wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
czwartek, 27 września 2012
tempo.
czuje sie jak prawdziwa kobieta-petarda. kobieta-manager. kobieta do zadan specjalnych. taki damski james bond.
wstalam skoro swit. malina do szkoly ze sniadankiem. ja do samochodu i na lotnisko. tkwie w korku. telefonicznie rezerwuje sobie miejsce w samolocie, wiec moge dotrzec na lotnisko w ostatniej chwili. zamawiam tort na urodziny meza. cukiernik czarowal dla nas juz wiele tortow, wiec rozumiemy sie w trzy slowa. sprawdzam, czy malina moze przyjsc do hortu mimo, ze jej w tym roku jeszcze nie zameldowalam. moze. prosze bardzo. wpadam na lotnisko. lece. nad düsseldorfem silnik zaczyna tak skrzypiec i chrobotac, ze zastanawiam sie czy nie wlaczyc komorki, zeby sie pozegnac z mezem. wszyscy pasazerowie nerwowi, wiec widze, ze to nie tylko moja paranoja. zmeczenie na twarzy zamalowywuje pieknie jak tylko potrafie i na gigantrycznych obcasach kustykam na party. przez kilka godzin robie dobra mine do zlej gry. jutro lece pierwszym samolotem do domu. po drodze odbieram prezent dla meza, tort dla meza, zestaw ryb na rybne fondue. nastepnie mam wazna konferencje video, maline do odebrania z wycieczki i wieczorne swietowanie.

ps: a po drodze wkrecilam sie w awanture na moim kiedys ulubionym forum dziennikowym. chyba jestem straszna awanturnica. tak mi sie na starosc zrobilo, czy co.


środa, 26 września 2012
dziecko


no czasem - nie czesto ale jednak! - nawet w mojej branzy uda powiedziec sie cos ciekawego. cudownego w swojej prostocie:

https://www.youtube.com/watch?v=WmDvj_X6lJ0&feature=player_embedded

kazde dziecko moze byc: artysta, naukowcem, laureatem nobla, gwiazda filmowa, pilotem, spiewakiem. kazde dziecko moze byc kazdym pod warunkiem, ze najpierw wolno mu byc ... dzieckiem.



poniedziałek, 24 września 2012
czy komus sie moze zapodziala ta ksiazeczka w piwnicy, na strychu, w garazu...

Poznajemy historie ojczysta 4 Podrecznik 

Martyna Deszczynsk i Marek Deszczynski

 

czy ktos ma te ksiazke i moglby mi sprzedac? pomocy!

w naszej polskiej szkolce czwartoklasisci maja sie z tego uczyc historii a w polsce ten podrecznik zostal zastapiony juz innym. ksiazka jest praktycznie nie do zdobycia.

pomocy:-)
piątek, 21 września 2012
malinowe zakupy

znow wyslalam maline po zakupy. zrobila sobie liste i poleciala. umowilysmy sie, ze wroci kwadrans po szostej. 10 po szostej telefon:
 - czesc mamusiu!
 - jezu, a skad ty dzwonisz?
malina dostanie telefon w przyszlym roku jak pojdzie do gimnazjum. na razie wciaz porozumiewamy sie telepatycznie.
 - ze sklepu papierniczego. wlasnie zobaczylam, ze nie zdaze kwadrans po szostej, wiec poprosilam pania zeby dala mi do ciebie zadzwonic.
sklep jest za rogiem, 5 minut na piechote. w spozywczym spotkala mamusie l., ktora przeprowadzila ja przez ulice, co z lekka maline oburzylo, ale nic nie powiedziala. w piekarni spotkala tate m., ktory podziwial ja, ze tyle ma zakupow do taszczenia i zaproponowal podwiezienie do domu. malina odmowila, bo przeciez:
 - ...tak dobrze sie nie znamy!
tatus m. zadzwonil do mnie zeby mi o tym opowiedziec, bo bardzo sie roztropnoscia malinowa wzruszyl.
chyba zaczynamy byc tu "u nas".
malina wraca. nie wchodzi do domu, tylko wkracza a z dumy malo nie peknie. jest dorosla, kazdy to chyba widzi, tak?


