wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
środa, 19 października 2016
wczoraj bylo trudno.

 

wczoraj byl trudny dzien z tylu roznych powodow, ze nawet nie chce mi sie o nich pisac. godzina za godzina - same nieprzyjemne.

i nadeszla godzina 17:44. zadzwonil telefon. podnioslm sluchawke, choc wiedzialam, ze bedzie wkurzajaco, ale co robic, taka praca. no wiec zaczynam te rozmowe nieprzyjemna a o 17:45 dzwonek do drzwi. malina otwiera a ja widze, ze pani od fortepianu przyszla z psem. lubie psy, ale nie takie niespodziewane u mnie w domu. zeby nie dostac zawalu sercu pomachalam reka i poszlam na gore nadal telefonowac.

po trzech kwadransach lekcji udalo mi sie pokonac wrodzona uprzejmosc i powiedzialam pani, ze niestety pies na lekcjach fortepianu nie jest u nas mile widziany.

malina byla oszolomiona. powiedziala, ze jeszcze nigdy nie widziala mnie w takim stanie. myslala, ze pekne, wybuchne albo zaczne krzyczec! rutyna i dojrzaly wiek pozwolily mie jednak przetrwac. nie peklam.

 

 

 

 

poniedziałek, 17 października 2016
malinowy komiks.

 

u nas to sie nazywalo plastyka czy zpt? juz nie wiem. generacja malinowa ma zajecia ze sztuki. w ciagu tych trzech lat powstaly naprawde piekne rzeczy, rysunki, obrazy, collage.

w tym semestrze zajmuja sie technika komiksu i maja przedstawic jakas scene z mitologii greckiej. wesolo czy tragicznie - jak kto chce. malina, ktora ma zawsze klopot z malowaniem/rysowniem oczu:

 - jedno oko wychodzi mi zawsze super, ale drugie prawie nigdy mi nie wchodzi...

postanowila zilustrowac scene z cyklopem.

 

 

 

środa, 12 października 2016
malinowe jedyneczki.

 

czwarty tydzien szkoly po wakacjach. tydzien temu wielka klasowa z laciny. malina wrocila do domu wniebowzieta, ze bylo tak latwo, ze oddala po 20 minutach i reszte lekcji sie nudzila. z lekka sie wkurzylam na taka arogancje:

 - mam nadzieje, ze przynajmniej raz sprawdzilas co przeczytalas?

 - oczywiscie! - zapewnila malina i zaraz chyba pozalowala, ze mi to opowiedziala, bo widziala, ze mi sie to nie podoba.

dzis dzwoni do biura:

 - dostalismy sprawdziany z laciny. byla straszna afera. jeszcze nigdy srednia klasowa nie byla taka zla i pan m. sie strasznie zdenerwowal, ze sie nie uczymy. polowa klasy ma...6!

szostka to tutejsza pala i juz czuje, ze malina przygotowuje grunt na obrone zlej oceny, bo tydzen temu tak sie wychwalala...

 - na cala klase tylko jedna jedynka.

 - tak? a kto ja dostal?

 - ja.

o kurcze...

to 7 jedynka w tym roku szkolnym. i wiem, wiem, stopnie nie sa wazne. tak jak pieniadze nie sa wazne. ale przyjemnie je miec. tak?

 

 

 

piątek, 07 października 2016
specjalne zyczenia.

 

idziemy dzis z malina na babskie zakupy. buty jesienne oraz kurtki na narty. (ja jezdze w kurtce, ktora ma 25 lat i zacina jej sie suwak, malina ze swojej wyrosla).

maz daje nam ostatnie namaszczenie:

 - idzcie i cos kupcie, sknery jedne!

i dodaje:

 - moge miec jakies prywatne zyczenie?

 - a jakie?

 - no zebys sobie kupila jakies buty powyzej 10 centymetrow!!!

 

 

 

 

czwartek, 06 października 2016
i jest spoko bitwa pod koniec.

