wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
wtorek, 25 października 2016
malinowa alice

 

w niedziele obejrzelismy z malina alicje w krainie czarow.

"the only way to achieve the impossible is to believe it is possible” – zostalo w malinowej glowie.

a takze sukienka z chin:-)

 

 

 

poniedziałek, 24 października 2016
"bo meska rzecz byc daleko, a kobieca..." - spiewala kiedys pani alicja majewska.

 

moze to tylko ja tak mam, ale wsrod moich znajomych po obu stronach granicy znane mi przypadki rodzin z ciezko uposledzonym dzieckiem to takie, gdzie ojciec odszedl i juz. ma przeciez prawo do zdrowego dziecka? ma prawo do normalnej rodziny, prawda? postawcie sie prosze w jego sytuacji. marzyl o fajnym synku zeby grac z nim w pilke nozna a urodzilo sie dziecko kalekie, ktore mimo przedszkolngo wieku nadal nie umie samodzielnie chodzic. jeden znajomy ojciec odszedl, ale zapewnil przeciez finanse. no nie mial juz sily zmieniac pieluch swojej 15-letniej corce, kregoslup odmawial mu posluszenstwa, ale tez nie mogl sie nadziwic, ze matka oddala corke do zakladu opieki. sam przestal corke odwiedzac, bo w sumie stala sie roslinka i jest jej wszystko jedno czy ktos ja odwiedza czy nie. matka, po kilkutygodniowym pobycie w szpitalu dla nerwowo chorych jest pod opieka psychiatry. zwariowala. inaczej nie da sie tego nazwac.

mysle o tym czytajac o aborcji i protestach. podmiotowosc kobiet i retoryka z pogranicza bruku.

 

 

 

 

 

piątek, 21 października 2016
malinowy piatek.

 

poszlam dzis z malina kupowac buty, bo idzie z nami na impreze i ma wygladac jak czlowiek. buty znalazlysmy genialne. replay. panu tak sie spodobalysmy, ze wyciagnal jeszcze jedna pare podobne ale inne do ktorych malinie zaswiecily sie oczy jeszcze bardziej. kupilysmy wiec obie paryz. pierwsze dla mnie, drugie dla maliny. pan pakujac je do pieknych kartonow (portmonetke grzecznie schowalam do torby!) odpowiedzial na moje troche stroskane:

 - ale moze jednak troche za mlodziezowe?

 - nic podobnego. przeciez widze jakie pani nosi buty! no i jesli moge sobie pozwolic na szczerosc: te buty kupila niedawno taka pani juz nawet po 40 -ce, wiec... no sama pani rozumie!

moja piekna corka stuknela sie ze mna coca cola, ktora poczestowal nas sprzedawca. kazdy sie bez dalszych komentarzy ucieszyl mila sytuacja: pan zrobil dobry interes, ja uwierzylam w komplement a malina ma nowe buty.

 

wczoraj odbilam sie od dna. jestem wyczerpana ale szczesliwa. moj maz wlasnie w tym momencie zostaje czlonkiem anszego klubu zeglarskiego. po okresie probnym i listach polecajacych trzech czlonkow z ponad 10letnim czlonkowstwem! malina natomiast dostala statuetke najlepszej zeglarki naszego jeziora w kategorii laser. zaraz przyjada do domu. ja nie poszlam, bo padam na nos. pije bezglutenowe piwo i dziergam (zaispirowana habalem) zupelnie niepotrzebna mi poduszke z bialej welny. niepotrzebna ale bardzo piekna. moze nawet nie taka piekna i tak mi sie podoba.

 

 

 

 

czwartek, 20 października 2016
nie wiadomo gdzie

 

zgubilam albo zostala okradziona. zniknela cala portmonetka: karta kredytowa, karta bankomatowa, dowod osobisty, prawo jazdy, rozne rachunki do rozliczenia, karta samochodowa. poprostu oszaleje zaraz.

