wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
czwartek, 27 sierpnia 2015
romanse.

 

tak zupelnie przypadkiem zaplatalam sie w historie zawodowo - milosno - przyjacielska. chcac nie chcac zajmuje sie aktualnie problemami dotyczacymi kochania, przyjazni oraz kariery. stapam po cienkim lodzie, bo chodzi o ludzi z ktorymi wiaza mnie projekty i po raz kolejny widze, ze najlepiej zakochac sie poza branza. najzdrowiej. no ale taka tam "kuchenna dyplomacja" nie jest jakas strasznie trudna, rzucam na prawo i lewo pomyslami, rozwiazaniami w polki "dobre rady sobieslawa zasady" i cioci kloci. oznaki wdziecznosci, ktore ptrzymuje sa przyjemne, sse je sobie jak kolorowe landrynki. jedno mnie jednak zadziwia - mam za soba 21 letnie staz malzenski - co ludzie biora za milosc, czego oczekuja i co dostaja. mlodzi ludzie, ktorzy jeszcze maja prawo do wariactwa, do szalenstwa, do ryzyka.

wieczorami zdaje relacje mezowi. i maz tez kreci glowa. jak sie poznalismy ja od niego nie oczekiwalam niczego a dalam co mialam: wszystko! i on dokladnie tak samo. i wciaz nam sie wydaje, ze tak musi byc.

wtorek, 25 sierpnia 2015
malinowa syrenka

w wakacyjne soboty malina chodzi na zajecia syrenkowania. trzy godziny ubrana w obcisly ogonek zakonczony olbrzymia pletwa "zbiera korale", lapie zolwie, kreci podwodne fikolki w przod i w tyl i takie tam rozne inne zabawy typowe dla syrenek. moje podejscie od poczatku bardzo sceptyczne bardzo sie od stycznia, kiedy malina pierwszy raz nurkowala jako syrenka, zmienilo. na poczatku chcialam spelnic jej marzenie, nie patrzac na sens tych zajec. myslalam sobie: uczy sie swietnie, interesuje sie fajnymi tematami, uprawia fajne sporty, wiec to takie tam male dodatkowe, niegrozne wariactwo... zabawa...

dopiero teraz widze, ze przy okazji zabawy malina uczy sie jak nie tracic pod woda glowy, nie wpadac w panike, jak powoli oddychac, jak plynac nie tracac energii. po powrocie do domu opowiada jak ratuje sie delfiny, ktore wpadly w podwodna pulapke i jak szuka sie podwodnych smieci, ktore zanieczyszczaja oceany. ostatnio odbieram syrenke z zajec:

 - zobacz, przeplyne pod woda cala dlugosc basenu!

 - super! - wolam, ale mysle: taaaaaa...

syrenka nurkuje i... wyplywa po drugiej stronie basenu. nie do wiary.

syrenkowa wiedza przydala sie tez na innym polu. w malinowym klubie zeglarskim malina i jej sasiad przesiadaja sie na wieksze zaglowki. wieksze, sportowe i oczywiscie bardziej wywrotkowe. w razie wywrotki lodki nie maja tyle zapasu powietrza co dziecinne optymistki. malina przeprowadza na koledze szybki kurs spokojnego oddychania pod woda w sytuacji stresowej. kolega pod wrazeniem. a ja uspokojona: wszystko jest po cos.

 

piątek, 21 sierpnia 2015
jak zozsmieszyc meza z rana.

 

stoje w lazience. wycieram nos. dzwoni telefon. maz podaje mi telefon.

w jednej rece mam zuzyta chusteczke w drugiej komorke. jedna rzecz mam wrzucic do toalety, w drugiej dotknac guziczka.

zle sie skoordynowalam i mimo, ze chusteczka nie ma guziczka, wrzucilam telefon do kibla.

 

 

czwartek, 20 sierpnia 2015
3.

 

dla mnie moje jedno dziecko jest wielkim wyzwaniem i chociaz czasami jestem z siebie jako matki zadowolona i z nas jako rodzicow tez to jednak glownie czuje, ze moglibysmy byc fajniejsi, cieplejsi, surowsi, moglibysmy dawac wiecej luzu, byc bardziej srodzy, dawac wiecej wolnosci, trzymac maline krocej, wiecej podrozowac, mniej podrozowac... mysle, ze gdybym musiala sie tak zastanawiac nad jeszcze jedna malina to bym zwariowala. a juz trzecie dziecko nie miesci sie w sferze mojej wyobrazni.

wsrod naszych znajomych dzieci podorastaly. nawet to trzecie wlasnie wybiera sie na studia i... ludzie rozstaja sie poprostu z dnia na dzien. tak jakby skonczyl sie wspolny projekt: wychowali troje dzieci a teraz czas na nowe zycie. gdyby to byl jeden tak przypadek... ale nie. kolejny! mysle, ze zycie w 5-osobowej rodzinie jest wyzwaniem i nie kazdy moze temu podolac. ci co podolali, opadaja z sil.

