiem wszystko skonsumowala, mimo, ze to nie jej bajka. wystroilysmy sie w te nowe kiecki, deser na tarasie i dobranoc. tak sobie potem siedzielismy z mezem i z przyjemnoscia umieralismy z dumy. za dwa dni koniec szkoly. na swiadectwie same sukcesy. w niedziele zakonczyly sie lokalne regaty. malina wygrala je tak, ze przez chwile mdlalam z lornetka: o matko, ona plynie chyba w zla strone??? wszyscy sa gdzie indziej!!! ale potem wypatrzylam lornetka jej trenera na motorowce, byl pol metra wyzszy z dumy niz normalnie. po dwoch rundach, malina plynela do portu, kiedy reszta zawodnikow byla w 3/4 drogi. myslalam, ze to bylo szczescie i pomyslny wiatr, ale trener potem tylko krecil glowa na te moja zeglarska niewiedze. malina dobrze wyczula wiatr i jej strategia "wielkich zakretow" przyniosla jej sukces. w ogolnej letniej klasyfikacji zajela drugie miejsce. pozwolilam jej na wakacje pofarbowac koncowki wlosow na turkusowo. trzy lata temu miala trzy fioletowe pasemka, dwa lata temu dwa zielone a zima czerwone koncowki (tylko na narty, zmylo sie po 4 razach). musimy szukac fryzjera, ktory ma ten wymarzony kolor.

swiat moglby byc taki piekny, ale nie jest.

 

 

piątek, 22 lipca 2016
perseidy

 

wisze na hamaku. noc czarna. wschodzi ksiezyc i rozswietla wszystkie gwiazdy. pieknie. marze sobie jedno marzenie. i w tym momencie widze spadajaca gwiazde. jednoczesnie. czy to znak? to musi byc znak. to nie moze byc przypadek. pieknie. pieknie. pieknie.

a dokladnie nastepnego dnia przychodzi wiadomosc, ze moje marzenie moge sobie... dalej marzyc.

amen.

środa, 20 lipca 2016
zamyslenie.

 

roze przekiwitly, hibiskus szykuje sie z paczkami, winogrona rozrosly sie w zielony parawan. slonce zachodzi, ksiezyc w pelni, swietliki. malina nurkuje, maz drzemie, pachnie ogniskiem, koniki polne koncertuja. nosze ze soba ksiazke na werande, na pomost, na balkon i nie czytam. przygladam sie swiatu i mam nadzieje, ze swiat nas przezyje.

 

 

wtorek, 12 lipca 2016
malina na obozie.

 

dzis skoro swit czyli o 6 rano siedzimy w samochodzie i wieziemy maline na poranny odjazd na wycieczke sportowo-szkolna do wloch. te 30 minut straram sie wykorzystac na skrocony lekcje zachowania na wycieczece, w grupie szkolnej, zagranica i w ogole. kiedy dochodze do punktu, ze nie trzeba sie wstydzic - jakby sie cos dzialo - prosic o pomoc nauczycieli i w razie czasu wolnego w miescie zawsze trzymac sie w grupie przynjamniej 2 osobowej, chce ie wlasnie ugryzc w jezyk i umieram ze wstydu przed mezem... ale akurat, kiedy przerywam na krotki oddech, maz dodaje:

 - i jakby nagle ktos zatrzymal samochod i powiedzial: szybko wsiadajcie podwioze was do obozu albo, ze jest od waszej nauczycielki i ona prosila o podwiezienie...

aha. to jednak nie ja jedyna jestem w strachu.

 

 

na miejscu totalne podniecenie, pakowanie bagazy do autobusu, jeszcze szybko siusiu, jeszcze ostatnie zbiorowe zdjecie pod autobusem i hooops - wszystkie dzieci w srodku, walizki w bagazniku. i my rodzice sami na parkingu. na to jedna z mam wyciaga telefon i wola:

 - no dobra, teraz my sie fotografujemy!

ustawilismy sie do zdjecia, druga linia doprawila rozki tym z pierwszego rzedu, rodzice zaczeli recytowac jakis smieszny wierszyk prowokujacy do smiechu do kamery (pelen sprosnych slowek) i najlepszy z tego wszystkiego byly... miny naszych dzieci siedziacych w autobusie zdziwionych nasza "wesola histeria"... rodzice na wolnosci!

 

 

 

Archiwum