 

--------

update:

zadzwonilam do buria rzeczy znalezionych w hamburgu. pol godziny czekania na przyjecie zgloszenia. zglaszam. opisuje portmomnetke, wyliczam zawartosc. forsa symbolicznie, ale jak zaczynam wyliczac dowod, karty ubezpieczeniowe to robi mi sie slabo.

biuro rzeczy znalezionych na lotnisku monachium - to samo.

biuro rzeczy znalezionych w hamburgu - to samo.

biuro rzeczy znalezionych w monachium - to samo

wszystko trwa strasznie dlugo, plakac mi sie chce, ale jedno trzeba przyznac: wszedzie strasznie mili ludzi, wspolczujacy impocoeszajacy, ze dokumenty bardzo czesto sie znajduja.

na wszelki wypadek przeczesuje jeszcze raz walizki, torby, samochod, garaz, regaly, pod soafa, pod fotelami, pod szafkami. nie ma.

 

zeby nie zglupiec z rozpaczy ide do ogrodu i chyba z tego zimna moj mozg spina sie, wypreza miesnie i kieruje mnie do kartonowej torby w piwnicy. w torbie leza trzy rulony plakatow, ktore dostalam w prezencie za zakup wielkiej koldry w sobote w miescie. sprzedajaca pani zapalkowala nam zakupy w tyle toreb, ze juz nie mialam sily chowac portmonetki do torby, tylko wrzucilam ja do kartonu, bo zaraz wsiadalam do samochou. i wlasnie ten moment przypomnial mi sie w ogrodzie dzis.

o boze jaka jestem zmeczona.

 

 

 

 

 

środa, 19 października 2016
wczoraj bylo trudno.

 

wczoraj byl trudny dzien z tylu roznych powodow, ze nawet nie chce mi sie o nich pisac. godzina za godzina - same nieprzyjemne.

i nadeszla godzina 17:44. zadzwonil telefon. podnioslm sluchawke, choc wiedzialam, ze bedzie wkurzajaco, ale co robic, taka praca. no wiec zaczynam te rozmowe nieprzyjemna a o 17:45 dzwonek do drzwi. malina otwiera a ja widze, ze pani od fortepianu przyszla z psem. lubie psy, ale nie takie niespodziewane u mnie w domu. zeby nie dostac zawalu sercu pomachalam reka i poszlam na gore nadal telefonowac.

po trzech kwadransach lekcji udalo mi sie pokonac wrodzona uprzejmosc i powiedzialam pani, ze niestety pies na lekcjach fortepianu nie jest u nas mile widziany.

malina byla oszolomiona. powiedziala, ze jeszcze nigdy nie widziala mnie w takim stanie. myslala, ze pekne, wybuchne albo zaczne krzyczec! rutyna i dojrzaly wiek pozwolily mie jednak przetrwac. nie peklam.

 

 

 

 

poniedziałek, 17 października 2016
malinowy komiks.

 

u nas to sie nazywalo plastyka czy zpt? juz nie wiem. generacja malinowa ma zajecia ze sztuki. w ciagu tych trzech lat powstaly naprawde piekne rzeczy, rysunki, obrazy, collage.

w tym semestrze zajmuja sie technika komiksu i maja przedstawic jakas scene z mitologii greckiej. wesolo czy tragicznie - jak kto chce. malina, ktora ma zawsze klopot z malowaniem/rysowniem oczu:

 - jedno oko wychodzi mi zawsze super, ale drugie prawie nigdy mi nie wchodzi...

postanowila zilustrowac scene z cyklopem.

 

 

 

środa, 12 października 2016
malinowe jedyneczki.

 

czwarty tydzien szkoly po wakacjach. tydzien temu wielka klasowa z laciny. malina wrocila do domu wniebowzieta, ze bylo tak latwo, ze oddala po 20 minutach i reszte lekcji sie nudzila. z lekka sie wkurzylam na taka arogancje:

 - mam nadzieje, ze przynajmniej raz sprawdzilas co przeczytalas?

