wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
piątek, 30 października 2009
z malinowego pamietnika

hojte morgen hat mama mir kitki gemaht.


rusza sie!!!!!!!!!!


od wczoraj kiwa sie dolna jedynka. ta wlasnie ktora pierwsza wyrznela sie pieciomiesiecznej malinie, czego bysmy wtedy w zyciu nie zauwazyli ale blysnala perliscie w czasie zakupow, ze nie sposob bylo ja przeoczyc. to juz 6 lat temu.
wszelkie kiwajace sie zeby to byl do tej pory fakszywy alarm, ale teraz rzeczywiscie. malina na to konto ma od wczoraj szampanski humor, sprzata, czyta, madrzy sie i peka z radosci.


wtorek, 27 października 2009
klamstwo.
interesuje mnie teraz tylko klamstwo. zycie bez klamstwa jest niemozliwe. ale gdzie sa granice akceptacji? dlaczego moje dziecko klamie jak najete, choc nie musi? nie chodzi o wielkie, wazne sprawy. chodzi o glupstwa. czytam o klamstwie i dlaczego dzieci klamia. zaden z wymienionych powodow nie dotyczy maliny. czy to mozliwe, ze ona musi wypaczac rzeczywistosc? ze to jej charakter? moze jak przeczytam te ksiazke to bede madrzejsza.



niedziela, 18 października 2009
czysta erotyka. nieprzetlumaczalny lesmian.
czwartek, 15 października 2009
pierwsze nauki?
jeden z kolegow w horcie ma mame tajlandke i nie mowi wcale po niemiecku. dzieci strasznie przejete misja straja sie mu pomagac. pokazuja na migi o co chodzi i kaza powtarzac pojedyncze slowa. malina opowiada jak go dzis uczyli slow mama, tata. pokazywali na maline: "mama", na kolege maliny: "tata" i skladali dlonie w serduszko na znak, ze sie kochaja.
 - pieknie! - chwale. a malina opowiada i demonstruje dalej:
 - tak! on takie rzeczy juz rozumie! tez zlozyl raczki w serduszko a potem pokazal tak:
i malina wesolo wystawia jeden paluszek a z paluszkow drugiej dloni robi kolko i jednoznacznym ruchem przesuwa w gore i w dol po wysunietym palcu. na co ja sie smieje tylko, bo co mam zrobic?
 - fajnie?
 - no fajnie. ale co to znaczy? - pytam
 - nie wiesz co to znaczy??? 
stroje glupka, bo troche jestem w szoku:  - nie, nie wiem.
 - no, ze mama i tata!! - i malina dalej demonstruje a ja kurcze nie wiem co mowic, bo malina nie ma jeszce 7 lat. jak dla mnie to jakos wczesnie na takie rzeczy.
 - no ze co? - dopytuje sie wiec.
 - no tak jak ty i tatus! ze biora slub i on jej zaklada na paluszek obraczke!!! pierscionek!!!






krwawe przygody.
 - wiesz co? taki jeden kolega victorii spadl dzis ze schodow.
 - ojej.
 - tak! i tak sobie starl kolano, ze krawil.
 - tak?
 - tak! tak krwawil, ze az przez spodnie bylo widac!
 - tak?
 - taka wielka plama krwi, ze wieksza niz lisc debu!
 - tak?
 - no! mowie ci! taaaaaka wielka!!!
 - to pewnie bardzo plakal, co?
 - nie . on jest bardzo mezny. ale to kolano to tak krwawilo... no tak.. no jakby go ktos w kolano zamordowal!


dzis skoro swit.
czyli o 9 rano. u mnie w biurze. jestesmy wszyscy ubrani na wieczorowo. smokingi, perly, szpilki. balony. confetti. cale studio wypelnione happy birthday stevie wondera na caly regulator. kamera start. biegamy z literami i staramy sie ustawic w jakies zyczenia. nie udaje na sie. totalny chaos. w koncu stajemy w rownym rzadku: alles gute. potem jeszcze potrzasanie szampanem (nie. nie prawdziwym!), toasty, taniec, rzucanie serpentynami, dmuchanie w fujarki, skakanie po balonach, spiewanie do wtoru stevie wonderowi. na koniec zdmuchanie swieczek. amen.
moj szef uciekl od swoich urodzin na wakacje z rodzina. ale my go zlapiemy. nasz edytor skreca z tego teraz smieszny filmik, ktory jutro punktualnie o 9:00 dotrze do jubilata.

od tego skakania to jestem taka rozgrzana, obudzona i wesola, ze nie wiem.