dzis zagadalam do znajomego, ktorego zobaczylam na fb z jakas babka, wiec zazartowalam pytajac czy zmienil stan cywilny. nie gadalismy juz dawno a wiem, ze ma fajna zone, fajne dzieci, fajne zycie. wiem? a co ja tam wiem! pomyslalam, ze na zdjeciu jest jego szwagierka czy siostra i ze sie posmiejemy. ze wspolnego smiania nic nam nie wyszlo. poczekali az ostatnie dziecko (jeju, pamietam jak maly hustal sie na hustawce w drzwiach a pod nim lezal jamnik) zrobi mature i natychmiast sie rozeszli. kazde ma nowego partnera i... nawet nie skladaja sobie zyczen swiatecznych. od dwoch lat. normalnie schemat, ktory poznalismy juz przez kilka znajomych par...

 

lost in translation

 

Charlotte: "Aber ich bin nur Durchschnitt."
Bob: "Das merkt doch keiner."

 

środa, 19 sierpnia 2015
malinowy pech

 

przez kilka tygodni malina szukala odpowiedniego longboardu. za moich czasow to sie nazywalo deskorolka, ale wiadomo: zyjemy w 21 wieku i wszystko jest nowe, fajniejsze i w ogole cool. deska musi sie tez nazywac LONGboard, bo ma metr dlugosci.

cale znajome towarzystwo przesiadlo sie z rowerow na deski i tak rano pomykaja do szkoly, do autobusu, do pociagu. malina sie zapalila do sprawy. pomyslalam, ze w sumie dobrze, bo ominie nas zmiana roweru na nowy (malina jako jedyna jezdzi jeszcze na rowerze w lylowe kwiatki) sportowo - nowoczesno - odlotowy. hurra, zaoszczedzimy na sprzecie. juz po sprawdzeniu kilku pierwszych longboardow zrozumialam jak bardzo sie mylilam: deska jest modna, wiec deska kosztuje. liczy sie nie tylko dobre lozysko dla koleczek i ich kolor, ale tez wzor deski pod spodem.

 - pod spodem? - zdziwilam sie - to i tak tego nie widac?...

najwazniejsza jest oczywiscie jazda na desce ale sa tez momenty w ktorych deske trzeba niesc pod pacha i nagle wazne jest tez co jest pod spodem.

no wiec malina zaczela szukac. spodobala jesj sie pewna deska, ktora zamowili z tatusiem przez internet i wyslali mi zdjecie do hamburga. wszczelam natychmiastowy alarm, bo wzorem na spodzie byly trupie czaszki na wesolo.

 - malina, ja nie chce zebys jezdzila z czaszkami, bo to jest zla karma!

maz sie zdziwil gdzie ja te czaszki widze, on widzi tylko zielony wzorek, ale jak sie przypatrzyl... no tak. anulowali zamowienie. potem jeszcze przymierzalismy sie do roznych desek w sklepach sportowych, ale najfajniejsze byly drozsze niz rower. az w koncu - hurra - jest! swietna deska ze swietnym designem: zyrafa w jeansowej kurtce. malina sie zakochala. amazon obiecal, ze deska dojdzie wczoraj, ale doszla dopiero dzis. malina niemal rzucila sie panu kurierowi na szyje. w garaczce rozpakowala deske i... w tym momencie lunal deszcze. ale nie jakis tam kapusniaczek - malina wiejskim dzieckiem jest i woda jej niestraszna - tylko prawdziwa ulewa. deska w rzeczwywistosci duzo fajniejsza niz na zdjeciach.

malina zsunela wszystkie meble w swoim pokoju pod sciany i jezdzi w pokoju... a ja wygladam przez okno. taka tam sroda. tyle, ze deszczowa.

 

 

mimochodem.

 

nie wiem dokladnie kiedy to sie zaczyna. pewnie u kazdego kiedy indziej. u mnie krotko przed 40 poczulam, ze zmarszczki wokol oczu wcale nie sa mimiczne tylko, ze moja twarz nabiera patyny. moj zawsze nienagannie plaski brzuch lekko sie zaokraglil a jadac jakos pod slonce zobaczylam na kierownicy dlonie dojrzalej kobiety. i tak zaczyna sie powolny proces targow z natura. czas zaczyna odciskac swoje znaki. dekolt jeszcze fajny, uda juz nie, krotkie sukienki poszly do piwnicy, "srebrne w glowie nici", ze tak polece kochanowskim, traktuje kolorem i kupilam pierwszy w zyciu krem na zmarszczki wokol oczu. i tak sie targujemy z natura: o skorke pomaranczowa, o zdrowe kolana, o ladna szyje, o prezna pupe, o lsniace wlosy. wczoraj w lustrze zobaczylam calkiem niespodziewana wygrana walke: prezne ramiona i miesnie-motylki pod ramionami. jeszcze motylkow nie mialam, ale jakos czulam, ze nadchodza. zasluga regularnego sup-owania. znow troszke udalo sie przechytrzyc czas. tak mimochodem.