 - oczywiscie! - zapewnila malina i zaraz chyba pozalowala, ze mi to opowiedziala, bo widziala, ze mi sie to nie podoba.

dzis dzwoni do biura:

 - dostalismy sprawdziany z laciny. byla straszna afera. jeszcze nigdy srednia klasowa nie byla taka zla i pan m. sie strasznie zdenerwowal, ze sie nie uczymy. polowa klasy ma...6!

szostka to tutejsza pala i juz czuje, ze malina przygotowuje grunt na obrone zlej oceny, bo tydzen temu tak sie wychwalala...

 - na cala klase tylko jedna jedynka.

 - tak? a kto ja dostal?

 - ja.

o kurcze...

to 7 jedynka w tym roku szkolnym. i wiem, wiem, stopnie nie sa wazne. tak jak pieniadze nie sa wazne. ale przyjemnie je miec. tak?

 

 

 

piątek, 07 października 2016
specjalne zyczenia.

 

idziemy dzis z malina na babskie zakupy. buty jesienne oraz kurtki na narty. (ja jezdze w kurtce, ktora ma 25 lat i zacina jej sie suwak, malina ze swojej wyrosla).

maz daje nam ostatnie namaszczenie:

 - idzcie i cos kupcie, sknery jedne!

i dodaje:

 - moge miec jakies prywatne zyczenie?

 - a jakie?

 - no zebys sobie kupila jakies buty powyzej 10 centymetrow!!!

 

 

 

 

czwartek, 06 października 2016
i jest spoko bitwa pod koniec.

 

w sobote, czyli pojutrze w malinowej sobotniej szkolce bedzie praca nad panem tadeuszem. poniewaz - mimo wielu niezwyklych talentow! - malina nie da rady do pojutra przeczytac chocby polowy tego wiekopomnego dziela, rzucilam sie na poszukiwanie streszczenia, filmu albo chociaz mp3 z recytacja holoubka albo przynajmniej zamachowskiego. niestety na razie nic nie znalazlam bo utknelam tu:

 

https://www.youtube.com/watch?v=4DcByZjFqVI

 

:-)

 

 

 update w piatek:

 

no dobra, znalazlam tez to:

 

https://www.youtube.com/watch?v=s9xHbvwG1jY

 

obejrzymy dzis wieczorem tez film i "jakos to bedzie!" :-)

 

środa, 05 października 2016
malinowa nauczycielka

wczoraj przyszla nowa pani od fortepianu. polecili nam ja znajomi: starsza pani, chinka. kiedy stanela w drzwiach, zrozumialam, ze mam jakis stereotyp chinki w glowie, ktory wlasnie pada w gruzy. pani - nauczycielka na emeryturze - w burzy kasztanowo-czerwonych wlosow okielznanych diamentowa klamra i z przodu przycietych w idealnie rowna grzywke szybko sie przywitala, wskoczyla w przyniesione kapcie i jeszcze stala w drzwiach a juz siedziala kolo malinowego pianina. rzucila okiem na malinowe nuty, popatrzyla na maline:

 - a ile ty masz lat?

 - 13 i pol. - na maline przeskoczyl juz elektryczny ognik, juz byla "kupiona".

 - no i nadal chcesz grac takie walczyki dla malych dziweczynek?

 - nie.

pani wyciagnela jakies pogniecione nuty, przebiegla palcami po klawiaturze.

 - fajne?

 - fajne! - rozpromienila sie malina.

 - no to graj.

mialy grac trzy kwadranse, graly godzine. jeszcze brzmial ostatni akord a pani juz sie zegnala w drzwiach wrzucajac kapcie do torby.umowily sie, ze zawsze bedzie jeden klasyk i jeden pop.

 - no to czesc!

temperament w sam raz dla maliny.

 

 

 

 

Archiwum