wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
wtorek, 14 sierpnia 2012
malinowy sms
ja w hamburgu, malina na jeziorze, tatus na pomoscie, bo kazdego dnia jeden rodzic pol dnia wspomaga jako aniol stroz kurs zeglarski. wieczorem dostaje sms:

Kochana  mamusiu czy wszystko dobze u ciebie? Bo my wlasnie ziedlysmy. kocham cie taaaaaaaaaaaaaaaaaaaag bardzo! Jak jest w twoim hotelu? ja ciesze sie juz na ciebie !!!
Ojej,najchentniej bym juz miala piontek!dzisiaj bylo bardzo fajnie bo moglysmy juz z rzaglem na wodzie jechac, to bylo ladnie!
Bardzo cie kooooocham!
 twoja XXX :-))))


taka malinowa polszczyzna. czytam sobie ten sms i czytam i zaraz mi lepiej, bo normalnie dzis tutaj taki cyrk, ze nie wiem!

(piontek to oczywiscie dzien tygodnia. w piatek wracam do domu, ale musialam sie krotko zastanowic bo malinowa ortografia mnie jakos zmylila)
poniedziałek, 13 sierpnia 2012
malina z zagielkiem
jak na prawdziwa mieszkanke krainy pieciu jezior przystalo, malina przechodzi kurs zeglarski. tydzien temu miala probny dzien. najbardziej podobalo jej sie przewracnie lodki i stawianie jej do pionu. caly dzien spedzony w wodzie malina przyplacila silnym przeziebieniem i caly ostatni tydzien spedzila w domu, dzieki czemu powiekszyla mi sie kolekcja wycinanek, malowidel, skladanych serduszek, szkicow i innych dziel sztuki.
od dzis codziennie do 5 popoludniu malina ma walczyc z zagielkiem, wiazac wezelki i obserwowac wiatr. nie wiem czy zostanie zeglarzem, ale bawi sie swietnie. w piatek kurs konczy sie wielkim ogniskiem nad jeziorem. juz sie ciesze. az szkoda wyjezdzac na wakacje.
czwartek, 09 sierpnia 2012
zakupy melbowe







kupilam dzis taki wazon - kubeleczek z zielonego szkla, z zielonymi uszami i wstawilam zielona swiece. jezu jakie cudo! pijemy wino, malina spi.
 - slicznie to wyglada co? - zachwycam sie i zachwycam.
 - wyglada troche jak nocnik... - smieje sie maz.
 - nie podoba ci sie? czemu nic nie powiedziales w sklepie?
 - bo tobie sie podoba a ja sie przy stole przygladam tobie a nie zielonemu nocnikowi, wiec niech sobie stoi.


pojechalismy po: lawke, dywan, szafke, drugi dywan oraz drugi fotel.
wrocilismy z... nocnikiem!


środa, 08 sierpnia 2012
cudow nie ma?


znamy sie od stu lat. no a przynajmniej od czasow, kiedy nie gadalam jeszcze po niemiecku ale (podobno) juz sie niezle szarogesilam w firmie. obie zmienialysmy przez te lata firmy i w koncu znow sie spotykamy. z asystentek, ktore siedzialy i odwalaly robote za szefow po nocach jestesmy szefami i ktos za nas odwala prace (za ktora jednak jestesmy odpowiedzialne i mamy ataki wrzodow zoladka ze strachu, stresu i z przejecia) obie farbujemy "srebrne we wlosach nici", mamy domki z ogrodami a dzieci?... jest malina i koniec. u niej dzieci nie bedzie, bo byl rak, bo byl skraj przepasci, bo natury nie da sie przeskoczyc. mija wlasnie 5 lat od ostatniej chemii. i niestety cos tam wraca. wiec trzeba sie przabadac. idzie sie badac wiec a lekarz mowi: nic nie bedziemy robic, nie mozemy, bo pani jest w ciazy, czemu pani nic nie powiedziala?
 - bo pierwsze slysze ze jestem w ciazy!!!
chcecie historyjke o cudzie? to prosze, bardzo chetnie. ona poszla sie badac, bo rak wrocil. zdecydowala sie nic nie robic, bo nie moze. za miesiac rodzi a po raku ani sladu. ani sladu! wlasnie zadzwonila, ze idzie ogladac klinike. i sobie poryczalysmy w telefon. i przez lzy:
 - i tylko mi dzis nie wyjezdzaj z zadnymi waldorf-radami, ok?
 - no dobra. dzisiaj nie.





wtorek, 07 sierpnia 2012
poniedziałek, 06 sierpnia 2012
dialogi mimowoli podsluchane.


wciaz jest tak, ze jednak by zrozumiec o czym mowa w restauracji przy stoliku obok to musze sie dobrze przysluchac jesli to niemiecki. jesli ludzie mowia po polsku rozumiem czy chce czy nie i przez to slysze czy chce czy nie.
jestesmy w malutkim biergarden. mala, na oko 5 letnia dziewczynka:
 - mama, chce mi sie kupe!
 - czego sie drzesz? - denerwuje sie tata - wszyscy musza slyszec, ze chcesz zrobic kupe?!
 - niech sie drze, i tak nikt nie rozumie. - mama nie przerywa jedzenia i dodaje w kierunku dziecka - idz do kibla i zrob kupe. tam na lewo, widzisz?
 - widze. - dziewczynka kieruje sie w strone toalet.
tata nadal z lekka wkurzony:
 - idz z nia, bo przeciez wszystko obsra!
 - to niech obsra. twoj kibel czy co? - wzrusza ramionami mama i w spokoju przezuwa obiad, bo niby czym mialaby sie martwic w taki piekny, sloneczny dzien.


piątek, 03 sierpnia 2012
malinowy swiety spokoj nocny.
burza szalala nad domem tak, ze myslalam, ze odfruniemy. chyba wiatr znad jeziora powoduje inne zawirowania niz w naszej dawnej chatce. kilku grzmotow troche sie nawet zleklam.
o dziewiatej malina przydreptala na dol. boso i z mimi pod pacha moglaby poprosic o lody i bysmy pewnie pojechali w srodku nocy po lody:-) ale nie chodzilo oczywiscie o nic innego jak:
 - nie moge spac, bo tak huczy, moge polozyc sie u was?
ulozylismy maline na sofie, przykrylismy kocykiem i mimo naszego gadania, latania z miarka (kupujemy nowa lodowke) i zagorzalych dyskusji (o rozmiarze lodowki), po 5 minutach jak zawsze w takich sytuacjach caly dom wypelnilo glebokie, spokojne, malinowe oddychanie. niczego nie mozna porownac ze snem dziecka.
środa, 01 sierpnia 2012
malinowe wakacje
od dzis wakacje. przypomnial mi sie jeden z ulubionych spotow reklamowych:

http://www.youtube.com/watch?v=DRz5mSjErRU&feature=results_main&playnext=1&list=PLB6FC97633E35D5DB



Archiwum