czwartek, 20 września 2012
gotowanie kreatywne.
w spizarni wszystkie sloiczki stoja na bacznosc jak w wojsku. to chyba jedyne miejsce w tam domu, w ktorym panuje taki porzadek.
jest pozno, malina cos tam jeszcze odrabia (meczy sie jak nie wiem), ja dyskutuje przez telefon i robie kolacje. cos szybkiego? makaron z boczkiem i cebula, troche smietany, troche masla. taki wieczorne "ratuj sie kto moze", zeby dziecko mamy pracujacej na caly etat nie umarlo z glodu. boczek juz podskakuje na patelni i pachnie genialnie. lece do spizarni po cebule. co kilka tygodni przylatuje z wloch (http://www.lavialla.it/de/home_de_gallery.asp) juz drobniutko pokrojona, gotowa i pyszna. wciaz z telefonem przyklejonym do ucha wrzucam zawartosc sloiczka na patelnie. nie pachnie jak cebula, ale i tak aromat smakowity, wyglad apetyczny. malina wygrywa walke z matematyka, zasiada do kolacji:
 - mmmm pycha!
a ja towarzysze jej tylko z herbata, bo nie mam sily jesc. poznym wieczorem wraca maz. odgrzewam mu makaron.
 - hmmm bardzo dobry, cos slodkiego dodalas?
 - nie.
ale przypomina mi sie, ze cebula nie pachniala cebula. zagladam do smietniczki. lezy tam sloiczek po musie jablkowym (jeszcze jablka z ogrodu wokol chatki) doprawionym cynamonem.
polecam!
poniedziałek, 17 września 2012
malinowe rozmowy na fali 1.
na materacu skakalysmy, z rurka nurkowalysmy, na dwoch kolach prowadzilysmy rozmowy na fali



 - mamusiu, popatrz, to te panie z naszego hotelu. caluja sie. mysle, ze sa ozenione.
 - tak byc moze.
 - to sie u nas w szkole nazywa schwul.
 - oficjalnie to sie nazywa homoseksualizm. widze, ze ci sie to nie podoba.
 - no nie...
 - a dlaczego?
 - nie wiem.
 - tu nie ma nic do podobania albo nie. kazdy powinien zyc jak chce, pod warunkiem, ze to nikogo nie rani ani nie obraza. a to czy ktos zyje z kobieta czy mezczyzna nie powinno nikogo obchodzic, ani ranic, ani obrazac. to jest tolerancja. tolerancji trzeba sie uczyc i to wcale nie jeste latwe...
 - ale ja jestem tolerancyjna. - usmiecha sie z duma malina - zyje jak chce.
 - jesli jestes tolerancyjna to powinnas innym pozwolic zyc jak chca.
 - aha... - zamysla sie malina bujana fala i mimo swoich niecalych 10 latek czuje, ze temat nie jest latwy.