 

w sobote, czyli pojutrze w malinowej sobotniej szkolce bedzie praca nad panem tadeuszem. poniewaz - mimo wielu niezwyklych talentow! - malina nie da rady do pojutra przeczytac chocby polowy tego wiekopomnego dziela, rzucilam sie na poszukiwanie streszczenia, filmu albo chociaz mp3 z recytacja holoubka albo przynajmniej zamachowskiego. niestety na razie nic nie znalazlam bo utknelam tu:

 

https://www.youtube.com/watch?v=4DcByZjFqVI

 

:-)

 

 

 update w piatek:

 

no dobra, znalazlam tez to:

 

https://www.youtube.com/watch?v=s9xHbvwG1jY

 

obejrzymy dzis wieczorem tez film i "jakos to bedzie!" :-)

 

środa, 05 października 2016
malinowa nauczycielka

wczoraj przyszla nowa pani od fortepianu. polecili nam ja znajomi: starsza pani, chinka. kiedy stanela w drzwiach, zrozumialam, ze mam jakis stereotyp chinki w glowie, ktory wlasnie pada w gruzy. pani - nauczycielka na emeryturze - w burzy kasztanowo-czerwonych wlosow okielznanych diamentowa klamra i z przodu przycietych w idealnie rowna grzywke szybko sie przywitala, wskoczyla w przyniesione kapcie i jeszcze stala w drzwiach a juz siedziala kolo malinowego pianina. rzucila okiem na malinowe nuty, popatrzyla na maline:

 - a ile ty masz lat?

 - 13 i pol. - na maline przeskoczyl juz elektryczny ognik, juz byla "kupiona".

 - no i nadal chcesz grac takie walczyki dla malych dziweczynek?

 - nie.

pani wyciagnela jakies pogniecione nuty, przebiegla palcami po klawiaturze.

 - fajne?

 - fajne! - rozpromienila sie malina.

 - no to graj.

mialy grac trzy kwadranse, graly godzine. jeszcze brzmial ostatni akord a pani juz sie zegnala w drzwiach wrzucajac kapcie do torby.umowily sie, ze zawsze bedzie jeden klasyk i jeden pop.

 - no to czesc!

temperament w sam raz dla maliny.

 

 

 

 

wtorek, 27 września 2016
malinowe wiadomosci dnia

 

pamietam jak mala malina biegala. jak biegala to biegala cala soba. biegla a caly ogrod, caly swiat falowal razem z nia, biegla jakby nie bylo kamieni, korzeni, zadnych schodow, zadnych przeszkod, biegla jakby na koncu miala skoczyc na puchowa pierzyne albo miekki materac. biegla na hustawke, do tatusia wracajacego z pracy, do kuchni, bo pokroilam jej jablko. zupelnie nie pamietam, jak malina chodzila. ze perspektywy czasu wydaje mi sie, ze zawsze biegala, skakala a jak siedziala to machala nogami. musialam o tym sobie pomyslec widzac ja wczoraj przez okno jak wraca ze szkoly. niby idzie objuczona wielkim tornistrem, ale cos jest w tym marszu bardzo energetycznego, biegnacego, podskakujacego. tak sie wlasnie malina wczoraj spieszyla do domu:

 - chcesz pierwsza czy druga wiadomosc?! - wola od progu - bo mam dwie!!! - promienieje.

 - druga poprosze!

przed wakacjami chlopak, ktory byl pianista w szkolnym big bandzie zrobil mature i skonczyl szkole. wczoraj pani od muzyki zaproponowala malinie jego role! spelnilo sie malinowe marzenie, ktore wlasciwie nie mialo szans sie spelnic. big band i grupa teatralna ciesza sie w szkole szacunkiem nie tylko nauczycieli, tylko tym jedynym waznym szacunkiem uczniow i kolegow. malinowe kolezanki gratulowaly malinie i caly dzien cieszyly sie razem z nia.

wiadomosc pierwsza, to jedynka z francuskiego. pierwsza ocena w tym roku. francuski jest piatym malinowym jezykiem, na ktory malina niecierpliwie czekala juz od trzech lat. powtarza slowka i zdania delektujac sie ich brzmieniem jakby mialy smak landrynek.

tak ja te wiadomosci zmeczyly, ze o 19:30 poszla spac.

