wrzos. malina. wspolnie i osobno.
Kategorie: Wszystkie | Malina | Praca, mąż | Wpisy z TS-u
RSS
środa, 18 października 2006
rada

jak bylam w ciazy, dala mi te rade pewna zaprzyjazniona wloszka. mama trzech dziewczynek. nie znosilam rad od tysiecy zyczliwych mam, bo kazdy musi poszukac wlasnego zycia z dzieckiem, wlasnych sposobow. mozna pogubic sie w galimatiasie zlotych formul, bo to co jedna mama uwaza za genialne, inna wysmiewa i radzi nie zawracac sobie tym glowy. ale kilka rzeczy podpatrzylam u rzeczonej wloszki, bo dziewczynki sa trzy a jedna grzeczniejsza, madrzejsza i fajniejsza od drugiej, ze o urodzie nie wspomne.

nie rob swojemu dziecku tego, co sama uwazalabys za niemile. jak dziecko placze to cos mu jest. powiedz, chcialabys, jak cie cos boli, byc hustana, kolysana, polkepywana? ja nie. dlatego zgodnie z rada nigdy maliny nie hustalam jak byla niemowleciem. jak plakala to trzymalam ja mocno wramionach. bez ruchu. bylasmy jak posazek. i albo malina rzeczywiscie byla cudem albo ten sposob jest magiczny. postanowilam zrobic ten wpis, bo traf chcial, ze siedzialam ostatnio w samolocie z trzema mamami, ktore podrozowaly (jakby sie zmowily) z dwojgiem dzieci. i niemowlaczki im strasznie plakaly. piersza reakcja to nerwowe hustanie i wpychanie dziecku smoczka do buzi. kazda mama wie sama najlepiej co jest dobre dla jej dziecka, ale moze komus pomoze ta rada tak jak pomogla nam. malina zaczela plakac jak miala moze prawie dwa lata i zauwazyla, ze to robi na mnie wrazenie i ze moze jest to sposob mna manipulowanie. ale to juz zupelnie inny placz niz takiego maciupkiego bobasa, ktorego nie mozna zapytac o co mu chodzi.

wtorek, 02 maja 2006
o dziennikach TS - rozne moje wpisy skopiowane
dzienniki sa ciekawym cwiczeniem na intuicje. wczesniej czy pozniej mozna sprawdzic czy sie mialo racje. w zlosci czy z innych powodow oliwa sprawiedliwa, chcac nie chcac i szydlo z worka. gdzie indziej mozna te nasza nieopisana, kobieca, niesamowita intuicje tak przetestowac? wlasnie tu.
(wpis z 25.04.2006)

nie wiem. pewnie sie nie dowiem. ani zadna z nas do konca nie bedzie wiedziala. przerozne nicki, charaktery, osobowosci ciekawe i mniej. prawdziwe, wykreowane, szczere, obludne, wesole i smutne. wszystkie przypadki dziennikow dziwne powinny byc nauka: nie wiesz, kto to jest, kto z toba rozmawia, nawet jesli go dotknelas reka. nie wiesz. warto chronic adresy mailowe, telefony. chronic siebie. teksty tu zamieszczane nie sa niczyja wlasnoscia. moga jutro zniknac jesli tak zadecyduje TS. moga byc cytowane np. w TS bez pytania o zgode. dystans pomoze cieszyc sie ta dziennikowa zabawa. anonimowosc niech bedzie chroniona. nieprzyjemnosci omijane. omijane z daleka. na wszelki wypadek i dla spokoju duszy. dobranoc.
(wpis z 24.04.2006)
dialogi malinowe
- a gdzie jest moja pomaranczowa balona?
- pomaranczowy balon?
- tak.
- nie wiem.
- pewnie peknela.
- ...pewnie pekl. balon.
- taaak. no sukam i sukam. balooona, gdzie jestes?... nie ma. moze druga balona jest. baloooona druga, gdzie jestes?
- mowi sie balon.
- tak. ale nie ma. druga tez peknela.