środa, 14 października 2009
od 12 dni
poszcze. na poczatku pilam tylko wode, wode z cytryna, teraz pije tez rozwodniony sok pomidorowy, sok z kiszonej kapusty, ziolowe herbatki. jestem lekka. wszystko pachnie sto razy intensywniej niz zwykle. nie boli mnie brzuch. nie boli mnie glowa. nie mam apetytu, ale ochote na gotowanie i rozpieszczam maline i meza wymyslnymi daniami. jakas lzawa jestem. moge sie poplakac z powodu prognozy pogody. spie jak susel, budze sie bez podkrazonych oczu, lekka i wypoczeta. mam wiecej czasu. niestety bardzo marzne i wieczorem jestem bardzo senna. ostatni raz poscilam tak dokladnie 10 lat temu. 25 dni.


wtorek, 13 października 2009
o szkole jeszcze zrobie wpis.
dziekuje wam serdecznie za wszytkie komentarze o szkole. wszystkie bardzo ciekawe. rozne punkty widzenia, rozne doswiadczenia, rozne poglady.

jedno mnie jednak zastanawia i smuci - powiem szczerze: zgoda na to jak jest. zgoda na wyscig szczurow, zgoda na to jak jest.
tak jest wiec trzeba dziecko na to przygotowac. coz robic? sie dostosowc. a to przeciez te dzieci maja szanse cos zmienic. zyc lepiej. ja chce malinie pokazac, ze mozna inaczej. ani maz ani ja nie wzielismy udzialu w wyscigach szczurow i zyjemy dosyc wygodnie i dosyc dostatnio. chcialabym, zeby malina nie dala sie wciagnac w to bagno, ale nie naucze jej tego godzac sie na nie.




poniedziałek, 12 października 2009
zamiast wpisu
nie mam kiedy przysiasc i zrobic wpisu o szkole i o moich szkolnych strachach. a w piatek przynieslismy telewizor z piwnicy i wpadlismy na program zdf o szkole i tam poruszona jest czesc tego, o czym chce napisac. niemieckojezyczne kolezanki albo widzialy program albo moga poczytac:

http://www.zdf.de/ZDFde/inhalt/30/0,1872,7905950,00.html


czwartek, 08 października 2009
po 4 tygodniach w szkole.
mam kryzys, atak histerii, i glowa mi peka od trosk. powinnam byc zrelaksowana i lekka jak piorko, juz szosty dzien poszcze, pije tylko, spaceruje rano i wieczorem. porozmawialam dzis po odprowadzeniu maliny do szkoly z dwiema mamami i normalnie mam ochote zadzwonic do szkoly waldorf i ich ublagac zeby (a niechby!) uznali, ze jestem matka glupia, ale maline przyjeli w ciagu roku...

musze ochlonac.


poniedziałek, 05 października 2009
klasyka!!! :-)
jestesmy w spa. rozne sauny, parowe laznie, jeziorko wsrod drzew, traw i lamp, ktore jak wielkie kule sniegowe pieknie urozmaicaja wieczorny krajobraz. wszyscy lataja nago, czasem okreceni w recznik i tylko w restauracji obowiazuje szlafrok. nagle patrzymy na zegar, ups! pozno. jedziemy do domu, baby sitter sie nam zniecheci jak bedziemy niepunktualni. drepczemy swinskim truchtem do przebieralni, ktora jest wspolna spa i basenowi a na basenie wszyscy oczywicie normalnie w kostiumach. dla basenowcow wiec sa specjalne boxy - przebieralnie, chyba dlatego ze pomieszczenie jest koedukacyjne i nie kazdy lubi swiecic swoja uroda prze obcymi ludzmi. nam jednak wszytko jedno, nie chce nam sie szukac wolnego boxu i stojac za dlugimi do ziemi drzwiami szafki przebieramy sie dyskretnie w kaciku. przyglada na ma sie czarnowlosa dziewczyna. suszy dlugie wlosy na szczotke, widzi nas w lustrze i malo sobie czubkiem uchwytu oka nie wydlubie tak zezuje. glosno, po polsku wola towarzyszacych jej polakow. podchodzi para:
 - co jest? - pyta kolezanka
 - jezus te wstretne niemry to normalnie wstydu nie maja! - oburza sie nasza obserwatorka. znajomi rozgladaja sie: ale co?
 - no kurwa, ta z tylu to na golasa tu paraduje. i ten facet tez. - znajomi przyglaja sie nam dyskretnie:
 - powaga?
 - no kurwa na waleta lataja. normalnie bezwstydne takie, kurwa. i to kobieta. eee niemra zwyczajna.
maz polecial juz placic, ja zamykm jeszcze szafke i dopinam torbe. zeby wyjsc, musze przejsc kolo wzburzonego - zgorszonego towarzystwa i normalnie nie moge sie powstrzymac:
 - nastepnym razem idzcie nie na basen, tylko do sauny. tam sa same golasy.
mur. beton. panna oniemiala. ale chyba jej zaraz potem glos wrocil, bo uslyczalam za soba jej wkurzone:
 - jak to sie kurwa mozna na czlowieku przejechac!!!

no zdenerwowala sie chyba.