 

malina 7 lat temu:

 

 

 

 

 

piątek, 23 września 2016
w dzikie dynie zaplatani...

nasza sasiadka ma absolutnego fiola na punkcie pomidorow. co roku dookola jej domu, domku na sprzet, garazu stoja donice a w kazdej inny gatunek pomidorow. koledzy jej trzech synow jak sobie robia przerwe w zabawie, to ida na "lampki" (zolte male pomidorki z zakreconym noskiem) albo "tygryski (czerowne z zoltymi paskami) czy jakie inne kolorowe, pyszne klejnociki.

pozna wiosna maz sasiadki przynosi mi cztery plastikowe donice a w kazdej 15 cm roslinka - wszystkie takie same. dopiero po miesiacu widac, ze to 4 zupelnie inne gatunki, jeden pnie sie ku gorze, drugi zamienia sie w bujny krzaczek a listki ma pokryte siwym meszkiem. w tym roku nie mialam czasu ich przesadzac i tylko wstawilam te plastikowe kontenery do terakotowych donic na gornym tarasie. lato bylo pelne wyjazdow, terminow, wakacji, w przeciwienstwie do ubieglego roku okupowalismy glownie werande, na taras chodzilam tylko zbierac pomidorki. okazalo sie, ze oprocz pomidorow w ziemi byly nasiona dyni. 5 dyn bardzo sie usamodzielnilo. rozlozyly sie na tarasie ozdabiajac go najpierw wielkimi zoltymi kwiatami a teraz pomaranczowymi dyniami. najlepsze jest jednak to, ze kilka pnaczy zaplatalo sie w winogrona i zaczelo spuszczac w dol. tak wiec teraz jedna sciane tarasu zdobia mi male owoce dyni splywajace w dol wsrod winogron i roz. wyglada to genialnie a mi placze sie po glowie a to grechuta a to demarczyk:

"i groszki kwitna i roze..." hmmm i "dynie!"

"w dzikie wino zaplatani..."

 

zaczela sie jesien. jest przepieknie.

 

 

środa, 14 września 2016
pobudka.

 

jestem dziwnym stworzeniem. klucze wsrod maili, przesluchuje zostawione wiadomosci, znudzona wisze na godzinnych telefonicznych konferencjach. nie mam sily na te prace. pewnie za dlugo sie tym juz zajmuje. az tu nagle wali sie polowa ustalonych systemow, ktos rzuca prace, ktos konczy wspolprace, ktos potrzebuje wielkiej prezentacji na wczoraj, skacze mi ciesnienie i nagle znow mi sie chce, kazda katastrofa jest nowym miejscem na nowa konstrukcje. czuje sie jakbym sie obudzila po dwoch tygodniach podsypiania. od czasu do czasu potrzebuje pobudki, inaczej popadam w letarg. nagle w ciagu godziny zlatwilam wiecej spraw niz czasem w pol dnia.

 

 

 

 

wtorek, 06 września 2016
aniolek, fiolek, roza, malina.

 

taki mam zwyczaj, ze jak malina ma jakas wieksza klasowke to wkladam jej do sniadania do szkoly karteczke i magicznymi zyczeniami i jakas biedronke z czekolady, marcepanowa koniczynke albo albo tylko zyczenia powodzenia. noc przed wyjazdem na wyspe kiedy juz wszystko bylo spakowane, uchylilam suwak walizki i wsunelam pod recznik malutkiego galgankowego aniolka stroza zeby sie nia opiekowal z mini-ksiazeczka i kartka pelna serduszek i przypomnien o pryskaniu sie przeciw komarom i kleszczom, myciu zabkow, smarowaniu sie na slonce i z zyczeniami pieknych ferii. malina po otworzeniu torby znalazla aniolka i liscik. kolezanki na to: oooo wie süüüüüsss...

dlatego malina ani nie spodziewala sie listu od nas, bo nas zna i dlatego czula sie zobligowana do napisania kartek (dwie!!!) do domu.

aniolek opiekowal malina tak dobrze, ze nie tylko swietnie sie bawila, ale tez zakochala sie po uszy. i masz babo placek!

po powrocie do domu posadzilam ja na tarasie, do wiadra nasypalam persil, nalalam goracej wody i malina godzine moczyla nogi, bo za nic nie mogla ich domyc. pieknie opalona, jakas taka wesola, szczesliwa... nastepnego dnia spedzilismy piekny weekend nad jeziorem bodenskim a ten tydzien malina codziennie od 10 do 17:00 zegluje w swoim klubie. wraca, zjada - mimo swietnych posilkow jakie maja na zaglowkach - wielka kolacje i nie ma nawet sily na poczytanie przed spaniem.