 -
piątek, 14 września 2012
malinowe wakacje (wersja malinowa)
w szkole trzeba bylo dzis opowiedziec o swoich wakacjach. kto chcial. malina sie zglasza.
o czym opowiada moje dziecko? przez trzy tygodnie nurkowala. czy opowiada o krabie w wielkiej muszli, ktora wylowilysmy dla nieprzecietnej urody i nagle nam ta muszla zaczela uciekac do wody?
czy o procesji ku czci czarnej madonny na sardynii, gdzie portret maryjny ciagnely olbrzymie woly a male dziewczynki i stare kobiety kroczyly uroczyscie w zlotych szatach i chustach do ziemii? a moze jak strzelilysmy sobie przygode na olbrzymim bananie, ktorego ciagnela motorowka jak z jamesa bonda, ktora porwala nas na otwarte morze, pedzila jak oszalala az nas wywrocila i malo nie zeszlam z tego swiata na zawal serca? czy malina wpadla na pomysl zeby pochwalic sie wycieczka kajakowa albo przeprawa z kosyki na sardynie, kiedy wszystkie promy zostaly tego dnia odwolane ze wzgledu na wietrzysko i wielkie fale i okazalo sie, ze tylko nasz przewoznik zaryzykowal i wszyscy pasazerowie umierali przez godzine ze strachu?
nie.
malina opowiedziala, ze wakacje byly swietne i jak dojechalismy do livorno, to tatus tak ciasno musial parkowac na promie, ze mama musiala wysiadac przez drzwi od strony kierowcy. w ramionach mamusia obejmowala wielka torbe z pizamami i przyborami toaletowymi potrzebnymi na nocleg i przez to zaklinowala sie (ist stecken geblieben) miedzy siedzeniem kierowcy a kierownica i za nic nie mogla sie wydostac z samochodu. nikt mamusi nie pomogl, bo malina miala tez pelne rece a tatus plakal ze smiechu, bo mama siedzac na kierownicy trabila na caly prom.
poza tym zawsze byla ladna pogoda, wiec duzo plywalismy. to byly piekne wakcje. amen.

malinowe wakacje
wakacje byly piekne. malina skubnela zeglowania, malowala jedwab, ile sie dalo przesiedziala w jeziorze, odwiedzila dziadkow oraz pierwszy raz w zyciu poszla sama po zakupy. mimo, ze kupila rowniez rzeczy za ktorymi nie przepada, wszystko zjadla jak ta lala, bo jednak wlasnorecznie kupione smakuje inaczej.
malina prowadzila bogate zycie towarzyskie goszczac i odwiedzajac.
ostatnie trzy tygodnie spedzilismy na korsyce i sardynii co 3-4 dni zmieniajac miejsce zamieszkania. bylo i bardzo ekskluzywnie i byly 4 dni pod namiotem z zimna woda pod prysznicem. a na koniec ulubione miejsce, ktorego glowna atrakcja jest absolutny brak atrakcji. malina rozowa zmienila sie w maline zlocista a jej jasne wloski przeplataja biale kosmyki i chyba ja zabiore za tydzien do fryzjera, zeby dobrze sie przypatrzyl i... zrobil mi takie same.

tempo wakacji bylo powolne. co rano plywalismy w morzu, ktore o tej porze jest plaskie jak deska a wielka plaza wydaje sie byc prywatna wlasnoscia. potem zimny prysznic, sniadanie, szukanie miejsca na dobra kawe, czytanie, potem nurkowanie do obiadu, obiad, sjesta, znow plywanie, kolacja, wino na tarasie, malina z ksiazka pod ksiezycem... leniwie, spokojnie, bez pospiechu. w trzecim tygodniu zycie zaczyna byc naprawde piekne, wyhustana na falach dusza przeciaga sie szczesliwie co rano i kuli do snu co wieczor, rozmowy zaczynaja sie przeciagac, zbaczac na nowe, ciekawe watki, w stosunki rodzinne wkracza bloga cierpliwosc, wyrozumialosc i niewymuszona uprzejmosc. trzeci tydzien jest bardzo wazny - dwa lata obywalismy sie bez niego i niemal o tym zapomnielismy.




czwartek, 13 września 2012
jutro szkola

dluga liste zeszytow i przyborow do 4 klasy mamy od dwoch miesiecy. dzis pol godziny przed zamknieciem sklepu zrobilysmy zakupy na dwie pekate torby. przy wyborze okladek i segregatorow malina szerokim lukiem omijala polki z rozowymi i lylowymi odcieniami a koszyk wypelnialy rozne odcienie zieleni, granatu, wesoly zolty i pomaranczowy kolor. pani w sklepiku pokiwala ze zrozumieniem glowa:
 - cos sie skonczylo...


Archiwum