pure = rein

ide dzis badac swoje wnetrze. nie, nie duchowe niestety tylko to jak najbardziej fizyczne. dlatego jestem czysta jak aniol, albo pusta jak butelka po mleku. powinnam chyba zaczac medytowac. 
piątek, 02 października 2009
ocenianie.
prace domowe malina odrabia w horcie. ja tylko sprawdzam potem czy zeszyty rowno ulozone w tornistrze czekaja na nastepny dzien. uwazam, ze dobrze daje sobie rade, a choc wiem, ze potrafi lepiej malowac i bardziej sie starac, to nic nie mowie.
pani w szkole stawia jej ciagle usmiechy i podpis i tak sobie mysle, ze na razie to wszystko nie jest zbyt serio. zdania sa latwe, ze nie wiem i mysle, ze glownie chodzi o to zeby sie dzieci nie zniechecaly. ale wczoraj tak sobie gadalam z kilkoma mamami pod szkola i one sie wymienialy watpliwosciami na temat prac domowych. martwily sie, ze dzieci ciagle dostaja "smutne buzki" albo notatki "prosze odrabiac prace domowa staranniej" albo "prosze nie zaginac rogow" itp. badzo mnie to zdziwilo, bo myslalam, ze pani troche odwala te porace domowe i maluje te buzki wszystkim usmiechniete. na zachete.
w domu biore maline na spytki i przygladam sie jej zeszytom dokladniej. rzeczywiscie! znajduje dopiski do usmiechnietych buziek: "bardzo ladnie!", "brawo" oraz zlota gwiazdke pod jednym zadaniem. malina tlumaczy, ze taka gwiazdke dostala raz tylko ona a kiedy indziej prudence i pani ja bardzo pochwalila. malina zapomniala mi o tym powiedziec. z przedszkola jeszcze (ale tez z domu) wie, ze raz jest lepiej, raz gorzej i ze poprostu zawsze trzeba sie jak najbardziej starac. system punktow i usmiechow jest jej nieznany. potem przyjda stopnie, ktorych w szkole waldorf nigdy by nie poznala.
ostatnio jak ja postraszylam, ze jak bedzie taka niegrzeczna to wprowadzimy taki system punktow jak u flory to sie poplakala. ciagle jej tlumacze, ze jej ufam, ze ja sie staram wiec ona ma sie tez starac i ze takie punktowanie to jest dla maluchow, ktore jeszcze nie rozumieja co jest wazne a co nie a jak nie wie co jest wazne to niech pyta, bo nikt nie wie wszytkiego.
punkty kojarza mi sie z tresura.


w razie czego.
 - mamusiu, dzis sie nauczylismy co robic jak wybuchnie w szkole pozar. cwiczylismy to dzis.
 - tak? no i czego sie nauczylas?
 - jak wybuchnie pozar, to mamy nie ratowac tornistrow!
 - tak.
 - i mamy nie ratowac piornikow!
 - tak
 - tylko ludzi czyli siebie mamy ratowac i wykrecic numer 112.
 


czwartek, 01 października 2009
malinowe leki.
malina dostala wczoraj ataku histerii, ze nikt, ale to nikt z klasy nie chce sie u nia bawic. serce mi zamarlo. o kurcze, nie lubia jej? zaczelam na spokojnie prowadzic sledztwo:
 - dlaczego?
 - bo jestem dla nich za stara! - malina tak sie wzruszyla tym waznaniem, ze lzy zwyczajnie zalaly jej sweter. jeszcze czegos takiego nie widzialam, kiedy placzac mruzyla oczy, lzy nie sciekaly jej po policzkach tylko tryskaly na podloge. wyskakiwaly jejz oczu jak pchelki.
 - jak to za stara? moze dlatego, ze na przerwach ciagle bawisz sie z siasiadeczka a ona jest w trzeciej klasie?
 - nieeeee. nikt mnie nie lubi. nikt! nikt!
o matko, co robic?
 - a letishia? ona tez cie lubi juz?
 - letishia lubi. nawet bardzo
 - a prucence? myslalam, ze cie lubi?
 - prudence lubi. bardzo...
i tak przebrnelysmy przez niemal pol listy malinowej klasy. wszyscy maline lubia i malina ich tez tylko franciska nie chce sie z nia bawic, choc namowila maline do siedzenia z nia w lawce. przedyskutowalysmy sprawe i malina dzis ma przeprowadzic rozmowe z franciska. zobaczymy co z tego wyjdzie. potem wzielysmy hulajnoge i poszlysmy zobaczyc, ktora to jest ulica, na ktorej - jak wynika z klasowej listy - mieszka polowa uczniow z malinowej klasy. minuta drogi, male domki z malutkimi ogrodkami. co i raz slyszalysmy: czesc!, halo malina! halo! bardzo bylo milo i chyba tez maline uspokoilo, ze nalezy do tej grupy, do tego miejsca i ze nie jest sama. chyba wczoraj o tym rozmawiali w klasie, bo spiewali taka piosenke o tym ze sa razem i choc wazny jestem ja to najwazniejszy jestes ty!:-)

wieczorem w naszym domu rozbrzmiewaly koledy, bo to jedyne nuty jakie znalazlam.


Archiwum