 

zakochana malina to jest zupelnie nowy rozdzial w naszej historii. patrze z boku i sie troche zachwycam a troche nie wiem co robic. maz tak samo.

 

za tydzien szkola!

 

 

 

piątek, 02 września 2016
o ludzieeee! jaki wstyd!!!

 

jaka poruta!!!

 

malina jako J E D Y N A  nie dostala zadnej poczty na obozie. ani kartki, ani listu, ani paczuszki jak inne dzieci. jak jej WSZYSKIE kolezanki... nie mam czasu pisac wiecej. ide sie rehabilitowac!!!

 

 

 

 

in den sauren apfel beißen

 

niemcy maja takie powiedzenie: ugryzc kwasne jablko.

to powiedzenie dokladnie oddaje cala sytuacje do ktorej sie zwykle odnosi. zanim sie to jablko ugryzie to sie dokladnie wie jak bedzie: kwasno! kwasno, ze az ciarki przechodza! nie umiera sie od tego, ale bleeeee... ale jak trzeba to trzeba. zawodowo zebralo mi sie kilka takich jablek, ktore od przekladania z miejsca na miejsce nie zrobily sie slodkie. wlasnie mam za soba jeden telefon, teraz zbieram sie za mail. chce wszystkie nieprzyjemne sprawy zalatwic przed weekendem.

brrrrrr!!!!

 

ps: za to wieczorem wraca malina.:-)

 

 

czwartek, 01 września 2016
dzienniki

 

dzis w nocy obudzilam sie i... pomyslalam o dziennikowych wpisach o malinie. tam jest kawalek malinowego zycia a ja tych wpisow nie zabezpieczylam. nawet nie wiem czy dzienniki jeszcze istnieja. rano wstalam, zagladam, sa! za nic nie moglam sie zalogowac, bo link dzieki ktoremu mozna stworzyc nowy kluczyk, idzie na adres firmy w ktorej nie pracuje juz od lat. poranna intelektualna joga i... przypomnialam sobie haslo, weszlam na swoj dziennik i wszystko jest. wpisy o malinie, ktora ma dwa latka, krolewka, ktora nie chce sie malinie przysnic, maz doskonaly, buraczki, o tym, z w warszawie zawsze wygladam lepiej niz w niemczech. wzruszylam sie jak nie wiem.

 

środa, 31 sierpnia 2016
jak sobie wychowasz, tak masz.

jeszcze nigdy nasza skrzynka pocztowa nie cieszyla sie takim zainteresowaniem. maz oglade ja od storny adresata, ale tez sprawdza strone listonosza. na koniec chodzi kolo bramy i przyglada sie krzakom, bo moze malinowa kartka wypadla listonoszowi z torby, gdzies sie zaplatala, wysunela sie ze skrzynki na listy. kto wie.

no tak. nie ma zadnej kartki. skad malina ma miec dobry przyklad? w zyciu nikomu nie wyslalismy kartki, jakies pojedyncze przypadki sie nie licza i nie maja zadnego wplywu na wychowanie dziecka. rytualy, tradycja. tak sobie maline wychowalismy i masz babo placek.

dzis sprawdzilam sytuacje u rodzicow malinowych kolezanek. jedna mama tylko sie smieje: n a p r a w d e  mysleliscie, ze one cos z tej wyspy napisza? tam nie ma czasu na pisanie! i przy tej pogodzie? no co wy!

druga powiedziala, ze tez nic, ale ze to jest dobry znak.

tylko my tacy wrazliwi. kurcze.

az tu nagle popoludniu, ot tak jakby nigdy nic, przyszedl listonosz i wrzucil kartke do skrzynki i poszedl dalej. polecialam, otworzylam i.... tak tak! jest!

jakie to szczescie, ze nasze okropne wychowanie nie ma wplywu na to cudowne dziecko. napisala kartke drobnym maczkiem. o jeju, no!!!