(wpis z 27.04.2006)



czesc kwiatkow wyskubanych z ogrodka staram sie choc na kilka dni uratowac w wazonie. wiedna szybko. malina smuci sie:
- wszystie moje kwiatki... sie.. po---... sie ... popsu... nie ... sie ... poplakaly.
ale jutro znow bede ja gonila i przepedzala jak kurke po podworku.

(wpis z 26.04.2006)

poszlismy na pizze. wchodzimy do restauracji: sucho. wychodzimy: leje. rozochocona zabawa z kelnerami malina rozklada raczki:
- i co my teraz zrobimy. strasnie pada!
tatus spokojnie:
- pojedziemy do domu.
- ale tam tez pada!
tatus:
- ale tam mamy dom nad glowa.
- ale ten dach jest mokry.
no ma racje. i burza. i zle wiadomosci zawodowe. lepiej bylo zostac w restauracji.
(wpis z 24.04.2006)
poniedziałek, 01 maja 2006
dwa dziewczynki

na wszystkie nasze smutki powszednie poszlysmy sobie z malina na typowa kobieca pocieszanke: na zakupy. malina gdzies sie chyba reklam proszku do prania, kawy i innych margaryn naogladala i postanowila stworzyc z nas pare idealna. trzyma mnie za raczke a jak sie gdzies oddali w sklepie to zaraz przybiega i usmiecha sie uroczo:
- zgubilas sie mamusiu?
przytula sie, caluje i nazywa mnie ciagle mamusia, co mnie zupelnie rozkleja i mysle, ze ona to robi celowo. szczegolnie jak tak przy tym w oczy zaglada. no wiec idziemy sobe tak za raczki i widzimy na przeciw tez jakas mamusie z corka za raczke. dziecko w wieku mniej wiecej maliny. malina tez je widzi i mowi:
- mamusiu zobac. tez takie dwa ladne dziewcynki. jak my.
o jezu jak mi sie zrobilo. poszlysmy sobie wiec zaraz - dwa ladne dziewcynki - na lody, bo inaczej mojego wzruszenia nie moglam wyrazic.

(wpis z 20 kwietnia)

niemiecka poczta - niezawodna

malina codziennie pisze list do zajaca. maluje siebie i to co by chciala, zeby jej zajac przyniosl. a to zabke malutka gumowa (jak gumowy mis), a to lizaka, a to czekoladowa kulke. wklada listy do naszej skrzynki pocztowej a potem sprawdza. rzeczywiscie ostatnimi dniami zajac regularnie zabiera listy i zostawia to o co prosila w liscie malina. wczoraj namalowala mnie i siebie i dwa zajaczki.
- ty tez dostaniesz zajacka z cekolady.
ucieszylam sie z dobrego serca mojego dziecka, ale niestety mialam tylko jednego czekoladowego zajace, wiec po kilku godzinach malina znalazla tylko jeden prezent.
- oj zaczek zapomnial o mamusi. - zmartwilam sie, ale malina zaraz mnie pocieszyla:
- on jest dla ciebie i dla mnie. dla mnie uszy, dla ciebie buzia, tak?
pojechalysmy na poczte. podgryziony zajac zniknal tam dziwnym trafem. ( bo jakby go malina zjadla w calosci to z kolacji nici ). wytlumaczylam, ze zajac zgubil sie na poczcie i zeby napisala nastepny list. tym razem do listonosza, malina napisala zeby jej zwrocil czekoladowego zajczka jak go znajdzie na poczcie. listonosz byl tu dzis pol godziny temu jak zawsze na zolto na zoltym rowerze, wiec nie do przeoczenia. malina pedem pognala do skrzynki. jakiez bylo jej zdziwienie i radosc, kiedy znalazla tam swojego nadgryzionego zajaca zapakowanego w biala bibulke.
- odal mi! oddal! pana listonosza lubie.

(wpis z 19 kwietnia)

boze narodzenie w wielkanoc

siedzimy u lekarza i ogrzewamy jakims specjalnym aparatem chore malinowe uszki, zeby wyzdrowialy. przez drzwi widzimy wychodzaca od lekarza mame muzulmanke w dlugiej chuscie i maciupkim dzieciatkiem w ramionach. malina malo ze stolka nie spadla:
- patrz, jezus!

(wpis z 18 kwietnia)

Archiwum