wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
piątek, 22 sierpnia 2014
placek.

 

wielki projekt, wielkie nazwiska, ocieramy sie o wielki swiat. dlatego tez oprocz ludzi, z ktorymi mamy pracowac, musimy tez pracowac z ich managerami, producentami i agentami. to wielka machina, w ktorej kazdy zarabia pieniadze i kazdy musi powiedziec swoja kwestie, zaznaczyc swoja obecnosc i podkreslic wage swoje funkcji. kazdy prezy miesnie i wciaga brzuch. jest czesto glupio i nieprzyjemnie a my jako produkcja jestesmy profesjonalni, uprzejmi i usmiechnieci. z naszej strony projektem kieruje producent prawdziwa gwiazda i jak to z prawdziwymi gwiazdami bywa jest to...skromny, mily pan z niesamowitym poczuciem humoru. wczoraj mielismy pierwsze telefoniczne starcie z producentka gwiazdy. producentka przez dobra godzine obrazala mojego producenta, byla arogancka, glosna i nieprzyjemna. on to znosil ze stoickim spokojem a ja probowalam wszystko obrocic w zart i tak jakos przebrnelismy przez godzinna narade pelna przeszkod jak pole minowe. kwadrans po tej bolesnej operacji producentka zadzwonila do mojego szefa i mnie i zaczela sie rzucac zebysmy natychmiast dali jej podopiecznemu innego producenta. na-tych-miast! mnie zatkalo a moj szef uprzejmy jak zawsze:

 - kochana, przegogluj prosze pana g., zastanow sie jaki dumny bedzie twoj h. jesli bedziecie pracowac z g. i... zadzwon jeszcze raz, ok?

po kolejnym kwadransie producentka zadzwonila do g. i zostawila dluga wiadomosc jak bardzo sie cieszy, ze beda razem pracowac, jak to cudownie ze sie poznali, ze jest jego absolutna fanka a film "s" jest jej ulubionym filmem od zawsze! dzwonie do szefa producentki i grzecznie pytam czy ona tak zawsze, bo to nam troche utrudnia prace i czy on moze cos z tym zrobic. a on, ze niewiele da sie zrobic, ale da nam dobra rade: zawsze wszystko omawiac przed 2-3 popoludniu. o tej porze producentka zaczyna pic. niestety jak pije na smutno to jest agresywna jak moglismy sie na wlasnej skorze przekonac. przed poludniem rewelacyjna profesjonalistka.

i masz babo placek.

 

 

 

 

czwartek, 21 sierpnia 2014
rak duszy.

 

j. od stycznia pracuje dla nas przy specjalnych projektach. znam ja z elokwentnej korespondencji, z ciekawych zdjec, zwariowanych tekstow. poznalysmy sie dopiero w cannes. w cannes wszyscy sa podkreceni. deficyt snu, alkohol, upal, skakanie z party na party, nikt nie jest normalny, prawda? siedzimy w wiekszym gronie, wszyscy sacza rozowe wino, leniwy czas miedzy porannymi, stresujacymi spotkaniami, lodowata klimatyzacja w salach kinowych a wieczornymi party na wysokich obcasach. widze ja i nic nie mowie, bo ta osoba o genialnej figurze i niskim glosie wydaje mi sie strasznie niesympatyczna. ciagle cos rzuca w moja strone, ale ja leniwie ignoruje zarty i zaczepki. w koncu nie wytrzymuje:

 - skarbie a co ty mnie tak zupelnie nie widzisz? mowie do ciebie i mowie! a ty nic nie mowisz!

 - widzisz przeciez do nikogo nie mowie. zbieram sily na wieczor - odpowiadam uprzejmie.

 - ale skarbie...

 - uwazaj. jak bedziesz do mnie mowila skarbie to w ogole nie bede z toba gadac, ok?

he. he. smiejemy sie z mojego zartu i wiemy, ze juz raczej sie nie polubimy. intuicja mi mowi, ze pani jest lekko kopnieta, szalona. psycho. moi szefowie uwazaja , ze przesadzam, wiec zamykam dziob i mysle, ze moze zwyczajnie z wiekiem staje sie radykalna, nietolerancyjna albo nawet drobnomieszczanska, bo mnie tacy ludzie coraz bardziej wkurzaja.

minely wlasnie dwa miesiace. od wczoraj trwa akcja przyjaciol j., ktorzy chca ja wyslac do kliniki. od 6 tygodni ma zabroniony kontakt z dziecmi. oszalala. wysyla dziwne obrazliwe maile. raz jest zgwalcona hinduska a raz ponizana zydowka. raz gwiazda rocka, raz nierozumiana poetka. zawsze jednak w patetycznie pobozny sposob lub niesamowicie wulgarny. rodzina szuka pomocy w sadzie. boja sie, ze bez pomocy klinicznej zrobi sobie krzywde a moze nawet byc grozna dla innych. rozdwojenie osobowosci. ogladam jej zdjecia na fb.- dwa profile jak u wiekszosci moich zawodowych znajomych. na jednym ciepla, kochana mama dwoch dziewczynek, na drugim wariatka o szalonym wzroku i z glupimi minami.

akcja na fb ma dla mnie niejednoznaczna wymowe. z jednej strony uwazam, ze znajomi i rodzina nie maja prawa wywlekac jej prywatnej sfery na statusowych tablicach, z drugiej strony ona tego nie kasuje, lubi byc "aktorka", potrzebuje publicznosci i podobno tylko w ten sposob mozna ja naklonic do pojscia do kliniki. jej tablica na obu profilach zapelnia sie od wczoraj wyznaniami przyjazni i prosbami: kochana, dla dobra dzieci ale przede wszystkim dla wlasnego dobra, idz do kliniki.

taka choroba jest jak rak.