 

(tatus mial po drodze zrobic zakupy, ale jak sie dowiedzial o kartce przyjechal prosto do domu.)

 

 

 

 

 

wtorek, 30 sierpnia 2016
malinowy lapis lazuri.

 

krotko przed wakacjami malina dostala zaproszenie na super party. wielka radosc, ale zaraz sie okazalo, ze to akurat ten tydzien, kiedy jestesmy w hamburgu a wszystko oplacone: i samolot i hotel. malina strasznie cieszyla sie na hamburg ale tez zrobilo jej sie smutno z powodu tego przyjecia, ktore musialo przepasc. w koncu do wieczora jakos przebolala i poszla spac. sprawdzilam zmiane rezerwacji - niestety koszta bylyby niewspolmierne do sprawy. poszlam na gore i czuje, ze malina nie spi, wiec usiadlam na brzegu lozka i tak sobie cos tam jeszcze szeptaysmy jak swietnie bedzie w hamburgu i powiedzialam jej zeby cos wymyslila na pocieszenie. cos zwariowanego! i malina wyczula chyba, ze to jest ten moment:

 - mamusiu, cos zwariowanego to ja wiem bez zastanowienia.

 - tak? a co?

 - chcialabym zafarbowac na niebiesko wlosy. lapis lazuri. niebiesko.

ja mialam na mysli jakies wariactwo jak lody na sniadanie albo co... ale wlosy? ale zachcialo mi sie byc matka wyjatkowa:

 - ale tylko koncoweczki, tak?

 - tak. - malina dobija targu szybko, bo zbedne dyskusje moglyby jej pokrzyzowac plany.

uzgodnilysmy, ze tylko koncowki (dla mnie koncowki maja 2 cm) i jak nie zejdzie w ciagu wakacji to niebieska czesc obetniemy z poczatkiem roku szkolnego.

w hamburgu malina wydoroslala o kilka lat, sama jezdzila metrem na zajecia ze sztuki i do mojego biura i postanowilam dotrzymac slowa z tymi wlosami. zadanie okazalo sie nielatwe, bo w niemczech fryzjerzy nie chca farbowac wlosow ludziom do 16 roku zycia, nawet jak obok stoi matka i oficjalnie pozwala. kolezanki w pracy znalazly mi jednak niedaleko biura kultowago fryzjera - caly wytatuowny od grzywki po piety podobnie jak zatrudniona u niego fryzjerka, ktora zajela sie malina. wszyscy czekalismy w biurze z zapartym tchem. pozwolilam na wiecej niz koncoweczki, bo juz tyle bylo tego zachodu z szukaniem fryzjera. po trzech godzinach, malina wrocila taka:

 

 

wyglada to genialnie i wlasnie moja biurowa kolezanka tez sobie sprawila taki kolor.

a ja jestem fantastyczna, odlotowa mama. nazbieralam tyle punktow, ze moge sie zloscic na balagan w malinowym pokoju do bozego narodzenia:-)

 

 

 

 

 

czwartek, 25 sierpnia 2016
tesknienie malinowe.

 

zaraz ide sluzbowo na wielkie party. pogoda super, mam fajna kiecke i po wakacjach zlotawy odcien. ale jakos kurcze nie wiem... no tesknie. zadzwonilam do meza. on tez teskni. gdzies tam na wyspie nasze malutkie dziecko, coreczka szaleje na resorach a my kurcze umieramy z tesknoty. jutro skoro swit wyruszam do domu. plany mam weekendowo-bogate. a wszystko zeby zagluszyc serce.

 

ps: maz sprawdzal dzis skrzynke na listy czy juz przyszedl jakis list:-)

 

środa, 24 sierpnia 2016
pomozcie:-)

kochane moje, moi znajomi chca sie pobrac gdzies niedaleko gdanska. ona polka on francuz.

ma byc pieknie, moze byc drogo i ekskluzywnie. polecilam im szesc debow. macie jeszcze jakies pomysly?