 

czwartek, 13 sierpnia 2015
goraco.

tyle spadajacych gwiazd a marzenie jedno. faluje miedzy rozpacza a euforia. widze swiat jak przez powiekszajace szkielko. raz mnie zachwyca raz przeraza.w domu cudnie. w pracy cudnie. malina wiadomosc, ze nie wyjezdzamy nigdzie na wakacje przyjela radosnym: hurrraaa!!! i natychmiast zaczela sie delektowac swoim wakacyjnym zyciem jak w bullerby. a to siedzi w basenie u kolezanki, a to piecze ciasto u innej znajomej, szyje sobie bluzki ze starych jeansow, wisi na hamaku i czyta, ciagle gdzies jest umowiona, wskakuje na rower i juz jej nie ma. wieczorami spotykamy sie na pomoscie. ja zaliczam swoja runde na sup, malina nurkuje. dzis nocowala u kolezanki i spaly na... trampolinie w ogrodzie, przed zasnieciem obserwujac gwiazdy. jutro nocuje na lodce z inna kolezanka. upal niszczy nam ogrod, nawet stare drzewa, ktore ciagna wode z glebi ziemi zaczynaja smutno tracic liscie. co i raz wychodze na dwor i chlone to gorace powietrze. uwielbiam je.

poniedziałek, 03 sierpnia 2015
malina zdala do 7 klasy.

 

w przeciwienstwie do polskiej szkoly zakonczenie roku w szkole niemieckiej jest krotkie, bezkwiatkowe, bezczekoladkowe. dzieci spotykaja sie rano, dostaja swiadectwa, zyczenia wesolych wakacji i do widzenia panna genia. jeszcze przed 11:00 dzieci sa wolne! powiedzialam malinie, zeby zaprosila kolezanke to sobie pojda na pizze z okazji rozdania swiadectw i poplywac, bo pogoda jest genialna. no dobra. malina zadzwonila ze szkoly, ze juz obdagaly z kolezanki mama i jest zgoda, radosci i w ogole super i nie moze dlugo gadac, bo zaraz dostanie swiadectwo. zadzwonilam wiec do kierowcy busa, ze malina zabierze dzis ze soba kolezanke do domu. kierowca ze ok. dzwoni jednak zaraz, ze jednak nie wiezmie kolezanki, bo jezdzi tylko z dziecmi ubezpieczonymi na busik. no dobra, pisze wiec malinie sms, ze je odbiore samochodem. ale malina ma wylaczony telefon. zaraz dzwoni szef kierowcy, ze nie ma problemu i ze kolezanka jednak moze jechac. pisze wiec malinie sms, ze z autobusem ok i ze kierowca jest powiadomiony. ale malina ma wylaczony telefon. potem widze, ze malina oddzwania, ale ja sama wisze na telefonie, wiec odbiera tatus. tatus sie bardzo dziwi, bo malina dzwoni, ze super, ze kierowca wie, to ona juz nie musi go powiadamiac i zaraz przyjedzie po nie mamusia kolezanki. o ludzie! jaka mamusia? przeciez malina zaprasza te kolezanke do nas! ale malina ma znow wylaczony telefon. za pare minut busik bedzie odjezdzal a ja nie wiem co w koncu robic, wysylam malinie sms-y. w koncu udaje mi sie do niej dodzwonic. na dziendobry opieprzam ja ile sil w sercu, ze ma wylaczony telefon. po czym opieprzam ja ze nie reaguje na moje sms-y. po czym opieprzam ja, ze co to za zmiany planow, nie wiadomo co zrobic z kierowca i dlaczego ona jedzie DO kolezanki. i w ogole co to za zamieszanie?!

malina w ryk, wiec sie zorientowalam, ze pojechalam po bandzie. no dobrze juz dobrze, zle sie zrozumialysmy, ale jeszcze wszystko udalo sie wyjasnic, niech sie dobrze bawi, odbierzemy ja z tatusiem od kolezanki popoludniu. juz sie zegnam, ale...

 - malina! czekaj no! dostalas swiadectwo?!!

 - tak!

 - i co? dobre?

 - tak. dostalam tez nagrode jako drugi najlepszy uczen w klasie.

poczulam jak wlasnie w ten piatek wygralam konkurs na najglupsza matke na swiecie. gdzies tam stoi moje dziecko, w torbie ma drugie najlepsze swiadctwo w klasie i dyplom dla drugego najlepszego sportowca w szkole i placze, bo matka opieprza je za niewlaczona komorke w szkole, w ktorej wlaczenie komorki jest zabronione.

ferie sie zaczely.

 

 

Archiwum