 

 

środa, 20 sierpnia 2014
malinowy zastrzyk adrenaliny.

 

telefonuje, gadam, gadam, koniec. odkladam sluchawke. i nagle? o jezu, slysze jak malina wyje z bolu. ale jak!!! rzucilam sie na gore pedzona panika. wpadam do jej pokoju!!! malina nawet mnie nie widzi. ze sluchawkami na uszach... spiewa.

 

poniedziałek, 18 sierpnia 2014
malina we wloszech.

 

rok temu w padwie mieszkalysmy na przeciwko bazyliki swietego antoniego. malina obejrzala w tej bazylice kazda rzezbe, kazda gablote z relikwiami, kazdy obraz - wszystko bylo opisane po wlosku i po lacinie, ani slowa wyjasnienia po angielsku.

 - nie martw sie, za rok bede mogla ci wszystko czytac! - moje dziecko strasznie cieszylo sie na lacine w gimnazjum.

w sobote wybralysmy sie do ksiegarni uzupelnic lektury wakacyjne i zaopatrzyc sie w jakis przewodnik. o ile na sardynii jak zwykle bedziemy sie glownie moczyc w wodzie, to w toskanii chcielibysmy pokazac malinie to i owo.

malina w domu przegadajac przewodnik, na widok florenckich kosciolow:

 - o! zapomnialysmy, ze musimy miec podreczny slownik lacinski.

 - malina, ale ja glownie chce ogladac buty i torebki!

 - no, ja torebki tez! ale w sklepie to mozemy jakos po angielsku.

 

wieczorem jedziemy do ksiegarni. po slownik.

poniedziałek, 11 sierpnia 2014
jestes silna. jestes slaba.

 

 

mam dwie znajome mamy dziewczynek. ich coreczek nie laczy absolutnie nic, nawet sie nie znaja, poza tym, ze sa wczesniakami. obie maja po 10 lat i obie urodzily sie tak wczesnie, ze lekarze nie dawali im wiekszych szans na przezycie. wyrosly na duze panny o zupelnie odmiennych osobowosciach. jedna mama w ogole nie porusza tematu. chyba tylko dlatego, ze dlugo sie znamy czasem sie rozczuli: popatrz jak ten czowieczek uczepil sie zycia, jak sobie zycie wywalczyl. malutkiej ch. mama od zawsze powtarzala, ze jest silna, ze jest dzielna, ze daje sobie rade. i ch. taka wlasnie jest.

mama malej l. wrecz przeciwnie: dla niej l. jest dzieckiem stojacym na skraju przepasci. l. zyje tak jakby lada moment musiala wrocic do inkubatora. wszyscy wiedza, ze jest wczesniakiem, ze jest delikatna, ze ledwo sie urodzila a juz przezyla traume. 10 lat po wszystkim a ta duza, zdrowa dziewczynka wciaz od nowa slyszy swoja smutna historie, choc przeciez historia z dobrym zakonczeniem, zeby nie wiem jak smutno sie zaczela, jest jednak wesola, prawda?

nie prawda. nie u nich. trzy dni temu mama l. zadzwonila do mnie z prosba o pomoc i odebranie starszej siostry z zajec, bo mlodsza... ach no z mlodsza sa u lekarza! operacja... glos jej sie lamie a mnie zatyka i mysle, ze moze nie znalam calej prawdy o l.? operacja? co sie stalo? otoz l. jest bardzo wrazliwym dzieckiem, jak wiem (i tu krotka wersja histroii inkubatora) i strasznie boi sie dentysty. a ma niestety malutka prochnice w zabku. byli u dwoch dentystow i tylko jedemu dalo sie cos tam poborowac, ale w polowie lekarz przerwal i powiedzial, ze zdrowiej jest chodzic z mala prochnica w zebie niz z dziura w policzku a on nie moze obiecac, ze nic sie nie stanie. borowanie zeba u dziecka wyjacego i wyrywajcego sie na krzesle jakby polewanie ukropem graniczy z cudem i on nie chce jej zranic. zakleil zabek z mala prochnica i wyslal mame do specjalnego dentysty, ktory dzieci usypia hipnoza. niestety, nie kazde dziecko mozna uspic. l. nie mozna! zdecydowali sie w koncu na normalna narkoze i juz dwa dni przed wiedzieli, ze bedzie walka o wypicie sypu usypiajacego...

ten wpis jest o tym, ze warto swoje leki, bol, uprzedzenia zachowac dla siebie i zostawic dziecko w spokoju. nie jest latwo, wiem po sobie, ale trzeba probowac.

 

 

 

 

Archiwum