 

 

 

wtorek, 23 sierpnia 2016
wakacyjny maraton.

 

pojechalismy, wycisnelismy z dwoch tygodni co sie dalo, wrocilismy wczoraj wieczorem a dzis malina pojechala o 7 rano na 11-dniowy oboz. bez komorki, bez telefonu, z papierem listowym i kopertami. z latarka i emaliowymi dwoma talerzami, stalowym kubkiem. z kapelutkiem i poduszka.

chyba zwariujemy. maz zabiera mnie dzis na kolacje. na wszelki wypadek.

 

 

 

 

czwartek, 28 lipca 2016
od jutra wakacje.

jak co roku dzien przed swiadectwami i zakonczeniem roku, mielismy dzis letni festyn. kebaby, kielbasy, napoje, chor, pokazy akrobacji, mecz pilki noznej z nauczycielami ale przede wszystkim socjalne kontakty rodzicielskie. zawsze lekka panika, bo poza mama malinowej przyjaciolki nie kojarze prawie nikogo, wiec dokladnie wsluchuje sie w narracje, zeby jak najszybciej zalapac z czyim rodzicem wlasnie rozmawiam. maz nerwowo usmiecha sie na wszelki wypadek do wszystkich, serwuje kawe i napitki i niecierpliwie czeka na zakonczenie imprezy - nie znosi takich zlotow.

pani od matematyki wrecza mi zaproszenie na spotkanie dla matematycznie utalentowanych dzieci. zaraz na poczatku roku, zalecia raz w tygodniu oplacane przez ministerstwo, cala szkola dostala 10 zaproszen. potem podchodzi do nas pani od instrumentow i pyta czy jestesmy malinowymi rodzicami. jestesmy. ona by chciala zeby malina przejela klawisze w jazzbandzie, bo klawiszowiec zrobil mature i po wakacjach juz go nie bedzie a tu slyszy, ze malina skonczy z lekcjami gry na pianinie. no skonczy. pani robi wyklad o malinowych zdolnosciach a my obiecujemy, ze sie zastanowimy.

wracamy do domu. maz otwiera specjalne wino (smakuje gorzej niz nasze ulubione zwyczajne, choc wyciagamy specjalne kieliszki), malina dostaje piekna ksiazke w prezencie i obgadujemy wszystkich: i rodzicow i dzieci, ktorych dzis spotkalismy. wesolo.

jutro swiadectwa. odbieramy maline prosto ze szkoly, maz wiezie nas na lotnisko i lecimy do hamburga. weekend jest - we dwie - nasz a potem malina troche "poprodukuje" u mnie w pracy. mimo, ze wakacyjne plany ma bardzo bogate, to to jest chyba jej ulubiony punkt programu. w biurze tez juz sie na nia ciesza.

pisalam tu juz o lekkim pekaniu z dumy? no dzis znow tak mamy. sorry i dobranoc.

 

 

 

 

 

 

 

recepta na przyjemna rodzine.

 

na fb czytalam dzis o "regretting motherhood" i tak sie zastanowilam nad nami. w oko wpadl mi watek o poswiecaniu sie. ja sie dla maliny nie poswiecam i w ogole w naszym - maz, malina i ja -  rodzinnym zyciu nie ma poswiecania. jestesmy niezlymi egoistami.

 

 

środa, 27 lipca 2016
krotko przed wakacjami.

poszlysmy wczoraj z malina cos waznego zalatwic. potem wstapilysmy do sklepu, gdzie akurat byly obnizki i kupilysmy sobie po sukience. w drodze do domu opowiadalysmy sobie kawaly. kolacje imieninowa przygotowal maz i malina bez mrugniecia okiem wszystko skonsumowala, mimo, ze to nie jej bajka. wystroilysmy sie w te nowe kiecki, deser na tarasie i dobranoc. tak sobie potem siedzielismy z mezem i z przyjemnoscia umieralismy z dumy. za dwa dni koniec szkoly. na swiadectwie same sukcesy. w niedziele zakonczyly sie lokalne regaty. malina wygrala je tak, ze przez chwile mdlalam z lornetka: o matko, ona plynie chyba w zla strone??? wszyscy sa gdzie indziej!!! ale potem wypatrzylam lornetka jej trenera na motorowce, byl pol metra wyzszy z dumy niz normalnie. po dwoch rundach, malina plynela do portu, kiedy reszta zawodnikow byla w 3/4 drogi. myslalam, ze to bylo szczescie i pomyslny wiatr, ale trener potem tylko krecil glowa na te moja zeglarska niewiedze. malina dobrze wyczula wiatr i jej strategia "wielkich zakretow" przyniosla jej sukces. w ogolnej letniej klasyfikacji zajela drugie miejsce. pozwolilam jej na wakacje pofarbowac koncowki wlosow na turkusowo. trzy lata temu miala trzy fioletowe pasemka, dwa lata temu dwa zielone a zima czerwone koncowki (tylko na narty, zmylo sie po 4 razach). musimy szukac fryzjera, ktory ma ten wymarzony kolor.

swiat moglby byc taki piekny, ale nie jest.

 

 

piątek, 22 lipca 2016
perseidy

 

wisze na hamaku. noc czarna. wschodzi ksiezyc i rozswietla wszystkie gwiazdy. pieknie. marze sobie jedno marzenie. i w tym momencie widze spadajaca gwiazde. jednoczesnie. czy to znak? to musi byc znak. to nie moze byc przypadek. pieknie. pieknie. pieknie.

a dokladnie nastepnego dnia przychodzi wiadomosc, ze moje marzenie moge sobie... dalej marzyc.

amen.

środa, 20 lipca 2016
zamyslenie.

 

roze przekiwitly, hibiskus szykuje sie z paczkami, winogrona rozrosly sie w zielony parawan. slonce zachodzi, ksiezyc w pelni, swietliki. malina nurkuje, maz drzemie, pachnie ogniskiem, koniki polne koncertuja. nosze ze soba ksiazke na werande, na pomost, na balkon i nie czytam. przygladam sie swiatu i mam nadzieje, ze swiat nas przezyje.

 

 

wtorek, 12 lipca 2016
malina na obozie.

 

dzis skoro swit czyli o 6 rano siedzimy w samochodzie i wieziemy maline na poranny odjazd na wycieczke sportowo-szkolna do wloch. te 30 minut straram sie wykorzystac na skrocony lekcje zachowania na wycieczece, w grupie szkolnej, zagranica i w ogole. kiedy dochodze do punktu, ze nie trzeba sie wstydzic - jakby sie cos dzialo - prosic o pomoc nauczycieli i w razie czasu wolnego w miescie zawsze trzymac sie w grupie przynjamniej 2 osobowej, chce ie wlasnie ugryzc w jezyk i umieram ze wstydu przed mezem... ale akurat, kiedy przerywam na krotki oddech, maz dodaje:

 - i jakby nagle ktos zatrzymal samochod i powiedzial: szybko wsiadajcie podwioze was do obozu albo, ze jest od waszej nauczycielki i ona prosila o podwiezienie...

aha. to jednak nie ja jedyna jestem w strachu.

 

 

na miejscu totalne podniecenie, pakowanie bagazy do autobusu, jeszcze szybko siusiu, jeszcze ostatnie zbiorowe zdjecie pod autobusem i hooops - wszystkie dzieci w srodku, walizki w bagazniku. i my rodzice sami na parkingu. na to jedna z mam wyciaga telefon i wola:

 - no dobra, teraz my sie fotografujemy!

ustawilismy sie do zdjecia, druga linia doprawila rozki tym z pierwszego rzedu, rodzice zaczeli recytowac jakis smieszny wierszyk prowokujacy do smiechu do kamery (pelen sprosnych slowek) i najlepszy z tego wszystkiego byly... miny naszych dzieci siedziacych w autobusie zdziwionych nasza "wesola histeria"... rodzice na wolnosci!

 

 

 

środa, 29 czerwca 2016
czarny humor

 

czytam o klopotach ikei przez komode, ktora upadla na dziecko.

czy mozna tez zaskarzyc do sadu ogodnika, ktory zasadzil nam w ogrodzie drzewo i malina z tego drzewa spadla? czy jednak nie da sie tego porownac?

 

 

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 86
Archiwum